Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nałożył kolejną karę na Polskę – tym razem jest to milion euro dziennie za to, że nie zawieszono Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, są też żądania przywrócenia do orzekania zawieszonych sędziów. To najwyższa kara w historii unijnego TS, ale czy zasadna?
– Absolutnie nie. Jest to oburzające postanowienie o nałożeniu kary na Polskę. Po postanowieniu sędzi Rosario Silvy de Lapuerty w sprawie zamknięcia kopalni i elektrowni „Turów”, jest to kolejny werdykt wydany jednoosobowo – tym razem przez wiceprzewodniczącego trybunału, duńskiego sędziego Larsa Bay Larsena. Znamienne, że to postanowienie TSUE zostało wydane mimo deklaracji szefa polskiego rządu, premiera Mateusza Morawieckiego, iż Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego zostanie zlikwidowana. Obecne trwają prace legislacyjne nad tym, żeby ów problem rozwiązać, tym bardziej nie zrozumiały jest pośpiech unijnego trybunału.
Czym to jest spowodowane?
– Dla mnie ten pośpiech może być wytłumaczony zmasowaną akcją ataków na polski rząd i wspierania Donalda Tuska oraz totalnej opozycji. Sekwencja zdarzeń jest tu aż nazbyt wyraźna. Z jednej strony mamy debatę na temat Polski w Parlamencie Europejskim i bardzo agresywne wystąpienia w dyskusji parlamentarzystów różnych frakcji począwszy od Europejskiej Partii Ludowej poprzez socjalistów czy Zielonych, a z drugiej strony –rezolucję europarlamentu, która skierowana jest przeciwko państwu polskiemu, a za chwilę właśnie to postanowienie trybunału w Luksemburgu nakładające karę miliona euro dziennie za to, że nie zawieszono Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. W tej sytuacji trudno oprzeć się wrażeniu, że TSUE kieruje się nie merytoryką, ale tylko i wyłącznie kryteriami politycznymi.
Jak to postanowienie ma się do zapowiedzi polskiego premiera o wdrożeniu reformy i likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, czyżby w instytucjach unijnych rzeczywiście w ogóle nie liczył się polski głos, a decydowały względy polityczne, a nie prawne?
– Dokładnie tak, działania te mają stricte polityczny charakter, a nie merytoryczny. Jeśli już taka kara miałaby być wymierzona, to tylko po wyroku, który zapadłby z udziałem sędziów TSUE, a nie jednoosobową decyzją jednego z sędziów. Jednakże mając na uwadze ostatnie orzeczenie TK w Polsce – można powiedzieć, że to postanowienie trybunału w Luksemburgu nie ma jakiegokolwiek znaczenia, ponieważ polski trybunał wyraźnie orzekł, że kwestie, które w traktatach nie zostały przekazane do unijnych kompetencji, nie mogą podlegać rozstrzygnięciu TSUE. Dlatego tego typu orzeczenia unijnego trybunału należy traktować i uznawać jako nieistniejące, niewywołujące skutków prawnych.
Jednak cały czas mamy próby wpływania na ustrój naszego państwa. Czy to nie jest niebezpieczne?
– Mamy próby głębokiej ingerencji właśnie w ustrój polskiego państwa, w bardzo ważną dziedzinę życia publicznego, jaką jest wymiar sprawiedliwości. Słyszymy też żądania szefowej Komisji Europejskiej, która chce, aby w polskim „Krajowym planie odbudowy” zawrzeć zobowiązanie dotyczące likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, zakończenia lub reformy reżimu dyscyplinarnego oraz rozpoczęcia procesu przywracania sędziów. To są wszystko, oczywiście, działania pozaprawne nieznajdujące jakiejkolwiek podstawy w traktatach i w umowie stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Można je zatem odczytywać tylko i wyłącznie w kategoriach wzmożonego ataku, wzmożonej presji na Polskę po to, aby rząd się ugiął, albo – mówiąc wprost – żeby doprowadzić do upadku rządów Zjednoczonej Prawicy.
Myślę jednak, że mimo podejmowanych prób – często bardzo nachalnych, to się nie uda, a misja Donalda Tuska, z którą przybył do Polski, spełznie na niczym. W Sejmie mamy stabilną większość, a Prawo i Sprawiedliwość niezmiennie ma wysokie poparcie w elektoracie, na co wskazują chociażby ostatnie sondaże. Tym bardziej pokazuje to, że Unia Europejska sama ma duży problem z praworządnością, bo jeżeli elity europejskie nie chcą uszanować demokratycznych wyborów w Polsce i rządu, który ma mandat suwerena do sprawowania władzy i realizacji swojego programu, to tylko pokazuje, że Unia – i to od wielu lat – nie jest już tą samą organizacją, która powstawała pod zupełnie innymi wartościami i hasłami. Niepokojące jest również to, że nie widać tam żadnej skłonności do refleksji czy powrotu do pryncypiów.
Czy Unia Europejska, która coraz częściej wykracza poza swoje kompetencje, która chce ingerować w sprawy państw narodowych ma jakąś przyszłość, czy nie rozpada się na naszych oczach?
– Być może ten proces już się rozpoczął jakiś czas temu, bo rzeczywiście polityka, którą Unia Europejska prowadzi zarówno w sferze gospodarczej, jak i w sferze wartości, w moim przekonaniu, faktycznie może prowadzić do upadku. Z tym że ten proces może trwać dziesiątki lat. Natomiast nie ulega kwestii, że ten proces już się rozpoczął.
Jak w kontekście ataków na Polskę – także wyroków TS w Luksemburgu – należy postrzegać wizytę prezydenta Dudy w Paryżu i spotkanie z prezydentem Macronem. Czy możemy mieć tutaj sojusznika w nierównej walce z Unią i coraz bardziej dominującymi Niemcami?
– Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Paryżu i rozmowy z prezydentem Emmanuelem Macronem – przede wszystkim pokazują, że Polska nie jest w Europie i w świecie izolowana – jak twierdzi totalna opozycja, że Polska jest ważnym członkiem UE – i co wielokrotnie podkreślamy – jest członkiem lojalnym. Oczywiście, możemy się różnić w postrzeganiu różnych spraw, w poglądach na temat kształtu wymiaru sprawiedliwości w państwach członkowskich, w kwestii wyboru sędziów, ale jest wiele spraw i interesów, które nas łączą, dlatego należy rozmawiać i utrzymywać dobre relacje.
Przecież wiele – w kwestii poglądów – dzieli prezydenta Emmanuela Macrona i prezydenta Andrzeja Dudę, ale liczy się to, że jako głowy ważnych państw członkowskich UE rozmawiają ze sobą. I to jest przykład na to, że w ten sposób, pogłębiając relacje, powinniśmy w Unii funkcjonować, nie na zasadzie dyktatu, gdzie silniejszy dyktuje warunki, gdzie za nieposłuszeństwo nakłada się kary na niepokorne państwa. Nie na tym polega funkcjonowanie UE.
Dla tzw. starej Unii i tego, co robi główny jej nurt na czele z Niemcami, przeciwwagą jest Grupa Wyszehradzka. Jak, patrząc na ostatnie nieporozumienia z Czechami w sprawie „Turowa”, wygląda stabilność i przyszłość V4?
– Należy pielęgnować wzajemne relacje w ramach Grupy Wyszehradzkiej, próbować też rozwiązywać dwustronne problemy, takie jak między Polską a Czechami w sprawie Kopalni Węgla Brunatnego „Turów”. Po wyborach parlamentarnych w Czechach trwa formowanie nowego rządu i warto poczekać, aż sytuacja u naszego południowego sąsiada się ustabilizuje. Myślę, że rozmowy w sprawie „Turowa” będą kontynuowane i dojdziemy do porozumienia. Natomiast traktujemy Grupę Wyszehradzką jako bardzo ważne dla tej części Europy i dotychczasowa dobra współpraca w ramach tego sojuszu nie jest zagrożona. Łączy nas wspólny interes podyktowany zarówno względami gospodarczymi, jak i względami bezpieczeństwa. Cały czas jesteśmy przeciwwagą dla głównego nurtu UE.

