Jak ocenia Pan Profesor ustalenia szczytu klimatycznego COP26?
– Jeśli się przypatrzeć tym wszystkim zapowiedziom, celom czy założeniom „Fit for 55”, to wygląda, że w imię walki z ociepleniem klimatu rzeczywiście można doprowadzić ludzkość do nędzy. Zwrócę uwagę, że są to wydatki idące w wiele bilionów euro czy dolarów, które miałyby zmienić całą strukturę podróżowania, produkowania i w ogóle życia człowieka, uzależniając wszystkich nas – w sposób niewyobrażalny – od instytucji kredytowych, wywracając przy tym wszystko, co wiąże się z użytkowaniem urządzeń elektrycznych w gospodarstwach domowych, przez samochody, a kończąc na miejscach pracy. Jest to rzeczywistość, która trąci szaleństwem, które ogarnęło szczególnie Europę. Oczywiście ktoś chce na tym osiągnąć duże zyski.
Europa odpowiada tylko za osiem procent emisji gazów. Jaki w tej sytuacji jest sens restrykcji wprowadzanych i planowanych przez Unię Europejską, która bierze na siebie najcięższe cele transformacji, skoro np. Chiny czy Rosja – najwięksi truciciele – nic sobie z tego nie robią i tego typu ograniczeń nie będą wprowadzać?
– No właśnie, w sferze emisji CO2 ani Rosja, ani Chiny w tę grę nie wchodzą, z kolei Indie kreują wizję zero-emisyjności dopiero za 70 lat, a więc odkładają to w czasie do terminu, który nigdy nie nastąpi. Natomiast w Stanach Zjednoczonych, a w szczególności w Europie determinacja w tym zakresie jest wręcz fanatyczna. Tymczasem jakoś morze nie zalewa nam Półwyspu Helskiego, Gdańska też nie ubywa, natomiast histeria zatacza coraz szersze kręgi. Ciągle słyszymy, że jest za pięć dwunasta, że za chwilę świat się ugotuje, ale osobiście słyszę to już przynajmniej od 20 lat albo i dłużej. Oczywiście procesy ocieplenia w świecie mają miejsce, ale pamiętajmy też, że mamy do czynienia z cyklami ocieplenia, oziębienia. Również dowód na to, że emisja CO2 wpływa na ocieplenie w sposób radykalny, jest podważalny, natomiast dowód na to, że to Europa, Unia Europejska odpowiada za ocieplenie, jest żaden. Osiem czy dziewięć procent emisji to jest kropla w porównaniu z ponad 90 procentami, które są poza Unią Europejską.
Jaki z tego wniosek?
– Widać, że skoro w Europie mamy do czynienia z taką determinacją, to stoją za tym wszystkim ideologia i interesy, a nie cel, jaki się powtarza jako główny – ratowanie planety. Nie da się tej presji w Europie zrozumieć, skoro Chiny są gdzie indziej, i nawet jeśli się obłoży podatkami, obciążeniami transport morski po to, żeby towary chińskie były droższe i żeby były produkowane na sposób zeroemisyjny, jest to nieracjonalne.
Proszę zwrócić uwagę, że Chiny same w sobie mają ponadpółtoramiliardowy rynek i wchodząc w obszar Azji, tworzą sobie strefy wolnego handlu, a więc Europa jest dla nich tylko jednym z wielu, ale nie najważniejszym elementem. Natomiast jeśli Europa – nieprzemyślanymi działaniami – pogrąży się w chaosie i biedzie, dociążając tak potężnie swoją gospodarkę, to przestanie się liczyć jako ważny czynnik w wymianie handlowej i bynajmniej nie zaszkodzi Chinom. Jak widać, problemy, które dzisiaj mamy – związane z brakiem środków z Funduszu Odbudowy czy funduszy strukturalnych, które prawdopodobnie będą obciążone powiązaniem z tzw. praworządnością, nie są jedynymi, bo sprawa zeroemisyjności i całej związanej z tym ideologii jest po stokroć groźniejsza. Gdybyśmy nie otrzymali nawet jednego euro z funduszy unijnych – w jakiejkolwiek formie, to wszystko, co nam się projektuje, nie doprowadzi nas do zapaści, natomiast pamiętajmy, że mamy gospodarkę opartą na węglu i rezygnacja z tego paliwa może nas naprawdę doprowadzić do katastrofy.
Dlatego tutaj trzeba skumulować swój wysiłek i zbilansować, co nam się opłaci i w jakiej formie opłaci się nam być w Unii Europejskiej. Odpuszczenie tych spraw, brak walki o wyłączenie Polski z tego procesu przynajmniej na sto, dwieście lat – bo jeśli chodzi o mix energetyczny, to swoją gospodarkę mamy inaczej skonstruowaną niż np. Francja, która energetykę ma opartą o elektrownie atomowe – doprowadzi do tego, że żadne kredyty, żadne dopłaty unijne na przeobrażenia naszej gospodarki i energetyki nie zbilansują nam niewyobrażalnych strat, jakie możemy ponieść. Pamiętajmy też, że tutaj ideologia i idąca za tym przemoc, wyprzedzają rozum, gasząc jakikolwiek zdrowy rozsądek.
Zatem rację ma premier Morawiecki, który w Glasgow stwierdził, że transformacja ma być sprawiedliwa i solidarna. Tyle że wciąż nie jest, bo państwa najbogatsze, lepiej rozwinięte, zaawansowane technologicznie, nie bardzo chcą wspomagać biedniejsze…
– Cały system wsparcia oparty na funduszach jest obliczony – finalnie – pod konkretnych odbiorców. Chodzi o to, że mamy kupować technologie niemiecką czy francuską, a więc w istocie wszystko wróci do tych lepiej rozwiniętych państw. Z drugiej strony nie dadzą nam tych funduszy, jeśli nie będziemy „praworządni”, czyli w istocie jeśli nie zlikwidujemy swojego suwerennego państwa, jeśli nie zideologizujemy się do reszty. Proszę zwrócić uwagę, że dzisiaj wszystko wiąże się ze sferą ideologiczną – nawet samorządy, jeśli się nie wycofają z pewnych deklaracji w obronie rodziny, również jeśli państwo w sferze suwerennościowej, w sferze wyższości Konstytucji RP nad unijnym prawem się nie podporządkuje, to będzie gnębione. Warto też zwrócić uwagę, skąd będą pochodziły pieniądze na tzw. transformację energetyczną – z naszych podatków i polskiej gospodarki dociążonej potężnymi, wręcz niewyobrażalnymi opłatami emisyjnymi. I Unia łaskawie będzie nam te środki wypłacać, żebyśmy mogli transformować gospodarkę, ale pod warunkiem, że jej ulegniemy.
Poddaństwo, kolonializm w czystej postaci…
– Dokładnie, wprawdzie w nowoczesnej formie, ale kolonializm najgorszy, jaki można sobie w dzisiejszych czasach wyobrazić. W tym względzie nie możemy zrobić ani kroku w tył. Parę miliardów euro w ramach Funduszu Odbudowy to jest nic. Gdybyśmy np. nie otrzymali tych unijnych pieniędzy, ale nie płacilibyśmy w tej chwili kwot związanych z emisją CO2, to nie wiem, czy nie wyszlibyśmy nawet na plus. Proszę zwrócić uwagę, że dociążanie kosztowe tymi podatkami – w imię rzekomej nauki i redukcji ocieplenia – jest wprost niewyobrażalne. Również dyskusja na temat, co jest przyczyną podnoszenia się temperatury, jest zakazana. Wchodzi pewien rodzaj cenzury, bo jeśli ktoś na poziomie naukowym podważa to wszystko, to się go sekuje, eliminuje z różnych procesów grantowych, z debaty publicznej.
Jest jedna wykładnia, jedna słuszna linia, a jeśli nie ma normalnej dyskusji, to tylko dowodzi, że mamy do czynienia z ideologią. Za tym wszystkim idzie potężna presja. I dajmy na to Frans Timmermans wymyśla, tworzy z jemu podobnymi w zaciszu gabinetów jakiś program, po czym starają się go wprowadzać w życie. Co więcej, próbują w to wplątać, wmontować cały świat, który jest podzielony konfliktem politycznym. Stąd główni gracze, jak Chiny czy Rosja, w to nie wchodzą, pewnie podobnie zrobi Azja, będą też oszustwa i symulowanie, że gospodarki są bezemisyjne, podczas gdy będzie to nieprawdą. Za to władza zostanie skoncentrowana w ośrodkach, które będą dysponować finansami, będą one uciskać i wykorzystywać kraje słabsze i ich obywateli tak, aby nie były dla nich konkurencyjne.
Gdzie w tej orbicie jest Polska?
– Polska, która w tej chwili jest na szybkiej ścieżce rozwoju, w takiej sytuacji będzie sprowadzana do parteru i dosłownie dojona przez obce mocarstwa, jak to miało miejsce w czasach zaborów.
Z jednej strony mamy apele i wielkie słowa o ochronie środowiska, a z drugiej np. prezydent Biden przyleciał na szczyt klimatyczny COP26 kilkoma samolotami emitującymi ogromne ilości CO2, a ulicami Glasgow przemieszczał się kolumną samochodów spalinowych. Czy nie jest to zwyczajnie obłuda i hipokryzja?
– Tu chodzi wyłącznie o władzę. Wielcy, bogaci gracze z tymi restrykcjami sobie poradzą. Nawet jeśli zostanie ograniczony ruch lotniczy, to oni będą dalej latać, bo ich na to stać. To tak jak dzisiaj w Unii Europejskiej, gdzie jednym wolno więcej, innym mniej, a jeszcze innym nic nie wolno. Niemcom wolno, ale Polakom już nie, co więcej, wszystko to odbywa się pod hasłami demokracji, tyle że z demokracją ma to niewiele wspólnego. Tak czy inaczej mamy do czynienia z wielkim projektem, który w istocie nie tyle zmieni klimat, co może wiele państw i ludzi doprowadzić do poziomu niewolnictwa. Ludzie, chcąc mieć tzw. czystą energię, będą płacić więcej, państwa będą się zadłużać. Z drugiej strony mamy do czynienia ze wzmocnieniem międzynarodowych koncernów, które są w stanie na tej transformacji zarabiać gigantyczne pieniądze.
Dajmy na to, jeśli ograniczając dwutlenek węgla, wymienimy wszystkie lodówki czy samochody, to zarobią na tym koncerny, które to wszystko produkują. Bieżący rynek zatkał się sprzętem, którego jest cała masa, stąd sprzedaż spadła, a co za tym idzie, spadły zyski dla koncernów. Dlatego jest projekt wymiany wszystkiego na nowe w myśl ograniczenia emisji CO2. Zarobią na tym koncerny produkujące ten sprzęt, a my się zadłużymy, żeby to wszystko wymienić na tzw. ekologiczne. Jeśli nie my sami, to samorządy się zadłużą, jeśli nie przez samorządy, to przez struktury państwa, a więc zadłuży się państwo. Taki to mechanizm.
Tylko co ta cała rewolucja ma wspólnego z klimatem?
– Nic. Jestem gotów założyć się, że na klimat to w ogóle nie wpłynie, ale wzbogaci już bogatych, za to jeszcze bardziej zuboży biednych, co więcej, pokaże, kto na kogo pracuje. Efekt będzie taki, że znów zniknie klasa średnia, która raczkuje, a wielcy gracze będę jeszcze zamożniejsi. Te lewicowe ruchy, które tak łatwo łyknęły tę nową ideologię, ci, którzy nie tyle są antyglobalistyczni, co tęczowi, są za rewolucją ekologiczną – są przejęci czy wprzęgnięci przez wielkie koncerny i wykorzystani do tego, żeby wzmacniać swoich panów. Przecież to niesłychanie wzmacnia finansowo i tak już potężne koncerny, które będą zarabiać na wymianie urządzeń na nowe, co rzekomo będzie dobre dla środowiska. W tym ideologicznym pędzie zapomina się, skąd będą pochodzić materiał, surowce itd. Mamy zatem cały szereg sprzeczności, pytań, na które nie można odpowiedzieć, bo rozgrzane głowy są w stanie uciszyć wszystkich, którzy mają racjonalny punkt widzenia w tej sprawie.
Jak z naszej pozycji można się temu wszystkiemu przeciwstawić?
– Na szczęście w tej całej grze mamy suwerenne państwo. Dlatego trzeba grać niezwykle twardo i wetować wszystko, co nas dotyczy, a może iść w tym przepastnym kierunku. Chyba że będziemy wyłączani. Przypomnę, że kiedy Unia Europejska w traktacie z Maastricht mówiła o swobodzie handlu ziemią, to Duńczycy zostali z tego wyłączeni, i tak było też w różnych innych przypadkach, gdzie poszczególne kraje były wyłączane, bo ze względu na swoją specyfikę nie godziły się na takie czy inne rozwiązania. I Polska tutaj też absolutnie musi oponować – nawet za cenę funduszy strukturalnych, które nic nie znaczą w porównaniu z tym, co możemy stracić, godząc się na ustępstwa.
Moim zdaniem trzeba twardo grać i żądać wyłączania albo wydłużania okresu dostosowawczego. To mniej więcej tak, jak zgodziliśmy się na wspólną europejską walutę, że wchodzimy do strefy euro, ale nie mamy określone kiedy. Jesteśmy już w Unii Europejskiej ponad 17 lat, a do strefy euro wciąż nie wchodzimy. Można? Można. I tutaj też musimy sobie nie tyle wynegocjować, co wywalczyć, wyrąbać twardą, bezwzględną grą nasze interesy i pozycję. Na tej scenie nikt nie liczy się z prawem, tylko z siłą. Wetując wszystko, co nam szkodzi, nie wierząc nikomu na słowo, że da nam pieniądze, bo te pieniądze zawsze będą obwarowane szantażem, dajmy na to, że jeśli zlikwidujemy Trybunał Konstytucyjny, to dadzą nam środki, żeby wymienić elektrownie tradycyjne na wiatrowe. Jak widać, wszystko jest grą, gdzie liczy się tylko siła, a nie wiara w zakulisowe uprzejmości, uśmiechy i obietnice czy poklepywanie po ramieniu. Jeśli nie będziemy tego mieli na względzie, to przegramy.

