Jak podaje Komenda Główna Straży Granicznej, odnotowano kolejne – udaremnione – siłowe próby przekroczenia polskiej granicy w Dubiczach Cerkiewnych oraz w Mielniku i Czeremsze. Są ranni żołnierze, którzy zostali obrzuceni kamieniami. I choć spektakularnych aktów agresji, jakie obserwowaliśmy ostatnio na przejściu granicznym w Kuźnicy, na szczęście nie ma, to presja widać nie ustaje…
– Sytuacja jest wciąż daleka od stabilnej. Kremlowski plan dzielenia jest cały czas realizowany. Te ataki, których w ostatnich dniach byliśmy świadkami, wprawdzie są mniej liczne, ale jednak są i to równie niebezpieczne. To pokazuje, że o końcu tego konfliktu na razie nie możemy mówić. Koniec to będzie wtedy, kiedy Putin ustąpi z urzędu i kiedy nie będzie Łukaszenki, a ktoś – miejmy nadzieję sensowny – obejmie w tych państwach władzę. Co by nie powiedzieć, Rosjanie i Białorusini – widać – wpisali sobie do swojej sztuki operacyjnej, do podręczników, że będą usiłowali wykorzystywać nielegalnych imigrantów. I nie łudźmy się, bo ilekroć tylko będą mieć okazję, to będą wykorzystywać w nieludzki sposób nielegalnych imigrantów jako broń wraz z komponentami własnych służb i sił specjalnych w celu destabilizacji Europy. Jak widać jest to nowy sposób działania, nowa broń używana przez Rosję i Białoruś. Trzeba też podkreślić z uznaniem dla naszych żołnierzy, strażników granicznych, policji, że na skutek oporu i konsekwencji naszych służb udaje się tę agresję powstrzymać.
Jednocześnie trwają prace polskiej dyplomacji w krajach Bliskiego Wschodu w celu ograniczenia czy powstrzymania kanałów przerzutowych. Zatrzymano loty m.in. z Uzbekistanu – z Taszkientu na Białoruś. Jak ważne jest to działanie?
– Działania dyplomatyczne wespół z działaniami służb przynoszą efekty. Bardzo dobrze, że udało się pozyskać opinię międzynarodową i zablokować loty tej „ludzkiej broni” na Białoruś. Uważam, że poprzez działania dyplomatycznie, ale też fizycznie udało się powstrzymać tę agresję, bo ci ludzie – przynajmniej część – wracają m.in. do Iraku. Sądzę, że wraz z ich powrotem do miejsc pochodzenia popłynie też informacja, jasny sygnał w samym Iraku wśród tych, którzy myślą o przyjeździe do Europy, że nie warto podejmować takiej próby wyjazdu, bo polska granica jest szczelna, że polskie służby graniczne nie przepuszczają imigrantów, że ten kierunek jest zamknięty i że Łukaszenka oszukuje, wykorzystując ludzi. Nie wiadomo też, czy i na ile w zatrzymaniu – miejmy nadzieję – tej fali nielegalnej imigracji pomogła niemiecka dyplomacja. Mam nadzieję, że pod presją szantażu Putina nie było tam drugiego dna, nie było żadnych ustępstw ze strony Zachodu, w zamian za co Białorusini odpuszczą. Swoją drogą imigranci i tak nie mieli szans, żeby swój cel destabilizacji Polski i Unii Europejskiej zrealizować.
Te rozmowy kanclerz Merkel z Putinem i Łukaszenką oraz prezydenta Macrona z Putinem odbywały się ponad naszymi głowami. Historia lubi się powtarzać?
– Od 2008 roku, kiedy Putin rozpoczął odbudowę swoich sił zbrojnych, kiedy zaczął tworzyć swoje imperialne plany – właściwie cały czas realizuje strategię dzielenia – zarówno Unii Europejskiej, jak i Sojuszu Północnoatlantyckiego. Rozmawia z liderami poszczególnych państw, dogaduje się i robi z nimi deale, natomiast nie rozmawia z takimi organizacjami jak Unia Europejska czy z NATO. Widać próbuje rozbić jedność sojuszniczą, rozgrywając po kolei poszczególne kraje, bo spójność sojuszy międzynarodowych jest mu nie na rękę. Robi zatem wszystko, żeby dzielić sojuszników, chodzi o kremlowski plan dzielenia. Dlatego tym bardziej trzeba wytężonych starań, żeby takiej możliwości mu nie stwarzać, ponieważ to godzi w bezpieczeństwo nie tylko Polski, ale też w bezpieczeństwo chociażby Niemiec czy Francji. Wtedy, kiedy nie działamy razem, to Putin rzeczywiście ma łatwiejszą drogę. Natomiast wtedy, kiedy zadziałaliśmy razem jako wspólnota, np. tak jak to było pod batutą prezydenta Lecha Kaczyńskiego – chociażby w 2008 roku w Tbilisi, Putin ze swoich planów w Gruzji był zmuszony bardzo szybko się wycofać.
Czy kanclerz Angela Merkel swoją inicjatywą nie legitymizuje białoruskiego satrapy, który do tej pory był ignorowany przez społeczność międzynarodową i czy tym samym działania kanclerz Niemiec nie wpisują się w scenariusz pisany na Kremlu?
– Po pierwsze, problem imigrantów dotyczy Niemiec i pewnie dlatego te rozmowy na linii Berlin – Moskwa i Berlin – Mińsk były podjęte i prowadzone. Po drugie, na szali jest gazociąg Nord Stream 2, bo choć projekt budowlany został zrealizowany, to okazuje się, że Rosjanie próbują manipulować i grać nie tylko imigrantami muzułmańskimi, ale też dostawami oraz cenami gazu, co w obliczu zbliżającej się zimy nie jest bez znaczenia. Ponadto w tyle głowy wciąż mamy casus byłego kanclerza Niemiec – Gerharda Schrödera, który po zakończenia urzędowania poszedł w rosyjskie biznesy, objął m.in. stanowisko w radzie nadzorczej kontrolowanego przez Rosjan konsorcjum budującego gazociąg Nord Stream, a obecnie jest przewodniczącym rady dyrektorów Nord Stream 2 i szefem rady dyrektorów w rosyjskim koncernie naftowym „Rosnieft”. Mam nadzieję, że kanclerz Angela Merkel nie pójdzie w ślady swego poprzednika. Trzeba też powiedzieć, że mimo krytyki szereg jej działań można określić mianem stabilizujących. Pozostaje też mieć nadzieję, że nie dała się Putinowi ograć jak Schröder. Jednakże niezależnie od tego, co zrobią inni, to przede wszystkim naszym obowiązkiem jest czynienie wszystkiego, aby nie dawać Putinowi pretekstu do rozbijania tej spójności.
To rozbijanie jednak trwa. Łukaszenka ustami swojej rzeczniczki – jako konsekwencji rozmów z Merkel – mówi o uruchomieniu korytarza humanitarnego do Niemiec. Mowa była też o uzgodnieniach co do przyjęcia dwóch tysięcy imigrantów przez Niemcy. Jednak minister spraw wewnętrznych Niemiec Horst Seehofer to dementuje. Z czym mamy do czynienia?
– Tych fake newsów – jak widać – jest całe mnóstwo. To jest element wojny informacyjnej prowadzonej przez Mińsk i Moskwę. Dlatego nie powinniśmy tej grze w żaden sposób ulegać i patrzeć na to w sposób, w jaki sugeruje Putin. Proszę zwrócić uwagę, że pojawiają się z jednej strony „Operacja śluza”, a teraz „korytarz humanitarny”, które różnią się tylko nazewnictwem, ale w jednym i drugim przypadku chodzi cały czas o destabilizację. Ponadto jeśli jest mowa o „korytarzu humanitarnym”, to dla kogo? Dla ludzi, którzy w niekontrolowany sposób będą przenikać do Europy? Przecież kanclerz Angela Merkel doskonale zdaje sobie sprawę, że polityka otwartych drzwi do niczego dobrego nie prowadzi. Ma też świadomość, jakie są skutki niekontrolowanej imigracji i zaproszenia, które wystosowała w 2015 roku do imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Patrząc szerzej – na Stany Zjednoczone – wiemy, co dzieje się na granicy z Meksykiem. Podobnie widzimy, co dzieje się w Europie, gdzie w krajach, do których pozwolono wejść imigrantom muzułmańskim, powstają dystrykty, do których nawet policja czy karetki pogotowia boją się wjechać. To pokazuje, że imigranci muzułmańscy nie chcą się integrować, nie chcą pracować, a raczej zabiegają o pomoc socjalną, o zasiłki. Rzecz ma się inaczej niż z Białorusinami czy Ukraińcami, którzy przybywając na terytorium Polski, zabiegają o zgodę na pracę i rzeczywiście ją podejmują. Oczywiście, jeśli chodzi o nielegalnych muzułmańskich imigrantów, to z jednej strony może być ich żal, są to przecież ludzie, ale jak widać ci ludzie bardzo mocno zbratali się ze służbami białoruskimi i niektórzy z nich wyjątkowo gorliwie wykonywali polecania służb specjalnych polegające na atakowaniu polskich żołnierzy, polską Straż Graniczną czy polską policję. Ta agresja może świadczyć, że rzeczywiście niektórzy z nich – z tyłu głowy – mają coś roszczeniowego, są przesiąknięci agresją, a my takich ludzi na terytorium Polski czy Europy mieć absolutnie nie chcemy. Dlatego powinni wrócić na tereny, które są im bliższe kulturowo.
O czym mogą świadczyć wypowiedzi żołnierzy broniących naszych granic, którzy wprawdzie anonimowo, ale mówią o gestach podrzynania gardeł wykonywanych przez tych rzekomo biednych imigrantów wobec polskich funkcjonariuszy?
– To pokazuje agresję i świadczy o tym, że służby białoruskie, korzystając z okazji, wyprały tym ludziom mózgi. Ktoś ich oszukał, ktoś wziął od nich pieniądze – i to nie małe – za podróż do lepszego świata, ktoś siłą trzyma ich na granicy, tymczasem cała ich nienawiść jest skierowana wobec Polski i Polaków. Trudno to zrozumieć, bo zamiast za doznane krzywdy zwrócić się z pretensjami do tych, którzy im zgotowali taki los, do tych, którzy ich oszukali, którzy są odpowiedzialni za ich ból, cierpienie, to swoje pretensje, swoją agresję wyładowują na polskich funkcjonariuszach, a więc na tych, którzy z tym białoruskim procederem handlu ludźmi nie mają nic wspólnego.
Co zrobić, żeby w przyszłości do takich sytuacji nie dochodziło?
– Po prostu powinniśmy konsekwentnie robić swoje. Trzeba zgodnie z planami wybudować szczelną, trwałą zaporę na granicy, bo dotychczasowe, tymczasowe bariery – choć w niektórych sytuacjach pomocne – nie są jednak wystarczające, zwłaszcza przy masowym natarciu. Musimy być gotowi, bo ta strategia Łukaszenki i Putina pewnie będzie się powtarzać. Powinniśmy też wyciągać wnioski z lekcji, jakiej doświadczyli Amerykanie, Izrael czy nawet kraje europejskie, które podobne trwałe bariery postawiły, a przede wszystkim trzymać rękę na pulsie i być całością, jednością. Solidarność w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej – jeśli rzeczywiście będzie, to jest to skuteczna bariera, która jest w stanie powstrzymać działaniach satrapów.

