Komisja Europejska przekaże 700 tysięcy euro na pomoc humanitarną dla muzułmańskich imigrantów przebywających na Białorusi. Czy to nie świadczy, że jednak coś się dzieje ponad naszymi głowami?
– Nie ulega wątpliwości, że się dzieje, że Łukaszenka dostał – rzec można – drugie życie od kanclerz Angeli Merkel. Przywróciła go ona do grona osób, z którymi można dyskutować, podczas gdy wiadomo, że na Białorusi leje się krew, że wybory prezydenckie były mało powiedzieć niedemokratyczne, co sfałszowane. Po raz kolejny wyszło szydło z worka, jak Unia Europejska jest niepryncypialna. Na pewno Łukaszenka dostał możliwość politycznego funkcjonowania, co jest zjawiskiem bardzo niedobrym. Po pierwsze, wywołuje to oburzenie u samych Białorusinów, którzy cierpią z powodu reżimu Łukaszenki, a po drugie, wywołuje oburzenie w całym cywilizowanym świecie, w takich krajach jak Polska. Liczyliśmy na jednoznaczne stanowisko – sankcje, sankcje i jeszcze raz sankcje – natomiast żadnych rozmów z satrapą. Tymczasem pod płaszczykiem pomocy imigrantom za pośrednictwem Międzynarodowej Federacji Stowarzyszeń Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca nawiązane zostały relacje zarówno z Łukaszenką, jak i z Putinem.
Trudno to zrozumieć, tym bardziej że niewykluczone, iż Putin rozważa militarne kroki względem Ukrainy czy państw bałtyckich.
– Jak słyszymy, przy granicy z Ukrainą Putin gromadzi wojska i nie można wykluczyć, że będziemy mieli kolejny akt agresji na Ukrainę. Tak więc kryzys geopolityczny z kierunku Rosji może być kontynuowany. Zatem, jeśli Unia Europejska w dalszym ciągu będzie realizować nieracjonalny scenariusz, jak chociażby ten prowadzony przez kanclerz Angelę Merkel, to wspólnota europejska stanie się pośmiewiskiem jako partner w ważnych rozmowach dotyczących sytuacji w Europie i świecie. Zarazem Unia z obecnym kierownictwem nie będzie żadnym partnerem dla wszystkich sił konserwatywnych, które chcą w Europie porządku, który gwarantowałby suwerenność i niepodległość poszczególnym państwom. Swoją drogą 700 tysięcy euro na pomoc humanitarną dla muzułmańskich imigrantów przebywających na Białorusi to jest tylko zasłona dymna dla faktycznych intencji Angeli Merkel. Jestem przekonany, że podczas tych rozmów z Łukaszenką, a zwłaszcza z Putinem, były także rozmowy o gazie, o energetyce, o tym kiedy Rosja dostarczy pomoc przeżywającej problemy z błękitnym paliwem zachodniej Europie. Putin, korzystając z okazji, zapewne dopytywał, kiedy nastąpi certyfikacja dla Nord Stream 2. Oczywiście nie znamy zapisu tych rozmów, ale możemy się domyślać z 99-procentową pewnością, że te kwestie były przede wszystkim na tapecie.
Prezydent Andrzej Duda, odnosząc się do tych rozmów kanclerz Merkel z Putinem i Łukaszenką, stwierdził jednoznacznie, że Polska nie zgodzi się na żadne ustalenia ponad naszymi głowami…
– To jest bardzo dojrzałe, jednoznaczne stanowisko. Nie możemy się zgodzić, żeby w naszych sprawach decydowano za nas. Swoją drogą dziwne, że ktoś podejmuje takie działania – Putin, Merkel i Europejska Partia Ludowa, bo słyszymy też, że po pewnym zaćmieniu – w okresie daleko posuniętej agresji na polską granicę – Donald Tusk nagle też się zaktywizował, i jest to wszystko bardzo smutne, wręcz dramatyczne. Swoją drogą cała ta dyskusja między Niemcami a Białorusią i między Niemcami a Rosją – w obliczu konfliktu, kryzysu, z jakim mamy do czynienia – nam, Polakom, bardzo źle się kojarzy. Przypomina nam bowiem najbardziej dramatyczne relacje radziecko-niemieckie z okresu I jak i II wojny światowej, a jak to się skończyło dla świata – wszyscy dobrze wiemy.
Czy odblokowanie przejścia granicznego w Kuźnicy, a także ewakuacja części imigrantów do Iraku może oznaczać punkt zwroty i świadczyć o bliskim końcu tego geopolitycznego kryzysu, czy może to tylko element strategii Putina i Łukaszenki przed kolejną fazą?
– Takim graczom politycznym jak Putin czy Łukaszenka się nie wierzy, bo nigdy do końca nie wiadomo, co zrobią. Dlatego wskazana jest daleko posunięta ostrożność, jeśli chodzi o ferowanie wyroków o końcu tego kryzysu, tej wojny hybrydowej. Tym bardziej nie możemy mówić o odtrąbieniu sukcesu. Musimy być w dalszym ciągu zwarci i gotowi, musimy być zmobilizowani i czujni – i to jest nasze pierwsze zadanie. Ponadto musimy bacznie obserwować wszystkie wydarzenia, wyciągać wnioski i odpowiednio reagować. Kto wie, czy nie spełni się jeszcze jeden scenariusz – mianowicie, bunt nielegalnych muzułmańskich imigrantów, którzy zawierzając Łukaszence, że przeprowadzi ich do Unii Europejskiej, do Niemiec, przekazali reżimowi niemałe pieniądze, opłacili też loty na Białoruś. I być może to zagrożenie wystraszyło Łukaszenkę, że grupa tysięcy przybyszów, domagając się zwrotu pieniędzy, wystąpi przeciw niemu, a tym samym może on mieć kłopoty. Dlatego próbuje rozładować atmosferę, odsyłając część imigrantów do Iraku. Jeśli wyjechali, to tylko nieliczni, bo słyszymy o niewiele ponad czterystu osobach. Reszta jest cały czas pod zarządem i wpływem rosyjskich i białoruskich służb. Tym bardziej musimy być ostrożni i nie dać się zwieść temu, że imigranci zniknęli z przejścia w Kuźnicy, że zostali rozproszeni przez białoruskie służby, bo może to być cisza przed burzą.
Jak długo może jeszcze potrwać ten konflikt przy naszej granicy z Białorusią i na ile realne jest, że ten atak hybrydowy z użyciem imigrantów zostanie rozszerzony także na Ukrainę?
– Oby nie doszło do sytuacji, kiedy Białoruś przy pomocy „ludzkiej broni” atakuje Polskę, a Rosja Ukrainę, bo sytuacja byłaby bardzo skomplikowana. Uważam, że opinia międzynarodowa – w sensie ocen zarówno Stanów Zjednoczonych, jak i osób, które czytają politykę i zajmują się bezpieczeństwem – właściwie odczytała, o co chodzi w tej grze i cywilizowany świat jest przeciwko Putinowi i Łukaszence. Należy jednak pamiętać, że mamy do czynienia z działaniem terrorystów, bo tak należy traktować atak Putina i Łukaszenki, którzy w każdej chwili mogą oczywiście – pod presją świata – odejść od tej wojny hybrydowej przeciwko Polsce. Nie oznacza to jednak, że odpuszczą, bo mogą cały czas eskalować napięcie pod inną postacią. Ponadto Putin dzięki przyzwoleniu Niemiec i Unii Europejskiej ma atuty w ręku – ma gaz, ma energetykę i jeśli zacznie szantażować Europę, to głosy z Niemiec będę z pewnością bardzo pojednawcze, a to będzie oznaczało fiasko działań i kolejną klęskę Unii Europejskiej.
Z drugiej strony Putin w Unii ma też – jak sam określa – pożytecznych idiotów. Otóż w najbliższą środę w Parlamencie Europejskim w Strasburgu ma się odbyć debata poświęcona nie atakom na Polskę i Unię, ale kryzysowi humanitarnemu na polsko-białoruskiej granicy. Szykuje się kolejna debata przeciwko Polsce?
– To jest ciąg zdarzeń, w którym uczestniczy też – niestety – część polskiej opozycji w europarlamencie, która donosi na Polskę. Tacy politycy jak m.in. Andrzej Halicki, Radosław Sikorski czy Róża Thun dezinformują Zachód, mówiąc, że to Polska powoduje ten kryzys, w którym biedni przybysze z Afryki czy Bliskiego Wschodu nie są wpuszczani, nie mają gdzie mieszkać, co jeść. To jest oczywiście bzdura, nieprawda, dlatego musimy to prostować. Z drugiej strony musimy też odpierać te kłamstwa dyplomatycznie na arenie międzynarodowej. Myślę, że do tej pory robimy to bardzo dobrze i przyszłotygodniowe wyjazdy premiera Morawieckiego do stolic europejskich wpisują się w ten scenariusz odkłamywania faktów, które są jednoznaczne, że to my zostaliśmy zaatakowani i to my się bronimy przed „ludzką bronią” stosowaną w ramach wojny hybrydowej przeciwko Polsce i Unii Europejskiej przez reżim Putina i Łukaszenki.
Niestety, totalna opozycja i jej lider Donald Tusk tylko czekają, żeby poprzez zagraniczne media, które w sposób nieobiektywny, jak CNN czy BBC, zamieszczają wywiady z Łukaszenką, aby zaatakować Polskę…
– To jest dramatyczne i dziwię się, że w Polsce są ludzie jak Donald Tusk i jego partyjni koledzy, którzy czekają na dogodny moment, żeby atakować własną Ojczyznę. Przykre też, że mamy w kraju ludzi, którzy kupują tę kłamliwą narrację, ten informacyjny „towar”. W naszej historii byli zdrajcy polskich interesów, którzy choć było ich niewielu, to zawsze działali z rozgłosem i stwarzali duże problemy. Jak widać, każda epoka ma takich agentów – dzisiaj też. Agentów, którzy w sposób może bardziej wysublimowany poprzez działania informacyjne, poprzez wywiady w mediach – także społecznościowych – mówią, jaka to Polska jest niedobra, nieludzka.
Tymczasem my bronimy suwerenności i bezpieczeństwa Polaków – dzieci, rodzin, szkół itd., podczas gdy nasi oponenci cały czas odgrywają swoją niechlubną rolę za granicą. Myślę, że następne pokolenia będą się wstydzić takich ludzi. Niezmiennie uważam, że Polaków patriotów – i jak śpiewał Czesław Niemen – ludzi dobrej woli jest więcej. I nie mam tu na myśli polityków tej czy innej opcji, ale zwykłych ludzi, którzy chcą żyć, pracować i wychowywać swoje dzieci w spokoju. Ufam, że ci ludzie docenią wysiłki rządu oraz to, że budujemy bezpieczeństwo Polski, a w wyborach ocenią te wszystkie kłamstwa, które są skierowane przeciwko państwu i Narodowi Polskiemu, a ich autorów odstawią na polityczny śmietnik. Państwo – władze, policja, wojsko, straż graniczna, służby ochrony kolei oraz wszystkie inne służby mundurowe zachowują się godnie i stoją na wysokości zadania, wypełniają swoje obowiązki, strzegą bezpieczeństwa naszych granic i z tego powinniśmy być zadowoleni. Zresztą świat też to zauważył.
Czy patrząc na ataki na Polskę od wewnątrz i od zewnątrz, nie ma racji prof. Legutko, mówiąc podczas Kongresu Katolików i Życia Publicznego w Madrycie, że Komisja Europejska pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen chce obalić polski rząd?
– To jest jasne i widoczne. Ursula von der Leyen jest oczywiście świadoma, że to dzięki naszym głosom – głosom m.in. polskich europarlamentarzystów z Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów została szefową Komisji Europejskiej. Dzisiaj niestety stała się zakładnikiem lewicowo-liberalnych sił. Wie również, że wraz z końcem politycznej kariery i emeryturą swojej koleżanki Angeli Merkel sama też może mieć pod górkę. Swoją drogą 16 lat rządów kanclerz Merkel to niekoniecznie pasmo sukcesów – wprost przeciwnie. To za rządów Angeli Merkel, ale też i Tuska – w roli szefa Rady Europejskiej – zaczęła się rozpadać Unia Europejska, czego najlepszym przykładem jest brexit i kryzys migracyjny. Do tego trzeba dodać kryzys covidowy, gdzie Unia – zwłaszcza w pierwszym roku – była de facto bezradna, a teraz kryzys z migrantami muzułmańskimi u bram Unii, na granicy z Polską. To wszystko kładzie się na barkach kanclerz Merkel, ale też Ursuli von der Leyen. Ponadto w Niemczech rządząca partia Merkel i Leyen CDU/CSU przegrała wybory. Według mnie teraz Leyen próbuje się przytulić do socjalistów, do zielonych, do liberałów, żeby utrzymać intratne stanowisko.
Czy to się uda?
– Trudno powiedzieć. Fakt faktem punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a Ursuli von der Leyen bardzo podoba się ten stołek, więc robi różne, dziwaczne rzeczy. Jej komisarze postępują podobnie, nie wywiązując się z europejskich traktatów, zostawiając na boku różne założenia solidarnej Europy, Europy równych państw, wolnych narodów. Z tym że o tym Leyen nie mówi, za to woli mówić o jakichś europejskich wartościach, gdzie nikt nie wie, o co chodzi. Zaczyna też mówić o potrzebie europejskiej armii europejskiej, która będzie broniła Unii. Pytanie jak, skoro Unia w obecnej formie jest niezdarna, niepoukładana, gdzie każdy w sposób egoistyczny myśli o sobie, a prym w tym szeregu wiodą Niemcy. Moim zdaniem Ursula von der Leyen jest tylko narzędziem w ręku sił lewicowo-liberalnych.
Czy jest jakieś lekarstwo, jakaś przeciwwaga dla rządów lewicowo-liberalnych w Parlamencie Europejskim?
– Lekarstwem na tę europejską lewacką chorobę może być tylko ugrupowanie prawicowe w Unii Europejskiej – jedna silna partia konserwatywna, która w porozumieniu za dwa i pół roku przystąpi do wyborów do europarlamentu, wygra ten wyścig i odstawi na bok różnego rodzaju antyludzkie pomysły związane np. z „Fit for 55”. Trzeba skończyć z burzeniem systemów energetycznych, z nieliczeniem się z bezrobociem, jakie się kroi po wprowadzeniu tych chorych zielonych pomysłów i różnym, nierównym punktem startu do transformacji energetycznej i wszystkimi innymi patologiami związanymi z ideologią lgbt oraz próbami na siłę zbudowania nowego człowieka, który nie wie, kim jest, czy mężczyzną, czy kobietą. Wierzę, że wszystkie próby zakłamywania rzeczywistości, próby przemodelowania świata i człowieka obrócą się przeciwko tym lewicowym siłom, bo ludzi mądrych, ludzi dobrej woli jest więcej.

