Jednemu okupanci niemieccy ścięli głowę na gilotynie w czasie II wojny światowej, drugiemu rozbił śmiertelnie głowę nieznany sprawca (lub sprawcy) w czasie spaceru, gdy kilka dni temu świętowaliśmy Dzień Niepodległości. Katowickie więzienie i siedlecki park. Krew kapłańska tak samo czerwona. Śmierć tak samo bolesna.
W tym samym dniu i w tym samym czasie, w sobotę 20 listopada br., jeden z tych kapłanów zostaje wyniesiony do chwały ołtarzy, jako męczennik za wiarę, drugi opłakiwany jest na uroczystościach pogrzebowych. Pierwszy to bł. ks. Jan Macha. Przeżył 28 lat, 3 lata w kapłaństwie. Drugi to o. Maksymilian Świerżewski. Przeżył 35 lat, 16 lat w zakonie franciszkańskim, 9 lat w kapłaństwie.
Gdy gilotyna ścinała głowę ks. Machy, pozostawiając w smutku rodziców, rodzinę, kapłanów i tych, którym tak mężnie pomagał w czasie okupacji, czy ktoś powiedział albo tylko pomyślał: „Dobrze mu tak”? Nie sądzę. Jeśli już, to niemieccy okupanci, którzy zaprowadzili terror w czasie wojny w Polsce.
Tymczasem gdy kilka dni temu poseł Anna Maria Siarkowska w czasie obrad Sejmu zaapelowała do posłów, wybrańców Narodu, „elity” politycznej kraju, o upamiętnienie pobitego w Siedlcach kapłana, usłyszała pomrukiwanie i haniebne zdanie z lewej strony sali: „Dobrze mu tak”.
W jakim miejscu jesteśmy, jako Polacy, jako politycy i jako zwykli ludzie, którzy powinni wykazywać się choćby skromną, ale zawsze jakąś empatią w stosunku do dramatu człowieka i jego rodziny?
Drogi Czytelniku! Więcej można przeczytać w papierowym wydaniu „Naszego Dziennika” dostępnym w punktach sprzedaży prasy lub w wersji elektronicznej TUTAJ.

