logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Berlin jest nastawiony na układ z Moskwą

Wtorek, 23 listopada 2021 (11:05)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Mamy ruchy wojsk rosyjskich przy granicy z Ukrainą. Szef ukraińskiego wywiadu twierdzi, że Rosja przygotowuje atak na Ukrainę z dwóch kierunków. Czy to, co dzieje się na polsko-białoruskiej granicy, to może być wstęp do większej operacji ze strony Rosji?

– Celem, jeśli mówimy o polityce rosyjskiej, z całą pewnością jest Ukraina i zapewne kraje bałtyckie, a dopiero kolejnym etapem jest Polska. Natomiast Polska ma strategiczne znaczenie, bo zasadniczo bez naszego udziału trudno jest pomóc – w sensie m.in. dostaw – Ukrainie i państwom bałtyckim. Trzeba też powiedzieć, że wojna hybrydowa na granicy rosyjsko-ukraińskiej cały czas trwa. Przykładem jest zdestabilizowany Donbas, gdzie ciągle toczą się jakieś działania zbrojne. Mamy też mobilizację wojsk rosyjskich przy granicy z Ukrainą, gdzie jak słyszymy stacjonuje ponad 92 tysiące żołnierzy.

Jest to zatem wojna psychologiczna, gdzie Moskwa testuje zdolności armii ukraińskiej oraz samego państwa i jego ewentualnej reakcji. Jak widać tam nie ma spokoju i to za sprawą Rosji będzie się działo nieustannie. Oczywiście nie jest powiedziane – jak twierdzi strona ukraińska, że już w styczniu przyszłego roku nastąpi atak wojsk rosyjskich – natomiast wojna nerwów z pewnością będzie trwała. Strategicznym celem Putina jest odbudowa wielkomocarstwowej Rosji i powrót – w sensie nie tyle włączenia terytorium Ukrainy, ale powrót na Ukrainę w sensie odbudowy wpływów. Proszę zwrócić uwagę, że Putinowi nie opłaca się wcielać formalnie krajów dawnych republik sowieckich, ale działać jak na Białorusi, która traci kolejne elementy swojej suwerenności. Chodzi o to żeby tak ustawić władze w danym kraju, aby mieć rozstrzygający wpływ na to państwo i na bieg zdarzeń. To jest i będzie celem Rosji. W tym znaczeniu wobec pozostałych Ukraina jest pierwszym celem.

Na polsko-białoruskiej granicy trwa testowanie spójności zachodu. To początek tego, co mógł przygotować Putin przy wsparciu Łukaszenki w kolejnych odsłonach konfliktu?

– Patrząc na to, co się wydarzyło w dotychczasowej odsłonie konfliktu – wojny hybrydowej na granicy polsko-białoruskiej, trzeba powiedzieć, że ten etap jest zwycięski dla Polski i to w wielu aspektach. Nie chodzi tu zatem tylko o reakcję i to, co się może wydarzyć na Ukrainie, ale o nieudaną w sensie dyplomatycznym akcję prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który rozmawiał z Putinem, czy kanclerz Niemiec, Angeli Merkel, która kontaktowała się nie tylko z Putinem, ale także – dwukrotnie z odstawionym przez cywilizowany świat na bocznicę – Łukaszenką. W momencie, kiedy my, broniąc Europy, opieramy się skutecznie tej hybrydowej wojnie i atakom reżimu na białoruskiej granicy, akcja przywódców Francji i Niemiec budzi konsternację w Unii Europejskiej, ale także w Niemczech. Merkel i Macron chcieli odnowić „Trójkąt Normandzki” i w trójkącie Paryż-Berlin-Moskwa decydować już nie tylko o Ukrainie, ale także o innych krajach.

Jednak to nie zagrało…   

– Dokładnie. Po pierwsze Putin odesłał Angelę Merkel do Łukaszenki, co było nie tylko do przewidzenia – znając przywódcę rosyjskiego, co również było upokarzające dla samej – kończącej 16-letnią karierę kanclerza Niemiec, Angeli Merkel. Mimo to jednak podjęła tę grę. Rozmawiała też z Łukaszenką, który wymiękł nie z powodu interwencji kanclerz Merkel, tylko z powodu zblokowania w Kuźnicy przejścia granicznego przez polskie wojsko, straż graniczną i policję, ale również w związku z zapowiedzią polskich kolejarzy, co do zablokowania przejścia kolejowego, co absolutnie byłoby groźne dla Białorusi. Tak czy inaczej Angela Merkel zachowała się, co najmniej dziwacznie.

Nie jest też przypadkiem, że akurat w tym czasie Rosja ujawnia dyplomatyczną tajną korespondencję z czasów wojny na Ukrainie. To jest skandal pokazujący lekceważenie ze strony Moskwy. Natomiast po stronie Berlina mamy decyzję o opóźnieniu certyfikacji i de facto opóźnieniu uruchomienia gazociągu Nord Stream – oficjalnie z powodów formalnych, ale przecież wiadomo, o co chodzi. Jak widać po obu stronach mamy do czynienia z niemalejącym napięciem. Tak czy inaczej, to wszystko pokazuje wizerunkową i faktyczną porażkę kanclerz Merkel. Jeśli uznamy, że Donald Tusk sprzyja rozwiązaniom, które wprowadza Angela Merkel, ale także to w jaki sposób zachowała się Platforma i sam Tusk jeżdżąc do niej prosząc o jakieś interwencje, także głosując – Platforma – przeciw ustawie o ochronie granic i budowie trwałego zabezpieczenia na polsko-białoruskiej granicy – to widzimy, że Merkel doprowadziła do sytuacji, że jej opcja w Polsce znacząco osłabła i wizerunkowo, i faktycznie. Platforma czy szerzej Koalicja Obywatelska zbudowała sobie duży szklany sufit, co więcej, tymi działaniami go wzmocniła.

Czy Moskwa sondując możliwe reakcje nie może się dzisiaj czuć usatysfakcjonowana tym, że Berlin jest skłonny do porozumienia, że Merkel gra miękko?

– Berlin jest nastawiony na układ z Moskwą, co więcej jest gotów położyć na szali, na ołtarzu tego porozumienia, interesy całej Unii Europejskiej. Jest w stanie położyć interesy Europy środkowej, jest również – jak widzimy – skłonny ponad naszymi głowami dogadywać się z Putinem. W tym względzie jest to sygnał, że jeśli Rosja kolejny raz wyciągnie rękę po Ukrainę, to Niemcy nie ruszą palcem żeby ratować Kijów. Ponadto w sytuacji, kiedy Stany Zjednoczone wycofały się z Europy, to eskalacja agresywnych działań w kierunku Ukrainy jest z punktu widzenia Kremla sensowna. Natomiast chęć zaszantażowania Polski żeby była nieaktywna – Polski, która graniczy z Ukrainą, żeby Warszawa nie pomagała Kijowowi, to nie zadziałało.

To jest dowód, że z tej batalii Polska wychodzi – przynajmniej narazie – obronną ręką. Mało tego, nasz prestiż wzrósł – również w środkowej Europie – jako państwa, które sprawnie poradziło sobie z wojną hybrydową. Owszem mamy przepołowioną wewnętrzną scenę polityczną, to znaczy totalna opozycja cały czas gra przeciw działaniom rządu, a tym samym przeciwko bezpieczeństwu Polski, ale przez te działania opcja Tuska mocno się osłabiła. Opinię Polaków w tej materii są jednoznaczne. Reasumując, trzeba powiedzieć, że Moskwa jest ośmielona postawą Berlina, co utwierdza ją w eskalacji konfliktu na Ukrainie, ale z Polską na razie sobie nie poradziła.

A jeśli chodzi o stanowisko Stanów Zjednoczonych, czy administracja Joe Bidena, która koncentrując się na konflikcie z Chinami – najpierw oddała sprawy Europy w ręce Niemiec, czy teraz się nie budzi? Czy obecność Lotniskowca na Morzu Czarnym może świadczyć o pewnej refleksji i o chęci zastopowania zapędów Putina?              

– Amerykanie dozbroili i chętnie dozbroją jeszcze Ukrainę. To sprawia, że armia ukraińska – w sensie zdolności do obrony – jest dzisiaj w zupełnie innym miejscu niż jeszcze jakiś czas temu. Amerykanie nie chcą za darmo oddawać Ukrainy w ręce Rosji. Natomiast jeśli bierzemy możliwości Niemiec w Europie centralnej, to one chętnie używają Brukseli żeby nakładać kary na Polskę, czy sankcje na Białoruś, ale są to nazwijmy miękkie środki, natomiast nie są w stanie reagować militarnie, bo nie mają czym. Nie są w stanie wysłać nie tylko lotniskowca na Morze Czarne, bo go nie mają, ale w ogóle jest u nich kiepsko jeśli chodzi o armię czy uzbrojenie, bo za wysokich technologii w tym zakresie nie posiadają. Berlin działa za pomocą tzw. miękkiej siły, co więcej wchodzi w konszachty z Moskwą. W tym względzie – jeśli Rosja przekroczy czerwoną linię, jeśli ze swoją agresją będzie się wbijać w państwa NATO czy państwa Unii Europejskiej, to nie łudźmy się, że Niemcy kogokolwiek obronią. Jedno, co Berlin jest w stanie zrobić w takiej sytuacji, to wykonać telefon do Putina i dogadywać się kosztem ustępstw, co do Polski czy krajów bałtyckich. Dla Niemiec ważne w tej chwili jest żeby gaz był tańszy i to jest na dzisiaj polityka Berlina. Wizerunkowo to wygląda słabo i wydaje się, że w Europie jest to coraz bardziej dostrzegalne.

Czy tej miękkiej, żeby nie powiedzieć uległej, postawy Berlina względem Moskwy nie zauważa szef NATO, który mówi, że skoro Niemcy zdecydowałyby się na opuszczenie systemu odstraszania nuklearnego NATO, to alternatywą może być przeniesienie amerykańskich głowic jądrowych do innych państw Europy, np. do Polski?

– Proszę pamiętać, że NATO to Stany Zjednoczone, a więc pakt absolutnie przyporządkowany Ameryce – tak jak Unia Europejska Niemcom. Z tym, że sytuacja jest zgoła inna, bo Sojusz Północnoatlantycki jest paktem obronnym. Moim zdaniem sposób reprezentowania interesów całego sojuszu przez Niemcy w Europie jest słaby. Amerykanie mogli się o tym przekonać wielokrotnie, więc w tym względzie nie można wykluczyć zmiany frontu. Korekty polityki amerykańskiej następowały wielokrotnie – i to nie tylko za prezydentury Donalda Trumpa, ale również w czasach chociażby drugiej kadencji Baracka Obamy. Wówczas zupełnie zmieniła się polityka amerykańska wobec Ukrainy po Majdanie itd. Dzisiaj też może być różnie.

Jeśli chodzi o Polskę, to możemy śmiało powiedzieć, że – w obliczu kryzysu na białoruskiej granicy, wobec wojny hybrydowej sprokurowanej przez Mińsk z polecenia Moskwy – nasz kraj w sposób bardzo sprawny poradził sobie z problemem. I moim zdaniem zostało to odnotowane w świecie, w Europie i tym samym wizerunek Polski z całą pewnością uległ poprawie. Pamiętajmy, że do tej pory Polska była głównie hejtowana jako kraj, który rzekomo sobie nie radzi z demokracją, praworządnością itd. Natomiast w tej chwili Polska jest krajem, który w obliczu zagrożenia falą imigrantów muzułmańskich, napływających na zachód,  poradził sobie nie tylko z Łukaszenką, ale też z Moskwą. Jeśli bowiem ci ludzie przedarliby się przez polską granicę, to wizja przed Niemcami czy w ogóle Europą zachodnią nie rysowała się dobrze. Polska zabezpieczając granice Unii Europejskiej i wschodnią flankę NATO pokazała, że jest skuteczna.  Odwrotnie niż Niemcy. Zatem od strony obronnej, dzięki odważnej, stanowczej i konsekwentnej postawie Polska jest pewniejszym punktem niż miękkie wobec Moskwy Niemcy.

              Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl