logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Obłuda, cynizm i fałsz

Sobota, 27 listopada 2021 (13:37)

Aktualizacja: Sobota, 27 listopada 2021 (14:29)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wokół granicy z Białorusią jest duży szum tzw. wolnych mediów, polityków opozycji, organizacji pozarządowych. Wszyscy chcą pomagać, ale już wokół strzeżonego ośrodka dla cudzoziemców w Wędrzynie, gdzie przebywa 604 obcokrajowców głównie z Iraku i Afganistanu, jakoś cisza. Tym bardziej dziwi to, że doszło tam do buntu i zniszczenia ośrodka. Gdzie w tym momencie są kamery, politycy opozycji?

– No właśnie. Jeśli chodzi o granicę polsko-białoruską, to ci ludzie przebywają nie w Polsce, ale za granicą i nie można im pomóc, bo to jest zadanie władz białoruskich, które tych ludzi sprowadziły na Białoruś i są za nich odpowiedzialne. Natomiast jeśli chodzi o cudzoziemców osadzonych decyzją sądu w ośrodku w Wędrzynie, którym można fizycznie pomóc, to zainteresowanie ze strony politycznych czy medialnych altruistów jest żadne.

O czym to świadczy?

– To dowód obłudy, fałszu i zakłamania. U polityków często obowiązuje zasada, że kiedy są kamery, to są i politycy, ale jak trzeba popracować – zająć się na serio daną sprawą czy problemem, to polityków nie ma – przynajmniej większości z nich. Podobnie jest w przypadku ośrodka dla cudzoziemców w Wędrzynie, gdzie ponad stu migrantów w czwartek wieczorem wszczęło awanturę, próbując się wydostać na zewnątrz i udać się do Niemiec. Trzeba było postawić na baczność setki policjantów, żeby zaprowadzić spokój, żeby ci cudzoziemcy nie uciekli. Jednak tych, którzy krzyczeli najgłośniej, żeby wpuszczać, przygarniać tych „biednych imigrantów”, jakoś tu nie było. Wszyscy – politycy, media, organizacje pozarządowe, które się pchają, chcą być na granicy z Białorusią, gdzie obowiązuje stan wyjątkowy, aby – jak twierdzą – pomagać, jak ognia unikają Wędrzyna w woj. lubuskim, gdzie stanu wyjątkowego przecież nie ma. Oprócz bodajże telewizji polskiej większość mediów – także tzw. wolnych mediów, nawet się nie zająknęła na temat buntu cudzoziemców. Dziwnym trafem nie interesowało ich to, że zgromadzeni tam obcokrajowcy, usiłując się wydostać na zewnątrz, próbowali zniszczyć ogrodzenie i inne zabezpieczenia obiektu, wybijali szyby, niszczyli sprzęt – w tym kamery monitoringu. Ale tych, którzy najgłośniej krzyczą o humanitaryzmie, o pomocy, nie ma – milczą. Skoro politycy Platformy, Lewicy, Polski 2050 deklarują, że chcą pomagać, to dlaczego ich nie ma wokół ośrodka w Wędrzynie? Dlaczego nie pokażą miłosierdzia, serca, nie zatroszczą się o bliźnich? To tylko pokazuje ich obłudę, cynizm i fałsz. To dowód, że ich działania nie mają nic wspólnego z miłosierdziem ani z humanitaryzmem.

Czym zatem w swoich działaniach kierują się lewaccy politycy i tzw. wolne media?    

– Ich interesuje tylko zadyma, PR i uderzanie w rząd. To nie ma nic wspólnego z poważną polityką czy z rzetelnym dziennikarstwem. To czysta manipulacja. Dla nich im większy rozgłos – tym lepiej, im większy skandal – tym lepiej się czują. O słynnych przekazach, gdzie usłyszeliśmy, że migrant płynął sześć dni i tylko nocą wychodził na brzeg – już nie wspomnę, bo bardziej pasuje to do „Opowieści z mchu i paproci”, a nie do mediów, które chcą uchodzić za wiarygodne, opiniotwórcze. Jeden z tygodników końcem października zamieścił na okładce zdjęcie sterty butów w lesie. Wobec tego rodzi się pytanie, dlaczego ktoś późną jesienią wyzuwa i wyrzuca buty, a media – żeby wywrzeć presję – robią zdjęcia tych ludzi oraz ich dzieci i podpisują np.: „Imigranci, którzy wiele dni poruszali się po bagnach, po Puszczy Białowieskiej na bosaka”. O co tu chodzi…? O emocje, o tworzenie nacisku, presji. Do tego nielegalni migranci, którzy chcą się przedostać przez Polskę do Niemiec, niszczą swoje dokumenty po to, żeby nie można ich było zidentyfikować. To wszystko pokazuje bezwzględność z jednej strony migrantów, którzy poświęcają życie i zdrowie swoich dzieci, a z drugiej strony mediów, które tworzą wokół nich atmosferę grozy. Z jednej strony widzimy zdjęcia na zamówienie – pozowane bez butów, a z drugiej prawdę – stertę butów wyrzuconych przez migrantów.  

Ale w tzw. wolnych mediach przekaz ze zdemolowanego przez rzekomo biednych, pokojowo nastawionych migrantów z ośrodka dla cudzoziemców w Wędrzynie właściwie nie istnieje. Jakie z tego wnioski?

– Po pierwsze widzimy, jak wygląda to rzekome pokojowe nastawienie tzw. uchodźców, którzy dewastują polski ośrodek, co pokazuje ich całkowity brak szacunku dla państwa polskiego, w którym być może część z nich chciałaby związać swoją przyszłość. To, że do zaprowadzenia porządku i opanowania tego buntu trzeba było kilkuset policjantów, pokazuje, co by się działo, gdyby ci ludzie, którzy nielegalnie przekroczyli granicę państwa polskiego, nie zostali schwytani i nie zostali umieszczeni w ośrodku dla cudzoziemców, ale samopas ruszyli przez Polskę na zachód, do Niemiec. Przypomnę, że do tego zachęcali, nawoływali politycy totalnej opozycji: aby wpuścić tych ludzi, utworzyć im korytarz do Niemiec. Rzeczywistość pokazuje w sposób brutalny, z kim i z czym mamy do czynienia.  

Mimo to wciąż nie ma refleksji, podczas gdy wiadomo, że ci ludzie nigdy się nie zasymilują z naszą kulturą. Zresztą chyba nie po to prą do bram Europy…?

– Dokładnie tak. Przez głupotę, przez źle pojęte miłosierdzie lewackich środowisk można doprowadzić do zagłady cywilizacji. Mamy do czynienia z lewactwem, które chce zdyskredytować Naród i działa na rzecz utopijnej wizji tworzenia wspólnoty narodów i kultur. Nie dajmy się zwieść tej obłudzie, bo skończy się to tragicznie. Tak kiedyś kończyły się imperia. Tak jednak jest, kiedy nie odróżnia się miłosierdzia od głupoty, a jednocześnie próbuje się obarczyć nas problemem migrantów, który de facto nie jest naszym problemem. Po pierwsze to nie my zapraszaliśmy migrantów muzułmańskich do Europy, a po drugie – dzisiaj to Łukaszenka stworzył problem, wchodząc – jako państwo – w handel ludźmi.

Tymczasem część polskiej klasy politycznej, środowiska medialne czy organizacje pozarządowe bardziej przejmują się tym problem niż ten, który go stworzył…

– Powiem więcej: który ma za to dostać pieniądze z Unii Europejskiej. Oczywiście, mają to być środki na pomoc migrantom dla organizacji humanitarnych na Białorusi, nad którymi kontrolę ma dyktator Łukaszenka. Okazuje się, że Łukaszenka, który powinien za swoje czyny odpowiadać przed międzynarodowym trybunałem, jeszcze na migrantach zarobi. Warto też zadać sobie pytanie, czy Unia Europejska, mając świadomość tego, o czym powiedziałem, pośrednio nie staje się stroną handlu ludźmi? Nic więc dziwnego, że liderka białoruskiej opozycji Swiatłana Cichanouska jest wzburzona faktem przekazywania pieniędzy, które i tak trafią do kieszeni białoruskiego satrapy. Angela Merkel też popełniła błąd, rozmawiając dwukrotnie z Łukaszenką, i choć sama się przed tym dzisiaj broni, to jednak uwiarygodniła tym faktem satrapę. Tymczasem Łukaszenka – podobnie zresztą jak Putin – rozumie tylko język siły, więc nie należało podawać mu ręki, bo wszystko, co będzie miało podteksty humanitarne, będzie przez niego traktowane jako przejaw słabości Zachodu. Tak rozumie to człowiek Wschodu.

Jak skomentuje Pan postawę polskiej opozycji, która krytykuje rząd, prezydenta, twierdząc, że wobec kryzysu na naszej wschodniej granicy władze nic nie zrobiły?

– Donald Tusk i cała opozycja totalna powinni skorzystać z okazji i jeśli nie mają nic sensownego do powiedzenia, po prostu zamilknąć. Premier Morawiecki prowadzi ofensywę dyplomatyczną, odwiedza kolejne państwa Europy, próbując uświadomić każdemu z osobna, z czym mamy do czynienia na polsko-białoruskiej granicy, podobnie prezydent Duda, a opozycja krytykuje działania własnego państwa. To coś niespotykanego. Całe szczęście, że Polską nie rządzi dziś Platforma, bo Bóg jeden wie, co by się dzisiaj działo w obliczu wojny hybrydowej prowadzonej przez reżimy Łukaszenki i jego mentora Putina. Ponadto Donald Tusk, który był premierem, a także szefem Rady Europejskiej, powinien mieć świadomość, że wokół działań dyplomatycznych powinno być cicho, dyplomacja lubi spokój i ciszę. Ponadto w polityce zagranicznej decyzje nie zapadają jednego dnia, ale są efektem pracy wielu osób, negocjatorów. I to, że dzisiaj na polu tego konfliktu mamy już małe sukcesy, to nie jest efekt słynnego obiadu Donalda Tuska i Angeli Merkel, ale to suma dyskusji, negocjacji, spotkań na wielu szczeblach, o których nie wiemy i nawet nie powinniśmy wiedzieć. Jeśli ktoś tego nie rozumie albo nie chce tego przyjąć do wiadomości, do tego formułując bzdurne tezy, kłamie, to znaczy, że za nic ma Polaków i może powinien pomyśleć o zmianie profesji.

Czy sankcje są w stanie zmiękczyć Łukaszenkę i zmusić go do odwrotu?

– Pod warunkiem że będą dotkliwe i celne. Ponadto wcale nie jest tak, że w Unii Europejskiej wszystkie państwa są za sankcjami. Trudno to zrozumieć, ale nasi sojusznicy wolą jednak robić interesy z Łukaszenką, mając w poważaniu Polskę, Litwę czy Łotwę. Dla nich liczą się interesy, ale to jest krótkowzroczne myślenie. Trzeba też powiedzieć, że polityka zagraniczna, dyplomacja Unii Europejskiej jest jedną wielką fikcją. Co więcej, wszelkie działania są spóźnione, a próbując odwrócić uwagę od swojej nieudolności, strofuje się Polskę czy Węgry za brak tzw. praworządności. W tę narrację wchodzi też opozycja w Polsce, która mówi o nieudolności rządu, o tym, że z wszystkimi jesteśmy skłóceni. A może fakty są inne i zamiast mówić, że jesteśmy skłóceni, prawdą będzie powiedzieć, że artykułujemy swoje interesy, które – jeśli spojrzeć szerzej – są w interesie wszystkich. Nauczeni doświadczeniem, dostrzegamy pewne zagrożenia wcześniej niż Bruksela i inne państwa tzw. Starej Unii. Rząd od początku kryzysu na naszej wschodniej granicy podejmował działania w Sejmie, ale totalna opozycja – Koalicja Obywatelska, Lewica czy Polska 2050, we wszystkim były na nie, a dzisiaj krzyczą, że rząd nic nie robił, nic nie zaproponował, nic nie załatwił. Powiem wprost: wygląda na to, że komuś skończył się rozum. Trudno zrozumieć działania opozycji, która krytykując rząd, chce na tym zbić kapitał wyborczy, ale jeszcze trudniej zrozumieć tych, którzy ich popierają. Gdy chodzi o polską rację stanu, wszystkie ręce powinny być na pokładzie.   

             Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl