logo
logo

Zdjęcie: Mateusz Marek/ Nasz Dziennik

O wolną Polskę

Niedziela, 28 listopada 2021 (19:54)

Aktualizacja: Niedziela, 28 listopada 2021 (19:54)

Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, kierownikiem Katedry XIX i XX wieku w Instytucie Nauk Historycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Doczesne szczątki Maurycego Mochnackiego powróciły do Ojczyzny i w sobotę spoczęły na wojskowych Powązkach w Warszawie. Kim był ten – dzisiaj chyba nieco zapomniany – polski patriota?

– Maurycy Mochnacki to legenda Powstania Listopadowego, inspirator, ale też lider – ten, który w sytuacji, kiedy zryw narodowy przeżywał kryzys, ocalił je, mobilizując opinię warszawską. Mochnacki był też historiografem Powstania Listopadowego. Jego „Powstanie narodu polskiego w roku 1831” jest zapisem bieżącej historii. Był intelektualistą – człowiekiem, który inspirował – nazywano go nawet heroldem polskiego romantyzmu, którego dotknęło również pomówienie o współpracę z policją carską. Z jednej strony  bohater, który swoją odwagę i poświęcenie dla Ojczyzny potwierdził czynami, a z drugiej człowiek oskarżony o zdradę. W końcu ten młody trybun ludowy został nieomalże zlinczowany – grożono mu szubienicą. Jeden z przywódców Powstania Listopadowego gen. Wojciech Chrzanowski groził mu nawet rozstrzelaniem bądź wydaniem w ręce Rosjan, a po opuszczeniu Warszawy Mochnacki został skazany na powieszenie.

Z jednej strony postać tragiczna, ale dzisiaj wszyscy, którzy zajmują się historią Powstania Listopadowego, wskazują, że te oskarżenia były wydumane, nieprawdziwe…   

– To prawda. Maurycy Mochnacki był – można rzec – romantyczną duszą Powstania Listopadowego – powstania, któremu, niestety, zabrakło przywódców. Mochnacki, choć pełen polotu, którego postawa moralna zasługuje na szacunek i naśladowanie, był jednak zbyt młody, by stanąć na czele zrywu niepodległościowego i choć walki nie odmówił, to nie był jednak stricte wojskowym. Z całą pewnością Maurycy Mochnacki miał wielki talent literacki, historyczny – człowiek wysokiej kultury i jednocześnie w sprawach narodowych postać wybiegająca daleko w przyszłość w perspektywie przynajmniej pokolenia. Pozostawił nam wzór, jak myśleć o Polsce i jak o Polskę zabiegać.  

Trafnie określił postawę Maurycego Mochnackiego premier Mateusz Morawiecki, mówiąc, że budował on zręby współczesnej polskiej tożsamości…

– Tak, bo to był człowiek na ówczesne czasy bardzo nowoczesny, pełen cnót moralnych. Co więcej, nawet dzisiaj dla nas jest on nowoczesny w swoich poglądach czy rozważaniach nad kondycją Polski, nad polskimi celami czy zadaniami. Jego postawę chyba najlepiej określa napis, jaki emigracja wyryła mu na pomniku nagrobnym w Auxerre: „Obywatel polski, wróg Moskwy”. To pokazuje, że ten człowiek był cały polski, żył Polską – niestety zmarł stanowczo przedwcześnie, bo w 1834 roku w wieku zaledwie 31 lat. Przyznam, że zastanawiałem się, czy powinniśmy sprowadzać na polską ziemię szczątki Polaków – naszych bohaterów, rozsiane po świecie, ale w przypadku Maurycego Mochnackiego trzeba powiedzieć, że żyjąc na emigracji, bardzo chciał powrócić do wolnej Polski. Dzisiaj wolna Polska go przyjmuje, ale jednocześnie, my żyjący współcześnie, musimy uczynić wszystko, żeby ta Polska była naprawdę wolna i żeby została wolna – tak jak chciał ten, którego prochy dzisiaj zostały sprowadzone na ojczystą ziemię i z honorami spoczęły na warszawskich Powązkach. To jest niejako wypełnienie przesłania – właśnie z okresu Powstania Listopadowego, jakie nam pozostawił Maurycy Mochnacki.

Dzisiaj toczy się walka nie tylko o pamięć historyczną, ale też o to, czy Polska przetrwa?

– Dzisiaj bardzo wyraźnie widać zagrożenia, jakie stoją przed nami, zresztą z tego samego kierunku, jaki wskazywał Mochnacki. I to, czy dzisiaj zrozumiemy przekaz ludzi tamtego pokolenia, pokolenia Powstania Listopadowego – czy dzisiaj będziemy mieli generałów na miarę tamtego zrywu narodowego – kunktatorów próbujących dogadać się z Rosją, czy może będziemy mieli obywateli gotowych poświęcić wszystko dla Polski? Dzisiaj trzeba nam również żołnierzy – od szeregowca do generała, którzy będą przekonani, że Polska to wielka rzecz, że dla niej trzeba poświęcić wszystko. I to nie jest żaden patos, tylko dzisiejszy wymóg. Przyznam, że cieszę się, kiedy z różnych stron są przejawy wielkiej życzliwości, pamięć, wspieranie – w najróżniejszy sposób – obrońców naszej granicy, tych bohaterów w mundurach, którzy narażają się na niebezpieczeństwo. To, z czym mamy do czynienia dzisiaj u naszych wschodnich granic, to nie jest zagrożenie, tylko to jest stan wojny. Stąd powinna być pełna mobilizacja całego polskiego społeczeństwa wobec ataku ze strony Białorusi i Rosji.

Tyle że Europa jednak tego nie rozumie?    

– Bezrefleksyjna Europa nigdy nie rozumiała, nie czytała we właściwy sposób zagrożeń, dlatego trzeba ją dopingować, mocno kopać po kostkach, co zresztą robi nasza dyplomacja z premierem Morawieckim i prezydentem Dudą na czele. Tymczasem rzekomo wpływowi w Europie ludzie pokroju Donalda Tuska i jego kompani dzisiaj milczą, chowają się pod stół.

Polska jest zagrożona, co więcej, Polska może się znaleźć w bardzo poważnym kłopocie, jeżeli nie będzie mobilizacji całego społeczeństwa. Podejrzewam, że mimo zapewnień, mimo deklaracji wsparcia, solidarności możemy być osamotnieni wobec tego zagrożenia – tak jak bywaliśmy pozostawieni sami sobie wielokrotnie w przeszłości, mimo iż mieliśmy różnego rodzaju alianse, sojusze. Dlatego musimy się zmobilizować na tyle, żeby samemu umieć stawić czoła wrogom, którzy są na wschód od naszych granic, także wrogom na Zachodzie czy wreszcie wrogom wewnętrznym, u nas w kraju.

Do tego pożera nas jeszcze rewolucja kulturowa lansowana na Zachodzie?

– Dokładnie. Próbuje się nam wmawiać nieprawdopodobne historie, wobec których rozum jest właściwie bezradny, zablokowany. Są to bowiem kategorie zupełnie irracjonalne, wymykające się rozumowemu poznaniu, ale to one właśnie mają zdominować nasze myślenie i wpływać na naszą codzienność. Ideologia komunistyczna, która mimo iż w Europie Środkowej w dużej mierze została wykorzeniona, to jednak ten sposób myślenia politycznego niejako odżywa w Europie Zachodniej, gdzie lewactwo jest dzisiaj najbardziej wpływowe. Mam jednak nadzieję, że nie ulegniemy. Już Stanisław Wyspiański w dramacie „Wyzwolenie” pisał: „Jest tyle sił w narodzie, jest tyle mnogo ludzi; niechże w nie duch twój wstąpi i śpiące niech pobudzi”. Zatem jako Naród jesteśmy w stanie się przeciwstawić naciskom zewnętrznym, i tym ideologicznym.

U granic Polski toczy się walka, i to my będąc na przedmurzu – kolejny raz – bronimy Europy. Jednak czy Zachód, który zachowuje się bardzo powściągliwie, nie ma świadomości, że Łukaszenka i Putin nie zatrzymają się na Polsce?

– Dzisiaj mamy ewidentnie powrót do sojuszu Berlina z Moskwą, co wszystkim nam bardzo źle się kojarzy. Niemcy ze swoją chorą wizją Europy, podobną do tej, którą miał Hitler, są dzisiaj tak naprawdę wrogiem Europy. Niemcy po II wojnie światowej – podobnie jak większość zachodniej Europy – mają kompleks rosyjski, kompleks niższości. Ta negatywna fascynacja Rosją jest przekładana na uległość. Stąd mamy próbę wprowadzenia Rosji na europejskie salony i de facto dopuszczenia, aby zdominowała Europę. Dzisiaj w orbicie europejskich elit dominują, niestety, patrzenie kategoriami niemieckimi i zgoda na dominację Berlina w Unii Europejskiej. Warto jednak spojrzeć głębiej na ten problem, by dostrzec, że jest to działanie w interesie rosyjskim, w interesie Putina. Mówiąc wprost, mamy próbę wpuszczenia nowego Stalina do Europy w sojuszu z Niemcami. To zagrożenie naprawdę jest bardzo realne i bliskie, więc jeżeli tego nie zrozumiemy, to nie zmobilizujemy w sobie dostatecznych sił materialnych – wojska, sił zbrojnych oraz wszelkiego wsparcia z tym związanego, ale też sił duchowych. Jeżeli Polacy nie będą mieli świadomości racji stanu, jeżeli nie będą widzieli celu Polski, do czego Polska jest powołana – właśnie biorąc pod uwagę nasze historyczne dziedzictwo, aby być przedmurzem Europy, to będziemy łatwym celem, państwem prostym do opanowania.

Panie Profesorze, co z naszymi sojuszami? Polska jest przecież lojalnym i sumiennym członkiem wspólnoty europejskiej i NATO.

– Proszę zwrócić uwagę, że pomimo iż jesteśmy przedmurzem Europy, to bardzo niewielu nas dzisiaj wspiera w działaniach obronnych. Co więcej to wsparcie jest tylko werbalne. Musimy sobie uświadomić, że w tej próbie destabilizacji Polski jesteśmy zdani na własne siły, a te nasze siły są przeogromne. Możemy jako Polska kolejny raz dokonać Cudu nad Wisłą – może bardziej cudu nad Bugiem, ale będzie to cud, którym Europa w przyszłości może się zachwyci. Choć z drugiej strony, znając historię, wiemy, że do tej pory Europa nie zdołała się zachwycić Bitwą Warszawską z 1920 roku i Cudem nad Wisłą.

             Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl