logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: twitter.com_bogdan_rzonca/ Inne

Niepewna przyszłość Unii Europejskiej

Poniedziałek, 29 listopada 2021 (19:57)

Z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Na granicy z Białorusią cały czas dochodzi do ataków na naszą granicę. Czy mimo to jest szansa, że nastąpi jakiś przełom i akcja, którą wymyślił Łukaszenka i stojący za nim Putin się zakończy, bo nie może trwać w nieskończoność, czy może jednak powinniśmy się przygotować na kroczącą akcję destabilizacyjną?

– Jestem w tym względzie umiarkowanym optymistą. Po drugiej stronie mamy bowiem do czynienia z bardzo niestabilnymi i nieprzewidywalnymi politykami, z politykami bardzo agresywnymi, a zarazem ze złą tradycją, zgodnie z którą nic wiążącego z Rosjanami nie można było ustalić. W tej grze są dzisiaj Putin oraz Łukaszenka i mimo nacisków na Białoruś rosyjski przywódca może nie pozwolić, aby Łukaszenka zrezygnował z działań na polsko-białoruskiej granicy. W zamian za to będzie mu dostarczał amunicji w postaci zastrzyków finansowych, będzie opłacał żołnierzy i innych ludzi, żeby nas nękać i pokazywać, jak straszna, nieludzka jest Polska, jak niedobry jest prawicowy polski rząd, polskie wojsko, policja i służby, które nie dostrzegają krzywdy migrantów. I takich działań w dalszym ciągu należy się spodziewać. Natomiast coraz bardziej dotkliwe są sankcje nakładane na białoruski reżim. W mojej ocenie Łukaszenka wywiózł już trochę migrantów z powrotem do Iraku ze względu na własne bezpieczeństwo. Ludzie ci, widząc, że zostali oszukani, zaczęli się organizować, żeby zaatakować Łukaszenkę, aby go zmusić do oddania im pieniędzy.

Czy świat jest rzeczywiście po polskiej stronie?

– Uważam, że tak. Zarówno Stany Zjednoczone, jak i Unia Europejska jasno wyrażają swoje stanowisko. Również sankcje nakładane na białoruski reżim są coraz bardziej skuteczne i dotkliwe. Jednak nie wiadomo, co zrobi Putin. Dla takich polityków jak Putin czy Łukaszenka ważny jest cel i – zwłaszcza dla Putina – wzrost popularności. Tak było w Rosji carskiej i podobnie jest teraz.

Z tym wsparciem ze strony Zachodu to bym nie przesadzał, bo choć ostatnio premier Morawiecki na Facebooku napisał, że Polska jest lojalnym i sumiennym członkiem europejskiej i transatlantyckiej wspólnoty, to ta nasza lojalność niekoniecznie jest odwzajemniana.

– Spotkania, jakie premier Morawiecki odbywał z przywódcami w stolicach europejskich państw, mają swój wydźwięk. Również działania prezydenta Dudy – jego wizyta w siedzibie NATO – także mają ogromne znaczenie. Myślę, że ważny jest głos sekretarza Sojuszu Północnoatlantyckiego, Jensa Stoltenberga, że jeśli Unia Europejska poważnie myślałaby o własnych siłach militarnych, o budowie własnej unijnej armii, to guzik z atomem zostanie odebrany Niemcom i trafi do Polski. Wobec tego mamy wsparcie w sferze deklaratywnej i w razie ewentualnej agresji na nasz kraj – oby nie, to będziemy mogli liczyć na realne wsparcie, na czyny. Osobiście dużo obiecuję sobie po objęciu funkcji dyrektora generalnego Międzynarodowego Sztabu Wojskowego (IMS) NATO przez gen. Janusza Adamczaka. Polak obejmie jedno z najważniejszych stanowisk w NATO, co daje nam poważny atut w rozgrywkach politycznych. Co by nie powiedzieć, uważam, że na tę chwilę NATO zachowuje się poprawnie, podobnie Unia Europejska, także Stany Zjednoczone, co nie zmienia faktu, że Putin jest graczem, któremu nie można ufać.

Jak mówić o jedności, solidarności międzynarodowej – zwłaszcza w Unii Europejskiej, skoro Niemcy chcą bliżej współpracować z Moskwą?   

– Sytuacja w Niemczech rzeczywiście jest bardzo ciekawa. Otóż nowy socjalistyczny rząd niemiecki razem z Zielonymi z jednej strony – jak słyszymy – podobno będzie blokował Nord Stream 2. Z drugiej strony cele socjalistów i nowego kanclerza Olafa Scholza, który zastąpi Angelę Merkel, są obliczone na głębszą integrację i stworzenie państwa europejskiego, a więc nie na współpracę dwustronną, tylko na federalizację Unii Europejskiej. To jest bardzo groźne i to może być na rękę Putinowi. Wiele krajów członkowskich będzie się broniło przed federalizacją. Chociażby Polska, Słowacja czy Węgry będą przeciw, natomiast mogą zostać wprowadzone mechanizmy nacisku w Unii, które będą służyły procesowi federalizacji. Jednym z takich mechanizmów może być np. nowa ustawa o finansowaniu partii politycznych, która zakłada m.in. to, że niemieckie partie będą mogły swobodnie funkcjonować np. w Polsce, a polskie partie w Niemczech. Wiele wskazuje na to, że ten projekt już niedługo może być mocno dyskutowany.

O nowej koalicji w Niemczech, która chce przekształcić Unię Europejską w federację państw, mówi m.in. europoseł Jacek Saryusz-Wolski. Jak widać, nie jest to tylko straszak, ale te projekty coraz bardziej dojrzewają.

– Zawarte porozumienie mówi m.in., że na takie kraje jak Polska trzeba mieć wpływ, i to jest bardzo groźna zapowiedź. Myślę, że tego właśnie powinniśmy się obawiać. Jednak nasza dyplomacja zapewne odbiera takie sygnały i reaguje, bo to jest nic innego jak mieszanie się w wewnętrzne sprawy poszczególnych, suwerennych państw członkowskich.

Czy to początek końca suwerennych państw, droga do rozpadu Unii Europejskiej w formie, jaką dzisiaj znamy?

– Myślę, że federalizacji szybko nie będzie. Przez najbliższe lata Unia Europejska będzie się borykać z kryzysem energetycznym i to będzie być może jeden z powodów poważnego osłabienia gospodarczego Wspólnoty. Z kolei za tym mogą pójść inne decyzje, bo niektóre państwa nie wytrzymają tempa zmian energetycznych i uzależnienią się od Rosji. Polska za rok, kiedy zostanie uruchomiony Baltic Pipe, będzie w komfortowej sytuacji, ale inne państwa mogą być i będą mocno osłabione. Również cały pakiet „Fit for 55” będzie działał na niekorzyść gospodarek europejskich – w szczególności słabszych państw.

W tym momencie może dojść do różnych ruchów odśrodkowych, ponieważ ludzie nie wytrzymają wzrostu kosztów życia w Unii Europejskiej, kosztów transformacji energetycznej. Koszt np. polskiej transformacji energetycznej na dekadę obliczony jest na 700 miliardów złotych, podczas gdy z Unii Europejskiej na te lata w ramach Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji otrzymamy zaledwie 18 miliardów. To jest kropla w morzu potrzeb. Podobnie jest z problemem węgla, gazu, atomu, bo Unia Europejska nie chce dopuszczać do rozwoju energetyki jądrowej. Stąd należy się spodziewać konfliktów, które będą widoczne tak samo na ulicach Francji, Holandii, jak i w krajach byłego bloku sowieckiego.

To stawia duży znak zapytania co do reform Unii Europejskiej?         

– Jest to znak zapytania co do przyszłości Unii Europejskiej. W tej chwili fakty wskazują, że Unia Europejska przegrywa rywalizację z Chinami, ze Stanami Zjednoczonymi, i gospodarczo będziemy coraz bardziej uzależnieni od różnych gier pomiędzy przeciwnikami Unii. Tymi przeciwnikami solidarnej współpracy państw Unii Europejskiej są zarówno Rosja, jak i Chiny, które są potężnym graczem. W tej chwili w różnych firmach samochodowych na terenie Unii – w szczególności w Niemczech – stoi ponad pięć milionów wyprodukowanych nowych samochodów, których nie można sprzedać, bo Chiny nie dostarczają półprzewodników. Tych samochodów nie można wprowadzić na rynek, z kolei ich brak winduje ceny.

Jednak takie kryzysy jak wskazany będą także w różnych innych obszarach. Jest opracowanie, które ostatnio czytałem, według którego w Bułgarii 27 proc. ludzi w obliczu zimy nie ma ciepłej wody oraz dostępu do ciepła, a w Portugalii – choć jest to kraj, gdzie jest ciepło – te braki oscylują w granicach 17 proc. W skali całej Unii Europejskiej tego typu problemy będą dotyczyć blisko 100 milionów ludzi. Jest to zatem potężny, nieujawniany problem. Co więcej, wszystko, co Unia Europejska robi w sferze ideologicznej w zakresie tzw. zielonej energetyki, nie jest policzone, nie jest dokładnie powiedziane, co i ile będzie kosztować. Ma być i na tym się kończy – to jest dyktat. W Unii Europejskiej mają zniknąć kopalnie węgla, energetyka gazowa, atomowa, i ma być tylko czyste powietrze, czysta przestrzeń ekologiczna. Jednak nie mówi się, kto za to wszystko zapłaci, że przedsiębiorcy będą uciekać na Ukrainę czy do Rosji, że przemysł będzie wyprowadzany jeszcze bardziej do Chin, gdzie się uruchamia kopalnie węglowe, czy do Ameryki.

Liderzy Unii Europejskiej ockną się wówczas, kiedy ludzie w wielu krajach zaprotestują przeciwko takiemu tempu zmian. Na razie w najlepsze działa dyktat niemiecki spowodowany nadprodukcją farm fotowoltaicznych, farm wiatrowych, które nasi zachodni sąsiedzi chcą gdzieś upchnąć i dobrze na tym zarobić. To wszystko spowoduje, że obudzimy się w Europie wielkiego kryzysu.

Z czego wynika ta ideologizacja, bo to już chyba nie są działania racjonalne?                    

– Zasada jest taka, że to nowe, sfederalizowane państwo europejskie ma lepiej, skuteczniej działać. Będzie jeden rząd, jeden parlament, a poszczególne kraje mają być pozbawione systemów wychowawczych. Mama będzie tatą, tata – mamą. Trwa mącenie młodym ludziom w głowach, żeby nie wiedzieli, kim są. Skorzystają na tym Niemcy, które chcą być hegemonem nie tylko w Europie, ale też na świecie. Jeśli udałoby im się zbudować takie sfederalizowane państwo europejskie i armię unijną, to wiadomo, że niemiecka gospodarka będzie tam najważniejsza, armia również, a główni federalni politycy w tej Unii pochodziliby tak samo jak teraz z Niemiec. To jest zamiar bardzo przemyślany i to na różnych poziomach – także pracy z młodzieżą, w ośrodkach akademickich.

Proszę zwrócić uwagę, że aprobujący zieloną energię czy w ogóle zieloną ideologię to są głównie studenci, także dzieci, które nie mają żadnych doświadczeń, jeśli chodzi o pracę czy odpowiedzialne życie. Ci młodzi często nawet nie wiedzą, gdzie pracują ich rodzice. Kiedy ich pytamy, gdzie będą pracować, jeśli pozbędziemy się kopalni węgla i tradycyjnej energetyki, to pada odpowiedź: jakoś to będzie. Otóż nie będzie! Ta ideologizacja Unii Europejskiej wynika z przekonania, że jedno sfederalizowane państwo europejskie będzie silne, że zostaną zlikwidowane patriotyzmy narodowe, przywiązanie do państwa narodowego, które przecież broni tradycji, kultury, tożsamości, dziedzictwa historycznego, wartości chrześcijańskich, na których posadowiona jest nasza zachodnia cywilizacja. To wszystko ma zniknąć.

Wiele mówi się dzisiaj o wartościach europejskich. Co to znaczy?

– Nic. Patrząc na forsowaną ideologię, owe wartości europejskie to aborcja, eutanazja, zmiana płci. Natomiast w żadnym z dokumentów nie można się natknąć na wartości chrześcijańskie, które współtworzyły Unię Europejską i były zasadą rzymskich traktatów europejskich z 1957 roku. Jak widać, ta ideologizacja, ten cały front jest przemyślany, ale ludzie, społeczeństwa, które mają swoje poglądy, i narody europejskie się ockną. Przykładem tego może być już dzisiaj Francja, gdzie trzech kandydatów na prezydenta tego kraju mówi wyraźnie, że należy stworzyć tarczę prawną osłaniającą Francję od wpływów prawa europejskiego na prawo francuskie.

           Dziękuję za rozmowę.           

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl