logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: KPRM/ -

Pacyfista w służbach

Piątek, 22 lutego 2013 (02:05)

Bezpartyjny fachowiec, a do tego prawnuk Henryka Sienkiewicza – tak mówiono o Bartłomieju Sienkiewiczu, nowym ministrze spraw wewnętrznych, tuż po ogłoszeniu jego nominacji. Ale do resortu nie przychodzi osoba nieznana: Sienkiewicz to wieloletni doradca premiera Donalda Tuska, blisko związany najpierw z dawną Unią Wolności, a potem z Platformą Obywatelską.

To, że Sienkiewicz jest anonimowy dla większości Polaków, nie jest niczym dziwnym, bo nigdy nie ubiegał się o mandat posła lub senatora, a nawet radnego, więc ludzie nie mieli okazji go bliżej poznać.

Ale w polityce jest czynny od dawna. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, historyk, w latach 80. zaangażował się w działalność opozycyjną i nawiązał znajomości, które w III RP zdecydowały o jego przyszłości. Był czynny w pacyfistycznym ruchu Wolność i Pokój, gdzie poznał Jana Rokitę, a potem Krzysztofa Kozłowskiego. To Kozłowski, najpierw wiceminister, a potem minister spraw wewnętrznych w rządzie Tadeusza Mazowieckiego i pierwszy szef Urzędu Ochrony Państwa, ściągnął Sienkiewicza do MSW. Tam dawny pacyfista włączył się w proces weryfikacji funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, a potem trafił do UOP – kierował Biurem Koordynacji i Prognoz. Służbę zakończył w stopniu kapitana, a potem był jeszcze doradcą w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i członkiem Rady Centralnego Ośrodka Szkolenia ABW.

Warto podkreślić, że razem z nim do Urzędu Ochrony Państwa przyszli wtedy inni koledzy z WiP, w tym Konstanty Miodowicz (szef kontrwywiadu UOP, obecny poseł PO), Wojciech Brochwicz (dyrektor w UOP, potem wiceszef MSWiA w rządzie Buzka) i Piotr Niemczyk (wicedyrektor wywiadu UOP). Teraz Krzysztof Kozłowski w samych superlatywach wypowiada się o swoim dawnym podwładnym, chwali go jako człowieka doskonale przygotowanego do sprawowania funkcji szefa MSW, „państwowca” itd. Podobne peany padają z ust Miodowicza i Niemczyka.

Bezpartyjny, ale swój

Po odejściu z Urzędu Ochrony Państwa Bartłomiej Sienkiewicz zaangażował się w tworzenie i rozwijanie Ośrodka Studiów Wschodnich (był jego wicedyrektorem). Tam z kolei poznał Jacka Cichockiego, swojego poprzednika na stanowisku ministra spraw wewnętrznych. Potem zajmował się m.in. doradztwem gospodarczym, pomagając firmom robiącym interesy na Wschodzie, głównie na Ukrainie. Był analitykiem i ekspertem od spraw wschodnich, zwłaszcza rosyjskich, dlatego media chętnie zapraszały go do współpracy, a często pisuje m.in. w „Tygodniku Powszechnym”. I zapewne ta publicystyczna, ekspercka działalność Sienkiewicza zjednała mu opinię bezpartyjnego fachowca. Nic bardziej błędnego – minister nie jest członkiem partii, ale to nie znaczy, że nie ma określonych poglądów, a te akurat zawsze sytuowały go najpierw przy Unii Demokratycznej i Unii Wolności, a potem przy Platformie Obywatelskiej.

Nowy minister rzadko wypowiadał się w konkretnych sprawach (nie licząc tekstów publicystycznych i książek), trudno byłoby go więc określić mianem „liberała” czy „konserwatysty”. Ale o jego politycznych konotacjach świadczą dwa wydarzenia. W 2007 r., gdy ówczesny minister edukacji Roman Giertych zaproponował zmiany na listach lektur szkolnych przez wykreślenie m.in. książek Witolda Gombrowicza, Fiodora Dostojewskiego oraz Johanna Wolfganga Goethego i wpisanie do kanonu dzieł np. Jana Dobraczyńskiego, Sienkiewicz zaprotestował. W imieniu Stowarzyszenia Rodziny Henryka Sienkiewicza oświadczył, że domaga się wykreślenia z listy lektur dzieł swego antenata, bo „miejsce książek Sienkiewicza jest wśród usuniętych dzieł literatury światowej i polskiej, a nie wśród książek Jana Dobraczyńskiego”.

Z kolei tuż po katastrofie smoleńskiej był jednym z sygnatariuszy listu otwartego do obywateli Rosji pt. „Spasiba”, w którym podziękowano Rosjanom za ich postawę po 10 kwietnia 2010 r. i zaapelowano o pojednanie polsko-rosyjskie. Od eksperta w sprawach wschodnich można było oczekiwać większej przenikliwości…

Doradca Tuska

Premier Donald Tusk nie ukrywał, że Bartłomiej Sienkiewicz to jego wieloletni doradca, ale też podkreślał, że jest to osoba spoza „bieżącej polityki”. To ładnie brzmi, ale nowy minister nigdy nie zerwał z polityką, właśnie tą bieżącą, i miał na pewno wpływ na wiele decyzji podejmowanych przez wysokich urzędników państwowych, w tym także premiera. Sienkiewicz najpierw wspierał Jana Rokitę, potem był doradcą marszałka Sejmu Macieja Płażyńskiego. Zażyłość z Rokitą nie przeszkadzała Tuskowi, który chętnie korzysta z podpowiedzi Sienkiewicza. Pojawiły się nawet nieoficjalne informacje, że to on podsunął premierowi Jacka Cichockiego – najpierw jako sekretarza Kolegium ds. Służb Specjalnych, a potem namawiał Tuska do tego, aby Cichocki został ministrem spraw wewnętrznych. Teraz sam ma pokierować tym resortem.

– Sienkiewicz pomagał premierowi w przygotowaniach do reformy służb specjalnych. To on podpowiadał Tuskowi, aby ograniczył władzę Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, co doprowadziło do konfliktu szefa rządu z gen. Krzysztofem Bondarykiem. Teraz, kiedy Bondaryk odchodzi, przedpole jest wyczyszczone i Bartłomiej Sienkiewicz będzie mógł przeprowadzić reformę służb w takim kierunku, jaki obrali wspólnie z Donaldem Tuskiem – mówi „Naszemu Dziennikowi’’ jeden z posłów Platformy Obywatelskiej. Jak przyznaje, dla większości jego klubowych kolegów i koleżanek nazwisko nowego szefa MSW jest zaskoczeniem. – Gdy już było niemal pewne, że Cichocki zmienia stanowisko, wielu z nas oczekiwało, że jego miejsce zajmie Marek Biernacki – dodaje parlamentarzysta. Biernacki to minister spraw wewnętrznych i administracji w rządzie Jerzego Buzka, obecny szef sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych. Ale to polityk niepozbawiony ambicji, a takich Tusk na razie woli do rządu nie brać. Premier traktuje MSW jako newralgiczny resort, w którym chce mieć człowieka lojalnego i zależnego tylko od niego. Sienkiewicz ma doskonałe kontakty z wieloma ludźmi z Platformy, co zgodnie przyznają posłowie i senatorowie PO, ale ponieważ nie jest członkiem Platformy, więc nie należy też do żadnej frakcji. Swój obecny awans zawdzięcza tylko Donaldowi Tuskowi i tylko wobec niego będzie lojalny.

Niemniej niektórzy politycy PO twierdzą, że w służbach znowu urośnie w siłę „grupa krakowska”. Do niej zaliczany jest Maciej Hunia, szef Agencji Wywiadu, a teraz umocnią się też wpływy Konstantego Miodowicza, również człowieka z tego kręgu, który przez wiele osób jest uważany za szarą eminencję PO w służbach. Czy więc Sienkiewicz ma zapewnić premierowi kontrolę nad „krakusami”?

Krzysztof Losz

Nasz Dziennik