Jakie są dzisiaj Pana refleksje, kiedy opozycja znów wyprowadza ludzi na ulice pod pretekstem rzekomo zagrożonej demokracji i obrony tzw. wolnych mediów?
– Od strony merytorycznej opozycja wikła się w całą serię sprzeczności. Otóż z jednej strony mówi o przestrzeganiu prawa Unii Europejskiej, a z drugiej, kiedy Sejm przyjął zmiany w ustawie o radiofonii i telewizji, dostosowując nasze prawodawstwo do norm unijnych, to słyszymy, że jest to zamach na wolność mediów. Widać zatem brak konsekwencji i jak ta cała narracja rozbija się o fakty. Tak czy inaczej mamy próbę wykorzystania pewnego pretekstu, żeby przypomnieć o sobie i jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia wywołać awanturę w Narodzie, żeby móc się trochę ogrzać w cieniu demonstrujących.
Wykorzystuje się do tego media, aby móc w nich zaistnieć. Trzeba też dodać, że w dużej mierze te protesty wywołuje TVN, jednak nie sądzę, żeby to była jakaś długotrwała akcja, bo ta komercyjna stacja sobie z tym problemem poradzi. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy kolejną awanturę, próbę skłócenia społeczeństwa i wyniesienia za granicę tego przekazu o rzekomym niszczeniu „wolnych” mediów w Polsce. Dodajmy też, że opozycja szuka paliwa po przegranych wyborach w 2015 roku. Cały czas szuka się pretekstu, żeby obalić demokratycznie wybrany rząd.
Dlaczego tylu ludzi wychodzi na ulice, czy wolność, wolność mediów w Polsce, jest zagrożona, czy może zagrożone są interesy ludzi byłej władzy i lobby z nią związanego, a wzniecając i wciągając w ten spór społeczeństwo, środowiska liberalne i lewicowe chcą pokazać, że Polska się buntuje przeciwko rządowi PiS?
– Naiwnością byłoby twierdzenie, że w tej całej sprawie chodzi o wolność mediów, natomiast z całą pewnością chodzi tu o wpływy – także na opinię publiczną. Dodajmy, że obóz lewicowo-liberalny dominuje w mediach, szczególnie w mediach elektronicznych, ale również w prasie, w telewizji oraz w stacjach radiowych. Stąd nie chodzi tu o żaden brak wolności mediów. Natomiast chodzi o to, żeby tę dominację utrzymać, stąd wywoływane emocje, którym towarzyszy też zdenerwowanie związane z tym, że media publiczne wydostały się z ich rąk. Mamy zatem prostą grę o władzę, o możliwości, o wpływy.
Czy ludzie, którzy wychodzą na ulice, nie dostrzegają, że są tylko jednym z trybów w tej machinie?
– Proszę pamiętać, że przekrój opinii publicznej jest bardzo różny, różni są ludzie, różne jest też ich podejście do wielu spraw. Jest cały szereg ludzi, którzy wychowali się, wyrośli i zostali ukształtowani jako działacze partyjni w PZPR, a więc w systemie PRL-u, i są oni w dużym stopniu uwarunkowani ideologicznie. Zatem Polska jest podzielona. Natomiast media, o których mowa, starają się ten fakt wykorzystać i budować napięcie wśród ludzi.
Mamy histerię i nieustającą nagonkę na obecną władzę. Jaki przekaz płynie z tej coraz bardziej napiętej sytuacji?
– Przekaz jest jeden – będziemy mieć do czynienia z długotrwałą wojną ideologiczną, wojną polityczną, i to na wszystkich możliwych piętrach. Myślę, że to się szybko nie skończy, że będziemy mieć jeszcze do czynienia z wieloma odsłonami tego sporu, tym bardziej że nie jest to wojna wewnętrzna, ale reaguje tu również czynnik zewnętrzny. Polska – jak wspomniałem – jest pęknięta i nie chodzi tylko o ocenę bieżącej sytuacji, ale o ocenę ideologiczną, która ma także swoje zewnętrzne źródła.
Nie ma Pan wrażenia, że polityka w Polsce sięga dna, a wybrańcy, którzy otrzymali mandat parlamentarzystów od suwerena – Narodu, w ogóle nie liczą się z Polakami?
– To jest sprawa dość skomplikowana, mianowicie spora część Polaków poddana obróbce ideologicznej przez minione 30 lat myśli w podobny sposób, co rozhisteryzowani przedstawiciele Narodu w osobach posłów czy senatorów szeroko pojętej opozycji. I to jest problem. Oczywiście jest on pochodną pewnej struktury medialnej – dosyć patologicznej, jeśli bierzemy pod uwagę Polskę. Tylko, że podobną sytuację przeżywają wszystkie społeczeństwa zachodnie, mimo tego, że mają własne, a nie zagraniczne media, które przeszły taką rewolucję, taki przewrót ideologiczny, który doprowadził do napięć społecznych. Ludzie dzisiaj się nie rozumieją nawet w podstawowych kwestiach, są wobec siebie niechętni, żeby nie powiedzieć wrogo nastawieni. Gdziekolwiek nie spojrzeć, dajmy na to, jeśli chodzi o aborcję, prawo do życia nienarodzonych, sprawy małżeństw i rodziny, kwestie polityki zagranicznej, mediów itd., to wszędzie widać różnice i podziały, które są nie do pogodzenia.
Ale mamy też wzorce, chociażby św. Jana Pawła II, który tak wiele zrobił dla nas, dla Polski, która zawsze była w jego sercu. Co dzisiaj w związku z wydarzeniami w Polsce miałby do powiedzenia nam – swoim rodakom?
– Ojciec Święty Jan Paweł II był przede wszystkim człowiekiem głębokiej wiary i z perspektywy katolika czytał i oceniał otaczającą nas rzeczywistość w długiej perspektywie. Podobnie zresztą jak wyniesiony w tym roku na ołtarze Prymas Tysiąclecia, kard. Stefan Wyszyński. Natomiast jeśli mamy do czynienia z kimś, kto jest pod wpływem ideologii ateistycznej, rewolucyjnej, to dla takiego człowieka św. Jan Paweł II będzie jedynie Papieżem kremówek, ewentualnie będzie kojarzony w wyprawami górskimi, jazdą na nartach czy innymi hasłami bez głębszej podbudowy, fundamentu wiary.
Widzimy zatem, że istnieje na tym polu ogromny rozdźwięk ideowy – zresztą mieliśmy już próby obalania pomników św. Jana Pawła II przez kręgi rewolucyjne. To się wprawdzie na chwilę zatrzymało, bo nie znalazło poklasku wśród Polaków, którzy są mocno przywiązani do wiary, tradycji i do Papieża Polaka, albo przynajmniej emocjonalnie. Jest jednak spora część ludzi, którzy są z dala od Boga, od Kościoła, często są przeciwnikami wartości chrześcijańskich i chcieliby obalić nie tylko pomniki, ale zagłuszyć pamięć o wszystkim, co święte, o św. Janie Pawle II, żeby Jego nauczanie się nie rozwijało i nie oddziaływało społecznie.
Czy ten rozdźwięk, o którym Pan mówi, nie powoduje, że Polska chrześcijańska jest dzisiaj zagrożona?
– Tak, Polska chrześcijańska w samych podstawach jest dzisiaj zagrożona. Podobnie rzecz ma się z „postępową” Europą, która jest w gorszym stanie i jako byt kulturowy po prostu umiera. Polska – moim zdaniem – jest zagrożona nie tyle w sensie politycznym, co w sensie kulturowym, podobnie jak to było w latach 50. poprzedniego wieku. Polska jest dzisiaj poddawana potężnej obróbce ideologicznej, począwszy od dzieci, poprzez młodzież, kończąc na ludziach dorosłych. I to jest problem, z którym musimy się zmierzyć i sobie z tym poradzić. To jest wyzwanie dla wszystkich ludzi wierzących, ludzi myślących, także dla przewodników duchowych, kapłanów, biskupów. Do umacniania ducha Narodu, ducha wiary wzywał 10 czerwca 1979 roku na krakowskich Błoniach św. Jan Paweł II, kiedy mówił: „Zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię »Polska«, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością – taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym, abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy”. Nic dodać, nic ująć – te słowa są wciąż aktualne.
Wspomniana przez Pana „postępowa” Europa próbuje nawet wymazać z przestrzeni publicznej święta Bożego Narodzenia. Z czego to wynika?
– Pomysł komisarz Unii Europejskiej ds. równości Heleny Dalli, aby pracownicy Komisji Europejskiej czy w ogóle w Parlamencie Europejskim unikali określeń takich jak czas Bożego Narodzenia, bo może to być dla kogoś stresujące, świadczy o pewnym odjeździe rozumowym, intelektualnym. Jak bowiem można święta Bożego Narodzenia oderwać od Jezusa Chrystusa, który jest postacią historyczną, a Jego wpływ na dzieje świata był przeogromny: humanizacja całej kultury, podniesienie godności człowieka – osoby ludzkiej, nawet pomijając kwestię wiary. Tymczasem „postępowi” Europejczycy chcą zmieniać historię – mamy obchodzić święta i czcić narodzenie nawet nie bardzo wiadomo kogo. Przecież to jest jakiś niewyobrażalny absurd. Zresztą nie pierwszy w wydaniu brukselskich, lewackich elit. To pokazuje odejście od wiary i od rozumu na niewyobrażalną wprost skalę.
Dlaczego symbolika chrześcijańska tak bardzo przeszkadza?
– Kiedy mamy wojnę religii, to tak się dzieje. Dzisiaj mamy religię socjalistyczną czy neomarksistowską oraz inną koncepcję zbawczą. I chodzi o to, żeby konkurencyjną koncepcję wiary – zbawczą – wyeliminować, i to nawet w wymiarze symboliki, oraz oczywiście żeby święta Bożego Narodzenia pozbawić ważnych, duchowych treści. Stąd wszechobecna promocja świąt w wymiarze prezentów, ale bez tego, co stanowi o ich istocie, bez Pana Boga.
Przed nami święta Bożego Narodzenia. Jak je przeżyć, zwłaszcza w sytuacji nagonki na Kościół, na kapłanów, kiedy mamy próby wymazania z rzeczywistości historii zbawienia?
– Przede wszystkim trzeba żyć po katolicku i po polsku, nie oglądając się na różne mody. Mamy przygotowywać się i przeżywać zbliżające się święta Bożego Narodzenia zgodnie z najbardziej głęboką tradycją, która nas upodmiotawia, z której wyrastamy i w której zostaliśmy wychowani, która tworzy więź kulturową i sprawia, że rozumiemy siebie nawzajem – starszych i młodszych, tych, którzy odeszli, i tych, którzy przychodzą i przyjdą po nas. Święta Bożego Narodzenia są piękne, głęboko osadzone w tradycji chrześcijańskiej i naszej, polskiej. I tym trzeba żyć, nie oglądając się na to, co środowiska wrogo nastawione do religii katolickiej i naszej polskiej tradycji próbują robić. Nie możemy zatrzymać się na płaszczyźnie pustego żłóbka bez Chrystusa, bo to On jest naszą drogą i naszym celem ostatecznym.

