Komisja Europejska wszczyna procedurę naruszeniową wobec Polski, grozi karami finansowymi. Kolejne orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego i znów reakcja Brukseli. Co nam to mówi, czy to tylko spór prawny?
– Jest to realizacja określonej wizji Europy, którą znamy chociażby z programu socjaldemokracji, która niedawno przejęła władzę w Niemczech – czyli dążenie do utworzenia superpaństwa europejskiego, państwa federalnego. W ten sposób Unia Europejska miałaby się stać już nie organizacją – wspólnotą suwerennych państw, tylko federacją pod egidą Niemiec. I urzędnicy europejscy tę wizję realizują. Ostatnio mieliśmy rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w stosunku do Rumunii, gdzie zasłona praktycznie opada. Stwierdza się bowiem, że prawo europejskie – w domyśle w każdej sytuacji – jest nadrzędne w stosunku do konstytucji państwa członkowskiego. Co więcej, wzywa się sędziów do pomijania rozstrzygnięć trybunałów konstytucyjnych. To jest nic innego, jak zamach na suwerenność Rumunii, ale też – zakładając, że orzeczenia Trybunału w Luksemburgu mają moc powszechnie obowiązującą w Unii, jest to zamach na suwerenność wszystkich państw członkowskich. Na to nakłada się oczywiście wszczęcie procedury naruszeniowej przez Komisję Europejską wobec Polski – właśnie w kontekście orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, gdzie próbuje się kwestionować to, że nasz trybunał nie jest sądem w rozumieniu prawa unijnego.
Jakie prawo do takiej oceny ma Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej?
– Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie ma żadnego prawa do takiej oceny, ponieważ Trybunał Konstytucyjny nie wchodzi w system sądów powszechnych, a jest sądem prawa rozstrzygającym o zgodnościach prawnych z ustawą zasadniczą. Dlatego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego – zresztą nie tylko w Polsce, ale w każdym państwie członkowskim UE – mają moc powszechnie obowiązującą. Jest to sąd ostatniego słowa nawet w stosunku do orzeczeń TSUE, ponieważ bada zgodność umów międzynarodowych, m.in. zgodność umowy o przystąpieniu do Unii Europejskiej – umowy stowarzyszeniowej, traktatów unijnych z Konstytucją RP. Tak się stało w przypadku polskiego Trybunału i ani premier, ani żaden inny organ w Polsce tego zmienić nie może – chyba że zmienimy Konstytucję RP.
Dlaczego Polska jest stale na celowniku KE i Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu?
– Wszczęcia procedury naruszeniowej wobec Polski można było się spodziewać, tylko pytanie, czy akurat w tym momencie. Listopadowa wizyta komisarza ds. sprawiedliwości Didiera Reyndersa w Polsce i jego tournée po Warszawie, spotkania z ministrem sprawiedliwości oraz spotkania w parlamencie, a następnie jego ostateczna konkluzja z tych rozmów, gdzie nie ukrywał, że absolutnie podziela wiele dotychczasowych orzeczeń TSUE, co więcej nie silił się nawet na jakieś specjalne obiektywizmy, więc takiej rekomendacji można się było spodziewać, a w konsekwencji decyzji ze strony Komisji Europejskiej.
Myślę też, że krytyka ze strony Polski, jaka spotkała Komisję Europejską i Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu – w kontekście informacji ujawnionych przez dziennik „Liberation”, m.in. wątpliwości wyrażane przez ministra Zbigniewa Ziobrę wobec niezawisłości i niezależności TSUE, to wszystko mogło spowodować przyspieszenie wszczęcia takiej procedury, co można odczytywać wręcz jako politykę rewanżyzmu. Poza tym wiadomo jest nie od dzisiaj, że wszystkie instytucje unijne są obecnie zdominowane przez europejskich sojuszników partii opozycyjnych w Polsce. To pokazuje, że te działania są nieprzypadkowe, bo wpisują się w naszą sytuację wewnętrzną i niejako wspierają polską opozycję. Zatem te działania można traktować jako wtrącanie się w wewnętrzne sprawy Polski.
To jest gra pod Donalda Tuska – uległego wobec Berlina i Brukseli, którego główni rozgrywający w Unii chcieliby widzieć u steru polskich władz?
– Donald Tusk jest szefem Europejskiej Partii Ludowej i wydawałoby się, że piastując taką funkcję, nie powinien się angażować zarówno czasowo, jak i merytorycznie w lokalną politykę – tak, aby zachowywać pewną niezależność. Natomiast jest całkowita akceptacja sił wchodzących w skład EPL – głównie Niemców, aby Donald Tusk jednocześnie szefował Platformie, czyli największej partii opozycyjnej w Polsce. To najlepiej pokazuje intencje, wskazuje, że został on niejako wysłany do Polski z misją wykonania określonego zadania, czyli odbicia Polski z rąk Zjednoczonej Prawicy. To jest rzecz niebywała w historii UE – tak głębokie ingerowanie przez siły polityczne rządzące w Unii – siły zewnętrzne, w wewnętrzne sprawy państwa członkowskiego.
Tym bardziej że pole, którego dotyczą ingerencje, jest generalnie wyłączone spod kompetencji UE w kontekście umowy stowarzyszeniowej i prawa traktatowego. Tym bardziej można się domyślać, że mamy do czynienia z szukaniem pretekstu do atakowania konserwatywnego polskiego rządu i większości parlamentarnej. Politycy unijni zdają sobie sprawę, że większość polskiego społeczeństwa jest proeuropejska, więc zasiewanie niepokoju, że polskie członkostwo w Unii Europejskiej może być zagrożone – takie działania mogą prowadzić do obniżenia notowań Prawa i Sprawiedliwości. Ma to skutkować w najbliższych wyborach parlamentarnych wygraną wspieranej przez Komisję Europejską i instytucje unijne polskiej opozycji.
Wspomniał Pan, że większość Polaków jest proeuropejska. Czy nadal tacy będziemy, widząc, co czyni Bruksela?
– Jest to zasadne pytanie. Musimy też zdawać sobie sprawę z nierównowagi medialnej – wbrew temu co twierdzi opozycja, większość mediów w Polsce, z których gros to media prywatne, które wspierają opozycję, a atakuje rząd i zupełnie nieobiektywnie relacjonuje spór Polski z instytucjami europejskimi. Można zatem przypuszczać, że polskie społeczeństwo w tej kwestii będzie podzielone. I tutaj ogromny zarzut pod adresem Donalda Tuska i Komisji Europejskiej – komisarzy unijnych i polityków europejskich, o to, że ingerując w wewnętrzne sprawy Polski, dzielą Polaków. Grają na konflikt, na eskalację tego konfliktu, na eskalację i destabilizację państwa. Wiele mówiliśmy w naszych poprzednich rozmowach, że to Putin i Łukaszenka poprzez wywołanie tzw. kryzysu migracyjnego grają na destabilizację sytuacji w Polsce, a poprzez Polskę również na destabilizację Unii Europejskiej. Jednak z drugiej strony, ze strony naszych sojuszników, mamy takie działania, które również destabilizują sytuację w Polsce. Chodzi o to, że doprowadzają do anarchizacji sądownictwa, a jednocześnie do takiej właśnie niedobrej eskalacji nastrojów społecznych.
Donald Tusk nie przebiera w środkach – jego ostatnie wystąpienie przed Pałacem Prezydenckim podczas manifestacji sprzeciwu wobec przyjętej przez Sejm ustawy medialnej – i zacytowany fragment utworu Czesława Miłosza „…Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy. I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta” – wyraźnie adresowane do prezydenta Dudy – muszą budzić niepokój. Czym może się skończyć budowanie napięcia, wręcz wrogości?
– Od samego początku, od chwili powrotu do polskiej polityki Donald Tusk używa agresywnego języka – na pograniczu mowy nienawiści. To ostatnie cytowanie Czesława Miłosza na Krakowskim Przedmieściu przed Pałacem Prezydenckim jest absolutnie kompromitujące dla Donalda Tuska. To nic innego jak podgrzewanie atmosfery i nawoływanie do agresywnych działań wobec prezydenta RP, wobec polskiego rządu i większości parlamentarnej. Prezydent Andrzej Duda, wygrywając pierwsze, jak i drugie wybory, uzyskał mandat społeczny; Zjednoczona Prawica, wygrywając wybory w 2015 i w 2019 roku, również uzyskała mandat do realizacji swojego programu – w tym również do reformy sądownictwa czy szerzej reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce.
Mówiliśmy o tym, że reforma z pierwszej kadencji naszych rządów jest niedokończona, że wymaga kontynuacji i wyborcy – większość Polaków – mimo wściekłych ataków opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej postawiła na nas, na Zjednoczoną Prawicę. I w każdym demokratycznym państwie nikt nie kwestionuje prawa większości, która wygrała wybory, do realizacji programu. W Polsce, jak widać, jest inaczej za sprawą totalnej opozycji.
Widać, że każdy powód do ataku jest dobry…
– Z tym że realnych powodów nie ma. Program, który realizujemy, także polityka rządu premiera Mateusza Morawieckiego odnoszącego sukcesy gospodarcze oraz na niwie polityki społecznej, co akceptuje większość Polaków, niestety, nie podoba się naszym konkurentom w Europie. Dlatego szukają każdego pretekstu do atakowania polskiego rządu. Nie mogą nas atakować za politykę gospodarczą, za politykę społeczną, więc szukają różnych wydumanych pretekstów czy win, jeśli chodzi o wymiar sprawiedliwości. Chcą Polskę karać za zupełnie wydumane, niemające nic wspólnego z rzeczywistością np. „strefy wolne od lgbt”. To tylko pokazuje, że politycy Unii Europejskiej żyją w jakimś wirtualnym świecie, w matrixie i z premedytacją wspólnie z polską opozycją budują fałszywy obraz Polski. Przy tym te działania są bardzo niebezpieczne.

