W Hiszpanii lewicowy rząd premiera Pedro Sancheza zatwierdził program nauczania dzieci do 6 lat na rok szkolny 2022-2023, w którym jest mowa o „odkrywaniu seksualności” i „konstruowaniu płci”, ale jednocześnie brak odniesienia do rodziny, roli rodziców czy prawnych opiekunów w wychowywaniu dzieci…
– Lewica traktuje seksualność jako istotę życia człowieka. Ta redukcja człowieka – forsowana przez lewicę – sprowadza się do tego, że człowiek jest istotą seksualną, ale niepłodną – tak można by to określić. Mamy więc klasyczne oddzielenie człowieka od płodności. Jeszcze inaczej mówiąc – wychowujemy człowieka dla seksu, a nie dla życia innych i nie dla przekazywania życia – daru Boga, a więc przedłużenia gatunku.
Seks jako „zabawa”…?
– Myślę, że jeszcze gorzej, że trzeba ten problem potraktować jako jeszcze większe niebezpieczeństwo, czyli seks jako istota człowieka. To znaczy, że cała ta nowa „edukacja”, o którą pan redaktor pyta, zmierza do tego, żeby fałszywie upodmiotowić dziecko. Chodzi o to, żeby oddzielić je od rodziny, dlatego że rodzina jest instytucją – wspólnotą opartą na wartościach przekazywania życia i rozwoju życia. Natomiast jeśli mówimy o edukacji seksualnej – zresztą na wszystkich poziomach – to, co dzieje się w Hiszpanii, to jest dramat społeczny, dramat przyszłości tego narodu, ale to jest także, a może przede wszystkim dramat deformacji i zniszczenia człowieka. Chodzi o to, że całe to wychowanie idące w stronę upodmiotowienia dziecka i wmówienia mu, że seksualność jest czymś, z czym można uczynić wszystko, co się tylko wymyśli, jest oczywiście destrukcją człowieka. Problem, którego dotykamy, ma też na celu doprowadzenie do kryzysu moralnego, do zabicia sumienia dziecka, także do zabicia sumienia człowieka dorosłego, który nie potrafi się z tego dylematu wydostać.
Jakie będą konsekwencje wychowania w ten sposób dzieci?
– To jest banalizacja życia na poziomie najgłębszym, czyli odarcie życia ludzkiego z największej tajemnicy. Płodność, przekazywanie życia, rzec można – współudział w tworzeniu nowej osoby, która jest miłowana przez Boga, jest czymś wielkim. Nie ma większej misji dla każdego człowieka jak ta, która umożliwia relację miłości z Bogiem. Żeby jednak ta relacja miłości z Bogiem się mogła dokonać, to najpierw ten człowiek musi się pojawić i musimy za niego wziąć odpowiedzialność, musimy go w sposób właściwy wychować i ukierunkować.
Tymczasem tutaj chodzi o wychowanie, które kładzie nacisk na banalizację seksualności, na to, że jest najistotniejszym wymiarem życia ludzkiego. To prowadzi również do sytuacji, że tak skrzywione dzieci nie będą potrafiły założyć rodziny, która już z samej definicji jest wrogiem dla takiej ideologii. Takie dzieci w przyszłości nie będą też zdolne do życia w małżeństwie, za to będą instrumentalne traktować inne osoby. Takie dzieci, a później osoby dorosłe nie będą również potrafiły funkcjonować w relacji do Boga, i to być może jest najistotniejsze w tym wszystkim.
Mamy zatem do czynienia z eksperymentem społecznym?
– Do tego z eksperymentem, gdzie rodzi się czy wychowuje zbiór atomów, ludzi nieukształtowanych w odpowiedni sposób, zagubionych w swojej tożsamości ludzkiej. Są tu zatem nie tylko skutki społeczne, ale także skutki wewnętrzne dla człowieka, co – w momencie prowadzenia życia seksualnego poza małżeństwem i ukierunkowaniem dynamiki na płodność i odpowiedzialność za poczęcie i wychowanie – prowadzi do niesłychanych tragedii. Trzeba bowiem wziąć pod uwagę po pierwsze, że będzie unikanie płodności, czyli strach przed nowym życiem, co będzie się łączyło z antykoncepcją. Dalej – będzie to sprzyjało zabijaniu nienarodzonych, co z kolei będzie prowadziło do eutanazji, czyli masowego zabijania osób starszych, czyli tych, którzy wedle tego modelu są już niefunkcjonalni społecznie czy seksualnie – skoro seksualność jest jedyną miarą człowieka.
Tych konsekwencji jest oczywiście więcej – są również ekonomiczne. Chodzi o to, że tak ukształtowani ludzie nie udźwigną życia społecznego. Zatem jest to coś nieprawdopodobnie paranoidalnego.
Jak informuje dziennik „El Mundo”, program ten opiera się na teorii queer, zgodnie z którą płeć się dopiero buduje. Czy nie jest to dodatkowe zagrożenie?
– Dokładnie tak. Dochodzimy do momentu, w którym człowiek – ponieważ jest rozumny – musi znaleźć uzasadnienie takiego postępowania. To, o czym pan redaktor powiedział, to jest próba zbudowania ideologii, która wyjaśniałaby owe eksperymenty albo je usprawiedliwiała. To jest wykorzystywanie fragmentów nauki, bo tak należałoby to określić – do budowania teorii uzasadniających społeczną destrukcję państwa. Nie można sobie wyobrazić niczego gorszego.
Z punktu widzenia rozwoju państwa hiszpańskiego, ale też każdego innego, warto się zastanowić, czy chcielibyśmy mieć takie rządy, które prowadzą do destrukcji i do tego, że demografia zamrze, albo że ludzie nie będą mieli własnej tożsamości bądź nie będą mogli się rozwijać – również w sensie społecznym, gospodarczym, ekonomicznym. Tymczasem trzeba mieć nadzieję na życie.
Trzeba też powiedzieć wprost, że ci hiszpańscy rewolucjoniści prowadzą do tego, że całe to „nowe” społeczeństwo – powstające w ich zamyśle – nie będzie zdolne do wysiłku intelektualnego, co oznacza zakończenie misji przynajmniej części uniwersytetów, już nie mówiąc o samej konstrukcji szkoły.
Skoro podniósł Pan Doktor zagrożenie dla edukacji, to co z nauczycielami, którzy nie będą się identyfikowali z takim nurtem wychowania?
– Dla wielu nauczycieli będzie to oznaczało złamanie sumień, bo będą musieli firmować coś, co jest zupełnie niezgodne z ich wewnętrznym rozumieniem życia człowieka. Słowem – straszne rzeczy.
Czym może zakończyć się manipulowanie przy seksualności najmłodszych?
– Zakończy się to ogromnym dramatem dzieci, które zostaną poddane temu eksperymentowi. Zakończy się brakiem umiejętności życia indywidualnego i społecznego. Będą to olbrzymie tragedie dzieci, które nie będą wiedzieć, po co żyją. To zrodzi całą masę depresji, samobójstw, przemocy, morderstw – takie będą konsekwencje. To w żaden sposób nie jest zaproszenie do raju, tylko to jest zaproszenie do piekła.
Skoro wniosek jest prosty, że taki model niszczy człowieka, to czym zatem kierują się pomysłodawcy, twórcy takich ideologii?
– Przede wszystkim jest to ogromna, nieustająca wrogość do Pana Boga, która sięga jeszcze czasów rewolucji francuskiej. Ta ideologia z pewnością nie jest zbudowana na miłości. To jest ideologia zbudowana na nienawiści do Boga, na nienawiści do religii katolickiej czy w ogóle do chrześcijaństwa, na nienawiści do rodziny, na nienawiści do kobiety i mężczyzny jako stworzeń Bożych, co pozwala człowiekowi się zrealizować i urzeczywistnić.
W związku z tym trzeba by powiedzieć, że jest to zaślepienie ideologiczne, redukcyjne tych rządzących i partii, która rozdaje karty w Hiszpanii. Trzeba by też ująć to, że cały ten program „nauczania” dzieci jest podawany jako program wyzwolicielski dla Hiszpanii, który też uwiódł wyborców. Sytuacja jest naprawdę dramatyczna.
Jeśli do tego dodamy jeszcze zatwierdzenie przez Kongres Deputowanych Hiszpanii reformy Kodeksu karnego, która umożliwia karanie więzieniem osób uczestniczących w pikietach i modlitwach przed centrami aborcyjnymi, to zamach na wolność człowieka jest chyba oczywisty?
– To przypomina wydarzenia z bolszewickiej, sowieckiej Rosji, gdzie wściekłość czy zaciekłość w uderzeniu w Pana Boga była ogromna. W Hiszpanii mamy powtórzenie z roku 1936 – rewolucji hiszpańskiej, powrót do nienawiści – w tym wypadku nienawiści do życia. Konsekwencją takiej polityki czy takiego sposobu wychowania jest budowanie postawy nienawiści do życia zarówno własnego, jak i innych – nienarodzonych. Ta tendencja jest dzisiaj bardzo silna, stąd coraz więcej jest postaw, które godzą w życie ludzkie.
W jakim kierunku zmierza świat, który zabijanie nienarodzonych dzieci traktuje jako postęp?
– To jest kompletna destrukcja świata, zresztą obserwujemy ją nie od dziś. Które państwo we współczesnym świecie jest zbudowane na afirmacji życia…? Owszem, niektóre państwa budzą się z tego szaleństwa zapaści demograficznej, ale poza migracją z Afryki, to nikt w Europie nie buduje państwa w oparciu o własne zasoby ludzkie. My jako Polska również niczym samolot znajdujemy się w niszczącym korkociągu i za czas jakiś, jeśli się nie zatrzymamy w tym destrukcyjnym pędzie, to będzie nas nie więcej niż 20 milionów. To jest szereg geometryczny, bo w tej chwili nie ma zastępowalności pokoleń, nie ma też prób budowania cywilizacji miłości i życia ludzkiego. Skoro oficjalnie, jak podaje WHO, na świecie dokonuje się 50 milionów aborcji rocznie – nie mówiąc już o tym, ile istnień ludzkich zabija się w łonach matek nieoficjalnie, i ten proces trwa właściwie od lat sześćdziesiątych XX wieku, a w Rosji jeszcze wcześniej, bo od lat dwudziestych, to widać klęskę kultury światowej.
Jesteśmy na ogromnie niebezpiecznym zakręcie?
– Znajdujemy się blisko pęknięcia i posuwamy się w stronę przepaści – czegoś, co jest nieludzkie, nieosobowe, nie-Boskie. Właściwie brakuje słów, żeby określić ten stan. Żeby jednak było jasne: problem mordowania nienarodzonych, niewinnych dzieci dotyka też Polski. Ma to podwójne oblicze, bo to jest nie tylko sam fakt aborcji, ale również fakt niepodejmowania życia, niemiłowania życia. Odnosi się to do tego, że nie jest kształtowana kultura macierzyństwa, kultura ojcostwa, kultura rodziny, co też jest czymś niezwykłym – w złym tego słowa znaczeniu.
Kultura przyjemności najwyższego stopnia jest, niestety faktem, nic zatem dziwnego, że jesteśmy świadkami deformacji kultury. Stworzyliśmy w sobie – i to jest w tej chwili kultura europejska – mianowicie kulturę przyjemności za każdą cenę, nawet za cenę życia czy śmierci pokoleń. Za chwilę dojdzie do tego, że będziemy mieli pustynie w Europie, gdzie niektóre nazwy krajów będą tylko nazwami historycznymi, a nie nazwami aktualnych państw. Taki będzie efekt tego „postępu”.

