logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Niemieckie szachy rozszyfrowane

Wtorek, 15 lutego 2022 (11:45)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rosja odmówiła rozmów w sprawie pokoju w Europie, które na forum OBWE organizuje Ukraina. Czy zatem agresja na Ukrainę jest nieuchronna i jakie są możliwe scenariusze, co się może wydarzyć?

– Wydaje się, że wszystkie możliwości są wciąż na stole, choć moim zdaniem militarna agresja na Ukrainę raczej się oddala ze względu na okoliczności zewnętrzne. W tej chwili rozważana jest kwestia bezpośredniego włączenia Donbasu do Federacji Rosyjskiej, co też jest jakąś formą agresji czy zamachu na integralność Ukrainy, ale faktem jest, że sprawa Donbasu jest realnie już od dłuższego czasu w rosyjskich rękach. Przypomnę, że Donbas miał być używany przez Moskwę jako element dywersyjny. Chodziło o to, żeby poprzez postępującą deukrainizację Donbasu – prorosyjskiego regionu – blokować wszelkie ukraińskie poczynania w kierunku zachodnim. W tej sytuacji włączenie Donbasu będzie tylko przykrywką dla Putina na użytek wewnętrznej polityki, że coś jednak osiągnął. Natomiast realnie jest to dla niego raczej porażka. Po pierwsze, rozpoczęcie wojny nie gwarantuje Putinowi militarnego sukcesu, a po drugie, jeśli nawet byłby jakiś militarny sukces, to politycznie i gospodarczo rysuje się wielka strata.

Co to oznacza?    

– Nord Stream 2 wcale nie musiałby zostać uruchomiony, ceny gazu i ropy, które rosną dzisiaj, co jest spowodowane napięciem wojennym, spadłyby w momencie, kiedy Amerykanie zdecydowaliby się zdjąć nałożone na Iran sankcje – a o tym też się mówi – to w dłuższej perspektywie Rosjanie straciliby na tym ruchu niepomiernie. Również możliwości prowadzenia długotrwałej wojny – nawet partyzanckiej, to byłby dla Rosji poważny koszt nie tylko polityczny, ale też finansowy, militarny. Trzeba też wspomnieć, że to napięcie, które wywołał Putin, upodmiotowiło międzynarodowo Polskę i – jak widzimy – zmieniła się też optyka polityki amerykańskiej, która wcześniej przyzwalała Niemcom na spokojną współpracę z Moskwą.

Jak zatem widać, jest cała masa rosyjskich strat, które mogłyby się pogłębić w momencie agresji militarnej na Ukrainę. Wydaje się więc, że owszem, będzie eskalowane napięcie, będzie być może także manifestacja polityczna, gospodarcza, ale prosta agresja na Ukrainę wydaje się dla Rosji nieopłacalna. Oczywiście w tego typu przewidywaniach zawsze można zakładać pewne kategorie błędu. Można więc zakładać, że presja wewnętrzna w Rosji, a co za tym idzie – pozycja Putina będzie słabła i będzie on niejako zmuszony do tego, żeby dokonać ataku na Ukrainę, ale z racjonalnego punktu widzenia rosyjski przywódca, stawiając żądania, jednak przelicytował.

Retoryka Zachodu w ciągu ostatnich tygodni wyraźnie się zmieniła. Jaką rolę w tym wszystkim odegrała Polska i ofensywa dyplomatyczna prezydenta Dudy, premiera Morawieckiego, ale też szefa naszej dyplomacji Zbigniewa Raua?  

– Polska – z naszego punku widzenia – wykonała słuszny ruch, mianowicie opowiedziała się radykalnie po stronie niepodległości Ukrainy, zadeklarowała pomoc i to się opłaciło, bo Amerykanie zaczęli w ten sam sposób jak my patrzyć na sytuację. Opłaciło się również dlatego, ponieważ Niemcy i Francuzi zagrali na Rosję, i to bardzo wyraźnie, starając się szantaż rosyjski uznać za uprawniony. To strasznie poirytowało i doprowadziło do korekty polityki amerykańskiej w Europie. Amerykanie zobaczyli, że układ Paryż – Berlin – Moskwa jest tym, który może ich wypchnąć oraz zredukować ich wpływy w Europie, a do tego nie mogą dopuścić, jeśli chcą być nadal supermocarstwem.

W związku z czym prosto zdiagnozowali, że w amerykańską grę w Europie gra Warszawa i bez Warszawy nie da się Ukrainie pomagać, a przecież chcą jej pomagać. W tej sytuacji otworzyło się okienko geopolityczne, które polskie władze absolutnie zagospodarowały. Wszystkie inicjatywy, które my aranżowaliśmy – czyli wzmożona aktywność dyplomatyczna prezydenta Dudy, aktywność dyplomatyczna premiera Morawieckiego, ale również wykorzystanie OBWE przez min. Zbigniewa Raua – spinają się w jedną całość, przy czym było to możliwe ze względu na to, co się wydarzyło w przestrzeni geopolitycznej.

Mówiąc krótko – z punktu widzenia Ameryki mamy dziś inne spojrzenie na rządy w Polsce, a przypomnijmy, że jeszcze do niedawna z powodów geopolitycznych patrzono na rządy Prawa i Sprawiedliwości jako na te, które trzeba wymienić. Dzisiaj, kiedy opcję proamerykańską w Polsce reprezentuje właśnie PiS, a opcję proniemiecką Platforma, to z punktu widzenia Waszyngtonu nie opłaca się grać przeciwko polskiemu rządowi, bo to tak, jakby grać na Niemcy, które grają z Rosją. To wszystko w ciągu kilku tygodni doprowadziło do radykalnego poprawienia pozycji geopolitycznej Polski – łączne z tym, że projekty, które za prezydentury Donalda Trumpa próbowaliśmy realizować, jak chociażby Trójmorze czy nawet Międzymorze, czyli w relacji do Ukrainy, mogą uzyskać dzisiaj wsparcie Stanów Zjednoczonych jako korzystne z ich geopolitycznego punktu widzenia. Widać to też po aktywności Brytyjczyków, którzy chcą tworzyć trójkąt Londyn – Warszawa – Kijów. Ma to być trójkąt obronny, ale równie dobrze może się zamienić w trójkąt gospodarczy.

Joe Biden w rozmowie telefonicznej z Wołodymyrem Zełenskim zapewnił, że w wypadku ataku na Ukrainę Stany Zjednoczone odpowiedzą błyskawicznie i zdecydowanie na zagrożenie ze strony Moskwy. Jaka to może być odpowiedź? Z drugiej strony Zełenski zaprosił prezydenta Bidena do odwiedzenia Kijowa. Czy taka wizyta i co za tym idzie – ścieżka przyjęcia Ukrainy do NATO są w ogóle prawdopodobne?

– Wszystko jest na stole, ponieważ agresywna polityka Rosji zupełnie przeorientowuje w tej chwili główne wektory polityki amerykańskiej. Natomiast Amerykanie mają potężne narzędzia gospodarcze, żeby szachować Rosję, bo jak wcześniej wspomniałem, jeśli odblokują Iran, to ceny ropy na świecie spadną i wszystko to, co Rosja do tej pory zyskiwała, straci. Amerykanie mają więc wszystkie narzędzia, żeby docisnąć Niemcy i żeby gazociąg Nord Stream 2 nie został uruchomiony, a więc kolejne ogromne miliardy mogą zostać wyrzucone w błoto.

Ponadto Zachód może odciąć Rosję od systemu SWIFT…

– I to może zaboleć, bo SWIFT to kluczowy międzynarodowy system bankowych rozliczeń, i odcięcie Moskwy od tego narzędzia byłoby ogromnym wstrząsem. Gospodarczo, ekonomicznie położyłoby Rosję na łopatki, bo trzeba by było chyba w walizkach wozić pieniądze, żeby zapłacić za rozmaite transakcje. Odczułaby to też klasa średnia i zamożna część rosyjskiego społeczeństwa. Straty byłyby zatem ogromne. Oczywiście to prawda, że Amerykanie – jeszcze do niedawna – patrzyli na Rosję jako na potencjalnego partnera, z którym w dłuższej strategii da się dogadać w rozgrywce z Chinami.

Natomiast to, jak wysoko zalicytował Putin, stawiając żądania zaporowe, zmieniło optykę Waszyngtonu. Zauważmy, że jeśli Putin zalicytowałby nisko, to mógł wiele ugrać, bo Amerykanie pewnie cofnęliby się jeszcze w paru punktach. Jednak licytując wysoko, koncentrując wojsko przy granicy z Ukrainą, co więcej, nie próbując polubownie dogadać się z Bidenem, choć taka szansa była, ponadto angażując do swojej gry Niemców i Francuzów, którzy też widzieli okazje dla siebie, Putin doprowadził do zapalenia wszystkich czerwonych lampek w Waszyngtonie.

Wszyscy, którzy jakkolwiek racjonalnie czytają sytuację w Eurazji, powiedzieli, że to, co zrobił Putin, przekracza wszelkie granice. Dzisiaj Amerykanie – moim zdaniem – są gotowi na bardzo duże ryzyko, oprócz wysłania wojsk na Ukrainę w celu prowadzenia realnych działań przeciwko Rosji, bo to groziłoby wojną atomową. Jednak wszystko, co jest poniżej tego, jest w mojej ocenie na stole.

W Moskwie gościć będzie kanclerz Niemiec. Czy rozmowa wyraźnie sprzyjającego Moskwie Scholza z Putinem ma szanse coś zmienić w tej rozgrywce?

– Kanclerz Olaf Scholz w mojej ocenie się zakiwał, co świadczy, że nie jest zbyt dobrym dyplomatą. Gesty – bardzo kuriozalne w stosunku do Kijowa – związane z przekazaniem hełmów, a zarazem przyjazne gesty w stosunku do Moskwy, to wszystko doprowadziło do tego, że stracił zaufanie nie tylko wśród Ukraińców, ale także w Waszyngtonie. W związku z czym nie jest – moim zdaniem – brany pod uwagę jako pośrednik czy negocjator sprzyjający Ukrainie. Żeby pośredniczyć między Ukrainą i Rosją w tym sporze, trzeba by mieć zaufanie obu stron, a nie tylko Putina. W tym względzie – owszem – należy odnotować aktywność dyplomatyczną Scholza, ale jest to znacznie poniżej poziomu możliwości, które Niemcy miały jeszcze do niedawna.

A może udaje się do Putina, żeby omówić strategię związaną z Nord Streamem, skoro wobec poczynań Kremla Zachód nie godzi się na uruchomienie gazociągu? Innymi słowy, będąc po stronie Zachodu, gra pod Putina?  

– W tej chwili nie się obejść tego problemu, bo nawet jeśli Niemcy zdecydowaliby się uruchomić gazociąg Nord Stream, mogłoby to ich bardzo dużo kosztować. Chodzi o to, że Berlin jest o wiele bardziej zależny od Stanów Zjednoczonych niż od Rosji i Putina, więc z całą pewnością Niemcy nie zaryzykują gry na twardo przeciwko Ameryce, tym bardziej że nie są jeszcze na to gotowi. Wszystkim, zwłaszcza Rosjanom, wydawało się – do pewnego momentu, że Biden jest na tyle miękki, że grając siłowo, da się go jeszcze bardziej rozmiękczyć i posunąć się o wiele dalej, i Niemcy dali na taką grę przyzwolenie.

Jednak okazało się, że Biden się zreflektował. W tym sensie Olaf Scholz jest poniżej progu i musi sklejać to, co się posypało, i udawać, że reprezentuje interesy Zachodu, w pewnym sensie również interesy Ukrainy. Przede wszystkim musi jednak zacierać złe wrażenie, ale jest to aktywność, która ma ratować mocno zniszczony wizerunek Niemiec, a nie misja negocjacyjna.

Ponownie wybrany na prezydenta Niemiec Frank-Walter Steinmeier zaapelował do Putina, mówiąc: „Niech Pan rozwiąże pętle na szyi Ukrainy i dołączy do nas w poszukiwaniu drogi, która zachowa pokój w Europie”. Te słowa przypominają nieco apel Ronalda Reagana z czerwca 1987 roku, ze słynnego przemówienia pod Bramą Brandenburską w Berlinie: „Panie Gorbaczow, niech pan zburzy ten mur”…

– Prezydent Niemiec jest postacią, która pełni funkcję reprezentacyjną, a nie sprawuje realną władzę, niemniej jednak te słowa świadczą, że Niemcy zmieniają retorykę, bo wiedzą, ile ich to kosztuje w interesach geopolitycznych. Proszę zwrócić uwagę, że kanclerz Scholz też zmienił retorykę i zaprosił prezydenta Dudę na szczyt Trójkąta Weimarskiego, odświeżając niejako ten format po bodajże dziewięciu latach. To świadczy, że Niemcy się zorientowali, że Warszawa w oczach Ameryki zyskuje coraz bardziej, i to kosztem Niemiec, w związku z tym trzeba coś z tym zrobić, w jakiś sposób Warszawę przywrócić do swoich relacji. I to samo teraz Niemcy próbują zrobić z Ukraińcami. Faktem jest, że Niemcy popełnili całą serię błędów, za które płacą i będą jeszcze płacić – mimo że mieli ogromną przewagę nad Polską, nad krajami Europy Środkowej. Jednak zagranie na Moskwę, i to w momencie szczytowego zagrożenia z jej strony, zmieniło konfigurację wewnątrz świata Zachodu.

          Dziękuję za rozmowę.       

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl