logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Destabilizacja Ukrainy na oczach Europy i świata

Środa, 23 lutego 2022 (08:01)

Aktualizacja: Środa, 23 lutego 2022 (10:32)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy działania wobec Ukrainy – także te medialne – nie przypominają działań, jakie w ubiegłym roku były prowadzone wobec Polski na pograniczu z Białorusią?

– Proszę nie zapominać, że nowoczesna wojna to także media. Nieprzypadkowo mówimy, że czwarta władza to media, a jak się zarządza mediami, jak się prowadzi dezinformację, pokazują Putin i Łukaszenka. Konferencja Putina, odpowiednio zaaranżowana, miała pokazać, że rosyjski przywódca wcale nie chce wojny, że chce pokoju, a wszystkiemu winni są Amerykanie, że zły Zachód chce otoczyć Rosję ze wszystkich stron i ta musi się bronić. Usłyszeliśmy też, że gdyby Ukraina respektowała porozumienia mińskie z lutego 2015 roku, którego stronami byli także Rosjanie, Francuzi i Niemcy, to nie byłoby problemu. Tymczasem warto przypomnieć, na czym polegały porozumienia mińskie, które przez wielu są uważane za jedyną formułę pokojowych negocjacji między Moskwą a Kijowem. Cała idea polegała na tym, że powstają dwie separatystyczne republiki: doniecka i ługańska. I choć formalnie były one wciąż na terytorium Ukrainy, to Kijów odpowiada za ich utrzymanie. Ich przedstawiciele są w Werchownej Radzie – parlamencie Ukrainy, choć formalnie są to obywatele Rosji i władzę nad nimi ma Moskwa. Innymi słowy Rosja stworzyła na Ukrainie dwa współczesne konie trojańskie, które z czasem mają dokonać totalnego przewrotu. Ukraina się na to nie zgodziła i następstwa tego są dzisiaj widoczne. Natomiast Putin sukcesywnie do tego wraca, czekając na ruch Ukrainy, i do poniedziałku nie wykonał prośby rosyjskiej Dumy o uznaniu niepodległości donieckiej i ługańskiej republiki ludowej.

W poniedziałek to jednak się zmieniło?

– Podczas wyreżyserowanego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Rosji członkowie rządu i parlamentu opowiedzieli się za uznaniem Donbasu, a za chwilę Putin podpisał dekret o uznaniu przez Rosję niepodległości dwóch „republik ludowych”. Zwrócę tylko uwagę na cały teatr wydarzeń poprzedzających tę decyzję, kiedy media i stacje telewizyjne obiegły obrazy, jak wywożono rzekomo uciskanych przez Ukraińców cywili – obywateli Rosji, których dobry wujek Putin musiał ratować. Dokładnie taki sam teatr medialny, jaki miał miejsce na polsko-białoruskiej granicy w ubiegłym roku, gdzie w przekazach stacji tzw. wolnych mediów można było zobaczyć, jak zły polski rząd mści się na Bogu ducha winnych imigrantach, nie chcąc ich wpuścić do Polski. To pokazuje, jak wyglądają medialne przekazy oraz ich sprzedawanie i jak były one wykorzystywane przez reżim Łukaszenki i Putina. Powiedzmy wprost o tym, w jaki putinowski show dała się wkręcić totalna opozycja: Platforma, Lewica, PSL, Polska 2050 i tzw. wolne media. Dokładnie tak samo wyglądała sytuacja w połowie ubiegłego roku przy naszej granicy z Białorusią i przekaz migracyjny, humanitarny z tych wydarzeń. Wszyscy pamiętamy hasła, jakie się przy tej okazji pojawiały, typu: „dzieci w lesie”, „głodujący, umierający imigranci”, „uciekinierzy na bosaka”, i cały towarzyszący temu teatr. Dzisiaj, kiedy widzimy przekazy rosyjskie, trzeba przypomnieć tzw. demokratycznej opozycji w Polsce, w co chciała nas wkręcić, jak dała się wykorzystać Putinowi i na czym polegała ich naiwność czy wprost głupota polityczna. Mam wrażenie, że wiele osób chciałoby dzisiaj o tym zapomnieć.

Już zapomnieli, bo dzisiejsza narracja nie odbiega od tego, co mówili w ubiegłym roku.

– Opozycja niczego się nie nauczyła i jej zawiść oraz chęć odebrania władzy Zjednoczonej Prawicy za wszelką cenę odbiera jej jasność obiektywnego spojrzenia na rzeczywistość. Otóż w sytuacji, kiedy zagrożone jest bezpieczeństwo także Polski, w Platformie przekaz dnia – jeszcze sprzed kilku dni – jest taki, że prezydent Duda nie zaprosił Tuska na spotkanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. W związku z tym Tusk, który kreuje się na polityka światowego formatu, zrobił spotkanie byłych prezydentów, premierów, ministrów, generałów, tworząc alternatywną rzeczywistość. Takimi działaniami Donald Tusk z całą opozycją są śmieszni.

Widmo agresji na Ukrainę, która wydaje się tylko kwestią czasu, sprawia, że najprawdopodobniej czeka nas fala migracyjna prawdziwych uchodźców z Ukrainy. Jesteśmy na to przygotowani?

– Co ciekawe, kiedy pojawia się prawdziwy, a nie wydumany i przygotowany przez reżim Łukaszenki i Putina problem humanitarny, to opozycja milczy. Nie widać mobilizacji, nie widać chęci wsparcia rządu w obliczu prawdziwych problemów, nie ma też wrażliwości na ludzką krzywdę. Co więcej, w stylu, do którego przyzwyczaiła nas już Platforma, słychać, że rząd jest nieprzygotowany na przyjęcie dziesiątek czy setek tysięcy uchodźców ukraińskich. Tylko jaki kraj, który rząd byłby w stu procentach przygotowany na taką okoliczność?! Tymczasem rząd już wcześniej, niejako wyprzedzając fakty, zwrócił się do wojewodów i starostów w sprawie możliwości zabezpieczenia miejsc dla ewentualnych uchodźców. Gdyby rząd tego nie zrobił, to opozycja krzyczałaby, że rząd nie chce nawet skorzystać z pomocy samorządów. Pamiętajmy też, że w Polsce, według różnych źródeł, mamy już dzisiaj od miliona do półtora miliona Ukraińców, którzy w jakiś sposób się zadomowili, mają pracę, mają mieszkania bądź je wynajmują, i sądzę, że powinna to być naturalna grupa, która – jak zajdzie potrzeba – wykonując akt solidarności, przyjmie pod swój dach swoich rodaków. Zatem na ten problem trzeba patrzeć szeroko. Daj Boże, żeby nie było takiej potrzeby, że konflikt się nie rozwinie do tych granic i nie będzie uchodźców, ale jeśli do tego dojdzie, to nie możemy pozostać obojętni na ludzką krzywdę.

Są jednak tacy politycy, którzy twierdzą, że nie powinniśmy nikogo przyjmować.

– To jakieś nieporozumienie, jakaś totalna bzdura. Jeśli chodzi o pomoc humanitarną, to zawsze powinniśmy być otwarci, ale wobec najbardziej potrzebujących. Włosi, Hiszpanie czy, dajmy na to, Francuzi nawet nie wiedzą, gdzie leży Ukraina, że Krym, choć zagrabiony przez Moskwę, jest ukraiński, tymczasem to ich rządy, a zwłaszcza Francji i Niemiec, podpisując porozumienia mińskie, de facto zgodziły się na rozbiór państwa ukraińskiego. Stąd problem, jaki pojawił się dzisiaj w Europie, mamy właśnie dzięki takim politykom, jak Barack Obama, Angela Merkel, również dzięki liderom Unii Europejskiej – czytaj: Donald Tusk, którzy śmiali się, kiedy Putin mówił o „zielonych ludzikach” dokonujących aktów agresji w Donbasie. Skoro to nie byli Rosjanie, tylko – jak mówił Putin – „zielone ludziki”, to trzeba było ich potraktować jak terrorystów, wysłać przeciw nim odziały i jednym szybkim cięciem załatwić sprawę. Ponieważ tego nie zrobiono i dano się wkręcić w narrację Putina, to Ukraina przy biernej postawie całego świata zachodniego została rozebrana i od 2014 roku mamy zarzewie ognia, który się tli i wybucha coraz to większymi płomieniami. Przypomnę tylko, że w 2013 roku Tusk był premierem, a od 2014 roku był szefem Rady Europejskiej przez dwie kadencje. Odpowiadał za sytuację w Europie i mógł wiele zrobić. W czasie, kiedy występował na brukselskich salonach, w Polsce rządziła Platforma, i jest pytanie, co w tym czasie zrobiono, zarówno jeśli chodzi o Tuska i liderów europejskich, jak i o Platformę, żeby nie dopuścić do zagrabiania Ukrainy przez Putina? Odpowiedź jest prosta. Nic! Rola Polski w tamtym czasie była dokładnie żadna, a o tym, ile znaczyliśmy wtedy, niech świadczy fakt, że w sprawach Ukrainy nawet nie zaproszono nas do stołu negocjacyjnego. Porozumienia mińskie są kwintesencją, jak potraktowano Polskę podczas rozmów dotyczących jednego z naszych sąsiadów.

Powróćmy może jeszcze na chwilę do roli manipulacji i mediów w polityce Putina. Jaką rolę w polityce Kremla pełni dezinformacja?            

– Putin doskonale wie, czym są media, dlatego je wykorzystuje do realizowania swojego planu. Dezinformacja jest tym, co Kreml wyniósł wręcz do roli sztuki, podobnie jak manipulację, którą stosuje niezmiennie od lat z pozytywnym dla siebie skutkiem. Co z tego, że internauci szybko weryfikują pewne obrazy, zdjęcia, że są one zmanipulowane, skoro informacje o rzekomych bombach w samochodach, o nalotach, bombardowaniach ze strony Ukraińców idą w świat, tworząc pewien obraz Putina jako tego dobrego, który musi bronić rzekomo napadniętych swoich ziomków. I tak jak wspomniałem wcześniej, dokładnie tak samo się działo w obszarze medialnym, jeśli chodzi o pogranicze polsko-białoruskie, gdzie wykorzystywano tzw. polskie media oraz polityków opozycji do narracji przygotowanej przez Kreml. Dzisiaj, kiedy ruszyła budowa solidnego ogrodzenia, kiedy wszyscy widzimy, że jest to inwestycja w bezpieczeństwo Polski, opozycja, która krytykowała to zadanie i ten pomysł, nawet w obliczu zagrożenia ze strony Rosji nie jest w stanie przyznać się do błędu i powiedzieć przepraszam. Liderzy opozycji powinni przeprosić, a nie dalej tkwić w mylnym błędzie – jak mawiał jeden z byłych prezydentów – kiedy tzw. ekolodzy bardziej się martwią o rzekomo zagrożoną przyrodę niż o bezpieczeństwo Polaków. To wszystko jest wyrazem totalnej głupoty totalnej opozycji, która niczego się nie nauczyła, nawet widząc, co dzieje się na Ukrainie czy kiedy Putin mówi, że wojska rosyjskie nie wycofają się z Białorusi. Szybko postawiony płot – przy tych zmianach geopolitycznych – może się okazać jednym z elementów istotnych dla polskiego bezpieczeństwa.

Czy racji nie miał prezydent Zełenski, który w sobotę, a więc jeszcze zanim Putin ogłosił dekret o uznaniu przez Rosję niepodległości dwóch republik w Donbasie, skrytykował Zachód, że zwleka z uruchomieniem sankcji wobec Rosji, zachęcając Putina do agresji?

– Gdyby Unia Europejska oraz Stany Zjednoczone były konsekwentne w roku 2014, to sankcjami można było doprowadzić do wstrzymania budowy gazociągu Nord Stream 2. Jeśli nie byłoby zgody na zaanektowanie przez Rosję Krymu i de facto na rozbiór Ukrainy, to dzisiaj bylibyśmy pewnie w innym miejscu. Prezydent Zełenski miał rację, mówiąc, że niech Zachód nie czeka z sankcjami na interwencję Rosji, bo na Ukrainie ta interwencja trwa już od 2014 roku. Swoją drogą zagrabienie terytorium państwa europejskiego przy milczącej akceptacji świata zachodniego, który ma usta pełne słów o demokracji, wolności, suwerenności, praworządności, to jest precedens w skali całej Europy i świata. Wygląda na to, że gdyby takich aktów agresji dokonało jakieś inne państwo, to byłby to zamach na wartości, na wolność, ale jeśli zrobiła to Rosja, to przyjmuje się narrację, że to zielone ludziki. To jakiś totalny bałagan, kompletne nieporozumienie, a jednocześnie ten przykład pokazuje skalę hipokryzji Zachodu, dyplomacji unijnej, która karci Polskę za rzekomy brak praworządności, a pozwala na oczach kamer destabilizować wolne państwo – Ukrainę, a co poniektórym robić w najlepsze interesy z Putinem.

Chce Pan powiedzieć, że dyplomacja unijna nie funkcjonuje?                    

– Jak funkcjonuje dyplomacja unijna, to widać najlepiej po wydarzeniach ostatnich tygodni w sprawie Ukrainy. Szef unijnej dyplomacji Josep Borrell właściwie nie istnieje, nie widać go zupełnie. To pokazuje, że Unia Europejska na gruncie międzynarodowym, jeśli chodzi o dyplomację, nie istnieje. Za to byliśmy świadkami robienia interesów gazowych z Putinem. I Putin to doskonale rozgrywał, a elity europejskie jak dzieci we mgle nie wyciągnęły wniosków i de facto niczego się nie nauczyły od 2014 roku – od pierwszego konfliktu na Ukrainie, nie wyciągnęły też wniosków w kwestiach energetycznych, co pokazuje, że cała Unia Europejska i cała jej polityka zagraniczna to jest – ja mawia młodzież – jedna wielka lipa. To jest jedna wielka ustawka biznesowa, lobbystyczna, ale tylko dla wybranych.

Za to Bruksela woli zajmować się łajaniem Polski, czego przykładem jest przebywająca w Polsce delegacja Parlamentu Europejskiego, która ma badać stan praworządności w Polsce. Kiedy ważą się losy Europy i świata, Unia Europejska brnie w ideologię?

– Niestety, zamiast solidarności mamy próby karcenia państw tzw. niepokornych, w tym Polski. Do Polski przybyli „specjaliści” od zawracania wiatru, którzy – co widać – nie mają pojęcia o sprawach strategicznych dla Europy, którzy wolą zajmować się wydumanymi problemami i ideologię wynoszą na sztandary. To nie ma nic wspólnego ani z polityką, a tym bardziej z merytoryką. Brukseli nie podoba się polski rząd i robi się wszystko, żeby ten rząd obalić i przywrócić rządy spolegliwego wobec Unii i Berlina Donalda Tuska. To są działania niepoważne, które pokazują miałkość i żałosny poziom liderów unijnych i frakcji, z której się wywodzą – frakcji, której przewodniczy nie kto inny jak Donald Tusk. Odnoszę wrażenie, że chyba sami politycy unijni wstydzą się tego przewodnictwa, bo poziom uprawianej przez Tuska polityki jest żenujący.

      Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl