Posłowie lewicowo-liberalni przeprowadzają kontrole w kuratoriach, próbując ustalić skalę skarg rodziców na zajęcia prowadzone przez organizacje pozarządowe. Czy to nie jest próba bagatelizowania problemu?
– Jest to szukanie informacji, które już dawno zostały przestawione i są znane. Od początku wskazywaliśmy, że wiele skarg które do nas docierały pochodziły z wielkich miast, ponieważ w małych miasteczkach, czy na wsiach ten problem jeszcze nie zaistniał. I w porę chcemy postawić temu tamę. Ale przede wszystkim wiele tych skarg było składanych ustnie. W odpowiedzi na skargi rodziców wskazywaliśmy, że nie mamy odpowiednich narzędzi. Dlatego też, w jaki sposób mieli rodzice składać pisemne skargi, skoro nie było przewidzianej stosownej procedury. Dlatego teraz jeżdżenie po kuratoriach, destabilizowanie pracy kuratorów, doszukiwanie się się czegoś, co dawno jest znane, jest działaniem niepoważnym.
Zawsze Pan podkreślał, że nauka zdalna stacjonarna powinna być prowadzona mimo warunków pandemicznych. A tymczasem pojawiają się zaskakujące zarzuty.
– Konsekwentnie stoję na stanowisku, że nauka stacjonarna ponad wszystko. Już w końcówce maja ubiegłego roku szkolnego wszystkie dzieci wróciły do szkoły, i to pomimo sprzeciwu wielu środowisk twierdzących że to niemożliwe, środowisk opozycyjnych, które podsycały niepokoje wśród dzieci i młodzieży, które przełożyły się na pismo do ministra podpisane przez 600
tys. osób. Ale konsekwentnie stałem na stanowisku, żeby uczniowie wrócili do szkół.
Później podsycano niepokoje, żeby nie wracać we wrześniu do szkół z racji nieprzygotowania placówek. Otóż wydaliśmy 180 mln na środki dezynfekujące, termometry, stacje do mierzenia temperatury, po to żeby zabezpieczyć szkoły. Konsekwentnie ta nauka stacjonarna trwała w 90-95 proc. dotychczasowego okresu roku szkolnego. I dlatego jak słyszę prof. Mirosława Piotrowskiego, który narzeka że to ja wysyłam dzieci na naukę zdalną, że wysyłam ich na kwarantannę, to uszom nie wierzę. Takie zarzuty świadczą, że pan profesor nie ma pojęcia o czym mówi, bowiem kwarantannę nakładają służby sanitarne.
Powtórzę, 90-95 proc. czasu uczniowie spędzili w tym roku szkolnym w szkole, dlatego że konsekwentnie stawiamy na naukę stacjonarną, i to wbrew wielu środowiskom, także medycznym. To, że 2 tygodnie temu, dla części województw na tydzień, dla innych na dwa tygodnie, wykorzystując ferie, najstarsze klasy od V wzwyż przeszły jeszcze na te dwa tygodnie na naukę zdalną, tylko dlatego że liczba zakażeń sięgnęła ok. 60 tys. i przewidywano je na poziomie 100, czy nawet 200 tys. zakażeń i zapełnienie szpitali. Więc jeżeli ktoś występuje na konferencji i mówi nieprawdziwe rzeczy na temat tego, co robi minister edukacji i nauki, to oznacza, że nie ma pojęcia, o czym mówi i pragnie tylko zaistnieć publicznie, w mediach.
A jak pomaga się uczniom w celu zniwelowania skutków nauczania zdalnego?
– Natomiast jeśli chodzi o środki zaradcze to wprowadzaliśmy je od samego początku. Od wiosny ubiegłego roku wprowadziliśmy cztery rozwiązania. Po pierwsze dodatkowe zajęcia wspomagające, na które wydaliśmy 187 mln zł, a które odbywały się do końca grudnia. Badamy, czy jest dalsza ich konieczność, ponieważ wiadomo że jest kwestia przeładowania dzieci programem szkolnym. Chcemy zbadać, czy po czterech miesiącach prowadzenia tych zajęć są dalej potrzebne. Po drugie wprowadziliśmy korepetycje dla studentów pierwszych lat studiów, dlatego że oni odczuli konsekwencje nauki zdalnej w szkole średniej. Po trzecie wprowadziliśmy szkolenia dla nauczycieli wychowania fizycznego i sportkluby, których powstało blisko 10 tys. w całej Polsce za 42 mln zł. Program ten przedłużyliśmy na następny rok po to, żeby odbudować kondycję fizyczną wśród dzieci i młodzieży. I po czwarte 180 mln zł przeznaczamy teraz na dodatkowe zajęcia psychologiczne i pedagogiczne, a 520 mln zł od września na dodatkowe etaty psychologów, pedagogów i specjalistów w szkołach, żeby przeciwdziałać problemom psychologicznym. Tych działań podejmowanych przez rząd, które mają naprawić to, co zostało zepsute przez pandemię i naukę zdalną, jest mnóstwo i opiewają one na ponad miliard złotych. Co będzie dalej? Dalej będzie nauka stacjonarna. Na horyzoncie nie ma nic, co by wskazywało, że będą jakiekolwiek kłopoty z nauką stacjonarną. Co więcej, minister Niedzielski, Ministerstwo Zdrowia, Sanepid zlikwidowały tzw. kwarantannę z kontaktu, co spowodowuje, że takich przejściowych, incydentalnych przejść na kwarantannę klas bądź całej szkoły, co się zdarzało, już nie będzie.
Dziękuję za rozmowę.

