Szefowie unijnych rządów dyskutowali w Paryżu m.in. o Ukrainie i choć – jak słyszymy – Unia stoi po stronie Kijowa, nawet udało się przyjąć wspólną deklarację o uznaniu „europejskiego wyboru Ukrainy”, to nie wszystkim pasuje, żeby Ukraina przeszła szybką ścieżkę i dołączyła do Wspólnoty?
– Nawet wiemy, komu to nie pasuje najbardziej – Niemcom, Francji i Holandii, która też się pyszni i nie jest w porządku. Premier Holandii Mark Rutte zaznaczył, że zgodnie z prawem nie ma szybkiej ścieżki przystąpienia do Unii Europejskiej, że się nie da, że nie można. Tacy politycy w sprawie Ukrainy, co innego mówią podczas obrad Parlamentu Europejskiego czy przed kamerami, a co innego robią, kiedy przychodzi podjąć decyzję. Niestety, Zachód jest pyszny, jest mało empatyczny i de facto jest daleko od wojny na Ukrainie. Trzeba też stwierdzić, że państwa zachodnie znalazły się w narożniku, do którego zapędził je Putin i odnoszę wrażenie, że zachodnim politykom jest po prostu wstyd, że dali się tak ograć temu zbrodniarzowi, z którym przez wiele lat budowali najlepsze z możliwych relacje, interesy – kosztem innych państw.
Mówi Pan o wstydzie unijnych polityków, ale kiedy słyszę Ursulę von der Leyen, która z równym zapałem mówi dzisiaj, że Unia nie chce energii z Rosji, podczas gdy niedawno nie miała nic przeciwko temu, to nie wiem, czy ta refleksja jest pogłębiona?
– Ursula von der Leyen drży o to, żeby europarlament nie odwołał jej ze stanowiska szefowej Komisji Europejskiej. Parlament Europejski ma taką większość, więc niemiecka polityk trzyma się rękami i nogami tego stołka, wchodzi również w buty lewicowych liberałów. Owszem, czasem coś powie poza europarlamentem, kiedy jest na szczycie Rady Europejskiej czy w innym towarzystwie. Jednak z reguły posługuje się narracją, którą dyktują jej liberałowie i lewica – również europosłowie Platformy i SLD, do których się przymila. Natomiast jest bardzo oszczędna w słowach, jeśli chodzi o sprawę nieprawdopodobnego wysiłku Polaków, którzy przyjęli w imieniu całej Unii Europejskiej już ok. 1,7 mln uchodźców z Ukrainy zaatakowanych przez – co by nie powiedzieć – sojusznika Zachodu, Putina.
Polska postuluje o jak najsurowsze sankcje. O otrzeźwienie apelował minister Ziobro, jednak nie wszystkie kraje są co do tego przekonane. Co więcej, słowa o gotowości w sprawie nałożenia kolejnych sankcji też są bardzo enigmatyczne. Co jeszcze musi się wydarzyć, żeby Zachód się otrząsnął?
– Uśmiechy, słowa oburzenia, deklaracje – cała ta papierowa wojna wobec Putina, z której słynie Zachód, to za mało. Tymczasem nie ma innej drogi niż konsekwentne nakładanie sankcji, które – powiedzmy to wprost – dokuczyłyby nie tylko Putinowi i jego ekipie, ale także Rosjanom. Liczymy na to, że wówczas powstanie bunt wśród zwykłych Rosjan, który być może doprowadzi do upadku Putina. Rosjanie nie powinni otrzymywać żadnych paszportów, konsulaty w Europie powinny być zamknięte dla Rosjan, oligarchowie powinni stracić swoje majątki. Wszystkie aktywa i środki trwałe na terenie Europy oraz firmy powinny znaleźć się na koncie przyszłych reparacji i odszkodowań dla Ukrainy, żeby po wojnie można było ten kraj odbudować. Z konsekwencją trzeba robić to, co mówi premier Mateusz Morawiecki, czyli zaprzestać kupować od Rosji węglowodorów, ropy, gazu i węgla. Natomiast jeśli tej refleksji po stronie Zachodu nie ma i Putin każdego dnia otrzymuje 600 mln euro za ropę, gaz i węgiel sprzedawaną do zachodniej Europy, to ma czym wojować, ma pieniądze, które przeznacza na zbrojenia, na prowadzenie wojny i nic dziwnego, że nie chce się cofnąć. Tylko konsekwentne działanie może przynieść efekt w dłuższej perspektywie i działania Unii Europejskiej powinny być obliczone właśnie na to, żeby dokuczyć możliwie jak najbardziej właśnie wyborcom Putina. Żeby zainteresowali się, co tak naprawdę dzieje się na Ukrainie, bo zdaje się, że nie do końca są tego świadomi.
Mamy zapowiedź zmniejszenia do końca tego roku dostaw gazu z Rosji o dwie trzecie, jak informuje Komisja Europejska, ale decyzji o natychmiastowym zerwaniu kontraktów nie ma, bo nie chcą tego m.in. Niemcy?
– Zerwania kontraktów nie chcą Niemcy. Niemiecki, francuski, holenderski, także włoski biznes są przeciwko temu. Jak to określił jeden z pisarzy kilka lat temu – mianowicie, że Putin nie potrzebuje dzisiaj wojować z Zachodem bronią, ale ma zachodnich polityków na liście płac, ma swoich ludzi na Zachodzie, ba, ma nawet swoich ludzi w Parlamencie Europejskim. Słyszę przecież, jak niektórzy chwalą Putina, a niektórzy zachowują się wręcz jak agenci rosyjscy. W ten sposób budowana jest narracja, że nie da się od razu zrezygnować z dostaw węglowodorów rosyjskich do Europy, że trzeba poczekać. Owszem, przyznają, że Ukraina przeżywa dramat, ale są zdania, że w Unii trzeba walczyć z klimatem, z ociepleniem, postawić więcej farm wiatrowych, solarów, i dopiero w ten sposób uniezależniać się od Putina. To są słowa, jakie padają w europarlamencie, które wywołują u nas śmiech i zdumienie, bo tak nie można budować niezależności gospodarczej, energetycznej Europy. Niestety, w Brukseli takie nierozważne hasła padają, co tylko dowodzi, że Putin ma wciąż swoich ludzi, którzy dla niego pracują i z Zachodu ślą mu pieniądze za gaz, ropę i węgiel.
Skąd biorą się różnice w ocenie zagrożenia ze strony Rosji, skoro obrazy z Ukrainy mówią wszystko?
– Obserwuję tych ludzi na Zachodzie już blisko trzy lata, także kiedy covid dawał się nam we znaki i muszę powiedzieć, że tam nie reagowano tak jak w Polsce, gdzie robiło się wszystko, żeby uratować jak najwięcej istnień ludzkich. Tam przechodzono nad śmiercią, cierpieniem do porządku dziennego. Ludzie umierali i uważano to za coś normalnego. Zmiany mentalnościowe, przepych, koncentrowanie się na sobie, egoizm, nastawienie na biznes i pieniądze – to wszystko spowodowało nieodwracalne zmiany w świadomości mieszkańców Europy Zachodniej. Ci ludzie są dzisiaj niezdolni do empatii, nie potrafią współczuć. Zachód stał się pyszny, niewrażliwy na ludzką krzywdę. Ci ludzie koncentrują się na budowaniu swojego bogactwa, fortun, pozycji. Są zdolni robić biznes z każdym, także z Putinem, tylko po to, żeby im było dobrze. Zresztą ta korzyść była obopólna i dzisiaj efekt tego dealu z Putinem jest taki, że Ukraina cierpi, a świat jest zagrożony.
Trudno to zrozumieć…
– Żeby to zrozumieć, trzeba by sięgnąć do pokładów systemu wartości Zachodu, który jest mocno zaburzony. Nic więc dziwnego, że tam handluje się śmiercią, dopuszcza się eutanazję, a aborcję, która jest na porządku dziennym, traktuje się jako prawo człowieka. Zmiany systemu wartości na Zachodzie poszły tak daleko, że skoncentrowani wyłącznie na sobie ludzie nie są w stanie zrozumieć katastrofy Ukraińców, tragedii setek tysięcy matek, dzieci, które są bombardowane; kiedy mordowani są ludzie przez Putina. Gdyby mieli szacunek do innych ludzi, to nacisnęliby na kanclerza Olafa Scholza czy na prezydenta Emmanuela Macrona, wyszliby na ulice i manifestując swoją solidarność z narodem ukraińskim, zorganizowaliby pomoc dla Ukrainy. Tego jednak nie ma. Wygodniej im obserwować, co się dzieje i spoglądać na Polskę, Słowację czy Węgry, abyśmy to my rozwiązali problem uchodźców. A my nie odmówimy pomocy, bo tacy jesteśmy jako naród.
Jednak nasze możliwości w tym zakresie też nie są nieograniczone?
– Dokładnie. Polacy otwierają swoje serca, państwo polskie pomaga, ale nasz budżet nie jest z gumy. Dlatego przyznam, że patrzę z pewnym niepokojem, jak długo to może potrwać i na ile starczy nam środków, żeby załatwiać tak poważne sprawy. Myślę, że ogromna w tym rola Unii Europejskiej, która jednak ogląda się na Polskę. Dla Zachodu wygodniej byłoby, żeby uchodźcy z Ukrainy pozostali w Polsce, żeby tym samym uniknąć kłopotu. Oni zaś będą patrzeć na rozwój wydarzeń, wyczekiwać zakończenia wojny, aby powrócić do biznesów z Rosją. Może gdyby presja ze strony zwykłych Niemców czy Francuzów na swoje rządy była większa, to zmusiłoby władze tych państw do działania. Tej presji jednak nie widzę, nie dostrzegam przejawów zwyczajnej ludzkiej solidarności – tego, co jest w przypadku Polaków. Oni żyją w innym świecie, w świecie dobrobytu i nie rozumieją, że uchodźcom trzeba pomóc, wolą, żeby za nich zrobili to inni.
Kiedy ważą się losy nie tylko Ukrainy, ale też Europy, a być może świata, kiedy trzeba pomóc uchodźcom z Ukrainy, to Parlament Europejski przyjmuje rezolucję przeciwko Polsce…
– W środę zgłosiłem razem z europoseł Jadwigą Wiśniewską poprawkę, żeby na razie z uwagi na wojnę na Ukrainie zostawić mechanizm warunkowości i wszystkim krajom, które wciąż jeszcze nie otrzymały środków z „Krajowego planu odbudowy”, jak Polska czy Węgry, przelać te pieniądze, żeby można było wesprzeć samorządy, przedsiębiorców, którzy pomagają Ukraińcom i czekają na te pieniądze. I proszę sobie wyobrazić, że z polskich posłów poza Prawem i Sprawiedliwością nikt nas nie poparł. Europosłowie Platformy i SLD głosowali przeciwko tej poprawce, a PSL się wstrzymało od głosu. Zebraliśmy ok. 150 głosów poparcia, a reszta odmówiła. Natomiast w kwestii praworządności i w sprawie sankcji na Polskę jest oczywiście zgoda, co tylko pokazuje, że to są działania przeciwko państwu polskiemu. Tak wyglądają stan ducha i stan umysłu Zachodu. Mam nadzieję, że wojna, która toczy się na Ukrainie, w bezpośrednim sąsiedztwie Unii Europejskiej, zmieni za jakiś czas ich myślenie. Może coś w tych ludziach się obudzi, ale jak dotąd widzę tylko urzędnicze, poważne miny przed kamerami i słowa współczucia w mediach, ale realnych działań po stronie Unii Europejskiej nie zauważam.
Ideologia nie zna słów: nawrócenie, refleksja…
– Ideologia prze, miażdży, żeby osiągnąć cel. My chrześcijanie patrzymy inaczej, ale u nich wszystkie – nazwijmy to – ludzkie instynkty niejako zanikły. Oni sami dla siebie są bogami i uważają, że tylko ich racje się liczą. Obawiam się, że tak może nie być, bo świat zaczyna się budzić. Na razie dostali srogą nauczkę od Putina i jak trochę zmarzną, jak inflacja i kryzys finansowy, który będzie na pewno, zje im majątki, to może coś do nich dotrze. Jest to jednak długa droga. Nie powinniśmy przestać ich upominać, że nie tylko euro i stan konta są najważniejsze, ale jeśli się ma, to tym bardziej trzeba się umieć dzielić z potrzebującymi – w tym wypadku z Ukraińcami.

