Rada ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP zajęła się sytuacją na światowych rynkach żywności po wznowieniu działań wojennych między Ukrainą a Rosją. Czeka nas duży kryzys?
– Wojna na Ukrainie – zaangażowanie w nią dwóch bardzo dużych krajów rolniczych – spowodowała niesłychane zawirowania na światowych rynkach żywności. Sprawa jest bardzo poważna, bo niektóre regiony świata nie są w stanie wytwarzać żywności z typowo przyrodniczych powodów. One są skazane na import dużych ilości żywności. To są kraje Afryki Północnej, Zatoki Perskiej, Bliskiego Wschodu. Niedobory żywności występują nawet w części Ameryki Południowej czy Azji. Ukraińcy już sygnalizują, że nie będą w stanie wszystkiego obsiać. Wiosenne zasiewy obejmą ok. 7 mln hektarów. Przed rosyjską inwazją było to 15 mln hektarów. Problem potęgują ostrzały, toczące się walki, a także braki paliwa, niedziałające centra logistyczne czy sklepy z potrzebnym rolnikom asortymentem. Eksport będzie niemożliwy poprzez zniszczenia i blokady portów ukraińskich na Morzu Czarnym i Azowskim. Z kolei Rosja – jeden ze światowych liderów produkcji żywności – zostanie ukarana sankcjami. To wszystko sprawi, że luka w podaży żywności będzie na świecie bardzo duża.
Kiedy odczujemy skutki wojny?
– To widać już teraz. Egipt, Irak, inne kraje arabskie zaczynają dotykać zamieszki. Niepokoje społeczne zostały wywołane przez znaczny wzrost cen żywności lub też przez jej brak. Kwestią czasu będzie to, gdy fala islamskich migrantów – którą znamy z roku 2015 – ruszy w kierunku Europy. To będzie konsekwencja braku żywności w ich krajach pochodzenia. Obawiam się, że tym razem uchodźców może być jednak dużo, dużo więcej niż dotychczas.
W jaki sposób możemy przeciwdziałać tego typu zjawiskom?
– To jest zadanie dla takich krajów jak Polska. Wszyscy uczestnicy posiedzenia Rady byli zgodni, że kraje rolnicze muszą wziąć na siebie odpowiedzialność i muszą maksymalnie zwiększyć produkcję żywności, tak aby wojna na Ukrainie nie spotęgowała klęski głodu na świecie. Mamy wszystkie atuty, które pozwalają sądzić, że Polska może być jednym z tych krajów, który uratuje miliony ludzi na świecie przed głodem. Mamy bardzo dobre rolnictwo, mamy gleby, odpowiedni klimat – trzeba zwiększać produkcję.
W obecnej sytuacji wysokich kosztów produkcji?
– To jest duży problem, który swój początek miał już przed wznowieniem wojny Rosji z Ukrainą. Ceny nawozów, środków ochrony roślin, czy teraz też paliwa i energii elektrycznej są ciężkie do udźwignięcia dla rolników. Koszty energii i inflacja sprawiają, że drożeje praktycznie wszystko. Rolnicy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. Rada ma świadomość tego, że wielu rolników nie stać na kupno nawozów azotowych, najbardziej potrzebnych wiosną. Na to reagują zakłady produkcyjne, bo skoro rolników nie stać na zakupy, to one wstrzymują produkcję. Efekt tego będzie taki, że możemy spodziewać się – już w tym roku – spadku plonów. W tej sytuacji powinien interweniować rząd. Dlatego z wielkim entuzjazmem przyjmuję zapowiedź premiera Mateusza Morawieckiego i wicepremiera Henryka Kowalczyka, że znajdą się pieniądze na dopłaty do zakupu nawozów. Ale na to jest potrzebna zgoda Komisji Europejskiej. A wydaje się, że ta ignoruje tak znaczący problem. Czas jednak ucieka. Pierwsza dawka azotu – startowa – już dawno powinna być na polach. Potrzebne są także działania długofalowe, które utrzymałyby wysoką produkcję żywności i sprawiłyby, że rolnictwo byłoby odporniejsze: to jest zmiana struktury zasiewów, szukanie roślin mniej wymagających w zakresie nawożenia azotowego, stosowanie nawozów organicznych, większa dbałość o glebę, stosowanie mikroelementów itd. To jest jednak kwestia na kolejne sezony wegetacyjne, w tym roku nie jesteśmy w stanie zrobić zbyt wiele.
Rolnicy są gotowi do zmian?
– Organizacje rolnicze, które były na posiedzeniu Rady, mówiły o niepokojach, które dotykają wieś. Otóż rolnicy są gotowi zaangażować się w proces zwiększenia produkcji żywności, ale boją się, że nie zwrócą im się poniesione koszty. Praca na polach jest dzisiaj bardzo kosztowna. A rolnicy nie mają żadnej pewności, czy poniesione koszty zostaną zrekompensowane po zbiorach. Wojna dotyka również Polskę. My także jesteśmy obciążeni jej przebiegiem. Chociażby poprzez udzieloną Ukrainie pomoc i przyjęcie ponad 2 mln uchodźców, którymi trzeba się zaopiekować. I w tej sytuacji – rolnicy podkreślają to bardzo mocno – państwo polskie musi wziąć odpowiedzialność za to, co dzieje się w rolnictwie, musi zatroszczyć się o proces produkcji żywności. Trzeba się zastanowić, czy nie przyszedł czas, aby dokonać zmiany w sposobie zarządzania rolnictwem – w kierunku bardziej strategicznego. I tak, gdy dostaniemy sygnał, że w danym państwie pilnie potrzebny jest dany rodzaj żywności, to moglibyśmy organizować zakupy interwencyjne, żeby rolnicy dostali szansę dostarczenia tych produktów. Wymaga to także sprawnego zarządzania zapasami strategicznymi. Państwo musi mieć również pełną wiedzę o tym, jakie są zapasy żywności w magazynach rolników. I tak, eksport zboża stał się bardzo atrakcyjny, gdyż ceny na światowych giełdach są wysokie. Kraje, którym grozi głód, są w stanie zapłacić dzisiaj każdą cenę za żywność. Ale czy możemy sobie pozwolić na eksport? A może już powinniśmy zapalić czerwoną lampkę? Do kolejnych zbiorów, planowanych na lato, jest jeszcze bardzo daleko. Nie daj Boże, że my tej żywności wyeksportujemy za dużo.
W Polsce może zabraknąć żywości?
– Na razie żywności mamy bardzo dużo. Zgromadzone zapasy są na wysokim poziomie i jesteśmy w stanie wyżywić własne społeczeństwo i kilka milionów uchodźców, którzy szukają schronienia w Polsce. Ale nie możemy zapominać o eksporcie. Przez lata walczyliśmy o to, żeby przekonać naszych partnerów do polskiej żywności. To się nam udało. Eksportujemy bardzo dużo. Ubiegły rok dał polskiej gospodarce 37 mld euro tylko z tytułu sprzedaży żywności. W naszym interesie jest utrzymanie eksportu. Oczywiście, wyżywienie całego Narodu jest bardzo ważne, konieczne jest również udzielanie pomocy osobom, które uciekły przed wojną, ale nie można zapomnieć o tym, że bardzo łatwo jest utracić rynki eksportowe. Bo kiedyś wojna się skończy, a my możemy mieć problem z odzyskaniem rynków.
Co więcej, ustawa o obronie ojczyzny została podpisana przez prezydenta. Dotyczy ona niezwykle ważnych kwestii związanych z funkcjonowaniem naszej armii. Uważamy, że w sytuacji zagrożenia wojną troska o rolnictwo powinna być równie ważna jak troska o bezpieczeństwo militarne. Tego typu zapis powinien znaleźć się w nowelizacji tej ustawy lub parlament powinien przyjąć inną ustawę, która wskazywałaby na ten fakt. Państwo polskie mogłoby wówczas w szczególny sposób realizować swój obowiązek troski o bezpieczeństwo żywnościowe.
Funkcjonujemy też w ramach Unii Europejskiej. Wszystkiego nie jesteśmy w stanie zrobić.
– Czytelnicy „Naszego Dziennika” świetnie o tym wiedzą, bo tę sprawę poruszaliśmy już we wcześniejszych rozmowach, że trzeba doprowadzić do odejścia od polityki „Europejskiego zielonego ładu” i towarzyszących mu strategii. To jest ideologiczny program, którego celem jest zmniejszenie produkcji żywności. Spadek produkcji, przy niektórych roślinach, może wynieść nawet połowę. To może dotknąć buraków, rzepaku, tych roślin, które są nam bardzo potrzebne. Wkrótce wystąpimy z prośbą do prezydenta Andrzeja Dudy, a myślę, że i nasz apel zostanie skierowany do Rady Ministrów, o to, żeby Polska złożyła wniosek na forum Unii Europejskiej – do Komisji Europejskiej lub Rady Europejskiej – o jak najszybsze porzucenie idei „Europejskiego zielonego ładu”. Sprawa jest bardzo niebezpieczna, bo nie dostrzegamy jakiejś szczególnej refleksji po stronie Komisji Europejskiej w związku z tym, co się dzieje. Sytuacja jest dramatyczna, trwa wojna, a komisarze dalej brną w politykę klimatyczną. Jedyne co KE ma do zaproponowania, to zgoda na produkcję na ugorach. To jest śmieszna propozycja, która nie rozwiązuje problemu. Chcemy, żeby Komisja wycofała się z EZŁ lub przynajmniej czasowo go wstrzymała. Gdy tylko wojna się skończy, należy rozpocząć dyskusję z rolnikami i przetwórcami na temat sensu realizacji tego typu strategii. Sytuacja jest nadzwyczajna i wymaga szczególnych działań – ze strony Polski i Komisji Europejskiej.

