logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Putin musi poczuć jedność Zachodu

Piątek, 25 marca 2022 (20:57)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Dzisiaj dwudniową wizytę w Polsce rozpoczął prezydent Stanów Zjednoczonych. Czego możemy się spodziewać po tej wizycie?

– Może będę niepoprawny, ale ciągle uważam, że ten natłok różnych szczytów, spotkań, rozmów najważniejszych polityków Polski, Europy i świata, także ta wizyta prezydenta Bidena – w kontekście wydarzeń, jakie się rozgrywają za naszą wschodnią granicą – nie są dobrym sygnałem. To pokazuje, jak bardzo zagęszcza się atmosfera na linii Moskwa – reszta świata.

Co ma Pan konkretnie na myśli?

– Posłużę się skrótem „ABC” – atom, broń biologiczna, broń chemiczna, których może użyć Putin. Myślę, że dzisiaj jesteśmy na tym poziomie rozmów. Proszę zwrócić uwagę, że wojna konwencjonalna już trwa i pytanie, co dalej. Na tych NATO-wskich szczytach rozważane są różne scenariusze. Przypomnę, że jeden ze specjalnych zespołów działających przy administracji prezydenta Bidena zajmuje się różnymi wariantami – także tym, jak powinny zareagować Stany Zjednoczone w obliczu użycia przez Moskwę jednego z trzech wspomnianych typów broni.  

Ukraina ma otrzymać dodatkowe instrumenty, które mają wykrywać m.in. ataki biologiczne i chemiczne – zadeklarował wczoraj Jens Stoltenberg…

– Innymi słowy Ukraina otrzyma nowy zestaw „hełmów”. Tak jak Niemcy – na początku konfliktu – deklarowały wysyłanie walczącej Ukrainie pięć tysięcy hełmów, tak teraz deklaracja dostawy sprzętu, czujników czy aparatury do wykrywania zagrożeń bronią masowego rażenia. To  wszystko są działania profilaktyczne.

Chce Pan powiedzieć, że świat nie reaguje adekwatnie do zagrożenia? Wicepremier Ukrainy Iryna Wereszczuk, odnosząc się do braku zdecydowanych decyzji NATO, mówiła wprost, że polityczny strach zwyciężył…

– Myślę, że świat jest dzisiaj – jak nigdy wcześniej – przede wszystkim w rękach Pana Boga. To, co się dzieje, pokazuje, że nie ma na dzisiaj siły politycznej, która potrafiłaby w sposób racjonalny odpowiedzieć, które rozwiązanie na tym etapie wojny i zagrożenia jest słuszne. Nikt bowiem nie jest dzisiaj w stanie przewidzieć i odpowiedzieć na pytanie, co siedzi w głowie Putina. Mija miesiąc od agresji rosyjskiej na Ukrainę, już 30 dni trwa wojna, a główne cele Rosji, jakie miały być osiągnięte w kilka dni, wciąż pozostają niezdobyte. Twierdza Kijów się broni, Odessa niezdobyta, Mariupol zrównany z ziemią wciąż się broni, Charków podobnie. Do tego wojska rosyjskie zdziesiątkowane, bez należytego zaplecza i wsparcia, ogrom sprzętu jak samoloty, śmigłowce, czołgi, transportery opancerzone zniszczone, ginie coraz więcej rosyjskich dowódców, generałów, a co za tym idzie, morale żołnierzy rosyjskich jest bardzo niskie. Zatem działania rosyjskie zawodzą i w tym momencie agresor desperacko może użyć najcięższych argumentów. Brak przełomu wojskowego może prowadzić do użycia przez Rosję broni chemicznej czy innych ostrych wariantów, żeby odwrócić niekorzystną dla niej sytuację.

Ukraina na dzisiaj się broni, ale jej arsenał nie jest duży

– Dokładnie. Gotowość, odwaga i serce do walki to za mało. Koktajle Mołotowa to za mało. Dzisiaj część zachodnich polityków nie ukrywa, że dawała Ukrainie dosłownie godziny, tymczasem mijają dni i tygodnie, a Ukraina wciąż się broni i trzeba sobie zadać pytanie, jak wygasić ten konflikt. Putin nie uznaje remisów, wycofanie się dobrowolne wojsk rosyjskich, wycofanie się z tego konfliktu zatem nie wchodzi w grę. Putin na to się nie zgodzi. Dla Rosji wystarczające jest już upokorzenie, jakiego doznają, nie mogąc opanować Ukrainy i osiągnąć swoich celów. Do tego cały świat prowadzi totalną wojnę gospodarczą z reżimem Putina.

Oficjalnie, bo są też i tacy, którzy chętnie powróciliby do współpracy gospodarczej z Moskwą…

– Sankcje, bo o tym mowa, są potrzebne, bo zaciskają pętlę na szyi Rosji. Jednak rzeczywiście są takie państwa, jak Niemcy czy Francja, które niechętnie wycofują się ze współpracy z Rosją. Dzisiaj tłumaczą się, że trudno jest im zerwać natychmiast wszystkie nici, zwłaszcza jeśli chodzi o dostawy paliw kopalnych z Rosji, że to niemożliwe, że potrzeba czasu. A proszę sobie przypomnieć, jak nam kazali z dnia na dzień – natychmiast – zamknąć „Turów”. Kiedy Niemcom i Europie Zachodniej przyszło zakręcić kurek z rosyjskim gazem czy ropą, to okazało się to niemożliwe. Niemcy mają okazję przekonać się na własnej skórze, jak to jest zrezygnować z dostaw z dnia na dzień, co więcej, jak pan redaktor zauważył, nie chcą tego zrobić. Dla nich najlepszym rozwiązaniem byłoby jak najszybsze zakończenie tego konfliktu, być może liczą na zmianę władzy na Kremlu, by móc na nowo grać z Moskwą.

Jeśli nie Putin, to kto? 

– To jest pytanie… Żeby nie było tak, jak wiele razy zdarzało się to w historii, że dyktatorzy odchodzili w niesławie, a ich następcy byli jeszcze gorsi. Jest to zatem kolejna wątpliwość. Tak czy inaczej świat szuka rozwiązania, co nie jest łatwe i widać, że dzisiaj takiego rozwiązania na stole nie ma. Natomiast Putin jasno stawia warunki – powrót do sytuacji geopolitycznej sprzed rozpadu Związku Sowieckiego, i to jest jego plan.

Na to się jednak świat nie zgodzi?

– Dokładnie, więc to, że Putin żyje w świecie mrzonek, fantazji, to jest jego problem, który niestety stał się problemem całego świata. Mamy zatem wojnę na Ukrainie i wojnę gospodarczą z Rosją, która jest jak miecz obosieczny i jak każda wojna zawsze uderza w dwie strony – tę, na którą są nakładane sankcje, oraz tę, która nakłada sankcje.

Czy mimo wszystko świat nie jest zbyt spolegliwy wobec Putina i czy NATO też nie jest zbyt miękkie, bo jeśli słyszymy wypowiedzi Jensa Stoltenberga w stylu eurokratów – będziemy działać, jesteśmy zjednoczeni jak nigdy wcześniej, to czy takie okrągłe słowa są w stanie zrobić wrażenie na Putinie? Inaczej mówiąc, czy agresja Rosji nie powinna zweryfikować obowiązującej koncepcji NATO?

– Zgadza się. Rzeczywiście przypomina to kibica, który siedzi na trybunie i podpowiada piłkarzom jednej z drużyn, jak powinni grać. NATO na tę chwilę nie chce wykonać żadnego ruchu, który sprowokowałby Rosję i oskarżenia, że to Sojusz Północnoatlantycki wywołał całe piekło. Wszyscy mają świadomość, co się dzieje i choć głośno się o tym nie mówi, to scenariusze różnych wariantów są już rozpisane. Zresztą zapowiedź już padła – choć nie została wyartykułowana pełnym zdaniem, że w przypadku uruchomienia przez Rosję jednego z wariantów broni „ABC” będą adekwatne odpowiedzi. Tak czy inaczej sytuacja nie jest ciekawa, bo Ukraina ze swoim potencjałem militarnym nie jest w stanie wyrzucić wojska rosyjskiego ze swojego terytorium. Cud obrony trwa, ale powstaje pytanie, jak długo. Z drugiej strony NATO próbuje dostarczać broń i wspierać Ukrainę, ale tak, żeby nie zaogniać sytuacji – mimo iż Putin nie przestrzega żadnych reguł.

Prezydent Zełenski jasno dał do zrozumienia, że jeśli nie będzie wyraźnego wsparcia w postaci broni ofensywnej, m.in. czołgów, to Ukraina nie będzie w stanie długo przeciwstawiać się rosyjskiej agresji.

– To jest właśnie efekt tej uległości wobec Rosji. Ukraina jest suwerennym państwem i jeśli ktoś chce ją wesprzeć w obronie swojego kraju, to nic do tego Rosjanom. Mogą zaprosić do siebie, kogo chcą – swoich sojuszników – nie po to, żeby atakować tereny Rosji, ale żeby się bronić przed ludobójstwem ze strony agresora. Niestety linia narysowana przez Putina po roku 2014 – po agresji na Krym i Donbas – przyklepana przez Niemcy i Francję w porozumieniach mińskich w lutym 2015 roku, stała się obowiązującą normą. Ten grzech zaniechania, pozwolenie na politykę destabilizacyjną Rosji wobec Ukrainy, w którym ma udział zarówno ówczesna kanclerz Niemiec Angela Merkel, prezydent Francji François Hollande, ale także ówczesny szef Rady Europejskiej Donald Tusk, ma wciąż swoje konsekwencje. Usankcjonowano podległość Rosji Donbasu i Krymu. Gdzie są dzisiaj ówcześni główni rozgrywający: Merkel, Hollande czy Tusk? Dzisiaj Merkel i Hollande zeszli z głównej sceny, a Tusk, choć jest obecny, to w drugim szeregu, właściwie na marginesie. Między innymi ci politycy oraz oczywiście prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama wyhodowali rosyjskiego niedźwiedzia.

Czy nie ma zagrożenia, że gdyby nawet doszło do jakiegoś porozumienia, to czy Ukraina dla dobra sprawy nie będzie musiała poświęcić części swojego terytorium, innymi słowy, czy nie zostanie złożona na ołtarzu względnego i czasowego pokoju?

– Joe Biden powiedział, że jego zdaniem nie ma takiego zagrożenia, ale decyzja jest po stronie Ukrainy. Natomiast Ukraina już dzisiaj poświęciła nie tylko swoje terytorium zniszczone przez Rosjan, ale także wartość najważniejszą: życie tysięcy swoich obywateli, kobiet i dzieci, żołnierzy. Do tego już ponad dwa miliony Ukraińców, uciekając przed bombami i kulami rosyjskiego najeźdźcy, musiały opuścić swoją ojczyznę, szukając schronienia głównie w Polsce. To są dramaty ludzkie, którym Polska i Polacy wychodzą dzisiaj naprzeciw. Ukraińcy już dzisiaj płacą za zgniłe kompromisy, jakie zawarli ponad ich głowami przywódcy świata zachodniego, Niemiec i Francji, przy zgodzie pozostałych. Niestety dzisiaj Putin sięga po więcej, a świat Zachodu, politycy całego świata debatują, co zrobić. Dramat polega też na tym, że do tego całego nieszczęścia świat zaczyna podchodzić bez emocji, jak do czegoś, co jest oczywiste, jakby to było coś normalnego, a przecież nie jest. To jest napaść, agresja na wolny, suwereny kraj, a nie żadna pokojowa interwencja, jak określa to kremlowska propaganda. Nam nie wolno patrzeć na to piekło wojny jako na coś normalnego, ale musimy widzieć to jako na wynik zaniedbań i układów po roku 2014.

Może zatem czas najwyższy, żeby postawić warunki Putinowi?     

– Putin narzucił swoją narrację, niestety zaakceptowaną przez część wolnego świata. Polska jest jednym z nielicznych państw, które przestrzegały przed zagrożeniami neoimperialnej polityki Kremla, przed uzależnianiem się od rosyjskiego gazu i innych paliw kopalnych, ale odsądzano nas od czci i wiary. Dzisiaj sytuacja jest poważna i nie można ulegać kolejnym próbom narzucenia przez Putina swojej woli. W mojej ocenie, jeśli, daj Boże, przyjdzie czas na rozmowy o zakończeniu tego konfliktu, to tylko wówczas, jeśli Putin ze swoimi wojskami wycofa się z terytorium Ukrainy i do granic sprzed 2014 roku. Jeśli nie, to cały cywilizowany świat powinien stanąć i realnie bronić Ukrainy.

Ukraina ma prawo zaprosić do obrony, kogo chce, aby zatrzymać szaleństwo Putina. On cofnie się dopiero wtedy, jeśli zobaczy, że cały świat jest gotowy stanąć w obronie Ukrainy i powie mu jasne, zdecydowane „nie”! Przy czym ta pomoc i wsparcie dla Ukrainy to nie jest atakowanie Rosji, ale jest to obrona Ukrainy przed rosyjskimi najeźdźcami. Na tym etapie każde rozwiązanie, każdy scenariusz będzie oczywiście bolał świat – Ukrainę już boli. Dlatego nie można mówić, że nic się nie stało, bo to, co się dzieje na Ukrainie, dotyczy już całego świata i warto sobie zdać z tego sprawę, zanim sprawy wymkną się spod kontroli.   

        Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl