Nasi rodacy na Ukrainie są bezpośrednio zagrożeni działaniami wojennymi?
– Ukraina jest areną wojny, celem haniebnej agresji Putina, również Polacy tam żyjący płacą za to ogromną cenę. Poważnie drżymy o ich los. Widzimy to, co się dzieje, jak zachowuje się wojsko Federacji Rosyjskiej, i mamy świadomość tego, że ta brutalność jest wymierzona też w naszych rodaków. Dlatego jesteśmy gotowi, by im pomóc, gdyby zdecydowali się na ucieczkę do Ojczyzny.
Jak wielu Polaków zdecydowało się już opuścić Ukrainę?
– To są bardzo trudne szacunki, gdyż ciężko jest określić, ilu Polaków mieszka na Ukrainie. Z aktualnego spisu ludności realizowanego przez Ukrainę wynika, że jest to nawet 150 tys. Polaków. Podobnie wskazują nasze własne dane, gdyż tyle właśnie osób wystąpiło o przyznanie Karty Polaka w ciągu ostatnich 14 lat. Inne dane wynikają z analizy materiałów historycznych, archiwów. Historycy i socjologowie informują, że według ich wyliczeń Polaków na Ukrainie jest od 500 tys. do 1 mln. Podobnie twierdzi Kościół. Wielu z nich zdecydowało się na ucieczkę do Polski. Według naszych informacji na terytorium Ukrainy pozostało jeszcze około 75 tys. osób z Kartą Polaka.
Osoby z Kartą Polaka mogą łatwiej przekroczyć granicę?
– Mocno koncentrujemy się na osobach z Kartą Polaka. Jest to dokument określający oficjalną przynależność do Narodu Polskiego – dowodzi on znajomości języka polskiego, polskich korzeni oraz potwierdza aktywność na rzecz społeczności polskiej na Ukrainie. Nieustannie prosimy naszych rodaków, żeby gdy tylko dotrą na polsko-ukraińskie przejścia graniczne, informowali polskich funkcjonariuszy i wolontariuszy, że są osobami legitymującymi się Kartą Polaka. A to dlatego, że podjęliśmy decyzję o nadaniu tym osobom szerokiego wachlarza przywilejów. Są one odprawiane przez kontrolę graniczną wraz z obywatelami polskimi oraz innymi obywatelami strefy Schengen. Gdy już znajdą się w Polsce, to otrzymują specjalny pakiet socjalny – związany z zakwaterowaniem w specjalnych ośrodkach stworzonych przez organizacje pozarządowe działające na zlecenie premiera z myślą o Polakach z Ukrainy. Bez względu na wiek mogą oni doskonalić język polski. Bardzo nam zależy na tym, żeby nasi najmłodsi rodacy jak najszybciej stali się częścią polskiego systemu edukacji – bez elementów przejściowych, które są konieczne w przypadku ukraińskich dzieci. Chcemy, żeby poczuli się w Polsce jak w domu, żeby szybko poznali tu nowych przyjaciół. To bardzo pomoże im funkcjonować w swojej Ojczyźnie, ale przecież w nowym kraju.
A co z dorosłymi?
– Oni także potrzebują pomocy. Utworzyliśmy 13 punktów wsparcia dla Polaków z Ukrainy, mieszczą się one w 13 różnych województwach. Bardzo często obok typowego wsparcia psychologicznego czy duszpasterskiego liczą oni na pomoc prawną. Chcą jak najszybciej stać się częścią nowego środowiska, przejść proces adaptacji zawodowej. Nasi rodacy podkreślają, że chcą jak najszybciej wejść na rynek pracy. To także im umożliwiamy. Aby ten proces przebiegał sprawnie, utworzyliśmy trzy specjalne ośrodki – w Pułtusku, Ostródzie i Lipnie w Wielkopolsce. Są to miejsca o wysokim standardzie, gdzie nasi rodacy – wraz z rodzinami – mogą spędzić najbliższe tygodnie, otrzymując pełną pomoc. Każdy dorosły Polak otrzyma wsparcie finansowe w wysokości 1,5 tys. zł. Z kolei dziecko 750 zł. Gdy spojrzymy na to całościowo, to uważam, że przygotowaliśmy w pełni kompleksowy program opieki nad uchodźcami pochodzenia polskiego. W tej chwili korzysta już z niego około 1 tys. osób.
Ale – tak jak Pan zauważył – jeszcze 75 tys. osób z Kartą Polaka jest w kraju objętym wojną. Co z nimi?
– Udaje się nam dotrzeć także do Polaków, którzy tam zostali. Przeznaczyliśmy prawie 28,5 mln zł na program pomocy Polakom z Ukrainy, a także 6 mln na program pomocy Polakom na Ukrainie. Realizujemy go we współpracy z polskimi organizacjami, które statutowo zajmują się wspieraniem naszych rodaków na świecie. Te organizacje – w imieniu państwa polskiego – niosą pomoc, w tym materialną, naszym rodakom. Pomagają także w przeprowadzeniu ewakuacji, w dotarciu tych ludzi do Polski. I to nie tylko z Ukrainy, ale też z Mołdawii i Rumunii. Jako że duża grupa osób z Kartą Polaka ewakuowała się z Odessy do krajów naszych partnerów, to stwierdziliśmy, że skoro są to osoby, które identyfikują się z Polską, to muszą otrzymać szansę przyjechania do Ojczyzny. Uważamy, że obowiązkiem państwa polskiego jest zaopiekować się tymi osobami.
Planowane są wielkie akcje ewakuacyjne naszych rodaków z terenów zagrożonych działaniami wojennymi? Tak jak było to m.in. w Mariupolu w 2015 r.?
– Operacja ewakuacji naszych rodaków z Mariupola z jesieni 2015 r. jest pewnym symbolem. Wówczas państwo polskie zareagowało bardzo sprawnie i szybko. Do Polski trafiło prawie 150 osób. Ewakuacja została przeprowadzona wojskowymi samolotami CASA. Dzisiaj te osoby mieszkają już w Polsce. Znalazły swój dom, tutaj pracują, powiększają rodziny. I gdy oglądam zdjęcia i filmy z Mariupola, gdy widzę to zniszczone przez Rosjan miasto, to uważam, że bardzo dobrze się stało, że wówczas zdecydowaliśmy się na tę akcję. Bo nie możemy przechodzić obojętnie wobec krzywdy naszych rodaków. Teraz sytuacja jest inna. Nasza pomoc – oficjalnych rządowych agend – może się zaczynać dopiero na terytorium Polski. Oczywiście, tak jak wspomniałem, docieramy do naszych rodaków poprzez organizacje pozarządowe i niesiemy im pomoc, ale z racji, że Ukraina jest w stanie wojny, to nie możemy przeprowadzać takich operacji jak ta z jesieni 2015 r. A to dlatego, że wówczas Mariupol w całości znajdował się na terenach kontrolowanych przez Ukrainę i Kijów wyraził zgodę na przeprowadzenie operacji. Dzisiaj polskie wojskowe samoloty nie mogą dostać się w przestrzeń powietrzną nad Ukrainą. Jest to zbyt niebezpieczne. Może to doprowadzić do wielu problemów. Także inne polskie rządowe służby nie mogą przebywać na Ukrainie. Polacy – tak jak inni uchodźcy – muszą więc dotrzeć do granicy. W tej sprawie mogą korzystać z pomocy polskich organizacji w tym kraju.
Konieczne jest wsparcie finansowe ze strony UE w przyjęciu przez Polskę uchodźców?
– Jeżeli solidarność europejska nie jest fikcją, to nasi partnerzy muszą udzielić nam wsparcia. Polska już przyjęła ponad 2 mln osób i jest to największa liczba uchodźców, która pojawiła się w Europie po II wojnie światowej. Nawet gdy Europa realizowała politykę „Herzlich willkommen” kanclerz Angeli Merkel, i gdy przyjmowała wówczas jedynie migrantów ekonomicznych, to i tak ilość osób zmierzających do całej Europy była dużo niższa, niż ma to miejsce obecnie. A według prawa międzynarodowego – Ukraińcy są uchodźcami wojennymi. Nie zapominajmy też o pewnym fenomenie, który z pewnością przejdzie do historii światowych ruchów humanitarnych i na rzecz pokoju: 80 proc. uchodźców z 2 mln zostało przyjętych przez Polaków we własnych domach. To jest coś fenomenalnego, nieznanego wcześniej. Z tego możemy być dumni. Na to Europa musi zwrócić uwagę. I gdy kilka lat temu prezydent Turcji Recep Erdoğan zażądał wsparcia finansowego od Europy, bo – jak stwierdził – inaczej nie będzie w stanie zatrzymać 1,5 mln uchodźców z Bliskiego Wschodu, to Unia Europejska przekazała Turkom aż 6 mld euro. Liczymy więc, że i my również otrzymamy podobną albo wyższą kwotę.
Zdecydowana większość uchodźców szuka schronienia w Polsce. Ilu z nich zdecyduje się zostać w naszym kraju na stałe?
– Tego nie wiemy. Trudno jest wskazać, jak długo wojna na Ukrainie będzie trwać. Zbyt dużo czynników od tego zależy. Kluczowe jest też zaangażowanie naszych partnerów. Wiemy, że Stany Zjednoczone deklarują, że przyjmą uchodźców. Podobne deklaracje składają Kanada i Wielka Brytania. Jak w tej sprawie zachowa się Unia? Z pewnością część uchodźców skorzysta z zaproszenia do wyjazdu. Inni z pewnością zechcą wrócić po wojnie na Ukrainę. Ale nie możemy też wykluczyć, że duża grupa osób zostanie w Polsce na stałe. W tej chwili to wielka niewiadoma.
Polska wystąpi z wnioskiem do naszych partnerów o relokacje uchodźców?
– Prace nad tym trwają. Istotny będzie szczyt Rady Europejskiej, który w tych dniach odbywa się w Brukseli. Sądzę, że w ciągu najbliższych dni sprawa, chociaż w części, już się wyjaśni.

