logo
logo

Zdjęcie: arch./ Inne

Uwikłane unijne elity

Niedziela, 27 marca 2022 (08:40)

Z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Za nami szczyt Rady Europejskiej – w zasadzie, chyba bez konkretnych decyzji, przynajmniej jeśli chodzi o nowe sankcje na Rosję. Na co czeka Unia Europejska?

– Trzeba powiedzieć, że to był szczyt, który nic nie zmienił. Kraje, takie jak Niemcy czy Francja, które trwają – dla mnie w niezrozumiały sposób – przy popieraniu Putina i nie chcą nakładać nowych sankcji na rosyjski reżim, nie zgadzają się na silniejsze restrykcje i działania, które zatrzymałyby potwora terroryzującego dzisiaj Ukrainę. Kto wie, co zrobi w przyszłości i czy na Ukrainie się zatrzyma. Wygląda na to, że przywódcy europejscy się spotkali, porozmawiali sobie i rozjechali się do swoich krajów. Nie widać bowiem jakichś ważniejszych ustaleń, chyba że są jakieś nieformalne, ale jednak mające pomóc Ukrainie, tylko póki, co nie do publikowania. Pozostaje mieć nadzieję, że Ukraińcy będą się bronić, bronić własnej niepodległości, a przy okazji bezpieczeństwa Unii Europejskiej, bo tak to wygląda. Nie ukrywam więc, że jestem rozczarowany komunikatami, jakie płyną po dwudniowym szczycie Unii Europejskiej.  

Skąd się bierze ten – jak to określił premier Morawiecki – „mur obojętności, który otacza Ukrainę”?

– Wynika to z faktu, że politycy zachodnioeuropejscy są zakładnikami biznesu. Każdy z nich ma jakieś relacje z biznesem, który kreuje ich na wodzów, liderów, premierów, kanclerzy, prezydentów i de facto boją się przeciwstawić tym ośrodkom. Chęć bycia przy władzy, obawa przed utratą poparcia wygrywają ze zdrowym rozsądkiem. I to jest prawdziwy problem tych uwiązanych elit. Pytałem o to europarlamentarzystów z innych państw, czy wspomniani przeze mnie politycy są w stanie się oderwać od zachodnioeuropejskich firm czy grup biznesowych, które jakby nigdy nic nadal kooperują z Rosją. Niestety, każdy tylko spuszcza głowę i stawia zasłonę milczenia. W związku z tym efekt jest taki, że biznes zachodni wciąż kooperuje z rosyjskim, politycy są bezsilni, na Ukrainie ludzie cierpią, a Putin codziennie dostaje setki milionów euro, co pozwala mu na kontynuowanie zbrodniczych działań.      

Wśród państw, którym trudno zerwać więzi interesów z Rosją i pogodzić się z utratą rosyjskich węglowodorów, są Niemcy, Austria, ale również i Węgry. Jest Pan zaskoczony postawą Budapesztu?

– Nie jestem zaskoczony, dlatego że jeśli chodzi o Węgry, to na ten stan rzeczy nałożyły się dwie sprawy, mianowicie zbliżające się wybory parlamentarne na Węgrzech oraz bliskie kontakty, które premier Orban ma z Putinem. Gospodarka węgierska, jeśli chodzi o gaz, prawdopodobnie mniej odczuwa problemy, z jakimi boryka się Zachód, ale jest to jakby kwestia wyboru władz w Budapeszcie. Jednocześnie powinniśmy też mieć na uwadze, że gdyby Orban i Fidesz poniosły porażkę w wyborach, to Polska w Unii Europejskiej pozostaje zupełnie sama. Dlatego nie usprawiedliwiam Orbana, bo uważam, że popełnia błąd i jeśli chodzi o sprzeciw wobec sankcji na Rosję, to w tej warstwie powinien być solidarny, ale  mam też świadomość, że Unia Europejska, Bruksela tylko czeka, żeby Orban przegrał wybory na Węgrzech, bo wtedy będzie im łatwiej stworzyć jedno państwo europejskie, i nikt oprócz Polski nie będzie im przeszkadzał w realizacji tego planu. Trzeba więc i ten aspekt wziąć pod uwagę. Widać, że Orban do momentu wyborów będzie praktyczny i skoncentrowany na osiągnięciu celu, jakim jest utrzymanie rządów. Życzę mu zwycięstwa, ale nie podoba mi się to, co robi. Bez usprawiedliwienia za brak solidarności w sprawie sankcji na Rosję, ale z pełnym zrozumieniem, jeśli chodzi o wybory, bo w kontekście dalszego funkcjonowania w Unii Europejskiej mają one znaczenie dla Polski.

Poza uchwałami, rezolucjami, wystąpieniami i słowami poparcia dla Ukrainy ze strony czołowych unijnych polityków, czy widzi Pan jakąkolwiek refleksję, czy widać tam wolę zakończenia interesów z Moskwą, czy może odwrotnie – chcą przetrwać ten kryzys, a później jak się da powrócić do interesów z Rosją?

– Po spotkaniu szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen z prezydentem Joe Bidenem wygląda, że jest jakiś krok naprzód, żeby oderwać się energetycznie od Putina. Jednak jest to długa droga, która niekoniecznie będzie śledzona, bo pewnie wiele będzie działań nieformalnych. Wydaje mi się, że pełnej refleksji nie ma, jeśli chodzi o to, co dzieje się na Ukrainie, że Ukraina poprzez swój dzielny opór w tej chwili broni nie tylko Polski, ale całej Unii Europejskiej. Natomiast jest co najmniej dziwna postawa ze strony UE. Otóż Komisja Europejska ma pieniądze, które leżą na kontach, a więc można wieloletnie ramy finansowe zmienić, skorygować i jak najszybciej udzielić pomocy finansowej tym krajom, które w tej chwili udzielają wymiernego wsparcia Ukraińcom. Unia Europejska mówi, że Krajowego Planu Gospodarczego nie można zmienić, bo są to środki dedykowane na poszczególne działania, słyszymy też, że wieloletnich ram finansowych też nie można zmienić, ponieważ zostały one już przyjęte przez Parlament Europejski. Jednocześnie Unia mówi, że trzeba szukać nowych pieniędzy, którymi mają być niewykorzystane środki z poprzednich lat. Takie środki rzeczywiście są w poszczególnych krajach z perspektywy 2014-2020, które nie są wykorzystane i Unia Europejska pozwala je uruchomić i używać na pomoc, której poszczególne państwa zechcą udzielić ukraińskim uchodźcom.

Nie zmienia to faktu, że Unia się nie sprawdza wobec poważnego problemu, jakim jest wojna na Ukrainie?

– Oczywiście. Unia Europejska jawi się jako teoretyczny twór, słyszymy czy widzimy jedynie papierowe deklaracje. Natomiast w warstwie finansowej jedyne, co Unia do tej pory udzieliła, to ok. 600 milionów euro długoterminowej pożyczki na cele gospodarcze dla Ukrainy. Jednak nie ma żadnych sygnałów, jakoby Unia miała zamiar się opodatkować – tak jak to zrobiła w przypadku kryzysu covidowego – w sensie wyemitowania obligacji unijnych zagwarantowanych przez państwa. Tak więc Unia – moim zdaniem – nie szuka nowych pieniędzy, żeby pomóc poszczególnym państwom przejść ten kryzys uchodźczy. Bruksela liczy, że takie państwa, jak Polska, wchłoną miliony uchodźców ukraińskich i że same jakoś sobie z tym poradzą. To dramatyczne podejście, to nie jest normalne zachowanie w obliczu dramatu. Niesamowite, że chwaląca się swoją wielkością Unia Europejska tak niewiele robi i tak niewiele chce zrobić dla rozwiązania tego problemu uchodźczego. To jest dowód, że nieformalne działania między biznesem rosyjskim a biznesami niemieckim, francuskim, holenderskim, włoskim są w dalszym ciągu na pierwszym planie, że liczą się tylko zyski, biznesy, ale w kwestii wartości i wynikających z tego zachowań są tylko piękne uśmiechy, wymiana uścisków, i na tym koniec. Do tego Unia nas niestety przyzwyczaiła. Najwyższa pora, żeby na ten temat mówić głośno i coś z tym zrobić.

Czy są w tym kierunku podejmowane jakieś działania?                     

– Owszem. Jestem w grupie posłów, którzy o tym mówią – mianowicie chcemy stworzyć specjalny fundusz szybkiego reagowania na wypadek różnego rodzaju klęsk żywiołowych, wojen itd. Takiego funduszu Unia Europejska do tej pory nie posiada, ale musi go mieć. Zobaczymy, jak kierownictwo Unii się odniesie do tego pomysłu. Liczymy na zrozumienie, bo sytuacja związana z wojną na Ukrainie i fala uchodźczą pokazuje, że taki fundusz jest niezbędny.

Wcześniej wspomniał Pan o tym, że pozytywnie należy ocenić rozmowy między szefową Komisji Europejskiej i prezydentem Stanów Zjednoczonych i kierunek odejścia od węglowodorów rosyjskich, ale jeśli wziąć pod uwagę, że temat dywersyfikacji w Europie porusza prezydent Macron, to można mieć duże obiekcje?

– To prawda, w końcu to Francja jest tym krajem, który mimo embarga – do 2020 roku – sprzedawał uzbrojenie do Rosji. To rzeczywiście źle wygląda. Mamy zatem bardzo ograniczone zaufanie do obecnych liderów Unii Europejskiej, bo de facto to oni doprowadzili do wojny, jaką Rosja prowadzi dzisiaj przeciwko Ukrainie. W normalnym kraju takie rządy natychmiast powinny się podać do dymisji, ale jak widać ich to nie rusza. I nie dość, że doprowadzili do tej wojny, że uzależnili się od węglowodorów rosyjskich – mam tu na myśli Komisję Europejską, liderów unijnych, przywódców państw zachodnich, którzy żywili rosyjskiego niedźwiedzia – to dzisiaj jakby nic się nie stało mówią, że mają nowy pomysł, jak sobie poradzić. Receptą ma być więcej farm wiatrowych, farm fotowoltaicznych i dzięki temu nie trzeba będzie kupować gazu. To jest naiwne kłamstwo. To działanie, ten deal związany z wprowadzeniem tzw. odnawialnych źródeł energii, który ma zabezpieczyć Unię przed dostawami z Rosji, to kłamstwo. Przez wiele lat ci sami ludzie budowali system odnawialnych źródeł energii, a jednocześnie uzależniali się od Moskwy, kupując ropę, gaz i węgiel. Pokazuje to tylko, że ci piewcy zielonej energii nie potrafią nic zrobić, żeby się uniezależnić od dostaw z Rosji, a źródeł odnawialnych zwyczajnie nie wystarczy do normalnego funkcjonowania i pokrycia zapotrzebowania na energię. Dlatego teraz, kiedy mamy zapowiedzi zakupów gazu w różnych innych miejscach, przeczy to logice działań.

Czyżby unijni liderzy, którzy dzisiaj mówią, że wiedzą, gdzie kupować gaz, by się uniezależniać od Rosji, wcześniej tego nie wiedzieli?

– Dokładnie wiedzieli, tylko świadomie się uzależniali, po prostu chcieli kupować surowce energetyczne od Rosji. Mówi się o tym, że Putin prawdopodobnie wspierał finansowo grupy zielonych w poszczególnych państwach, po to żeby studenci, młodzi ludzie manifestowali w ramach różnych akcji tzw. ekologicznych i domagali się zamykania kopalń, zaprzestania poszukiwań gazu, żeby nie były budowane zbiorniki retencyjne. To wszystko było za pieniądze rosyjskie.

Do Sorosa dołączył Putin?

– Tak. Te wszystkie działania były podejmowane nie tylko za pieniądze Sorosa, ale też za pieniądze rosyjskie. Słyszałem dzisiaj o 82 mln euro z budżetu rosyjskiego dla tzw. ekologów europejskich, którzy w różnych miejscach przywiązują się do drzew i blokują inwestycje w normalną energetykę, także w energetykę nuklearną. Widzimy, że pieniądze rosyjskie są wszędzie, tak samo jak wszędzie są kolaboranci Putina w zachodnim biznesie, którzy są na jego liście płac. Wojna na Ukrainie obnaża sytuację w Europie, fałsz i obłudę, bo przecież nie jest tajemnicą, że Rosja to system antydemokratyczny. Rosja to kraj, który napadł na Gruzję, który zabrał Ukrainie Krym, ale cały świat, Komisja Europejska nie wyciągnęli z tego żadnych wniosków. Dopiero teraz wychodzi na jaw, że są różne deale, szemrane interesy między biznesmenami rosyjskimi a zachodnioeuropejskimi, że jak pan redaktor przypomniał, sprzedaje się broń Rosjanom, jak czyniła to Francja czy Niemcy, i to na dużą skalę. Do tego żywieni są tzw. ekolodzy po to, żeby np. Polskę pozbawić możliwości budowy zbiorników wodnych, m.in. w Krempnej na Podkarpaciu. Tzw. ekolodzy protestują, twierdząc, że jest to zagrożenie dla środowiska. Jak widać, ten front porozumień rosyjsko-zachodnioeuropejskich ma się dobrze, działa i jest bardzo szeroki, stąd potrzeba odpowiedniej siły politycznej w Unii Europejskiej, żeby ten front przełamać.

Jest taka siła?

– Jedyną szansą jest porozumienie partii konserwatywnych Europy i obalenie tych liderów, którzy prowadzą Unię Europejską do zagłady, którzy się skompromitowali wojną na Ukrainie i sami powinni się podać do dymisji. Niestety, na próżno szukać tam pogłębionej refleksji. Jedyną szansą jest to, że powstanie nowa grupa, która za dwa lata wygra wybory do Parlamentu Europejskiego i Unia Europejska powróci do korzeni, przybierze chrześcijański charakter.

  Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl