logo
logo
zdjęcie

Zdjęcie: Radek Pietruszka/ PAP

Zwyciężamy, gdy jednoczą nas zasady

Środa, 30 marca 2022 (07:52)

Aktualizacja: Środa, 30 marca 2022 (09:17)

Przemówienie prezydenta Stanów Zjednoczonych Joe Bidena, wygłoszone na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Warszawie 26 marca 2022 roku

„Nie lękajcie się”. To były pierwsze słowa wypowiedziane w pierwszym publicznym wystąpieniu pierwszego polskiego Papieża po jego wyborze w październiku 1978 roku. Były to słowa, które miały go zdefiniować. Słowa, które miały zmienić świat.

Jan Paweł II, jako Papież, przywiózł to przesłanie tu, do Warszawy, podczas swojej pierwszej podróży apostolskiej do Ojczyzny w czerwcu 1979 roku. To było przesłanie o sile: sile wiary, sile wytrzymałości i sile ludzi.

W obliczu okrutnego i brutalnego systemu władzy było to przesłanie, które pomogło zakończyć sowieckie represje w Europie Środkowo-Wschodniej 30 lat temu. Było to przesłanie, które w późniejszym czasie miało przezwyciężyć okrucieństwo i brutalność tej niesprawiedliwej wojny.

Kiedy Papież Jan Paweł II przybył z tym przesłaniem w 1979 roku, Związek Sowiecki rządził żelazną ręką za żelazną kurtyną.

Rok później w Polsce powstał ruch „Solidarność”. I choć wiem, że dzisiaj wieczorem nie mógł tutaj przybyć, to wszyscy w Ameryce i na całym świecie są wdzięczni za Lecha Wałęsę.

To przypomina mi sentencję filozofa Kierkegaarda o tym, że „wiara widzi najlepiej w ciemności”. I chwile ciemne były.

10 lat później Związek Sowiecki się rozpadł, a Polska i Europa Środkowo-Wschodnia wkrótce miały stać się wolne. Nic w tej walce o wolność nie było proste ani łatwe. To były długie, bolesne zmagania, trwające nie dni, miesiące, ale lata i dekady.

Ale powstaliśmy na nowo we wspaniałej walce o wolność: walce demokracji z autokracją, wolności z represjami, porządku opartego na zasadach z porządkiem, który rządzi się brutalną siłą.

W tej bitwie musimy być trzeźwo myślący. Tej bitwy nie da się wygrać w ciągu kilku dni, ani nawet miesięcy. Musimy się uzbroić na długą walkę, która nas czeka.

Ukraina na pierwszej linii frontu

Panie prezydencie, panie premierze, panie prezydencie Warszawy, członkowie parlamentu, szanowni goście, obywatele Polski i – jak myślę – także obecni tutaj obywatele Ukrainy, zebraliśmy się tutaj, na Zamku Królewskim w mieście, które zajmuje święte miejsce w historii nie tylko Europy, ale i niekończącego się dążenia ludzkości do wolności.

Od pokoleń Warszawa stała tam, gdzie wolność była kwestionowana i wolność zwyciężała. W istocie to właśnie tutaj, w Warszawie, młoda kobieta, uchodźca, która uciekła ze swojej ojczyzny w Czechosłowacji, kiedy ta była pod sowiecką dominacją, powróciła, by przemówić i stanąć solidarnie z dysydentami.

Nazywała się Madeleine Korbel Albright. Stała się jednym z najgorętszych zwolenników demokracji na świecie. Była przyjacielem, z którym służyłem. Pierwszą w Ameryce kobietą sekretarzem stanu. Zmarła trzy dni temu.

Całe życie walczyła o podstawowe zasady demokracji. A teraz – w odwiecznej walce o demokrację i wolność – Ukraina i jej obywatele są na pierwszej linii frontu, walcząc o ocalenie swojego narodu.

A ich dzielny opór jest częścią większej walki o podstawowe zasady demokracji, które łączą wszystkich wolnych ludzi: rządy prawa, wolne i uczciwe wybory, wolność słowa i zgromadzeń, wolność wyznania zgodnego z własnym wyborem, wolność prasy.

Te zasady są niezbędne dla wolnego społeczeństwa. Ale one zawsze, zawsze były zagrożone. Zawsze trzeba było ich bronić przed naporem. Każde pokolenie musiało pokonywać śmiertelnych wrogów demokracji. Taka jest droga tego świata – świata, który jest niedoskonały, jak wiemy. Gdzie apetyty i ambicje nielicznych zawsze dążą ku temu, by zdominować życie i wolność wielu.

Moje przesłanie do narodu ukraińskiego jest przesłaniem, które skierowałem dziś do ministra spraw zagranicznych i ministra obrony, którzy – jak wierzę – są tutaj dzisiaj: Jesteśmy z wami. Kropka.

Dzisiejsze walki w Kijowie i Mariupolu oraz Charkowie są kolejną bitwą w długiej walce: Węgry – 1956, Polska – 1956 i następnie 1981, Czechosłowacja – 1968.

Sowieckie czołgi miażdżyły demokratyczne powstania, ale opór trwał, aż w końcu w 1989 roku upadł mur berliński i wszystkie mury sowieckiej dominacji. To wszystko upadło. A ludzie zwyciężyli.

Zagrożony ład międzynarodowy

Ale bitwa o demokrację nie mogła się zakończyć i nie zakończyła się wraz z końcem zimnej wojny.

W ostatnich 30 latach na całym świecie odżyły siły autokracji. Jej cechy charakterystyczne są nam dobrze znane: pogarda dla rządów prawa, pogarda dla demokratycznej wolności, pogarda dla prawdy samej w sobie.

Dzisiaj Rosja zdusza demokrację – stara się to robić także gdzie indziej, nie tylko w swojej ojczyźnie. Pod fałszywym pretekstem etnicznej solidarności najechała sąsiedni naród.

Putin ma czelność twierdzić, że „denazyfikuje” Ukrainę. To kłamstwo. To po prostu cynizm. On o tym wie. I to jest również plugawe.

Prezydent Zełenski został demokratycznie wybrany. Jest Żydem. Rodzina jego ojca została wymordowana w nazistowskim Holokauście. A Putin, jak wszyscy wcześniejsi autokraci, ma czelność wierzyć, że siła czyni prawo.

W moim kraju były prezydent Abraham Lincoln wystąpił w duchu sprzeciwu, aby ocalić naszą Unię w czasie wojny domowej. Powiedział: „Miejmy wiarę, że to prawo daje nam siłę”. „Prawo daje nam siłę”.

I dziś znów miejmy tę wiarę. Wykorzystajmy siłę demokracji, aby udaremnić plany autokracji. Pamiętajmy, że obecna próba jest próbą wszech czasów.

Kreml chce przedstawić poszerzanie NATO jako projekt imperialny mający zdestabilizować Rosję. Nic bardziej mylnego. NATO to sojusz obronny. Nigdy nie dążył do zniszczenia Rosji.

W okresie poprzedzającym trwający kryzys Stany Zjednoczone i NATO wiele miesięcy pracowały, by Rosja podjęła działania w celu uniknięcia wojny. Spotkałem się z nim osobiście [z Putinem] i wiele razy rozmawiałem z nim przez telefon.

Raz po raz oferowaliśmy prawdziwą dyplomację i konkretne propozycje, aby wzmocnić europejskie bezpieczeństwo, zwiększyć przejrzystość i zbudować zaufanie po każdej stronie.

Ale na wszystkie te propozycje Rosja Putina reagowała brakiem zainteresowania wobec jakichkolwiek negocjacji, kłamstwami i ultimatum. Rosja od początku była nastawiona na przemoc.

Wiem, że nie wszyscy wierzyliście mnie i nam, kiedy powtarzaliśmy: „Oni przekroczą granicę. Oni zaatakują”.

[Putin] wielokrotnie zapewniał: „Nie jesteśmy zainteresowani wojną”. Gwarantował, że się nie ruszy.

Wielokrotnie mówił, że nie najedzie na Ukrainę.

Wielokrotnie powtarzał, że wojska rosyjskie wzdłuż granicy są tam w celach „szkoleniowych” – całe 180 tys. żołnierzy.

Nie ma po prostu żadnego uzasadnienia ani nie doszło do żadnej prowokacji, która wyjaśniałaby decyzję Rosji o podjęciu wojny. To przykład jednego z najstarszych ludzkich impulsów: użycia brutalnej siły i dezinformacji, by zaspokoić żądzę władzy absolutnej i kontroli.

To nic innego jak bezpośrednie wyzwanie rzucone opartemu na zasadach międzynarodowemu porządkowi ustanowionemu po zakończeniu II wojny światowej.

I grozi to powrotem do dziesięcioleci wojen, które spustoszyły Europę, zanim wprowadzono międzynarodowy porządek oparty na zasadach. Nie możemy do tego wracać. Nie możemy.

Bezprecedensowe sankcje

Powaga tej groźby sprawia, że reakcja Zachodu jest tak szybka, tak potężna, tak jednolita, bezprecedensowa i przytłaczająca.

Tylko szybkie i dotkliwe koszty mogą skłonić Rosję do zmiany kursu.

W kilka dni od inwazji Zachód wspólnie zastosował sankcje, aby zaszkodzić gospodarce Rosji.

Bank Centralny Rosji został zablokowany w światowych systemach finansowych, co uniemożliwia Kremlowi dostęp do funduszy wojennych, które Rosja ma rozproszone po całym świecie.

Uderzyliśmy w samo serce rosyjskiej gospodarki, zatrzymując import rosyjskiej energii do Stanów Zjednoczonych.

Do tej pory Stany Zjednoczone objęły sankcjami 140 rosyjskich oligarchów i członków ich rodzin, konfiskując ich nieuczciwie zdobyte majątki: jachty, luksusowe apartamenty, rezydencje.

Objęliśmy sankcjami ponad 400 rosyjskich urzędników państwowych, w tym głównych architektów tej wojny.

Ci urzędnicy i oligarchowie czerpali ogromne korzyści ze swoich korupcyjnych powiązań z Kremlem, a teraz muszą podzielić się bólem.

Działa również sektor prywatny. Ponad 400 prywatnych firm ponadnarodowych wycofało się z prowadzenia interesów w Rosji – całkowicie opuściło Rosję – od firm naftowych po sieć McDonald’s.

W wyniku tych bezprecedensowych sankcji rubel niemal natychmiast stracił swoją wartość. Za jednego dolara trzeba teraz zapłacić około 200 rubli. Gospodarka jest na drodze ku temu, by w najbliższych latach skurczyć się o połowę. A jeszcze przed tą inwazją rosyjska gospodarka zajmowała jedenaste miejsce na świecie. Wkrótce nie znajdzie się nawet w pierwszej dwudziestce na świecie.

Łącznie wszystkie te sankcje gospodarcze są nowym rodzajem ekonomicznej polityki państwowej, która może wyrządzić szkody dorównujące potędze militarnej.

Bronimy sojuszników z NATO

Te międzynarodowe sankcje osłabiają rosyjską siłę, jej zdolność do uzupełniania sił zbrojnych i zdolność do projekcji siły. Winę za to ponosi Putin, Władimir Putin, kropka.

Jednocześnie, oprócz tych sankcji gospodarczych, świat Zachodu zjednoczył się, by udzielić narodowi ukraińskiemu niewiarygodnej pomocy wojskowej, gospodarczej i humanitarnej.

W latach poprzedzających inwazję my, Amerykanie, wysłaliśmy na Ukrainę ponad 650 mln dolarów w postaci broni, w tym sprzętu przeciwlotniczego i przeciwpancernego.

Od czasu inwazji Ameryka przeznaczyła kolejne 1,35 mld dolarów na broń i amunicję.

A dzięki odwadze i męstwu narodu ukraińskiego sprzęt, jaki wysłaliśmy my i nasi partnerzy, został z druzgocącym skutkiem wykorzystany do obrony ukraińskiej ziemi i przestrzeni powietrznej. Nasi sojusznicy i partnerzy także się w to włączyli.

Ale jak już wyjaśniałem: siły amerykańskie są w Europie nie po to, by angażować się w konflikt z siłami rosyjskimi. Siły amerykańskie są tu po to, by bronić sojuszników z NATO.

Wczoraj spotkałem się z oddziałami żołnierzy, którzy służą u boku naszych polskich sojuszników, aby wzmacniać obronę frontową NATO. Powodem – chcemy, żeby to było jasne – jest ich ruch na Ukrainie: niech nikomu nie przyjdzie nawet do głowy, aby naruszyć choć jeden centymetr terytorium NATO.

Mamy święty obowiązek – na mocy Artykułu 5 – bronić każdego centymetra terytorium NATO z całą siłą naszej zbiorowej potęgi.

Widziałem łzy w oczach matek

Odwiedziłem dzisiaj Stadion Narodowy, gdzie tysiące ukraiń-skich uchodźców próbuje odpowiedzieć na najtrudniejsze pytania, jakie może zadać człowiek: „O Boże, co się ze mną stanie? Co się stanie z moją rodziną?”.

Widziałem łzy w oczach wielu matek, gdy je tuliłem; ich małe dzieci – ich małe dzieci, które nie wiedziały, czy się uśmiechać, czy płakać. Jedna mała dziewczynka powiedziała: „Panie prezydencie – mówiła trochę po angielsku – czy mojemu bratu i mojemu tatusiowi nic się nie stanie? Czy jeszcze ich zobaczę?”.

Bez swoich mężów, bez ojców, w wielu przypadkach bez swoich braci i sióstr, którzy zostali, aby walczyć za swój kraj.

Nie musiałem mówić w tym języku ani go rozumieć, żeby poczuć emocje – w ich oczach, w sposobie, w jaki chwytali mnie za rękę, a małe dzieci przylgnęły mi do nóg, błagając z rozpaczliwą nadzieją, żeby to wszystko było tymczasowe; z obawą, że być może już na zawsze będą z dala od swoich domów, z niemal dojmującym smutkiem, że to wszystko dzieje się od nowa.

Ale uderzyła mnie także hojność warszawian w tej sprawie – zresztą wszystkich Polaków – głębia ich współczucia, gotowość do wyciągnięcia ręki, otwarcia serca. Mówiłem o tym prezydentowi miasta. Przygotowują się oni do otwarcia serc i domów, aby po prostu pomóc. Chcę także podziękować mojemu przyjacielowi, wielkiemu amerykańskiemu szefowi kuchni, José Andrésowi, i jego zespołowi, który pomógł nakarmić tych, którzy tęsknią za wolnością.

Ale pomoc tym uchodźcom nie jest czymś, co Polska czy jakikolwiek inny naród powinien nieść sam. Wszystkie demokracje na świecie zobowiązane są do pomocy. Wszystkie. A naród ukraiński może liczyć na to, że Stany Zjednoczone z tego obowiązku się wywiążą.

Dwa dni temu ogłosiłem, że przyjmiemy 100 tys. ukraińskich uchodźców. Już teraz do Stanów Zjednoczonych przybywa tygodniowo 8 tys. osób innych narodowości.

Przekażemy blisko 300 mln dolarów na pomoc humanitarną, dostarczając dziesiątki tysięcy ton żywności, wody, leków i innych podstawowych artykułów.

W Brukseli oświadczyłem, że Stany Zjednoczone są gotowe przekazać dodatkowo ponad miliard dolarów na pomoc humanitarną.

Przedstawiciele Światowego Programu Żywnościowego [FAO] poinformowali nas, że pomimo poważnych przeszkód przynajmniej część pomocy dociera do głównych miast na Ukrainie, ale nie do Mariupola, ponieważ siły rosyjskie blokują dostawy pomocy.

Nie zaprzestaniemy jednak wysiłków na rzecz dostarczania pomocy humanitarnej wszędzie tam, gdzie jest ona potrzebna na Ukrainie, i ludziom, którym udało się stamtąd wydostać.

Rosja już przegrała

Bez względu na brutalność Władimira Putina niech nikt nie ma wątpliwości: ta wojna już teraz jest dla Rosji strategiczną porażką. Sam straciłem dzieci i wiem, że nie ma pocieszenia dla ludzi, którzy stracili rodziny.

Ale on, Putin, myślał, że Ukraińcy się poddadzą i nie będą walczyć. Widać nie jest zbyt dobrym znawcą historii. Zamiast tego siły rosyjskie spotkały się z odważnym i twardym oporem Ukraińców.

Zamiast złamać ukraińską determinację, brutalna taktyka Rosji ją wzmocniła.

Zamiast spowodować rozłam w NATO, przyczyniła się do tego, że Zachód stał się teraz silniejszy i bardziej zjednoczony niż kiedykolwiek.

Rosja chciała zmniejszyć obecność NATO na swojej granicy, a teraz ma tę obecność silniejszą, szerszą, z ponad 100 tys. amerykańskich żołnierzy tutaj, wraz ze wszystkimi innymi członkami NATO.

W rzeczywistości Rosji udało się spowodować coś, czego – jestem tego pewien – nigdy nie zamierzała: światowe demokracje odżyły dzięki celowi i jedności, które udało się osiągnąć w kilka miesięcy; kiedyś potrzebne do tego były lata.

I to nie tylko działania Rosji na Ukrainie przypominają nam o błogosławieństwie demokracji. Sama Rosja wtrąca do więzień swoich protestujących obywateli. Podobno wyjechało już stamtąd 200 tys. osób. To drenaż mózgów, opuszczanie Rosji. Zamykane są niezależne ośrodki informacyjne. Media państwowe uprawiają propagandę, blokują obrazy celów cywilnych, masowych grobów, taktyki głodowej sił rosyjskich na Ukrainie.

Czy można się dziwić, że – jak już powiedziałem – w ciągu miesiąca 200 tys. Rosjan opuściło swój kraj? To niezwykły drenaż mózgów w tak krótkim czasie, co skłania mnie do skierowania przesłania do narodu rosyjskiego:

Z rosyjskimi przywódcami współpracuję od dziesięcioleci. Siadałem przy stole negocjacyjnym naprzeciw premiera Związku Sowieckiego Aleksieja Kosygina, aby rozmawiać o kontroli zbrojeń w szczytowym okresie zimnej wojny.

Rosjanie, zawsze mówiłem do was bezpośrednio i szczerze.

Pozwólcie, że to powiem, jeśli jesteście w stanie tego wysłuchać: Wy, naród rosyjski, nie jesteście naszym wrogiem.

Nie uwierzę, że pochwalacie zabijanie niewinnych dzieci i dziadków, czy że akceptujecie to, że szpitale, szkoły, oddziały położnicze są – na miłość Boską – demolowane rosyjskimi pociskami i bombami, że miasta są otaczane, aby cywile nie mogli uciekać, że odcinane są dostawy, tak aby wziąć Ukraiń-ców głodem i zmusić ich do kapitulacji.

Miliony rodzin jest wypędzanych z domów, w tym połowa wszystkich ukraińskich dzieci. To nie są działania wielkiego narodu.

Ze wszystkich narodów, wy, naród rosyjski, jak również wszystkie narody w Europie, wciąż zachowujecie pamięć o tym, że byliście w podobnej sytuacji na przełomie lat 30. i 40. – podczas II wojny światowej. Ta pamięć jest nadal żywa w świadomości wielu starszych osób w tym regionie.

Bez względu na to, co przeżyło twoje pokolenie – czy doświadczyło oblężenia Leningradu, czy też słyszało o tym od rodziców i dziadków – dworce kolejowe przepełnione przerażonymi rodzinami uciekającymi ze swoich domów; noce w piwnicach i suterenach; poranki na gruzach własnych domów – to nie są wspomnienia z przeszłości. Już nie. Ponieważ dokładnie to samo robi teraz rosyjska armia na Ukrainie.

26 marca 2022 roku, zaledwie kilka dni wcześniej – byliście narodem XXI wieku z nadziejami i marzeniami, jakie ludzie na całym świecie żywią względem siebie i swoich rodzin.

Teraz agresja Władimira Putina odcięła was, Rosjanie, od reszty świata i cofnęła Rosję do XIX wieku.

Wy tacy nie jesteście. Nie na taką przyszłość zasługujecie. Nie na taką przyszłość zasługują wasze rodziny i dzieci. Mówię wam prawdę: ta wojna nie jest godna was, rosyjskiego narodu.

Putin może i musi zakończyć tę wojnę. Naród amerykański jest z wami i z odważnymi obywatelami Ukrainy, którzy pragną pokoju.

Nasz plan dla Europy

I moje przesłanie do reszty Europy: Ta nowa bitwa o wolność sprawia, że kilka kwestii stało się zupełnie jasnych.

Po pierwsze, Europa musi skończyć ze swoją zależnością od rosyjskich paliw kopalnych. A my, Stany Zjednoczone, w tym pomożemy. Dlatego właśnie wczoraj w Brukseli wraz z przewodniczącym Komisji Europejskiej ogłosiłem plan, który ma przeprowadzić Europę przez nagły kryzys energetyczny.

W dłuższej perspektywie – ze względu na bezpieczeństwo ekonomiczne, bezpieczeństwo narodowe oraz przetrwanie naszej planety – wszyscy musimy jak najszybciej przejść na czystą energię odnawialną. I wszyscy razem będziemy pracować, aby pomóc ten cel osiągnąć, tak aby skończyły się czasy, kiedy w zakresie swoich potrzeb energetycznych naród podporządkowuje się kaprysom tyrana. To musi się skończyć. To musi się skończyć.

I po drugie, musimy walczyć z korupcją płynącą z Kremla, tak aby dać narodowi rosyjskiemu uczciwą szansę.

I wreszcie, co najbardziej pilne, musimy utrzymać absolutną jedność wśród światowych demokracji.

Nie wystarczy z retorycznym rozmachem wypowiadać szlachetnych słów o demokracji, o wolności, równości i swobodzie. My wszyscy, także tu, w Polsce, musimy każdego dnia wykonywać ciężką pracę na rzecz demokracji. Także mój kraj.

To dlatego w tym tygodniu znowu przyjechałem do Europy z jasnym i zdecydowanym przesłaniem dla NATO, dla G7, dla Unii Europejskiej, dla wszystkich narodów miłujących wolność: Musimy się teraz zobowiązać do udziału w tej walce na długo. Musimy pozostać zjednoczeni dziś, jutro i pojutrze, a także w nadchodzących latach i dziesięcioleciach.

Nie będzie to łatwe. Będą koszty. Ale jest to cena, którą musimy zapłacić. Ponieważ ciemność, która napędza autokrację, w ostatecznym rozrachunku nie może równać się z płomieniem wolności, który rozpala dusze wolnych ludzi na całym świecie.

Historia raz po raz pokazuje, że to po najmroczniejszych momentach następuje największy postęp. I historia pokazuje, że jest to zadanie naszych czasów, zadanie tego pokolenia.

Pamiętajmy: uderzenie młotem, które obaliło mur berliński, siła, która zerwała żelazną kurtynę, nie były słowami jednego przywódcy; to byli Europejczycy, którzy przez dziesięciolecia walczyli o wolność.

Ich czysta odwaga otworzyła granicę między Austrią i Węgrami podczas pikniku paneuropejskiego. Podali sobie ręce w bałtyckim łańcuchu. Stanęli w obronie solidarności tu, w Polsce. Razem stanowili pewną i niezaprzeczalną siłę ludzi, której Związek Sowiecki nie dał rady się przeciwstawić.

I widzimy to dziś ponownie na przykładzie dzielnego narodu ukraińskiego, który pokazuje, że siła wielu jest większa aniżeli wola jakiegoś jednego dyktatora.

Niech zatem w tej godzinie równie jasno zapłoną dziś słowa Papieża Jana Pawła II: „Nigdy, przenigdy nie traćcie nadziei, nigdy nie wątpcie, nigdy się nie męczcie, nigdy nie zniechęcajcie. Nie lękajcie się”.

Dyktator zdeterminowany, by odbudować imperium, nigdy nie zdoła zatrzeć w ludziach umiłowania wolności. Brutalność nigdy nie zniszczy ich pragnienia bycia wolnymi. Ukraina nigdy nie będzie zwycięstwem Rosji – bo wolni ludzie nie chcą żyć w świecie beznadziei i ciemności.

Będziemy mieć inną przyszłość – przyszłość jaśniejszą, zakorzenioną w demokracji i zasadach, nadziei i świetle, przyszłość przyzwoitości i godności, wolności i możliwości.

Na litość Boską, ten człowiek nie może pozostać u władzy.

Niech was wszystkich Bóg błogosławi. I niech Bóg broni naszej wolności. I niech Bóg chroni nasze wojska. Dziękuję za cierpliwość. Dziękuję. Dziękuję. Dziękuję.


Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji. Źródło: www.whitehouse.gov.

Joe Biden, prezydent Stanów Zjednoczonych; tłum. Anna Bałaban

Nasz Dziennik