logo
logo

Zdjęcie: Katarzyna Cegielska/ Inne

Metan jest groźny z wielu powodów

Piątek, 22 kwietnia 2022 (16:02)

Aktualizacja: Piątek, 22 kwietnia 2022 (16:23)

Z Kazimierzem Grajcarkiem, działaczem „Solidarności”, emerytowanym przewodniczącym Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”, ratownikiem górniczym, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Po siedmiu wybuchach metanu w kopalni „Pniówek” w Pawłowicach dziś akcja ratownicza, która miała na celu dotarcie do poszkodowanych górników, została przerwana. Co dalej?

– Akcja ratownicza nie została przerwana, akcja cały czas trwa, natomiast do czasu ustabilizowania sytuacji wentylacyjnej zostały przerwane poszukiwana siedmiu górników, którzy ucierpieli wskutek środowych wybuchów metanu. Wszystko po to, żeby nie dopuścić do kolejnych niekontrolowanych wybuchów. Akcja polega teraz na otamowaniu miejsca wybuchu w podścianowym i nadścianowym chodniku. Prawdopodobnie do tego wyrobiska będzie wtłaczany azot po to, aby wyeliminować możliwość powstawania trójkąta wybuchowego. Azot niejako wypycha tlen, co powoduje, że metan nie tworzy mieszanki wybuchowej i palnej.  

Jaki los czeka teraz uwięzionych pod ziemią dwóch górników i pięciu ratowników górniczych?

– Byłem przez 15 lat czynnym ratownikiem górniczym, zresztą tym ratownikiem jest się do końca życia, i przystępując do akcji ratowniczej zawsze mówiliśmy, mówimy i będziemy mówić, że idziemy po żywych. Zawsze jest więc nadzieja, że idziemy po naszych kolegów – żywych, i akcja prowadzona także dzisiaj w kopalni „Pniówek” na tym właśnie polega. Zaangażowanie ratowników jest zawsze takie samo, choćby się domyślali, że osoby poszukiwane mogą nie żyć, to akcja jest prowadzona tak, jakby szli po żywych kolegów. Taka jest zasada.  

To jest bardzo piękne i to wyróżnia górników spośród innych zawodów, ale bieżąca sytuacja i informacja o wstrzymaniu poszukiwań to tragiczna wiadomość zwłaszcza dla rodzin uwięzionych pod ziemią górników.

– W czasie swojej służby ratowniczej widziałem takie akcje ratownicze – brałem w nich udział, gdzie wydawało się, że nie ma najmniejszych szans, aby człowiek mógł przeżyć, tymczasem okazywało się, że ludzie żyją. To już zależy od Pana Boga. Ratownicy zawsze mówią, że idą po żywych, bo zdarzały się przypadki, kiedy wszyscy skreślili uwięzionych pod ziemią, byli i tacy, którzy mówili, że nie opłaca się wydawać milionów złotych, bo ci górnicy i tak nie żyją. Tymczasem akcja była prowadzona nadal, choć koszty były naprawdę duże, ale okazywało się, że odnajdywano żywego górnika raz, drugi, trzeci. Nie znamy wyroków Bożej Opatrzności. Dlatego my, górnicy, zawsze mówimy, że idziemy po żywych, i nie dopuszczamy takiej możliwości, że kończymy akcję i zostawiamy na dole tych ludzi, bo komuś się wydaje, że nie żyją. Tak nie jest i nie będzie. Ratownictwo górnicze zawsze tak działało – od początku swojego istnienia, a istnieje już ponad sto lat.

Dlaczego metan jest tak groźny w górnictwie?  

– Metan jest groźny z kilku powodów. Po pierwsze nie ma zapachu, a więc nie jest wyczuwalny przez człowieka, po drugie jest lżejszy od powietrza i unosi się pod stropem – pod sufitem. Człowiek – górnik, który porusza się w chodniku, normalnie oddycha i nie wie, że nad jego głową unosi, tworzy się lont metanowy. Metan zostaje wyparty przez powietrze ze zrobów, z wyrobisk i unosi się w górę. Kiedy jest go nadmiar – od 3-12 proc. metanu w powietrzu, to łączy się z tlenem, tworząc mieszankę wybuchową. Powyżej tej skali metan nie jest już wybuchowy, nie powoduje skutków dynamicznych, ale jest ciągle palny. Unosząc się pod stropem, powoli wypycha tlen, co może doprowadzić do tego, że człowiek – mówiąc oględnie – zasypia. Tak się dzieje, jeśli nie ma inicjacji wybuchowej, nie ma przyczyny, która zainicjuje wybuch lub pożar metanu. Jednak może też nastąpić pożar endogeniczny, czyli tzw. samozapłon węgla, i kiedy lont metanowy dojdzie do źródła ognia, to natychmiast następuje wybuch albo pożar – w zależności od stężenia mieszanki, jaka się tam znajduje. Przyczyną wybuchu może być także iskra pochodząca z urządzeń górniczych bądź z urządzeń elektrycznych w kopalni.

Czy można temu jakoś zapobiec?

– Żeby temu zapobiec, w newralgicznych punktach – tam gdzie można zmierzyć stężenie metanu – są rozstawione czujniki metanometryczne sygnalizujące obecność metanu. Są one bezpośrednio połączone z dyspozytorem metanometrii w kopalniach eksploatujących pokłady o dużym zagęszczeniu i zagrożeniu wybuchem metanu. I to jest jakby jedna sprawa, a druga to jest system, który w takich sytuacjach – bez ingerencji człowieka – automatycznie wyłącza dopływ prądu na całym odcinku wydobywczym. Zatem maszyny stają, nie można ich uruchomić, słychać też sygnały dźwiękowe lub świetlne i wówczas górnicy wiedzą, że należy się wycofać z zagrożonego terenu.

Czym różnią się akcje ratownicze w kopalniach metanowych od akcji w innych kopalniach?

– W kopalniach metanowych akcje prowadzi się nawet po tąpnięciu. Różnica jest taka, że w kopalni niemetanowej po tąpnięciu gaz się nie wydobywa i ratownicy walczą, próbując pomóc górnikom, którzy zostali odcięci. Natomiast w kopalni tzw. metanowej sytuacja jest zgoła inna, mianowicie za tąpnięciem idzie emisja metanu i wtedy należy zwracać na to szczególną uwagę – używać odpowiednich narzędzi, jak chociażby przecinaków, młotów czy pił itd., które po uderzeniu nie tworzą iskry. Oczywiście cały czas w takim rejonie mierzony jest poziom metanu i ratownicy biorący udział w akcji są w specjalnych kombinezonach ratowniczych, wyposażeni w aparaty tlenowe. Jeśli poziom metanu przekracza dopuszczalne normy, należy wstrzymać akcję i ustabilizować poziom metanu.

Czy takim nieszczęśliwym zdarzeniom pod ziemią jak to w kopalni „Pniówek” w Pawłowicach można zapobiegać, czy można je przewidywać?

– Niemal każdemu tego typu zdarzeniu można zapobiec, oczywiście nie wszystkim, bo są sytuacje, na które nie mamy wpływu, i takimi właśnie są tąpnięcia. Oczywiście nauka idzie cały czas do przodu, dlatego prowadzone są różne odwierty, przedwierty, gdzie za pomocą odpowiednich urządzeń – czujników, które się kurczą, badane jest zagrożenie, i wtedy wiadomo, że w danym rejonie może dojść do zawału. Jednak te badania cały czas trwają i kiedy ich wyniki zostaną zastosowane w praktyce, to wówczas praca górników będzie bardziej bezpieczna. Natomiast jeśli chodzi o metan, to tutaj sprawa wydaje się stosunkowo prosta, bo jeśli mamy do czynienia ze złożem metanowym, to zanim zaczniemy urabiać ścianę czy przodek, to robimy odwierty, gdzie wsuwane są rury ssące i za pomocą odpowiednich urządzeń ze złoża usuwany jest metan. Trafia on na powierzchnię, gdzie jest wychwytywany i sprzedawany na potrzeby zakładów chemicznych – przede wszystkim zaś do rafinerii. Czyli zabezpieczenia są.

A mimo to dochodzi do tragicznych wypadków?

– Natura wciąż jest nieprzewidywalna. Do tragicznych wypadków, katastrof górniczych dochodzi z wielu różnych przyczyn. Jedną z takich przyczyn jest to, że bańki metanu znajdują się nie w złożu, tylko nad złożem. Kiedy następują mikropęknięcia czy mikrotąpnięcia, to wówczas bańka z metanem się otwiera i następuje tzw. wyrzut metanu, czego nie da się określić – zwłaszcza kiedy maszyny i urządzenia wydobywcze pracują, są w ruchu. Taka sama sytuacja może się wydarzyć wtedy, kiedy prowadzimy odwierty na ścianie, ale nie wiercimy otworu obok otworu, zdarza się więc, że czasami przewiercamy obok bańki, w której znajduje się metan. Trzecim takim nieszczęśliwym przypadkiem jest to – i na to zwracamy szczególną uwagę, dlatego też są czynione różnego rodzaju otamowania – że metan wydobywa się w tzw. zrobach, czyli w miejscach, gdzie po wydobyciu już nie ma węgla, tylko jest rumowisko, gdzie bardzo często gromadzi się metan. Oczywiście są różnego rodzaju urządzenia, które w takie rejony wdmuchują powietrze, żeby jak najbardziej rozrzedzić metan, są także czujniki w zrobach, które są szczegółowo kontrolowane, ale mimo to bywa tak – i to już zależy od natury – że ciśnienie atmosferyczne, które jest w takich miejscach, pozwala na trzymanie metanu w zrobach. Kiedy zaś nastąpi obniżenie ciśnienia, to wyższe ciśnienie z tyłu za wyrobiskiem wypycha ten metan do chodnika czy ściany do oddziałów urabiających.

             Dziękuję za rozmowę.            

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl