logo
logo

Zdjęcie: E.Sądej/ Nasz Dziennik

Pluralizm jak w PRL

Piątek, 1 marca 2013 (02:03)

Polski rynek telewizyjny jest zdominowany przez trzy wielkie grupy medialne, które obsługują głównie dyskurs wewnątrzpartyjny, omijając ważne tematy społeczne. Mimo to jest pluralistyczny – tak przynajmniej wynika z raportu przygotowanego na zlecenie KRRiT.

Polski rynek telewizyjny wykazuje wysoki poziom konsolidacji, prym wiodą na nim bezapelacyjnie trzy wielkie grupy medialne: TVP SA (33,73 proc. udziału w rynku publiczności), TVN SA (19,99 proc.) oraz Telewizja Polsat (17,83 proc.). Łącznie – 71,55 proc. rynku.

Krajowa Rada, która przygotowuje się właśnie do rozstrzygnięcia konkursu na ostatnie cztery miejsca na pierwszym naziemnym multipleksie cyfrowym, opublikowała na swoich stronach internetowych przygotowany na jej zlecenie raport na temat oceny pluralizmu na rynku telewizyjnym w Polsce, wykonany przez Centrum Badań Marketingowych Indicator pod kierownictwem prof. Jana Garlickiego.

Zdominowanie rynku przez trzy silne grupy pozostaje, zdaniem autorów raportu, bez wpływu na pluralizm w przestrzeni medialnej. Potentaci, między którymi trwa ostra rywalizacja o widza i reklamę, skrupulatnie przestrzegają zasad pluralizmu, bo… dopuszczają na antenę polityków wszystkich opcji politycznych.

Nad wszystkim zaś czuwa KRRiT, która dba o realizację misji w telewizji publicznej i wypełnianie warunków koncesji przez media komercyjne – taki oto obraz wyłania się z raportu. Słowem, pełna sielanka.

Raport nie wyjaśnia, skąd wzięły się miliony ludzi na ulicach maszerujących w obronie Telewizji Trwam i piszących do KRRiT o przyznanie tej Telewizji koncesji. Jedyny zarzut raportu pod adresem stacji telewizyjnych to ich nadmierna koncentracja na bieżących sporach wewnątrzpartyjnych i eventach politycznych, przy całkowitym braku dyskursu na tematy ważne ze społecznego punktu widzenia.

Raport omija szerokim łukiem analizę faktycznego pluralizmu światopoglądowego w sferze medialnej. Nie zajmuje się tym, że w katolickiej Polsce zestaw wartości chrześcijańskich jest celowo marginalizowany w debacie przez wszystkie największe telewizje, łącznie z telewizją publiczną, a przedstawiciele np. organizacji broniących życia nienarodzonych, jeśli już dostają się na antenę, to rzadko i tylko w audycjach niszowych, w czasie niskiej oglądalności. Raport zajmuje się wyłącznie badaniem „pluralizmu politycznego”, dodatkowo jeszcze zawężając to kryterium.

„Pluralizm polityczny w mediach rozumiany jest jako zapewnienie sprawiedliwej i różnorodnej obecności oraz stwarzanie możliwości komunikacji różnym grupom politycznym i ideologicznym” – czytamy na wstępie analizy autorstwa dr. Olgierda Annusewicza.

Oznacza to, według autora, dostęp różnych grup społecznych i politycznych do mediów oraz obecność ich idei i poglądów w przestrzeni medialnej. Jednak Annusewicz, jak przyznaje, zdecydował się zawęzić analizę do badania „pluralizmu partyjnego”, tj. obecności polityków różnych opcji na antenie, oraz pluralizmu podejmowanej tematyki.

Rozmaitość światopoglądów i idei wyrażanych w programach telewizyjnych pominął, tłumacząc, iż „uznano, że na polskiej scenie politycznej reprezentowane są wszystkie główne idee polityczne i znajdują one swą reprezentację partyjną”. Słowem, wystarczy policzyć gadające głowy z poszczególnych partii i „mamy w mediach pełen pluralizm światopoglądowy”. „Pluralizm polityczny” w raporcie dziwnie przypomina demokrację „socjalistyczną” w odezwach PZPR. Kto zdecydował o takim zmanipulowaniu raportu? Zamawiająca go Krajowa Rada czy autor analizy?

Małgorzata Goss

Nasz Dziennik