Solidarna Polska w czasie najbliższego posiedzenia Rady Ministrów zaproponuje zawieszenie składki płaconej przez Polskę do Unii Europejskiej. Pieniądze te miałyby być przeznaczone na pomoc uchodźcom. To konieczne?
– Komisja Europejska jest głucha na apele i pisma poszczególnych ministrów. Pomagamy Ukraińcom, ale ktoś ich pobyt w naszym kraju musi sfinansować. Bruksela milczy lub też podejmuje pozorowane działania. My natomiast mamy bardzo dobrą pamięć. W przeszłości, gdy miliony osób z Bliskiego Wschodu ruszyło w kierunku Europy, Komisja Europejska potrafiła bardzo szybko znaleźć środki na wsparcie Turcji. Co raz organizowano szczyty i próbowano przekonywać kolejne kraje UE do tego, aby szeroko zaangażowały się w rozwiązanie kryzysu uchodźców. Każdy kraj musiał deklarować konkretne i bardzo duże kwoty, które przeznaczał na ten cel. Teraz mamy do czynienia z kryzysem, który ma miejsce przy granicy UE i który bardzo mocno dotyka kraj członkowski. Wszystkie działania, które teraz podejmuje Komisja Europejska, są bardzo interesujące, ale na poziomie werbalnym. Doceniam to, że komisarze litują się nad losem milionów Ukraińców, którzy porzucili swoje domy i uciekli do Polski czy innych krajów naszego regionu. Ale za łzami powinny iść czyny. Nie potrzebujemy słów wsparcia, gdy nie robi się nic do uruchomienia mechanizmów solidarnościowych. Polska jest krajem dotkniętym wojną rosyjsko-ukraińską. Ratujemy miliony uchodźców i dalej będziemy to robić. I uwaga – tego nic nie zmieni! Taką mamy naturę, pomoc pokrzywdzonym mamy wpisane w kod DNA, to jest część polskości. To nie są sztucznie sprowadzeni turyści nasyłani przez służby wrogich nam państw, żeby organizowali prowokacje na granicy. To osoby, które zostały poszkodowane przez wojnę, w dodatku – są to nasi sąsiedzi. Skoro Komisja Europejska nie reaguje, to potrzebny jest mocny sygnał, który wybudzi ją ze snu. Polska musi postawić tę sprawę bardzo twardo, bo jest to w interesie całej Europy.
A czy to dodatkowo nie zaogni relacji z Brukselą?
– To nie jest problem, który należy rozpatrywać w kategoriach zaogniania sporu lub nie. To jest akt stanięcia w prawdzie, wzbudzenia refleksji wśród tych, którzy w sposób realny decydują o przyszłości Europy. Dotychczasowe nastawienie, uległość i uprzejmość sprawiały, że Komisja Europejska jeszcze dalej posuwała się w swoich żądaniach. Oni już twierdzą, że mogą nam dyktować, jak mamy żyć, czym mamy się kierować, jak mamy wychowywać swoje dzieci i wnuki. Przy tym nie liczą się z nikim i niczym. Przykładem tego jest chociażby idea „Europejskiego zielonego ładu” czy promowanie zasad rewolucji seksualnej i kulturowej. To, że wstrzymywaliśmy się, że rezygnowaliśmy z reform, to nie spowodowało refleksji po stronie Komisji Europejskiej. Podobne problemy mieli swego czasu Hiszpanie. Był taki okres w historii integracji europejskiej, że Madryt stwierdził, że nie jest w stanie inaczej bronić swoich racji niż tylko poprzez twarde artykułowanie żądań i korzystanie z całego wachlarza możliwości prawnych, które daje im unijne prawo. Nie bali się korzystać też z weta. A byli bardzo podobnie traktowani jak teraz Polska. I w momencie gdy Hiszpanie zrezygnowali z polityki ustępstw, to zaczęto się z nimi liczyć.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

