logo
logo

Zdjęcie: M.Borawski/ Nasz Dziennik

Konary w lakierze

Sobota, 2 marca 2013 (02:05)

Ze smoleńskiej brzozy wydobyto prawie 40 kawałków metalu. Najdłuższy ma 11 centymetrów – dowiedział się „Nasz Dziennik”. Prokuratura obiecuje, że biegli przyjrzą się nie tylko temu, co stało się w pobliżu brzozy 10 kwietnia 2010 r., ale i jej późniejszym losom.

 

Polski prokurator wojskowy razem z grupą siedmiu ekspertów mechanoskopii i fizykochemii Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji zakończył badania ściętych fragmentów brzozy, o którą – według oficjalnych raportów – miał uderzyć Tu-154M, tracąc fragment lewego skrzydła.

Miało to być bezpośrednią przyczyną utraty sterowności i ostatecznej katastrofy. Polska ekipa jest w Moskwie od dwóch tygodni, w poniedziałek przyjedzie na kilka dni do Smoleńska.

– Wykonane zostały wszystkie zaplanowane czynności określone we wniosku o pomoc prawną, polegające przede wszystkim na oględzinach zabezpieczonych elementów drzewa. Zostały wykonane repliki silikonowe darć i cięć widocznych na zabezpieczonych kawałkach drzewa. Wykonana została dokumentacja fotograficzna, zabezpieczono metalowe fragmenty i powłoki lakierowe znajdujące się na tych kawałkach drzewa – mówi „Naszemu Dziennikowi” prokurator referent śledztwa smoleńskiego ppłk Karol Kopczyk.

Fizykochemicy wykonali też tzw. ekstrakty, które zostaną poddane badaniu już w Polsce. Dotyczy to i metalowych elementów, i drewna. To technika badania kryminalistycznego polegająca na przemyciu badanego przedmiotu specjalnym rozpuszczalnikiem. Ściekającą ciecz zbiera się do pojemnika i zabezpiecza do dalszych badań.

Tak postąpiono zarówno z kawałkami drewna, jak i metalu. Oprócz dwóch dużych pni o długości 156 cm z obu stron miejsca ścięcia drzewa biegli mają do dyspozycji mniejsze gałęzie. Poza silikonowym odlewem z tzw. materiału pierwotnego, czyli konarów brzozy i kawałków metalu, pobrano próbki, które trafią do Polski.

Reszta zabezpieczonego materiału zostaje na razie w Rosji. Równolegle z badaniami naszych ekspertów podobne czynności wykonują rosyjscy specjaliści analogicznych dziedzin pracujący dla Komitetu Śledczego.

– Zdziwiła mnie duża ilość elementów metalowych. Będą badane, czy pochodzą z samolotu, czy są skąd indziej. Jest duża ilość fragmentów lakieru koloru białego i mniej koloru czerwonego – relacjonuje prokurator Kopczyk.

Jest to około 40 fragmentów metalu, mają one nieregularny kształt. Największy ma długość około 11 centymetrów. Kopczyk zapewnia, że dołożono starań, żeby nie dochodziło do żadnej nieuprawnionej ingerencji w materiał dowodowy przechowywany w jednej z moskiewskich siedzib Komitetu Śledczego.

Na każdy worek z próbkami naklejona jest metryczka z podpisami polskiego prokuratora i ekspertów. Codziennie rano była sprawdzana i zrywana, a po zakończeniu pracy ponownie zabezpieczała zamknięcie. Część materiału jest w specjalnych „bezpiecznych kopertach”, również pomieszczenie jest zamykane i plombowane pieczęcią polskiego prokuratora.

Budynek, w którym mieści się Główny Zarząd Kryminalistyki Komitetu, należy do niedawno przekazanych tej instytucji. W ubiegłym roku głośna była sprawa braku odpowiednich pomieszczeń w Moskwie dla prowadzenia śledztw. Oficerowie musieli pracować w tymczasowych pomieszczeniach biurowych wynajmowanych od różnych firm. Narzekali nie tylko na niewygodę, ciasnotę i brak odpowiedniego wyposażenia, ale także na urągające zasadom ochrony informacji i tajemnicy służbowej formy chronienia obiektów, braku systemu przepustek itp.

Także gmach, w którym przechowywana jest brzoza (Okrużnoj Projezd 19 we wschodniej części miasta), Komitet Śledczy użytkuje tylko w części. Powierzchnię wynajmuje od właściciela całości. Jest nim powiązana z budżetem spółka zajmująca się techniką budowy i eksploatacji rurociągów oraz innych inwestycji sektora paliwowo-energetycznego.

Oficerowie śledczy skarżyli się do niedawna rosyjskiej prasie, że korzystają z cywilnej linii telefonicznej, którą zarządza komercyjna spółka. W ten sposób postronne osoby z łatwością mogą podłączyć się i choćby przypadkiem dowiedzieć, kto jest wzywany na przesłuchanie albo jakie czynności planują śledczy – zauważa portal Lifenews.ru. Obie instytucje zajmują się strategicznymi dla rosyjskiej władzy problemami, chociaż w zupełnie innych sferach.

Losy brzozy pod lupą

Rozważanie o odpowiednim chronieniu brzozy przed jakąś ingerencją wydaje się tak czy inaczej nieco bezprzedmiotowe. Do momentu zabezpieczenia fragmentów drzewa 11 października ubiegłego roku minęło od katastrofy dwa i pół roku.

Prokurator Kopczyk obiecuje, że biegli przyjrzą się nie tylko temu, co stało się w pobliżu brzozy 10 kwietnia 2010 r., ale i jej późniejszym losom, gdy drzewo nie było dostępne praktycznie dla wszystkich i można było łatwo ukrywać i fabrykować wciśnięte w nie dowody.

– Po to została wykonana szczegółowa dokumentacja zarówno fotograficzna, jak i pomiarowa oraz odlewy, aby eksperci mogli stwierdzić, czy fragment A pasuje do fragmentu B, czy uszkodzenia fragmentu A pasują do uszkodzeń fragmentu B – tłumaczy.

Teraz ekipa przenosi się do Smoleńska. Mają czynności zaplanowane na dwa dni: poniedziałek i wtorek. Mogą się one jednak przedłużyć, jeżeli pogoda nie pozwoli na pracę w otwartym terenie.

Jak widać, wiata nad wrakiem nie jest najlepszym zabezpieczeniem przed wpływami atmosferycznymi. Chociaż Rosjanie uważają, że z początkiem marca rozpoczyna się wiosna, to prognozy nie są optymistyczne. Pierwszego dnia temperatura w Smoleńsku spadnie w dzień do -7 st., a drugiego – do -16 st. C przy wietrze powyżej 6 m/s. Na szczęście ma nie być opadów.

Celem jest pobranie materiału porównawczego w celu stwierdzenia, czy pobrane fragmenty metalowe pochodzą z samolotu, którego wrak znajduje się w Smoleńsku. Kopczyk zapewnia, że biegli są w stanie dać wiarygodną odpowiedź na to pytanie i wiele innych stawianych przez prokuratorów. – Ufam ekspertom. Po to ich powołałem – mówi ppłk Kopczyk pytany o możliwe manipulacje materiałem dowodowym po katastrofie.

Piotr Falkowski, Moskwa

Nasz Dziennik