W publicznym Radiu dla Ciebie w skandaliczny sposób podjęto temat żołnierzy wyklętych, zrównując ich z bandytami. Doktor Marcin Zaremba z Uniwersytetu Warszawskiego wypowiadał się przez kilka minut o żołnierzach niezłomnych, posługując się retoryką podobną do tej stosowanej względem nich w latach 50.
1 marca 2013 r., w dniu państwowego święta żołnierzy wyklętych, Radio dla Ciebie (RdC) w programie redaktora Damiana Gadomskiego zaprosiło słuchaczy do debaty na temat żołnierzy, którzy nie złożyli po wojnie broni, lecz walczyli dalej z komunistycznym okupantem. Czy żołnierze wyklęci byli bandytami czy bohaterami? – brzmiał temat popołudniowej dyskusji w RdC.
Skandaliczne było samo stawianie takiego pytania w dniu święta katowanych i mordowanych przez komunistów, a potem przez dziesiątki lat prześladowanych polskich żołnierzy niezłomnych. Jednakże to, co zaprezentowali niektórzy goście i słuchacze RdC, przeszło wszelkie oczekiwania – informuje portal Prawy.pl.
Doktor Marcin Zaremba z Instytutu Historii Uniwersytetu Warszawskiego przez kilka minut odmieniał przez wszystkie przypadki słowo „bandyci” w odniesieniu do żołnierzy wyklętych.
Jak informuje portal prawy.pl, Zaremba wypowiadał się przez kilka minut o żołnierzach niezłomnych, posługując się podobną retoryką do tej stosowanej względem nich w latach 50.
– Ja bym nie budował jakiegoś mitu żołnierzy wyklętych, tylko wskazywał na trudności, z jakimi oni się zetknęli. Z jednej strony liczyli na to, że wybuchnie trzecia wojna, na to, że przyjdą tu zaraz Anglosasi i nas wyzwolą. Musieli przetrwać w lesie zimą, wiosną, kiedy nie ma jedzenia. Z drugiej strony każda wojna prowadzi do demoralizacji. W tym sensie można ich nazywać także ofiarami tej wojny. Tak samo jak po wojnie secesyjnej mamy mnóstwo ludzi, którzy na Dzikim Zachodzie wykorzystują swoją umiejętność użycia kolta, tak samo tutaj pojawili się tacy ludzie, którzy nic innego nie umieli zrobić albo niewiele poza złożeniem karabinu i oddaniem z niego strzału i użyciem kolby, żeby komuś przyłożyć – charakteryzował żołnierzy niezłomnych.
W tym momencie – podaje portal prawy.pl - prowadzący (red. Gadomski) nieśmiało wtrącił, że być może powojenne działania zbrojne żołnierzy AK czy NSZ były jedynie odwetem „za brutalność aparatu represji komunistów”. – Myślę, że gdyby nie było tego aparatu represji, gdyby wrócił Anders i rząd polski w Londynie, to problem bandytyzmu i tak by istniał – skwitował dr Zaremba.
– Bez wątpienia sytuacja przegranej i klęski, frustracji z tym związanej, ciągłych represji wzmagała radykalizm i trzymała tych ludzi w lesie. Jak powiedziałem na początku, mieliśmy do czynienia z autentyczną plagą przestępczości, która nie miała jednego źródła i nie wynikała tylko z tego, że UB szaleje i ludzie wsadzani są do więzień, aresztowani, bici i rozstrzeliwani – puentował.
Na szczęście spotkało się to z reakcją jednego ze słuchaczy RdC, pana Andrzeja.
– Mocno jestem zszokowany wypowiedzią człowieka, który jest historykiem z tytułem naukowym, który mówi, że żołnierze wyklęci byli ludźmi nieumiejącymi nic zrobić. Kim był dla niego więc absolwent wyszkolenia kawalerii w Grudziądzu major Szendzielarz „Łupaszko”, dyplomowany oficer, dwukrotny kawaler Orderu Virtuti Militari. Czy to był człowiek, który nie potrafił nic zrobić? Wydaje się, że był wybitnym dowódcą. Inny przykład, pułkownik Łukasz Ciepliński „Pług”, którego „świadectwem demoralizacji” mogą być grypsy więzienne, w których pisał m.in. do swojego synka: „Andrzejku kochany, wymodlony, piszę do Ciebie, bo niedługo zostanę zamordowany. Ale cieszę się, bo mogę oddać życie za Polskę; mogę oddać życie za świętą wiarę katolicką”. A może zdemoralizowana była 17-letnia dziewczyna Danka Siedzikówna „Inka”, która w ostatnim grypsie do domu pisze: „Powiedzcie babci, że zachowałam się, jak trzeba”? Miałem zaszczyt znać ostatnich żołnierzy wyklętych. W normalnym państwie byliby to ludzie, którzy chodziliby w glorii, dumnie na piersiach nosząc ordery. Dzisiaj pierwszy lepszy historyk może szargać ich pamięć, co wydaje się szczególnie okrutne w dniu dzisiejszym, w dniu, kiedy czcimy ich pamięć. To jest bardzo bolesne – powiedział pan Andrzej, którego cytuje prawy.pl.

