Jak podsumować sobotnią konwencję Platformy, wystąpienie lidera partii Donalda Tuska, i dlaczego Radom?
– Donald Tusk, zwołując Platformę do Radomia, chciał poruszyć opozycję – to po pierwsze. Nieprzypadkowo na miejsce tej konwencji wybrał Radom. To miało być nawiązanie do robotniczych protestów – wydarzeń radomskich z czerwca 1976 roku – przeciwko drastycznym podwyżkom cen żywności. Zresztą Tusk wcale tego nie krył – wręcz podkreślał, że Radom ’76 i Radom 2022 to te same czasy. Stąd mówił o drożyźnie, że władza pogardza ludźmi itd. Niesamowity skrót myślowy, ogromna manipulacja. Polacy wiedzą, czym był Radomski Czerwiec ’76, a Tusk nie przedstawił żadnych merytorycznych argumentów, za to próbował manipulować opinią publiczną. Z daleka raziło to naciąganiem.
Porównanie dzisiejszych czasów do Czerwca ’76 jest policzkiem, wręcz pogardą wobec tych robotników, którzy w czerwcu 1976 roku wyszli na ulice m.in. Radomia, narażając swoje życie. To cyniczne wykorzystanie ludzi przez Tuska. Zaczął od cynizmu, stawiając znak równości między Polską 2022 a Polską 1976 roku, a to jest policzek wymierzony Polsce i Polakom. Zatem Radom został wybrany nieprzypadkowo, ale narracja Tuska była nieczytelna i abstrakcyjna także dla młodzieży.
Donald Tusk w swoim przemówieniu szafował słowem „drożyzna”…
– W swojej opowieści o tym, jak to jeżdżąc po kraju, spotykał się z Polakami, mówił, że wie, jakie są problemy ludzi, co więcej, wskazywał, że są to ofiary rządów Zjednoczonej Prawicy, którym władza pluje w twarz. Świadomie używał takich zwrotów, jak: drożyzna benzyny, drożyzna energii, kryzys, inflacja, pytając, co się takiego stało, że jest drożyzna, że po przejęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość w 2015 roku doszliśmy do tak wysokiego poziomu inflacji. Co ciekawe, w uzasadnieniu kryzysu z ust szefa Platformy nie padły takie słowa jak: kryzys światowy, covid i dwa lata zastoju gospodarczego na świecie, sytuacja na granicy polsko-białoruskiej, kryzys energetyczny czy napaść Rosji na Ukrainę.
Skoro za rządów PiS jest tak źle – jak twierdzi Donald Tusk – to jaki program dla Polski ma Platforma?
– Gdyby nie krytyka PiS-u, to Tusk nie miałby o czym mówić. Zatem tu nie chodzi o program, bo jak niedawno stwierdziła Izabela Leszczyna, program pokażą po wygranych wyborach. Przez całe przemówienie Tuska czekałem na receptę, bo skoro ceny paliw, energii są wysokie, żywność jest droga, to co Platforma chce z tym zrobić. Tego jednak nie było, natomiast był atak na spółki Skarbu Państwa, na PKN Orlen i prezesa Obajtka, którego Tusk obarczył winą za ceny paliw. Donald Tusk chwalił się swoimi rządami i niską inflacją, a jako receptę wskazał okrągłe, nic nieznaczące słówka: kompetencję, przyzwoitość i usunięcie z funkcji prezesa Narodowego Banku Polskiego prof. Glapińskiego – jak stwierdził – nielegalnie wybranego na to stanowisko, którego on [Tusk], jak Platforma przejmie rządy w Polsce, wyprowadzi z NBP.
Co oznacza stwierdzenie Tuska, że ulica może być receptą na zmianę władzy w Polsce?
– Ze strony Tuska pojawia się obraz Polski w zapaści. Mamy chęć odzyskania władzy za wszelką cenę, stąd stwierdzenie, że kiedy „skończy się PiS, skończy się też drożyzna”. Według niego sytuacja jest tak zła, że wymaga rewolucji, a receptą ma być ulica, bo jak inaczej interpretować jego słowa, że „przyjdzie taki moment, że na ulicy też się zorganizujemy, jeśli ta władza nie zniknie”. Widać, że tak jak w Radomiu w czerwcu 1976 roku robotnicy wyszli na ulice, tak dzisiaj – jeśli dalej będzie kryzys – ulica ma być odpowiedzią na to, co się dzieje. Mamy zatem kolejny raz wyraźne nawiązanie do robotniczych protestów w 1976 roku. Jednak ciągle nie ma żadnych konkretów, programu – poza obaleniem rządu Zjednoczonej Prawicy. Słyszymy, jak to jest źle, ale nie ma wskazania, że jeśli Platforma dojdzie do władzy, zrobi to i to, żeby poprawić sytuację i byt Polaków. Jedyny konkret, jaki się pojawia, to informacja, że jeśli Tusk ze swoją ekipą będzie rządzić w Polsce, to z NBP zostanie wyprowadzony prezes Glapiński.
Co powoduje, że Tusk tak wiele uwagi poświęca prezesowi Glapińskiemu?
– Co ciekawe, Tusk w swojej zapalczywości zaczął nawet cytować słowa prezesa Glapińskiego, które pojawiły się dwa lata temu, półtora roku, osiem miesięcy temu, odnośnie do inflacji, który mówił wtedy, że nie grozi nam inflacja. Tylko że prof. Glapiński mówiąc to w ówczesnym czasie, miał rację. Nie był przecież prorokiem, który przewidziałby, dajmy na to, w listopadzie 2021 roku, że będziemy mieli światowy kryzys energetyczny, że wybuchnie wojna na Ukrainie, w którą de facto zaangażowane jest całe NATO i Unia Europejska. Kto mógł przewidzieć, że zła sytuacja po covidzie na skutek wojny jeszcze bardziej się pogłębi?
Tymczasem Tusk, który w końcu powinien mieć doświadczenie po latach bycia premierem, oczekuje od prezesa NBP zdolności wróżbiarskich. To jest niepoważne i ośmiesza nie prof. Glapińskiego, ale Tuska.
Do czego zatem zachęca Donald Tusk?
– Do bojkotu i obalenia demokratycznie wybranej władzy. To jest nic innego jak gangsterka polityczna. Tusk nie ma argumentów do rzeczowej polemiki, dlatego chce prowokować, rozjuszać, nastawiać ludzi przeciwko sobie. Dyskusja, walka polityczna musi się odbywać w granicach prawa i mieć na celu dobro Polski. Tu mamy jedynie próby rozedrgania nastrojów społecznych. Czyli nie pada żaden konkret, jak uzdrowić sytuację w Polsce, nie ma żadnego merytorycznego planu, który Platforma chciałaby zrealizować po dojściu do władzy. Owszem, pojawia się mityczne „mamy program” np. walki z drożyzną, ale żadnych konkretów nie widać, za to pada zapewnienie, że Platforma i Tusk są gotowi do przejęcia władzy.
Wróg dla Platformy jest jeden – tym wrogiem jest PiS, prezes Kaczyński i premier Morawiecki – stąd w wystąpieniu Tuska, już tradycyjnie zresztą, były ataki na tych właśnie polityków. Platforma nie ma kompletnie żadnego pomysłu na Polskę poza emocjami, poza budowaniem atmosfery nienawiści. Co więcej, Donald Tusk tak bardzo ma w głowie przejęcie, odebranie władzy PiS-owi, że nie ma dla niego znaczenia, jak poważna jest sytuacja geopolityczna, gospodarcza na świecie i w Polsce. Tusk zachowuje się tak, jakby Polska była bezludną wyspą i to, co się dzieje wokół, zupełnie nas nie dotyczyło. To wystąpienie Tuska, Trzaskowskiego i ich politycznych kompanów można skwitować zdaniem: nie chcecie mieć inflacji, wysokich cen, kryzysu – obalcie PiS, niech Platforma przejmie władzę, a wtedy będzie normalnie. To wszystko pokazuje nerwowość tego środowiska i głód władzy Platformy.
Jak rozumieć słowa: jeśli „wierzysz w Boga, nie głosujesz na PiS”. Czemu ma służyć uderzanie Tuska w Kościół?
– Po stronie Platformy byli już tacy, którzy chcieli „opiłowywać katolików” – wystarczy tylko przypomnieć Sławomira Nitrasa. Donald Tusk idzie dalej w tym uderzaniu w Kościół, mówiąc o usuwaniu hierarchów kościelnych. To wchodzenie z butami w życie Kościoła, w życie ludzi wierzących, którzy mają prawo głosować zgodnie ze swoimi przekonaniami.
Jak zestawić to pozbawione konkretów, pełne agresji przemówienie Donalda Tuska z merytorycznymi, spokojnymi wystąpieniami prezesa Kaczyńskiego, którego Platforma odsądza się od czci i wiary?
– Jarosław Kaczyński, w przeciwieństwie do Tuska, buduje wizję rozwoju Polski w każdym wymiarze. Natomiast Donald Tusk buduje emocje. Stąd przekaz, że na konwencji Platformy było sześć tysięcy osób, że tu są moc i energia. Tusk dużo mówił o samorządowcach, o KOD, ale nie padło słowo „Platforma”. To w mojej ocenie próba przykrycia szyldu partyjnego i pokazania, że wszyscy, którym nie podoba się rząd PiS, są opozycją, i jak trzeba będzie, to wyjdą na ulice. Był to zatem przekaz do całej opozycji – do Polski 2050, PSL itd., z pytaniem: w Radomiu jest z nami sześć tysięcy zwolenników, a gdzie wy jesteście? Myślę więc, że ta konwencja to była gra wewnątrzopozycyjna.
Tylko czy Tusk, który ma problemy z utrzymaniem własnego elektoratu, nie mówiąc już o pozyskaniu nowych wyborców, jest w stanie zjednoczyć opozycję pod szyldem Platformy?
– Myślę, że Donald Tusk odkrył karty, a wszyscy pozostali, czy to z Polski 2050, PSL, czy Lewicy – jeśli chodzi o pójście do wyborów pod jednym szyldem – mogą mieć jeszcze więcej wątpliwości. Tusk swoim wystąpieniem chciał wzmocnić swój elektorat – wiernych wyborców Platformy, natomiast zamknął się jeszcze bardziej na elektorat młodych wyborców, dla których nie jest wiarygodny. Widać, że chce się okopać na swoich pozycjach, chce sprawdzić, jak silne są struktury Platformy w terenie. Stąd też słynne wojaże posłów Platformy po Polsce – trochę pod przymusem, bo kto nie jeździ, ten nie będzie na listach wyborczych.
Jednocześnie – jeśli próbować coś wycisnąć z tego „programu”, to poza niechęcią do PiS Platforma nie przedstawia żadnych konkretów, zero programu. Mamy też uderzenie Tuska w Kościół z jednoczesnym podkreśleniem, że jest człowiekiem wierzącym, chrześcijaninem, co kompletnie się rozjeżdża. Twierdzenie, że człowiek wierzący nie głosuje na PiS, jest sięgnięciem bruku. Moim zdaniem to wystąpienie pogrąża jeszcze bardziej Donalda Tuska, który miał być rycerzem na białym koniu, a jest obciążeniem dla Platformy i całej opozycji. Tusk po swoim powrocie z Brukseli zdefiniował PiS jako zło. I dzisiaj realizuje politykę walki z tym rzekomym złem. Niestety, kartka jest pusta, nie ma pomysłu na Polskę, co Platforma po ewentualnym przejęciu władzy zrobi w dziedzinie podatków dla zwykłych Polaków, w polityce zagranicznej. Tu nie ma nic. Jest kompletna pustynia programowa. Tusk zawęża krąg swoich zwolenników i wszystko wskazuje na to, że opozycja do przyszłorocznych wyborów pójdzie osobno, podzielona.
Dziękuję za rozmowę.

