logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Ideologia wyprzedza rzeczywistość

Piątek, 29 lipca 2022 (20:52)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i WSKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Rosja znów przykręciła kurek z gazem, na rynkach rosną ceny tego paliwa i jest to dzisiaj problem całej Unii Europejskiej. Lekiem ma być ograniczenie zużycia gazu przez wszystkie państwa, choć nie ma jeszcze obowiązku ograniczania zużycia, a także dzielenia się gazem – na razie…

– Poruszamy się w granicach absurdu. Wyobraźmy sobie proporcjonalne dzielenie się gazem, czyli np. w odniesieniu do wielkości kraju, liczby ludności. Wówczas to Niemcy, które mają największą gospodarkę, najwięcej przedsiębiorstw, z całą pewnością protestowaliby przeciwko takiemu rozwiązaniu. Uznaliby bowiem, że nie może być o tym mowy, bo to zagrażałoby zatrzymaniem ich gospodarki w dużej mierze opartej na gazie. Zatem proszę zwrócić uwagę, ile w tej polityce Brukseli i Berlina jest hipokryzji, która polega na tym, że ich działanie, które jest czysto biznesowe, ma przede wszystkim im przynieść korzyści. Tymczasem to Niemcy doprowadzili do uzależnienia Europy od siebie i od dostaw rosyjskiego gazu, a teraz w oczywisty sposób chcą, żeby za ten ich błąd zapłacili wszyscy.

Tej solidarności jednak nie widać, jeśli chodzi o interesy innych państw…

– Dokładnie. Jeśli chodzi np. o Polskę, to w kwestii środków w ramach „Krajowego planu odbudowy” te pieniądze są ciągle wstrzymywane. Innymi słowy Unia – Niemcy chcą karać w ten sposób kraje, które mają rację w sporze z Brukselą. Kwestia gazu jest oczywiście po stokroć ważniejsza niż spór o kilku sędziów, co do których toczy się batalia z Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Komisją Europejską. Z jednej strony nakładają na Polskę kary, utrudniają nam życie, a z drugiej strony chcą odciążenia ich od błędnej polityki, przeciwko której Polska i inne kraje środkowoeuropejskie protestowały, wskazując, że układanie się z Putinem i uzależnianie się gazowe od Rosji jest drogą donikąd i prędzej czy później odbije się to czkawką. To, co dzisiaj widzimy, dokładnie ilustruje bankructwo tej bezrefleksyjnej polityki, a jednocześnie pokazuje, czym stały się instytucje europejskie. Otóż stały się narzędziem w rękach kilku wielkich graczy, w szczególności zaś Niemiec i Francji.

Nowe uprawnienia Komisji Europejskiej w obszarze bezpieczeństwa gazowego zakładają, że jeśli pięć państw zawnioskuje do Komisji o przymusowe redukcje, to można będzie większością kwalifikowaną przyjąć taką decyzję…

– Narzucanie innym woli poprzez obchodzenie prawa jest rzeczą skandaliczną. Tego nie ma w traktatach o Unii Europejskiej, więc jest to kolejna rzecz, która pokazuje, o co idzie w tej grze. Komisja Europejska uzurpuje sobie kolejne nieprzysługujące jej kompetencje, wykorzystując do tego kryzys energetyczny. Jeśli w Unii Europejskiej przy podejmowaniu ważnych decyzji będziemy mieć do czynienia z większością kwalifikowaną, a nie z jednomyślnością, będzie to oznaczało, że kolejne elementy suwerenności – w tym wypadku bezpieczeństwa energetycznego poszczególnych państw – są zagrożone.

Czy Niemcy, które od lat uzależniały siebie i Europę od rosyjskiego gazu, zasługują na solidarność, której się domagają, i czy powinniśmy wesprzeć naszego zachodniego sąsiada? 

– Oczywiście, że można wesprzeć każdego – także Niemców, ale nie na zasadzie przymusu, lecz dobrowolności, co więcej, na zasadach komercyjnych, tak żeby się to nam opłaciło – tak jak to cały czas robiły Niemcy, kupując tani gaz z Rosji i odsprzedając go po korzystnych dla siebie cenach. Uniezależnienie energetyczne od Rosji kosztowało Polskę bardzo dużo. Dlatego powinniśmy czynić podobnie jak Niemcy, którzy zarabiali na rosyjskim gazie, ale w sytuacji, kiedy sami będziemy mieli zabezpieczone swoje interesy – w tym wypadku odpowiednie ilości gazu czy węgla.

Dobrowolność zatem, a nie przymus. To tak jakby Komisja Europejska chciała, żeby większością kwalifikowaną przegłosować wysłanie niemieckich czołgów na Ukrainę. Z całą pewnością podniósłby się krzyk, że to jest niewykonalne, bo łamie suwerenność państwową i zagraża suwerenności Niemiec. Zatem co do czołgów byłoby to złamaniem wszelkich zasad, ale co do gazu, którego Niemcom brakuje, to można? Czołgi też można wysłać, ale pod warunkiem, że takie czy inne suwerenne państwo chce pomóc dobrowolnie. Oczywiście można też odsprzedać gaz, jeśli suwerenne państwo wyrazi taką wolę i chce pomóc innemu państwu, ale nie, że musi, bo w takim wypadku wchodzimy w superpaństwo i dyktat silniejszych nad słabszymi.

Mówi Pan Profesor o hipokryzji Niemiec i solidarności, której się domagają, ale czy te ich żądania nie mają głębszego podłoża – mianowicie Niemcy mają elektrownie jądrowe gotowe do włączenia, więc potencjalnie mają źródło energii, zatem dlaczego domagają się solidarności gazowej?

– Niemcy są w klinczu. Z jednej strony podjęli decyzje o wyłączeniu elektrowni jądrowych rzekomo z powodów ekologicznych, z tym że są tu sprzeczności, bo to spalanie gazu emituje CO2, a nie elektrownia jądrowa. Widać więc, że Berlin stał się zakładnikiem swojej własnej ideologii, którą się posługują Niemcy, oraz swoich katastrofalnych błędów, dziwacznych planów i wizji „zielonej Europy”. Jednocześnie jest to kolejny przykład, który pokazuje strasznie pokrętną politykę Niemiec i bankructwo tego wszystkiego, co nam i całej Europie próbowali narzucić.      

Te elektrownie jądrowe w Niemczech są cały czas gotowe do włączenia, więc nie ma problemu, żeby je odpalić i mieć kryzys energetyczny z głowy, a nie żądać wsparcia od innych państw, które takich możliwości nie mają.

– To prawda, ale skoro partia rządząca w Niemczech jest w koalicji, a dokumenty koalicyjne, rządowe zakładają, że atom jest zły, to w tym momencie rodzi się problem. Niemcy stają się zakładnikami własnej ideologii, którą się posługują, ale też chcą ją narzucać i wymuszać na innych. Przypomnę, że była próba wyłączenia elektrowni jądrowych z pakietu zielonych źródeł energii, co na gruncie europejskim się nie powiodło. To, co dzisiaj robią Niemcy, to jest całkowity woluntaryzm, a więc nie ma posługiwania się rozumem, ale liczy się siła, siła woli, siła państwa i presja. Wynika to z przekonania, że Niemcy są silni i co postanowią, to ma być obowiązujące dla wszystkich.

Jak podaje „Der Spiegel” – powołując się na źródła brukselskie – kryzys jest tak potężny, że Unia Europejska albo się rozpadnie, albo bardziej się zintegruje. Gaz rzeczywiście może być przysłowiowym gwoździem do trumny Unii Europejskiej?

– Skupiłbym się tu na słowie „zintegruje”, co ni mniej, ni więcej oznacza, że ma być jedno superpaństwo pod dominacją niemiecko-francuską. Jeśli alternatywą ma być rozpad Unii Europejskiej, to oczywiście na to zgody nie będzie. Proszę zwrócić uwagę, co dzieje się np. we Włoszech, gdzie w wyborach – jak wszystko wskazuje – wygrają ugrupowania eurosceptyczne, sprzeciwiające się budowie superpaństwa europejskiego. Włochy – w tej chwili bodajże trzecia gospodarka Unii Europejskiej, a więc potężny gracz – będą przeciwne budowie superpaństwa.

Jeśli zatem Berlin i Bruksela jeszcze bardziej będą szły w kierunku federalizacji, to będzie coraz większy opór. Oczywiście zaraz pojawia się odpowiedź – kontratak, że to siły prorosyjskie we Włoszech burzą europejski ład, wpływając na stanowiska poszczególnych państw. Z tym, że jest to bzdura, bo to jest tak, jakby w Niemczech były siły antyrosyjskie. To jest nic innego jak demagogia. Wkraczamy raz za razem w obszary coraz większego absurdu, bo szaleje inflacja, szaleją ceny energii, a pakiety klimatyczne są wciąż w użyciu, są w wolnym handlu i mamy spekulacje na tym tle. Świat się energetycznie wali, zima może być ciężka dla wielu ludzi, tymczasem pakiet „Fit for 55” ciągle obowiązuje, a Frans Timmermans jakby nigdy nic dalej konsekwentnie realizuje swoje ideologiczne plany.

Ideologia wyprzedza rzeczywistość, z tym że nikt jeszcze nie wygrał i nie wygra z rzeczywistością, która sama się obroni, co więcej, zemści się na tych, którzy próbują ją zafałszować. Dlatego tego typu gadanie to jest plecenie andronów, straszenie i wskazywanie, że skoro Unii Europejskiej grozi rozpad, to jedyną alternatywą jest budowa superpaństwa europejskiego. Skoro tak, to my możemy powiedzieć, że alternatywą dla superpaństwa europejskiego jest Europa ojczyzn.

               Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki

NaszDziennik.pl