Rozpoczął się nowy rok szkolny. I od razu od sporów ze związkami zawodowymi. Rok szkolny nowy, ale stare problemy pozostają?
– Polityczne problemy. To, co teraz robi część związków zawodowych i pewna grupa nauczycieli, ma wymiar typowo polityczny. Odbieram to jako ofensywę, która jest zgrana z innymi elementami destabilizacji naszego państwa. To jest kontynuacja działań sprzed kilku lat – gdy nauczyciele usiłowali zakłócić przebieg matur, a nawet nie dopuścić do ich przeprowadzenia. Społeczeństwo było szantażowane ich żądaniami. Teraz – jak mi się zdaje – ten spór też ma wymiar jedynie polityczny. Tu nie chodzi o to, aby uzyskać pewne przywileje czy poprawić swoją sytuację ekonomiczną. Gdyby tak było, porozumienie zostałoby zawarte już bardzo dawno temu. Celem jest zaszkodzenie rządowi, a w szczególności ministrowi edukacji prof. Przemysławowi Czarnkowi. Zamiast próbować szukać porozumienia, wysuwa się nierealne do spełnienia żądania. To świadczy tylko o tym, że nie ma dobrej woli.
Czy można jeszcze zauważyć poczucie misji wśród nauczycieli?
– To, co może cieszyć, to fakt, że jeszcze jest duża grupa nauczycieli, która czuje, iż wykonuje niezwykle ważny społecznie zawód, i wobec tego poczucie misji jest dla niej głównym bodźcem do pracy. Bo nie jest to łatwa praca. Szkoła ciągle jest jeszcze miejscem szczególnego zaufania publicznego i misja jest jej fundamentalną częścią. Duża grupa nauczycieli podejmuje płynące z tego wyzwania, a inni traktują to jako świadczenie pracy zarobkowej, w sposób typowo formalny. Z tego, że nauczyciel chce zarabiać dobrze i godnie, nie można robić zarzutu, ponieważ za dobrze wykonaną pracę należą się godne pieniądze. Ważne są jednak prawidłowo określone proporcje. Chęć zarabiania dobrych pieniędzy – która jest w pełni uzasadniona i tego krytykować nie można – nie powinna osłabiać poczucia odpowiedzialności za to, co się robi. Specyfika szkoły wymusza, że konieczna jest wyższa świadomość o ciążącej na kadrze pedagogicznej odpowiedzialności. Bez tego zawód nauczyciela traci sens. Szkoła przeżywa teraz duże problemy strukturalne. Nauczyciele bardzo szybko się starzeją, część chciałaby już udać się na zasłużoną emeryturę, ale dalej trwają w systemie edukacji – z misją lub wypaloną misją. To jest z pewnością duży problem. Dotyczy to także kwestii związanych z zaufaniem między nauczycielem a uczniem. Formalne podchodzenie do swoich obowiązków, do wymagań programowych z pewnością nie pomoże w nawiązaniu prawidłowych relacji.
Trwa pewnego rodzaju rywalizacja między szkołami: chęć zajęcia jak najwyższego miejsca w rankingu szkół. To zdrowe podejście?
– Nie. Szkoły ulegają panice porównawczej – odpowiednio wysokiego klasyfikowania się w rankingach. To zakłóca ich misję, bo ona jest podporządkowana wynikom, a celem jest nie satysfakcja uczniów i rodziców, ale uzyskanie lauru czy odpowiedniej liczby punktów. To sprawia, że indywidualne potrzeby uczniów są uznane za mało istotne. Nie zwraca się uwagi na trudności, jakie mają oni w funkcjonowaniu w systemie. W szkołach pojawia się presja na wynik. Prowadzi to do tego, że relacje osobowe są zakłócone. Trzeba to jak najszybciej zmienić, bo jest to dzisiaj ogromny problem systemu edukacji. Człowiek nigdy nie może być przysłoniony przez ranking – zwłaszcza młody człowiek, który ma swoje problemy i ich rozwiązanie jest o wiele ważniejsze niż uzyskanie maksymalnej liczby punktów. Jesteśmy istotami żyjącymi – czujemy i myślimy – nie możemy być rozpatrywani jako pozycje w arkuszach kalkulacyjnych.
Obciążenie polityczne szkoły jest zauważalnym problemem?
– Jeżeli dzisiaj sprawy polityczne stają się fundamentalne w szkole – a tak jest – przekłada się to na relacje nauczyciel – uczeń. Nie można spełniać misji nauczyciela, jeżeli kwestionuje się zasady demokracji, a więc funkcjonowania państwa. Ten strajk jest tylko dlatego, że rząd tworzy niewłaściwa w ich mniemaniu partia. Sympatie polityczne nauczycieli wpływają na to, jaki stosunek do spraw fundamentalnych przekazują uczniom. To, co trzeba zmienić w obecnej szkole – a dotyczy to pewnej grupy nauczycieli – to oddzielenie sympatii politycznych od treści przekazywanych uczniom. Uczniom sączy się pewnego rodzaju przekaz ideologiczny i robi się to tylko dlatego, że część nauczycieli uważa, iż „demokracja niewłaściwie wybrała”. To jest pewna anarchiczna skaza na systemie. Uważam, że problem braku lojalności nauczycieli wobec państwa jest aż nadto widoczny. Powinna obowiązywać misyjność nauczycieli względem ucznia oraz misyjność względem państwa polskiego – bez względu na to, kto konstruuje lub tworzy rząd. Tu są zaburzenia. To z pewnością trzeba zmienić.
Porusza Pan ważny temat wartości, którymi kierują się nauczyciele. Lewa strona społeczeństwa, odwołując się do pojęcia wartości, twierdzi, że katecheci nie powinni uczyć etyki. Zgodzi się Pan z tym?
– Czy katecheta jest innego rodzaju osobą niż każdy inny nauczyciel? Etyka jest nauką o właściwym postępowaniu każdego człowieka – niezależnie od jego światopoglądu. Normy, którymi mamy się kierować w życiu społecznym, są uniwersalne i nie zmienią ich nasz kolor skóry, pochodzenie etniczne czy wyznawana religia. Kwestionując możliwość uczenia etyki przez katechetów, lewa strona stwierdza, że nie istnieje uniwersalna etyka dla wszystkich ludzi. Uniwersalizm najlepiej jest wyrażony w Dekalogu. Nic równie dobitnie w historii całej ludzkości nie oddało zasad, którymi powinien kierować się człowiek. Twierdzenie, że Dekalog nie jest wymiarem etycznego postępowania człowieka, jest niebezpieczne. Oni czują zagrożenie, że katecheci będą wykładać etykę uniwersalną. Uważają, że obowiązuje etyka subiektywna wskazana przez pewną ideologię, którą narzuca określona grupa społeczna.
Gruntowne wykształcenie nauczyciela powinno być podstawą naprawy systemu edukacji?
– Nauczyciel powinien nabyć odpowiednią wiedzę z dziedziny antropologii realistycznej. Nauczyciel, który pracuje z uczniami, musi mieć pojęcie o prawdziwej koncepcji człowieka. Ona nie może być redukowana przez materializm, ewolucjonizm czy biologizm – bo tak to obecnie funkcjonuje. Jeżeli ktoś chce zajmować się dzieckiem, to musi wiedzieć, jakie są warunki rozwojowe dziecka, jakimi zasobami dysponuje i za co odpowiada w relacjach wychowawczych. Właściwa koncepcja człowieka, którą nauczyciele muszą mieć opanowaną, musi doceniać wymiar duchowy i moralny człowieczeństwa. Dzisiaj jest to redukowane do wymiaru fizycznego i wiedzy. Niestety, ale taka jest obecnie powszechna koncepcja antropologii szkolnej. Oczywiście, dziecko podlega rozwojowi fizycznemu, ale ten młody człowiek traktowany jest w sposób czysto użytkowy. Jest przystosowywany do różnego rodzaju funkcji społecznych czy produkcyjnych. Nie dba się za to o jego rozwój moralny lub jest on zafałszowany.
Szkoła nie dba o rozwój duchowy dzieci. A więc nauczyciel musi dysponować wiedzą o najpełniejszej koncepcji osoby. Żadne dziecko nie może być skrzywdzone pod względem moralnym. Czyli odpowiedzialność nauczycielska sięga również tak daleko – do jego rozwoju moralnego. Dlatego nie można oceniać nauczyciela jedynie pod kątem tego, jaki zasób wiedzy dziecko przyswoiło. To jest fundamentalna zmiana, która musi szybko zostać przeprowadzona. Dzisiaj grupa nauczycieli walczy o to, żeby szkoła miała prawo do kierowania się subiektywną etyką – a więc dopasowaną do zespołu nauczycielskiego. Wielkim zagrożeniem dla systemu edukacji jest zalegalizowanie subiektywizacji moralnej szkoły.
Gdy prof. Przemysław Czarnek zostawał szefem resortu edukacji, w dużej części społeczeństwa obudziły się nadzieje, że teraz uczniowie będą otrzymywać wiedzę zgodną z prawdą o człowieku. Przedstawiciele ministerstwa wielokrotnie zapowiadali, że przeprowadzą analizę przekazywanych treści. Czy ten proces już można uznać za zakończony?
– Musimy być realistami: ten proces nie jest uzależniony jedynie od intencji kadry kierowniczej resortu edukacji i nauki. To jest sprawa, która dotyka zakresu programowego, a wcale nie jest łatwo dokonać w nich zmian, tak aby prawdziwy personalizm – z pełnią rozumienia człowieka jako osoby moralnej i duchowej – tam wkroczył. To się dzieje bardzo powoli. To nie jest kwestia jednej decyzji administracyjnej, podpisania przez ministra edukacji i nauki takiego czy innego rozporządzenia lub wydania konkretnych poleceń. Pamiętajmy, że grupa, która nie chce zmian, jest silna i również robi wszystko, aby sabotować proces zmian. Sprawa prof. Wojciecha Roszkowskiego i podręcznika, który przygotował, pokazuje, jak wielki jest opór systemu przed ukazaniem prawdziwej wizji człowieka młodym ludziom. Zaniedbania są ogromne, one narastały latami. Zwróćmy uwagę na to, jak uczy się w Polsce historii. Czy tam jest ujęcie personalistyczne? Czy treści odwołują się do rozwoju duchowego? Nie. To jest jedynie ujęcie historii jako zbiorów faktów z dziejów – i to w ujęciu marksistowskim. Niestety, to ciągle trwa. Jak przekazuje się wiedzę o człowieku na języku polskim? Odbywa się to w ujęciu subiektywnym. Treści o człowieku, które kierowane są do uczniów na języku polskim, uzależnione są od prywatnych odczuć polonisty. Problem należy rozpatrywać pod kątem tego, co polonista uwidacznia, a co pomija. Do wprowadzenia do systemu edukacji personalizmu – bo on powinien być jego fundamentem – jeszcze bardzo daleka droga. I niestety, opór będzie straszliwy. Jeżeli ktoś uważa, że da się to zrobić szybko i przyjemnie, jest skrajnie naiwny. Przygotujmy się na to, że ten proces będzie trwał latami, bo to jest element wojny o przyszłość Polski i rozwój młodego człowieka.

