Nie milkną echa ogłoszonego raportu w sprawie reparacji wojennych od Niemiec, nad którym pracowało grono naukowców różnych dziedzin. Przyjęta suma polskich strat to ponad 6 bilionów 220 milionów złotych. Do nas przemawia, ale czy przemówi do Niemców?
– Suma jest oczywiście ogromna, ale też niemieckie zbrodnie są olbrzymie. W tym sensie jest oczywiste, że za zniszczenia Polski – w wielu wymiarach – odpowiedzialni są Niemcy. Natomiast inną kwestią pozostaje, czy Niemcy zdecydują się płacić. Z pewnością zrobią wszystko, żeby się wywinąć, żeby nie płacić Polsce, co zresztą już ogłaszali wcześniej. Tak to dzisiaj wygląda.
Na razie mamy bilans otwarcia, ale przed nami długa droga. Jak powiedział prezes Kaczyński, ogłoszenie raportu to szczególny dzień dla Polski, dzień decyzji w procesie odzyskania odszkodowań za działania Niemiec… To jest pierwszy krok na drodze do skutecznego wyegzekwowania odszkodowań – zadośćuczynienia od Niemiec…
– Myślę, że należy to czytać szerzej. Prawo i Sprawiedliwość zwlekało z ogłoszeniem tego raportu, bo – jak wiemy – temat wybrzmiał już kilka lat temu, komisja pod kierownictwem posła Mularczyka też powstała już jakiś czas temu. Tego typu sprawy – sprawy reparacji – można załatwić w różny sposób, np. po cichu w bilateralny sposób poprzez dwustronne rozmowy. Jednak żeby do takiej rozmowy czy rozmów doszło, to musiałyby zostać spełnione pewne warunki dotyczące wzajemnego zaufania, poszanowania czy podmiotowego traktowania siebie wzajemnie. Wszystko, żeby w jakiś sposób temat, który przez niektórych uważany jest za zamknięty, który większość uważa za otwarty, próbować załatwić.
Jednym z fundamentalnych elementów, którego realizacji domagało się PiS, to jest poszanowanie polskiej podmiotowości i suwerenności, czyli nieingerowanie w wewnętrzne sprawy Polski, niewpływanie na polską scenę polityczną i nieuruchamianie Unii Europejskiej, żeby pacyfikować możliwości rozwojowe naszego kraju. I to było na tapecie. Tymczasem Niemcy nic sobie z tego nie robili, tylko naciskali na Polskę coraz mocniej, wspierali Donalda Tuska, eskalowali i uruchamiali różnych szaleńców w Brukseli do atakowania Polski, co w zrozumiały sposób wywołało taką, a nie inną decyzję rządzącej opcji. Nie próbowali załatwić sprawy roszczeń w sposób kuluarowy, tylko zagrali z całą mocą i pewnie też uruchomili ośrodki na arenie międzynarodowej. To działanie na ostro jest zatem pochodną polityki niemieckiej wobec Polski.
Czyli jeśli Niemcy zrezygnowałyby z atakowania Polski, to polski rząd mógłby zweryfikować dalsze kroki w kwestii reparacji wojennych?
– W jakimś sensie tak. Oczywiście nie wchodzi w grę rezygnacja z roszczeń wobec Niemiec, ale można by w sposób przyjacielski, dyplomatyczny doprowadzić do porozumienia. Nie ma wątpliwości, że reparacje od Niemiec nam się należą, ale nie musimy też robić awantur międzynarodowych. Natomiast to Niemcy wszczynają działania przeciwko Polsce. Dopuścili się niewyobrażalnych zbrodni, a dzisiaj nas posądzają o brak praworządności.
O czym my w ogóle mówimy? Nas, swoją ofiarę oskarżają o wszystko, co najgorsze, o brak praworządności, a gdzie jest ich praworządność.
Myślę, że sens działania PiS-u jest taki, że skoro Niemcy nas oszukują na każdym kroku, skoro przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen – skądinąd Niemka – obiecuje zatwierdzenie „Krajowego planu odbudowy”, a później okazuje się, że sankcje przeciwko Polsce są utrzymane w mocy, to trudno żeby gra z naszej strony nie była twarda. Widać też dzisiaj namacalnie, jak Niemcy układały się z Rosją, jak bardzo działały przeciwko naszym środkowoeuropejskim interesom, stąd w takim, a nie innym czasie pojawia się tak mocna reakcja ze strony Polski. Natomiast jeśli Niemcy obraliby ścieżkę podmiotowego traktowania Polski i poszanowania naszej niepodległości, to tę sprawę można by załatwić w sposób spokojny.
Na świecie wiedza o II wojnie światowej,
o zbrodniczej roli Niemiec i stratach, jakie poniosła Polska, jest właściwie żadna. Jeśli więc nie zrobimy awantury, jeśli nie umiędzynarodowimy tej sprawy, to jak świat ma się dowiedzieć o bestialstwie Niemiec?
– Ponieważ tak to wygląda, a Niemcom zależy na dobrym wizerunku, to nie ma innego wyjścia, trzeba więc iść drogą na ostro, podejmując zdecydowane działania.
Jakie powinny być kolejne kroki i czy nie powinniśmy połączyć sił z innymi państwami, np. z Grekami, którzy oszacowali już wielkość swoich strat?
– Na pewno połączenie sił w tej kwestii z innymi państwami poszkodowanymi przez Niemcy jest wskazane. Natomiast to jest szersza geopolityczna gra, tu nie chodzi tylko o reparacje jako takie, ale tu chodzi o nacisk moralny i pokazanie, że Niemcy nie mają kompletnie żadnego prawa oskarżać kogokolwiek o brak praworządności, o brak poszanowania zasad współistnienia, skoro sami nie przestrzegają żadnych zasad, co więcej, nie rozliczyli się z krajem, gdzie w czasie II wojny światowej dokonali największych zbrodni w historii.
Niemcy raz za razem podnoszą, że w Polsce nie ma praworządności, że w Polsce sądy są upolitycznione itd., natomiast my powinniśmy w odpowiedzi wskazywać, że Niemcy nie zapłaciły za krzywdy i niewyobrażalne zbrodnie, jakich się dopuściły na Polakach, a zatem są niepraworządne. W takich kategoriach powinna się odbywać ta dyskusja. Proszę sobie przypomnieć, co powiedział prezes Jarosław Kaczyński po tym, jak Ursula von der Leyen ogłosiła, że „Krajowy plan odbudowy” dla Polski zostanie zatwierdzony, a później to odwołała. Skoro nakłada się na nas wielomilionowe kary, skoro Unia Europejska, a więc Niemcy, nas tak traktują, to nie ma miękkiej gry. Nie da się inaczej uzyskać reparacji, nie da się też inaczej wywalczyć podmiotowej pozycji Polski jak tylko na zasadzie pewnej twardej politycznej gry.
Polska na skutek napaści straciła bezpowrotnie swój potencjał rozwojowy
w każdej dziedzinie. Gdyby nie wojna, bylibyśmy dzisiaj w zupełnie innym momencie dziejowym.
– Z całą pewnością. Trudno nawet oszacować. jak wiele straciliśmy. Na pewno straciliśmy mnóstwo zasobów materialnych, ale przede wszystkim ludzkich, a to jest kapitał, którego nie da się oszacować, wyliczyć czy wymierzyć. Chodzi nie tylko o tych, którzy zginęli z rąk niemieckich oprawców, ale także o tych, którzy mogli przyjść na świat zrodzeni z młodzieży, która oddała życie chociażby w Powstaniu Warszawskim. Straciliśmy całe elity. Straty nasze są więc niesamowite. Jeśli dzisiaj za spowodowanie wypadku samochodowego ze skutkiem śmiertelnym, czy dajmy na to za błąd lekarski są zasądzane wielomilionowe odszkodowania, to jaki rozmiar ma napaść na Polskę dokonana bez wypowiedzenia wojny, kiedy dokonywano zbrodni wojennych i to w świetle niemieckiego prawa państwowego. Ta sytuacja jest zatem bez precedensu.
Niemcy wypłacały różnym państwom odszkodowania, a największej swojej ofierze nie zadośćuczynili za wyrządzone krzywdy…
– Oczywiście, Niemcy, którzy są dzisiaj potęgą, mają narzędzia, żeby się bronić i nie płacić. Nie zapominajmy też, że przyjęli strategię, gdzie definiują siebie jako mocarstwo moralne, które ma prawo pouczać innych. Wychodzą z założenia, że ze wszystkiego się rozliczyli, że mogą nam mówić o prawach gejów, o lgbt i narzucać nam swoje standardy. I teraz wysunięcie przez Polskę roszczeń odszkodowawczych to jest dla nich cios w samo serce, bo Polska, którą oni pouczają i chcą sobie podporządkować, mówi jasno, że Niemcy byli zbrodniarzami, ale nigdy nie rozliczyli się ze zbrodni. Nie jest też tak, jak mówią niektórzy, że ubieganie się o reparacje wojenne od Niemców nie ma sensu, że po co zaogniać dobre relacje z Berlinem. Tymczasem, co to za dobre relacje, skoro Niemcy ingerują w nasze wewnętrzne sprawy i chcą modelować nam scenę polityczną. A jeśli mówimy
o kwestiach relacji z Unią Europejską, to nakładanie sankcji na kraj, który najbardziej spośród wszystkich pomaga walczącej Ukrainie, to jest skandal niewyobrażalny. W tym względzie należy te wszystkie sprawy wydobyć na powierzchnię i jestem przekonany, że Niemcy zaczną pękać, zwłaszcza jeśli ich dobry wizerunek będzie słabł.
Na razie chyba niewiele osób sobie coś z tego robi. Przecież wiedzieli, że taki raport jest przez Polskę przygotowywany, że będziemy zabiegać o reparacje wojenne, tymczasem Berlin z uporem maniaka naciskał na Polskę i jeszcze bardziej przykręcał nam śrubę.
– Działali tak, bo nie poczuli bólu. Niemcy liczyli, że Polskę da się izolować, że nie znajdziemy sojuszników. Tymczasem Polska ma dzisiaj o wiele silniejszą pozycję, bo wojna na Ukrainie znacząco zmieniła nasze usytuowanie. Tym bardziej trzeba działać konsekwentnie, tak, ażeby Niemcy poczuli ból i zaczęli kalkulować, co im się bardziej opłaci. Dlatego tu już nie wystarczą zapowiedzi, że będziemy się domagać reparacji, ale musimy uruchamiać różne międzynarodowe gremia i mechanizmy, żeby skutecznie dochodzić wypłaty należnych nam odszkodowań. Musimy wszędzie, na każdym kroku mówić o krzywdzie, jakiej doświadczył nasz Naród,
i nierozliczonych zbrodniach niemieckich.
Mamy raport i otwarcie zabiegów odszkodowawczych, ale co w momencie, jeśli się zmieni władza w Polsce. Platforma
i Donald Tusk wyraźnie twierdzą, że sprawa reparacji wojennych została już załatwiona.
– Trudno byłoby, żeby ta partia czy politycy
o preferencjach proniemieckich w Polsce domagali się od Niemiec reparacji wojennych. Przecież ta formacja i jej politycy całe swoje nadzieje na zwycięstwo i odzyskanie władzy w Polsce ulokowali w poparciu Berlina i Brukseli.
Co jednak jeśli zmieni się władza
w Polsce?
– Sprawa jest prosta – kwestia reparacji nie będzie podnoszona. Swoją drogą Niemcy z innego powodu chcą zmienić rząd w Polsce, bo chcą budować superpaństwo i wiedzą, że jeśli w Warszawie nie będą mieć rządu przychylnego sobie, to ten projekt im nie wypali. Dlatego grają twardo, bez względu na wszystko. Zatem rząd PiS-u praktycznie nie ma ruchu i chcąc się bronić, musi też atakować.

