Mija już miesiąc od rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Z jakimi problemami zgłaszają się rodzice do kuratorium, którym Pani kieruje?
– Obecnie otrzymuję wiele pytań, nie tylko z Małopolski, ale i z całego kraju, o to, co zrobić w sytuacji, kiedy słyszą, że za kilka miesięcy szkoły, do których uczęszczają ich dzieci, mają być zamknięte, bo nie będzie pieniędzy na ogrzewanie. W niektórych miejscowościach wyznaczany jest wręcz konkretny termin: w styczniu i w lutym szkoły mają być zamknięte. To są obecnie najczęściej zgłaszane sprawy, ale trzeba zaznaczyć, że chodzi o sztuczne generowanie niepokoju. Wiemy, że szkoły mają mieć wsparcie, że będzie dbałość o to, aby placówki oświatowe pracowały stacjonarnie. Są jednak samorządy, które już planują zamykać szkoły w styczniu i w lutym ze względu na problemy finansowe. Mówimy o nowym roku budżetowym, wiec jeśli ktoś planuje już, że w styczniu nie będzie miał pieniędzy, to uważam, że jest to zamiar podszyty złymi intencjami. Dla mnie to oczywisty znak, że będzie się toczyć bardzo brutalna kampania wyborcza. Według niektórych wszystkie chwyty są dozwolone. I nie mam złudzeń, że będzie to też gra uczniami i rodzicami. Nikt przecież nie będzie dochodzić, że ewentualne zamknięcie szkoły to wina organu prowadzącego. Wszystkie głosy krytyki spadną na ministerstwo. Cel jest jeden: aby Zjednoczona Prawica nie wygrała wyborów kolejny raz. Walka jest bezpardonowa. A dodatkowo najgorsze, moim zdaniem, są konsekwencje tego, co się działo podczas ogłoszonej pandemii. Doszło do zbutwienia wartości i przetasowania w systemie wartości. Uważam, że wielu chrześcijan nawet o nich zapomniało.
Drogi Czytelniku! Więcej można przeczytać w papierowym wydaniu „Naszego Dziennika” dostępnym w punktach sprzedaży prasy lub w wersji elektronicznej TUTAJ.

