Księże Profesorze, jak Ksiądz wspomina Benedykta XVI?
– To bez wątpienia wielki teolog, wielki myśliciel i wielki wizjoner XX w. Dziś często wracamy do tego, co powiedział w 1969 r., kiedy był młodym teologiem, czyli do jego słynnej tezy „kleine Herde”, czyli „mała trzódka”. Z jednej strony to stwierdzenie było uważane jako coś w rodzaju nowinki. Z drugiej strony Papież wskazał, że recepta na zbawienie znajduje się w Ewangelii. I najważniejsze jest to, aby nasze czyny były zgodne z tym, co głosimy, i właśnie z tym, co jest napisane w Ewangelii. On jasno powiedział, że chrześcijanie byli wiarygodni, dopóki żyli tak, jak im Chrystus nakazywał. Czasami za wierność Jego nauce trzeba było zapłacić cenę życia. Wiemy doskonale, że pierwsze wieki są zalane krwią męczenników chrześcijańskich. Zresztą dziś w wielu miejscach świata, tam, gdzie Kościół jest wiarygodny, jest silny, też katolicy płacą cenę swojej wierności. I takie rozumienie Benedykta XVI wiarygodności wiary jest też przesłaniem tego Papieża dla dzisiejszego świata. Takie podejście Benedykt XVI zestawiał z tzw. kanapowym chrześcijaństwem, czego najlepszym przykładem jest Europa, w której to kanapowe chrześcijaństwo – co oczywiste – kompletnie nie zdaje egzaminu, bo trzeba być albo zimnym, albo gorącym. To trafna zasada wzięta z Apokalipsy. Musimy zdawać sobie sprawę, że nie można być chrześcijaninem na 50, 80, czy nawet 90 procent. Albo się nim jest, albo się nim nie jest. Chrześcijaństwo kanapowe, czyli takie zakochanie się w dobrach materialnych i pokładanie całej nadziei, ufności w pieniądzu, w dobru materialnym, zawiodło człowieka.
Mówił o tym człowiek, który był intelektualistą zajmującym się m.in. wpływem oświecenia na dzisiejszą mentalność i postrzeganie świata przez człowieka.
– Benedykt XVI pokazał, że człowiek uwierzył w swój rozum, a ten rozum nie jest w stanie rozwiązać wszystkich zagadek świata. Podobnie mówił też niedawno kardynał Raniero Cantalamessa. Duchowny wskazał, że ostatnie doświadczenia związane z koronawirusem przypomniały człowiekowi, który chce latać w kosmos i jest przekonany o swej nieśmiertelności, że życie ludzkie jest kruche. A Papież Benedykt XVI od początku przypominał, że ziemskie życie ludzkie jest krótkie i mamy tylko jedną drogę, żeby je dobrze przejść, przeżyć. Mianowicie trzeba być zaczynem, wiarygodną częścią tego świata. Nie ma innej drogi dla katolików. Dlatego musimy odejść od takiego chrześcijaństwa, które się przejawia w „odwiedzaniu” kościoła dwa razy do roku, które polega na tym, że ubieramy choinkę, śpiewamy kolędy, a w Wielkanoc poświęcimy koszyczek ze święconką. Niestety, w wielu rejonach takie bardzo płytkie chrześcijaństwo jest praktykowane. Tymczasem, jak mówił Benedykt XVI, powinniśmy być wiarygodni. Ale jednocześnie, co też znamienne, choć mówił klarownie, ostro, to czynił to z wielką miłością. Zawsze podkreślał, że Bóg jest miłością. To jest jego piękne przesłanie.
Jak bliscy sercu Bene-dykta XVI byli chrześcijanie mieszkający na Bliskim Wschodzie?
– W dokumencie „Ecclesia in Medio Oriente” Benedykt XVI napisał, że Bliski Wschód bez chrześcijan lub z dużo mniejszą ich liczbą nie będzie takim samym Bliskim Wschodem. Podkreślał, że musimy mieć świadomość, jak bardzo i ile chrześcijanie z Bliskiego Wschodu wnoszą dobra do naszego społeczeństwa. Oni działają charytatywnie na szeroką skalę, m.in. prowadzą wiele szkół. I ta ich działalność charytatywna bardzo pozytywnie zmienia oblicze tych rejonów, w których żyją. Oczywiście, często płacą za to wysoką cenę. To są prześladowania, wypędzenia, a nawet ceną jest ich życie. Trzeba jednak zauważyć, że Benedykt XVI był Papieżem, który mówił, że dialog międzyreligijny nie jest możliwy. Natomiast opowiadał się za dialogiem życia. On był realny przed wejściem różnych fanatycznych organizacji na teren Syrii czy Iraku, mówię tu np. o ISIS. Na tych terenach chrześcijanie stanowią ok. 10-procentową mniejszość. Przed powstaniem Państwa Islamskiego sytuacja była tam w miarę unormowana. Ale wiemy, że kiedy te różne fanatyzmy, ekstremizmy zaczęły dominować, to rozpoczęły się masowe mordy.
W jakiej formie Benedykt XVI wspierał chrześcijan z Bliskiego Wschodu?
– Bardzo często spotykał się z patriarchami tamtejszych Kościołów: z kard. Becharą Butrosem Raï, maronickim patriarchą Libanu, czy z Louisem Raphaëlem I Sako, kardynałem Kościoła chaldejskiego. Oni wszyscy bardzo pozytywnie wypowiadali się na temat tych spotkań. Mogę o tym zapewnić, ponieważ mam bezpośrednie relacje od tych dwóch patriarchów i zwierzchników Kościołów wschodnich. Również inni zwierzchnicy katolickich Kościołów wschodnich byli zadowoleni ze spotkań z Papieżem. Mówili, że ma ogromne serce dla Bliskiego Wschodu. Zresztą dokument „Ecclesia in Medio Oriente” mówi nam bardzo dużo o tym, jakie miejsce zajmowały te małe wspólnoty Kościoła Bliskiego Wschodu w sercu Papieża.
A jak Benedykt XVI widział przyszłość Europy? Chyba wszyscy doskonale pamiętamy, kiedy w 2009 r. mówił o wyzwaniach i jednocześnie zagrożeniach dla Europy w postaci dyktatury relatywizmu moralnego.
– Nasze dzisiejsze doświadczenia potwierdzają te proroctwa czy wizje Papieża o sekularyzującej się Europie. Przypomnijmy, że mamy dziś tzw. wolność religijną w Europie, a wręcz mówimy o swoistej alergii na chrześcijaństwo, czy wręcz o chrystianofobii. Widzimy, że oprócz tendencji odejścia od Kościoła, mamy też zwrócenie się w stronę materializmu, chciwości świata. Jest wiele instytucjonalnych działań, które mają zdyskredytować godność Kościoła albo ludzi Kościoła. To wszystko się na siebie nakłada i jest coraz częściej widoczne: począwszy od wymazywania języka religijnego z przestrzeni publicznej, czyli np. wypierania nazwy „Boże Narodzenie” na rzecz „przerwy zimowej”, poprzez tendencje usuwania religii ze szkół. To wszystko robi się nie tylko po to, aby ośmieszać Kościół i jego nauczanie, lecz także aby wymazywać wartości religijne z życia publicznego. W Polsce ilustracją tego wszystkiego były tzw. czarne marsze, które pokazały, jak łatwo można zmanipulować i skierować całą nienawiść przeciwko Kościołowi.
Jak dziedzictwo myśli Benedykta XVI jest obecne w dzisiejszym Kościele?
– Myślę, że musimy wrócić do tych prostych środków: z miłością i stanowczością przypominać sobie to, co dla Kościoła katolickiego jest najważniejsze, czyli wierność Ewangelii, wierność Chrystusowi. To proste rozwiązanie jest kluczowe dla świata. O tym zawsze mówił Benedykt XVI. Jeszcze raz powtórzę: jeśli będziemy wiarygodni, to będziemy w stanie przemieniać ten świat – tak jak robili to pierwsi chrześcijanie. Jeśli natomiast będziemy ludźmi, którzy są „w połowie chrześcijanami”, czy udającymi chrześcijan, to na pewno tego świata nie przemienimy, to na pewno tego świata nie zafascynujemy Ewangelią.
Podczas audiencji ogólnej 17 czerwca 2009 r. przekazał Ksiądz Ojcu Świętemu księgę z nazwiskami osób, które włączyły się w inicjatywę wsparcia Ojca Świętego i modlitwy za Niego pt. „Solidarni z Benedyktem”.
– Przekazałem Papieżowi wielki dar modlitewny jako wyraz solidarności Polaków z Nim. To efekt wielkiej społecznej akcji prowadzonej wspólnie przez „Nasz Dziennik” i sekcję polską Pomocy Kościołowi w Potrzebie w 2006 r. po tym, jak słowa prawdy wypowiedziane przez Benedykta XVI w Ratyzbonie wywołały ogromne wzburzenie świata muzułmańskiego. Spalono wtedy kukłę Papieża, podpalano kościoły, w Somalii zastrzelono zakonnicę. A muzułmańscy radykałowie wezwali nawet do ukrzyżowania Benedykta XVI. A on tylko „ośmielił się” zacytować cesarza Manuela II Paleologa z 1391 r., który mówił, że Bóg „nie ma upodobania w krwi”. Ten, kto pragnie „przekonać rozsądną duszę” i przyciągnąć ją do wiary, „potrzebuje zdolności dobrej mowy i właściwego myślenia, ale niepotrzebna mu przemoc i groźby”. I to właśnie tak rozsierdziło muzułmanów. Pamiętam, że Papież bardzo się ucieszył, kiedy otrzymał ode mnie ten dokument. Docenił zaangażowanie i świadectwo wiary polskich katolików. Z Watykanu otrzymaliśmy także podziękowanie za to wsparcie.

