logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Polska zakładnikiem UE?

Poniedziałek, 16 stycznia 2023 (14:29)

Zdemolowanie systemu sądownictwa w Polsce nie zagwarantuje środków z „Krajowego planu odbudowy”

Wiele wskazuje na to, że wbrew oczekiwaniom Prawa i Sprawiedliwości nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym to za mało, żeby odblokować środki z „Krajowego planu odbudowy”. Po piątkowym przyjęciu zmian przez Sejm dokument trafił do Senatu. Przedstawiciele rządu naciskają, aby ta izba przyjęła nowelizację w kształcie, jaki podyktowała Bruksela. Wszystko po to, aby Komisja Europejska przekazała należne Polsce pieniądze. – Śmiem twierdzić, że tych pieniędzy nie będzie. Celem Brukseli jest odsunięcie rządu Zjednoczonej Prawicy od władzy i zastąpienie go nowym – z Donaldem Tuskiem lub Szymonem Hołownią na czele. Prawo i Sprawiedliwość wykazało się dużą naiwnością, uważając, że przyjmując niekonstytucyjny dokument demolujący nasz system prawny, przybliży się chociaż o krok do pozyskania tych pieniędzy – mówi „Naszemu Dziennikowi” Beata Kempa, poseł Solidarnej Polski do Parlamentu Europejskiego.

Nie minęło wiele czasu od przyjęcia przez Sejm nowelizacji, a z Brukseli zaczęły spływać niepokojące dla przedstawicieli rządu informacje. Według nieoficjalnych doniesień kolejnym warunkiem stawianym przez Brukselę w drodze do pozyskania przez Polskę KPO jest nowelizacja ustawy wiatrakowej. Zakłada ona poważne ułatwienia w instalacji wiatraków do produkcji energii na lądzie. – Żądania, które teraz wysuwa Bruksela, nie mogą być zaskoczeniem. Rząd Mateusza Morawieckiego celowo sprowadził uwagę społeczeństwa na kwestie tzw. praworządności. A przecież tzw. kamieni milowych jest około 300 i jak przejrzymy wcześniejsze wypowiedzi przedstawicieli Komisji Europejskiej, to z nich wynika, że pieniądze będą wypłacone tylko w sytuacji ich terminowej realizacji – podkreśla senator Jan Maria Jackowski. Decydujący głos w sprawie nowelizacji ustawy o SN będzie miał prezydent Andrzej Duda. Wcześniej zapowiadał, że nie zgodzi się na wprowadzenie rozwiązań, które godzą w polski porządek prawny i pozwalają na podważanie statusu sędziów.

Nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym mocno podzieliła obóz rządzący. – Paradoksem całej sytuacji jest to, że to działania rządu Zjednoczonej Prawicy – ekipy, która deklarowała, że będzie bronić niepodległości i idei Europy ojczyzn – sprawiły, że władza Brukseli nad krajami członkowskimi znacznie wzrosła, a przez to procesy federalizacji UE nabrały tempa. Efekt jest zupełnie odwrotny od tego, co deklarowano – stwierdza Jan Maria Jackowski. Jak dodaje, to rząd Mateusza Morawieckiego dał Brukseli narzędzia do tego, aby mogła wpływać na wewnętrzną sytuację naszego kraju i ograniczać nam wypłatę środków, gdy tylko uzna to za politycznie potrzebne. – To jest działanie skrajnie nieodpowiedzialne – ocenia senator.

Od początku przeciwna przyjmowaniu dokumentu jest Solidarna Polska. Wskazuje, że projekt w wielu miejscach jest niekonstytucyjny i tworzy niespotykany w dziejach precedens: pozwala Brukseli na dyktowanie polskim władzom rozwiązań w sprawach, które są wyłączną domeną krajów członkowskich, a wręcz pisanie ustaw. – Polski system legislacyjny jest przejrzysty. Jest Sejm, potem Senat, następnie ustawa może z poprawkami wrócić do Sejmu. Po przyjęciu trafia na biurko prezydenta. Pozwolono jednak na to, żeby nad wszystkim stała KE, która oceni, czy przyjęte w Polsce prawo jej się podoba. To jest rzecz niebywała – zauważa w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Krzysztof Kawęcki, politolog.

Poprawki Senatu

Zmiany w nowelizacji o SN poparło w piątek 203 posłów – z PiS, 2 z koła Polskie Sprawy oraz 3 niezależnych. Przeciw zagłosowało 52 – z Solidarnej Polski, Konfederacji, Polski 2050, a także pojedynczy z pomniejszych formacji, w tym Paweł Kukiz. Dokument przyjęto tylko dlatego, że Koalicja Obywatelska, Koalicja Polska i Lewica wstrzymały się od głosu. Teraz ustawa trafiła do Senatu, a ten ma 30 dni, aby się nim zająć. Senatorowie najprawdopodobniej zdecydują się na przyjęcie do niego poprawek. Tymczasem premier Mateusz Morawiecki apeluje do marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego o jak najszybsze przyjęcie nowelizacji, bez poprawek. Przed wprowadzeniem zmian ostrzegał także minister ds. UE Szymon Szynkowski vel Sęk. – Oznaczałyby one ryzyko przedłużenia lub załamania się procesu pozyskiwania środków z KPO dla Polski. Prowadzenie w tak ważnej sprawie, w tak newralgicznym momencie i sytuacji geopolitycznej gry politycznej wokół tej sprawy byłoby nieodpowiedzialne – wyraził swój pogląd.

Oznaki sceptycyzmu wobec nowelizacji nie kryje obóz prezydenta. I chociaż Andrzej Duda zarzeka się, że jego rola w całym procesie rozpocznie się dopiero w momencie, gdy ustawa trafi z parlamentu na jego biurko, to już składa deklaracje, że bez poszanowania polskiego porządku konstytucyjnego jego podpis nie znajdzie się pod ustawą. Wątpliwości budzą także inspirowane treści ustaw przez urzędników Komisji Europejskiej, jak i zasada, która pozwalałaby na kwestionowanie statusu innych sędziów. – Andrzej Duda na razie zachowuje się najbardziej racjonalnie. System, który chce wdrożyć rząd Mateusza Morawieckiego, wprowadzi niesłychany chaos w sądach. To na długo sparaliżuje państwo polskie. Prezydent świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że jako strażnik Konstytucji nie może poprzeć tych zmian – akcentuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Andrzej Maciejewski, ekspert Instytutu Sobieskiego.

Kolejne żądania

Faktyczne zdemolowanie polskiego sądownictwa nie oznacza jednak, że Polska pozyska środki z KPO. Sygnały, które płyną z Komisja Europejskiej, wskazują, że nowelizacja ustawy o SN to dużo za mało. Kolejnym żądaniem Brukseli jest liberalizacja prawa pozwalającego na budowę wiatraków na lądzie. – Zależy na tym Niemcom, którzy zarobią ogromne pieniądze na rozwoju wiatraków w Polsce. Według wyliczeń 0,80 eurocenta z każdego euro wydanych środków unijnych trafia do niemieckiego przemysłu. Przed nieskończoną listą żądań Brukseli i Berlina ostrzegaliśmy od dawna – przypomina Beata Kempa.

Lista związana z tzw. kamieniami milowymi jest długa. Wśród nich m.in. podatek od aut spalinowych. Jeszcze w tym roku na 1,4 tys. km autostrad i dróg ekspresowych mają być pobierane opłaty. Powstać mają także strefy niskoemisyjnego transportu w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców. – A to nie koniec, bo Bruksela chce wprowadzenia„Europejskiego zielonego ładu” czy federalizacji UE. Rząd Mateusza Morawieckiego pokazał im, że szantaż finansowy jest skuteczny. Stawiane żądania nigdy się nie skończą. Dlaczego Bruksela miałaby z nich zrezygnować, skoro to przynosi skutki? – pyta dr Krzysztof Kawęcki.

Rafał Stefaniuk

Nasz Dziennik