logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Kamyk w rękach Maryi

Niedziela, 29 stycznia 2023 (08:11)

Z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, dyrektorem Radia Maryja rozmawia Małgorzata Rutkowska.

Nie jest tajemnicą, że bez Ojca nie byłoby „Naszego Dziennika”. Kiedy pojawiła się myśl, że musi powstać katolicka gazeta codzienna? Nie wystarczył głos Radia Maryja?

– „Nasz Dziennik” powstał dzięki pani Ewie Sołowiej, obecnie Nowina Konopce, i jej mężowi panu Marcinowi oraz innym, a nie dzięki mnie. Niezwykle szybko czas biegnie i już obchodzimy srebrny jubileusz, można nawet powiedzieć – srebrne wesele.

Radio to za mało, potrzebne jest słowo pisane, a Kościół nie miał wtedy codziennego pisma. W 1994 r. zorganizowaliśmy Studium Dziennikarskie im. św. Maksymiliana Kolbego, żeby jeszcze lepiej przygotować wolontariuszy dla Radia Maryja. W rozmowie z ks. bp. Adamem Lepą, wybitnym znawcą mediów, zaproponowałem, żeby poszerzyć formułę Studium. „Świetnie, Studium dla wszystkich chętnych to będzie dar Radia Maryja dla Kościoła w Polsce” – ucieszył się ksiądz biskup.

Zgłosiło się ponad 190 osób, ukończyło około 154 czy 152.

Studium działało przy Radiu Maryja?

– Spotykaliśmy się w odzyskanym przez nasze zgromadzenie redemptorystów budynku przy klasztorze w Toruniu. Pierwszą część zabrali nam komuniści w 1948 r., drugą w 1961 r. Bardzo zniszczony dom władze państwowe oddały zgromadzeniu na początku lat dziewięćdziesiątych. Na potrzeby Studium doprowadziliśmy do porządku kilka pomieszczeń, nawet udało się urządzić sypialnię dla osób, które przyjeżdżały na zajęcia z daleka. Proboszcz parafii św. Józefa, ojciec Eugeniusz Leśniak, postarał się o stare łóżka wojskowe z NATO, bardzo twarde. Była tylko zimna woda, warunki spartańskie.

Pamiętam, skończyły się jakieś zajęcia. Siedziałem przy stoliku, gdy podeszli pani Ewa Sołowiej, pan Marcin Nowina Konopka, pan Szymon Cieślar i jeszcze jedna pani, chyba ze Stalowej Woli. Powiedziałem: „Zróbcie pismo codzienne, dziennik katolicki”.

Popatrzyli na mnie i po jakimś czasie, krok po kroku pomysł dojrzał. Tak powstał „Nasz Dziennik”. Pan Szymon Cieślar założył miesięcznik „Rodzina Radia Maryja” (dziś „W Naszej Rodzinie”).

Dziennik katolicki, choć bez formalnego wskazania na światopoglądowy wybór.

– Mówiliśmy z ks. bp. Adamem Lepą, żeby może w tytule nie było przymiotnika „katolicki”, na zasadzie, że wszyscy mamy być ludźmi wierzącymi, nawet nie nosząc transparentów z napisem „Jestem katolikiem”. Pan Jezus powiedział: „Poznacie ich po owocach”.

Dlaczego na siedzibę wybrano Rembertów, w obrębie wielkiej Warszawy, ale jednak daleko od centrum i najważniejszych instytucji państwowych?

– Szukaliśmy miejsca na redakcję. Początkowo myślałem, że może na Pieszej w Warszawie, w naszym klasztorze przy kościele św. Benona, gdzie kiedyś pracowali św. Klemens Hofbauer i benonici, ale tam nie było pomieszczeń. Ponieważ już wtedy współpracowaliśmy z siostrami loretankami, zwróciłem się do dyrektor wydawnictwa s. Andrzei Białej, która jest człowiekiem z wizją, czuje media. „Siostro, macie strych w klasztorze w Rembertowie” – powiedziałem.

Poszliśmy zobaczyć, jak to wygląda. A tam jak na strychu – zakurzone poddasze w stanie surowym. Siostry zaczęły remont i powstało miejsce dla redakcji. Dla nas to były prawdziwe salony. Później siostry wyremontowały jeszcze drugi strych, tam urządziliśmy studio Telewizji Trwam, z którego były nadawane Informacje dnia, a obecnie emitowane są programy publicystyczne.

Nie mieliśmy pieniędzy. Jaka była radość, gdy udało się kupić pierwszy komputer. Ale był potrzebny jeszcze światłowód. Wiem, że pan Marcin Nowina Konopka razem z innymi sami doprowadzili kabel do redakcji.

Pamiętam pierwsze spotkanie w Rembertowie w lipcu 1997 r., mogliśmy tylko usiąść, nic więcej nie było.

– „Nasz Dziennik” powstał identycznie jak Radio Maryja – z niczego. Zresztą wszystko tak powinno powstawać. Pamiętam rozmowę z Prymasem Józefem Glempem, mówiliśmy o piśmie codziennym. Pytałem, co zrobić, gdyż przychodzili do mnie z propozycją, bym przyjął „Słowo. Dziennik Katolicki”. Za bardzo nie chciałem. Ksiądz Prymas powiedział: „Proszę Ojca, żeby założyć dziennik, trzeba mieć 70 milionów dolarów. Tak mówią doradcy, eksperci”. Zaoponowałem: „Nie zgadzam się z tym, że na początek potrzebne są miliony. Trzeba mieć trochę tu – pokazałem na głowę – i tu – położyłem rękę na sercu. – Nie zaczynajmy ewangelizacji od biznesplanu. A poza tym ci eksperci może tak mówią, żeby zniechęcić Kościół, by nie miał swoich mediów. Dlatego stawiają taką barierę mentalną. Najważniejszy jest człowiek, który będzie miał w głowie i w sercu pragnienie głoszenia prawdy”.

I zebrali się tacy redaktorzy w „Naszym Dzienniku”.

Od początku było bardzo dużo kłopotów. Jeden z polityków powiedział mi, że rozpracowywały nas m.in. Wojskowe Służby Informacyjne.

„Nasz Dziennik” stanowił wyłom w systemie medialnym, zdominowanym wówczas przez jedną lewicowo-liberalną gazetę.

– Dziennik ma informować, z łaciny informare można przetłumaczyć – do formacji, czyli formować, wychowywać człowieka, również człowieka wewnętrznego. To jest zupełnie coś innego niż dziennikarstwo tzw. komercyjne, gdzie liczy się sensacja, a nie prawda. Takie media nie kształtują człowieka prawego, arystokraty ducha, tylko masę, którą można sterować dla własnych interesów.

Ksiądz biskup Lepa podkreślał, że takie będą media, jacy są dziennikarze.

– Dziennikarz katolicki ma być świadkiem prawdy, uczniem Chrystusa. Porównałbym w jakiś sposób dziennikarstwo do polityki. Ktoś ważny w Kościele zapytał mnie kiedyś, co to znaczy katolicka polityka. Odpowiedziałem: „Katolicka, czyli prowadzona po Bożemu. Pan Jezus nam mówi, jakie powinno być całe życie człowieka i życie narodów. Po to ewangelizujemy, żeby był realizowany Boży plan na ziemi. Katolicka polityka to troska o dobro wspólne, o człowieka, czyli wypełnianie przykazania miłości bliźniego”.

I tak samo dziennikarstwo – mamy być świadkami Chrystusa, realizować przykazanie miłości Boga i bliźniego. To właśnie robi „Nasz Dziennik”. Rozpoznaje rzeczywistość, w której żyjemy, różne prądy ideowe, kulturowe życzliwe dla katolika, ale i zagrożenia, żebyśmy wiedzieli, jak przejść przez życie i nie zrobić sobie lub innym krzywdy w życiu doczesnym i na wieczność. Poznanie i ocena rzeczywistości muszą odbywać się przez pryzmat nauki Chrystusa, przez spojrzenie Chrystusa.

Dlaczego bezpośrednio po 1989 r. nie powiodły się próby zbudowania przez Kościół silnych mediów katolickich? Czy zaważyła tylko kwestia finansowa?

– Generalnie media to było coś nowego i w Kościele byliśmy chyba na to nieprzygotowani. Brakowało dziennikarzy katolickich, tylko mała grupa ludzi czuła, co to jest dziennikarstwo katolickie, i chciała służyć prawdzie. Generalnie nie było w Kościele świadomości, jak ważne są media, bano się, że to jest drogie, skąd znaleźć ludzi. Niektórzy, gdy zaczynali coś robić, popełniali błędy – kopiowali media laickie, jeżeli nie całościowo, to częściowo. Pamiętam, że pojawiło się hasło, że w mediach muszą pracować profesjonaliści. Mnie też do Radia Maryja proponowano takich „profesjonalistów” zwalnianych z innych mediów. Może dobrych technicznie, ale ci ludzie nie byli świadkami prawdy. Takie błędy były popełniane.

Niejednokrotnie może być tak, że katolicy, a nawet duchowni mogą tworzyć media, w których będą chcieli przypodobać się światu. A jeżeli Kościół chce poślubić świat, bardzo szybko zostanie wdową. Trzeba widzieć, komu służą takie media.

Nie było świadomości, jak bardzo współczesny człowiek zanurzony jest w medialnym świecie.

– Obawiam się, że do dziś nie ma pełnej świadomości, co to są media. Dlatego mamy tyle problemów. Katolicy nie wiedzą, że bez mediów jesteśmy niemowami. A przecież św. Maksymilian Kolbe powiedział: „Możemy wybudować wiele kościołów, ale jeżeli nie będziemy mieli własnych mediów, te kościoły staną się puste”. Jak bardzo o. Maksymilian dbał o to przed wojną. Byli też inni, jak bł. ks. Ignacy Kłopotowski. Oni czuli, że media – prasa, radio – są potrzebne, żeby dojść do ludzi.

Teraz doszły nowe media.

– Przede wszystkim internet, dający wielkie możliwości komunikowania się. Niestety, Kościół nie ma wielkich portali. Dlaczego nie mamy wytwórni dobrych filmów? Czy Kościoła na to nie stać? Gdyby katolicy rozumieli taką potrzebę, szybko byśmy weszli w ten obszar, ale potrzebna jest technika, która kosztuje. W Telewizji Trwam moglibyśmy mieć więcej filmów, ale nie mamy na to pieniędzy, a poza tym trzeba zapłacić za koncesję, częstotliwości, przesył sygnału – satelitarny i naziemny – za aparaturę.

Dlatego tak niezwykle cenny jest „Nasz Dziennik”. Jeżeli nie będziemy popierać prawej strony, to strona lewicowo-liberalna, to, co jest diabelskie, będzie rosło. Widzimy, jaki procent mediów w Polsce jest po stronie Bożej, po stronie Ojczyzny, a ile po stronie przeciwnej. Wiedzą o tym wszyscy, którym nie podoba się Kościół, którzy chcą robić interesy na Polsce. Gdy zaczęło się tzw. odchodzenie od komunizmu, z miejsca zawłaszczyli media. Przyszli też ze swoimi mediami. Ile jest tytułów prasy, np. dla kobiet, ile milionów nakładu każdego tygodnia i miesiąca? Tak media deformują kobietę, a to od niej zależy, jaka będzie rodzina. Ile mediów, teraz głównie elektronicznych, skierowanych jest do młodzieży? Widzę wielkie zaniedbanie naszej strony przez jakieś lenistwo myślowe, przez brak środków – funduszy – i ludzi do tej posługi.

Z badań wynika, że młodzi codziennie spędzają w czasie wolnym blisko pięć godzin w sieci.

– To ich kształtuje, ale w jakim kierunku? Już hetman wielki Jan Zamoyski, który założył Akademię Zamojską, mówił w XVI wieku: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie młodzieży chowanie”. A co dopiero teraz, gdy młodzi są chowani: przez media, internet. Nie dziwmy się potem, jakie będą rezultaty.

Media katolickie nie mogą uchylić się od walki o dusze?

– Teraz trwa już wojna cywilizacyjna, która przebiega na różnych frontach. Jeden z absolwentów AKSiM, Robert Zawadzki, wydał właśnie książkę „Odnawialne źródła władzy. Polityka klimatyczna jako oręż podboju świata”. Nawet tę dziedzinę wykorzystuje się do zdobycia władzy nad innymi, np. obecnie Rosja w pewnym sensie jako broni używa gazu i ropy naftowej.

Za tym idzie narzucenie swojego destrukcyjnego światopoglądu, antymoralności, nihilizmu.

– To widać teraz w Unii Europejskiej. Mówią nam, ile dostaniemy pieniędzy z KPO. A tu chodzi o następne warunki, żeby nas uzależnić nie tylko w sprawach gospodarczych. To wszystko zmierza w kierunku zniewolenia naszego ducha, jedno z drugim jest powiązane. Na razie mówią, że musimy spełnić warunki w zakresie sądownictwa, by mogli pożyczyć nam pieniądze, bo to jest pożyczka na wielki, lichwiarski procent. Ale już widzimy, jak UE naciska, żeby we wszystkich krajach zrównać związki homoseksualne z małżeństwem, a potem dawać sodomitom dzieci na wychowanie. Wszystko można ludziom wmówić. Posługują się syndromem gotowanej żaby.

Powoli, małymi krokami, by znieczulić, zobojętnić Naród, który nawet nie zauważy, że już jest po wszystkim? Pozwolimy przeprowadzić na sobie podobną operację?

– Tak właśnie nas traktują. Dlatego media są ogromnie ważne. Dziękuję Panu Bogu za to, że stworzyli państwo „Nasz Dziennik” i pilnują, żeby on trwał. Nie sztuka coś stworzyć, ale większą sztuką jest, żeby to trwało i się rozwijało.

Czego Ojciec chciałby życzyć „Naszemu Dziennikowi”?

– Nie tylko trwania, ale rozwoju, dotarcia do wszystkich Polaków. Cieszę się, że „Nasz Dziennik” jest również w internecie. Życzę wszystkim Czytelnikom, żeby pozyskiwali następnych, żeby treści na łamach „Naszego Dziennika” dotarły do maksymalnej liczby ludzi, oby do wszystkich. Wtedy będzie dobrze. Żebyśmy byli dumni z tego, że jesteśmy katolikami i Polakami, nie chcieli przypodobać się jakimś prądom, które nie są Boże i w duchu naszej katolickiej Ojczyzny, pięknej Polski i jej najpiękniejszych postaci.

Powstanie Radia Maryja nazywa Ojciec cudem. Z „Naszym Dziennikiem” jest podobnie – 25 lat służby to niezwykły dar nieba.

– Tak, to jest wielki cud. Codziennie dziękuję za ludzi, którzy tworzą to dzieło. Boże, daj im łaskę wytrwałości, poczucie misji, wybrania, że są apostołami samego Jezusa Chrystusa. Daj im Ducha Świętego, niech ten ogień w nich płonie cały czas, żeby wiedzieli, Komu służą, jak bardzo są potrzebni, żeby kształtować Naród, by Polska była silniejsza, była silna Panem Bogiem.

To my, Ojcze, dziękujemy za nieustanne wsparcie, modlitwę, życzliwość, podtrzymywanie tego ognia gorliwości. Przy Radiu Maryja czujemy się bardzo mali, trochę jak Dawid przy Goliacie…

– Ojciec Andrea D’Ascanio, duchowy syn św. Ojca Pio, założyciel Białej Armii, obrońca życia, podczas naszego spotkania w Rzymie narysował na kartce papieru kropkę, a wokół niej – z jednej i z drugiej strony – zaokrąglone kreski. „Widzisz, ta kropka to jesteś ty, a to są ręce Maryi. Jesteś w Jej dłoniach kamykiem, a Ona ma strzelać jak Dawid, tylko trzeba się Jej oddać” – tłumaczył mi. Życzę „Naszemu Dziennikowi”, wszystkim twórcom, redaktorom, dziennikarzom, pracownikom, byście byli takim kamyczkiem Dawida w rękach Maryi.

Dziękuję za rozmowę.

Małgorzata Rutkowska

Nasz Dziennik