logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Polska ma misję

Niedziela, 29 stycznia 2023 (10:52)

Aktualizacja: Niedziela, 29 stycznia 2023 (11:00)

Żyliśmy w państwie zorganizowanej amnezji – III RP programowo odwróciła się od przeszłości. Powstanie „Naszego Dziennika” zmieniło bardzo dużo w obszarze pamięci.

Dwadzieścia pięć lat temu takie postacie, jak: Danuta Siedzikówna „Inka”, generał August Emil Fieldorf „Nil”, rotmistrz Witold Pilecki, rodzina Józefa i Wiktorii Ulmów czy matka Matylda Getter, mówiły większości Polaków niewiele albo nic. To nie był przypadek, zaniechanie wymuszone „ważniejszymi sprawami”. Żyliśmy w państwie zorganizowanej amnezji – III RP programowo odwróciła się od przeszłości. Powstanie „Naszego Dziennika” zmieniło bardzo dużo w obszarze pamięci. Przez ćwierć wieku podejmujemy – czasem samotnie – tematy przemilczane lub zafałszowane w medialnym przekazie, nie kłaniając się okolicznościom, modom czy nastrojom.

– To wszystko, co było nieobecne, skazywane na zapomnienie przed 1989 r. i po nim, znalazło azyl na łamach „Naszego Dziennika”. Co warto podkreślić, było to stałe, systematyczne działanie formacyjne. Wkład katolickiego dziennika w budowanie Polski płynącej z ducha Narodu, mówiąc językiem św. Jana Pawła II, kultury pamięci, jest trudny do przecenienia. To musi przynieść dobroczynny owoc – zwraca uwagę prof. Grzegorz Kucharczyk, wybitny historyk, nasz stały autor.

Zapowiedzią wyobcowania „nowych elit” ze wspólnoty narodowej były słowa Donalda Tuska z 1987 r.: „Polskość – to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu”. Już w warunkach wolności najpotężniejsze środowiska opiniotwórcze wytoczyły walkę wszystkiemu, co przez wieki tworzyło Polskę. – Odcinając się od dziedzictwa narodowego, chrześcijańskiego, chcą stworzyć nowego człowieka, który będzie pozbawiony pamięci o przeszłości, nic ona nie będzie mu mówiła. Taki był zamysł konstruktorów nowej rzeczywistości – wskazuje dr Jarosław Szarek, były prezes IPN, od lat związany z „Naszym Dziennikiem”.

Sponiewierany polski etos

Lata dziewięćdziesiąte minionego stulecia to apogeum tzw. transformacji, gdy komunizm przepoczwarzał się w postkomunizm, również w sferze pamięci. Kontrahenci umowy przy Okrągłym Stole – komuniści i wyselekcjonowana przez generałów Jaruzelskiego i Kiszczaka grupa działaczy „Solidarności”, bardzo pilnowali, by Polacy nie poznali prawdy o najnowszej historii, o mechanizmach zniewalania Narodu. Już latem 1989 r. rozpoczęła się akcja niszczenia archiwów PRL-
-owskiego aparatu terroru. Przez długie lata nikt, nawet naukowcy, o ofiarach bezpieki nie wspominając, nie miał dostępu do „teczek”, poza tzw. komisją Michnika, która przez wiele tygodni prawem kaduka buszowała w zasobach MSW.

Media liberalno-lewicowe sączyły antypolską propagandę, by rozmyć obraz Polski jako ofiary dwóch totalitaryzmów – niemieckiego i sowieckiego. Upokarzany Naród miał przepraszać za wszystko: Ukraińców za akcję „Wisła”, Żydów – za Jedwabne, Rosję – za jeńców bolszewickich z 1920 r. (wymyślona na Kremlu na rozkaz Michaiła Gorbaczowa operacja Anty-Katyń), Niemców – za „wypędzenia”. Polski etos sięgnął bruku, gdy pijany prezydent Aleksander Kwaśniewski zataczał się nad grobami naszych oficerów zamordowanych przez NKWD w Charkowie. W tym samym czasie nikt oficjalnie nie upominał się o zadośćuczynienie za zbrodnie sowieckie i niemieckie popełnione na Polakach i rozliczenie sprawców. Głucha cisza otaczała 130 tys. ofiar ludobójstwa OUN-UPA.

Skutki polityki amnezji były zastraszające. Według raportu z 1998 r. podsumowującego międzynarodowe badania na temat poczucia dumy narodowej „National Pride” na 23 narody (z krajów rozwiniętych) Polska zajmowała 17. miejsce. Pedagogika wstydu prowadziła do zerwania więzi i osłabienia tożsamości, co miało ułatwiać manipulowanie ludźmi, kolonizację umysłów. „Nasz Dziennik” widział to zagrożenie, dlatego sprawy historii były na naszych łamach traktowane priorytetowo i z należnym szacunkiem, jak uczyli św. Jan Paweł II i Prymas Tysiąclecia Stefan Wyszyński.

– Od samego początku „Nasz Dziennik” tworzył przestrzeń pamięci dla tego wszystkiego, co najistotniejsze w naszej historii, nie skupiając się jedynie na faktach, na wydarzeniach, ale również pokazując to, co dawało siłę naszym przodkom w trwaniu, w ocalaniu Polski. W tych zmaganiach bardzo ważna była wierność wartościom. Zasługi „Naszego Dziennika” w burzeniu pedagogiki wstydu, kłamstwa, zniesławiania, zohydzania polskiej historii, w obronie polskości są znaczące – akcentuje dr Jarosław Szarek.

Bez cenzury

Żeby nie powielać klisz propagandowych, fałszujących rzeczywistość, ważny jest język, jasne pojęcia, za pomocą których opowiadamy Państwu polską historię. A więc nie „wyzwolenie” przez Armię Czerwoną w 1945 r., tylko początek okupacji sowieckiej. Nie zbrodnie „stalinowskie”, ale „komunistyczne”. Nie „nazistowskie obozy” czy, broń Boże, „polskie obozy koncentracyjne”, lecz „niemieckie obozy”. Nie „Związek Radziecki”, ale „Związek Sowiecki”. Nie „Bitwa Warszawska”, tylko „Cud nad Wisłą”.

Wielokrotnie poruszaliśmy tematy uznawane za „kontrowersyjne” i niepożądane, nie stosując cenzury politycznej poprawności.

– To w „Naszym Dzienniku” można było rzetelnie odkłamywać sprawę Jedwabnego, gdy gdzie indziej mieliśmy tylko powierzchowne dotykanie tego tematu. A przecież to nie jedyne zagadnienie, starannie opisywane na łamach „Naszego Dziennika”. Cała sfera antypolskiej propagandy w świecie, która trwa od dziesiątków lat (!), byłaby nieznana Czytelnikom, bo gdzie mogliby to znaleźć? A w tych sprawach trzeba śmiało iść pod prąd, łamiąc politykę informacyjną kolejnych ekip – podkreśla Leszek Żebrowski, historyk od początku publikujący w „Naszym Dzienniku”.

W kontrze do mediów lewicowo-liberalnych obecny był na naszych łamach temat „czerwonych życiorysów”, powiązań rodzinno-towarzyskich ludzi z drugiego i trzeciego pokolenia UB, którzy zachowali ogromne wpływy w III RP.

– Szczegółowe analizy „czerwonych życiorysów” prominentów minionego trzydziestolecia (i nie tylko) dają Czytelnikom możność samodzielnego wnioskowania o rzeczywistości na podstawie rzetelnych, zweryfikowanych materiałów. Dziś mało kto ma czas i możliwości samodzielnego szukania wartościowych informacji, toniemy przecież w zalewie pustosłowia i tandetnej propagandy, gdzie prawda wymieszana z fałszem ma za zadanie wszystko relatywizować – stwierdza Leszek Żebrowski, zwracając uwagę, że życiorysy wielu osób są obecnie czyszczone, co widać chociażby w Wikipedii.

„Inka” powraca

Grudniowy dzień 2001 r. W poczcie (papierowej) dla działu publicystyki uwagę zwracała duża koperta firmowa Instytutu Pamięci Narodowej. Z Gdańska. W środku dyskietka (wtedy tak przekazywało się teksty „do komputera”) i tekst opatrzony tytułem „Aż do ofiary życia mego”. I plik zdjęć w staroświeckiej sepii i czarno-białych.

Pamiętam mój rosnący zachwyt, gdy czytałam kolejne strony reportażu historycznego Piotra Szubarczyka o Danucie Siedzikównie „Ince”, bohaterskiej sanitariuszce podziemia niepodległościowego. Co za cudowna postać, jak pięknie opisana! I te niezwykłe słowa: „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba”. Chwyciłam za telefon i już po chwili rozmawiałam z autorem, informując, że tak, oczywiście przyjmujemy jego tekst.

W numerze na Boże Narodzenie 2001 r. „Nasz Dziennik” opublikował pierwszy artykuł w prasie ogólnopolskiej poświęcony Danucie Siedzikównie. „Inka” rozpoczęła swój tryumfalny marsz do serc Polaków. Pokochała ją młodzież, znajdując w 18-latce wzór do naśladowania w chwilach, gdy musi dokonać wyboru, by zachować się jak trzeba.

– Będę zawsze głęboko wdzięczny „Naszemu Dziennikowi” za to, że jego redaktorzy w lot zrozumieli, jakie może być znaczenie postaci „Inki” dla życia duchowego Polaków w pokiereszowanych czasach postkomunizmu; że docenili wagę jej słynnych i znanych dziś każdemu Polakowi słów z więziennego grypsu – mówił nam Piotr Szubarczyk. – Od tej chwili „Nasz Dziennik” stał się moim największym sojusznikiem w tej sprawie. Potem także Radio Maryja i Telewizja Trwam. Jeśli dziś „Inkę” i „Zagończyka” zna cała Polska, to przede wszystkim dzięki tym mediom – dodawał historyk.

Finałem tej wspólnej drogi „Naszego Dziennika” z Danutą Siedzikówną był niezapomniany pogrzeb w 2016 r. dzielnej sanitariuszki i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”, których prochy odnalazł niestrudzony profesor Krzysztof Szwagrzyk (również nasz autor, pisał m.in. o agenturalnej przeszłości Wojciecha Jaruzelskiego i Stefana Michnika). Z okazji uroczystego pochówku do Państwa rąk trafiły wtedy razem z „Naszym Dziennikiem” duże fotografie „Inki” i „Zagończyka”.

Staramy się pokazywać postacie Żołnierzy Niezłomnych i innych bohaterów wielowymiarowo, nie ograniczając się do faktów, biografii. Sprowadzanie wielkich bohaterów do roli patriotycznych gadżetów to za mało, żeby zbudować coś trwałego. – Z Żołnierzy Wyklętych zrobiono dekoracje popkultury, natomiast nie nastąpił powrót do wartości, w których to pokolenie się wychowało i które pozwoliły mu przejść przez tortury w kazamatach bezpieki, śmiało stanąć w obliczu śmierci – zauważa dr Jarosław Szarek. Ich świat wartości to przesłanie „Inki” – „zachowałam się jak trzeba”, czy testament, jaki pozostawił płk Łukasz Ciepliński, który zginął za Polskę niepodległą, Chrystusową. Przejmujące grypsy więzienne komendanta IV Zarządu Głównego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” publikowaliśmy w całości w „Naszym Dzienniku”.

Świadkowie historii

W ogóle na długo, zanim pojawił się temat Żołnierzy Wyklętych, nasi autorzy przywracali pamięć o armii podziemia antykomunistycznego. Pisaliśmy o Hieronimie Dekutowskim „Zaporze”, rotmistrzu Zygmuncie Szendzielarzu „Łupaszce”, Józefie Franczaku „Lalusiu”. Obdarzyły nas zaufaniem rodziny bohaterów: córka generała Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, pani Maria Fieldorf-Czarska, i córka rotmistrza Witolda Pileckiego, pani Zofia Pilecka-Optułowicz. Pierwsze dodatki o ich niezłomnych ojcach ukazały się na naszych łamach już w 2002 r. Obie wspaniałe, dumne Polki udzielały nam wielokrotnie wywiadów, dzieląc się wspomnieniami i wskazując kierunek wychowania młodego pokolenia.

– „Nasz Dziennik” nie ulegał żadnym modom i pewne tematy podejmował zawsze. Na długo, zanim w ogóle powstał tzw. boom na historię w ujęciu prasy codziennej czy czasopism, na łamach „Naszego Dziennika” historia Polski i historia powszechna były obecne. W kwestiach, które były zafałszowywane lub skazane na zapomnienie, „Nasz Dziennik” nie musi niczego odkrywać, ponieważ robił wiele rzeczy, zanim inne środowiska odkryły pożytki z pisania o historii, popularyzowania wiedzy historycznej, zanim zostały uruchomione ważne, obecnie funkcjonujące programy ministerialne, które są dedykowane upowszechnianiu wiedzy historycznej – nie ma wątpliwości prof. Grzegorz Kucharczyk.

W celu jeszcze większej popularyzacji historii, dotarcia z prawdą do nowych Czytelników podjęliśmy współpracę z Instytutem Pamięci Narodowej, co zaowocowało powstaniem od 2007 r. dziesiątków dodatków historycznych IPN. Historycy Instytutu regularnie goszczą na naszych łamach, te artykuły się nie starzeją, a nawet stają się jeszcze bardziej aktualne, jak publikacje Anny Zechenter o imperialnej polityce Rosji i Związku Sowieckiego. Z dużym oddźwiękiem wśród Czytelników spotykają się nasze cykle historyczne, np. „Księża Niezłomni” czy obecnie „Katownie bezpieki”. Do autorów zgłaszają się świadkowie opisywanych wydarzeń, rodziny ofiar, przekazują cenne wspomnienia. Naprawdę łączy nas pamięć – także ta dotycząca ludobójczej depolonizacji, niewyobrażalnych rzezi na Polakach z Wołynia i Małopolski Wschodniej dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów z OUN-UPA w latach 1939-1945.

Z fałszywą historią walczymy najskuteczniejszą bronią, jaką jest prawda. Temu celowi służą cotygodniowe „Środy z historią” i obszerne dodatki specjalne z okazji ważnych rocznic. Bodaj pierwszy poświęciliśmy Powstaniu Warszawskiemu, oddając głos uczestnikom wielkiego zrywu ku wolności. Było co odkłamywać, zwłaszcza po pamflecie „Gazety Wyborczej” pt. „Czarne karty powstania”, oskarżającym powstańców o mordowanie Żydów.

Uczciliśmy specjalnym dodatkiem 80-lecie Cudu nad Wisłą w 2000 roku, 100-lecie urodzin Prymasa Stefana Wyszyńskiego, kolejne rocznice porwania i męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki i wiele, wiele innych. Przed 20. rocznicą wprowadzenia stanu wojennego poprosiliśmy Czytelników o nadsyłanie wspomnień, relacji, dokumentów, zdjęć, pamiątek z tego bolesnego czasu. Odzew był ogromny. Bezcenne materiały posłużyły do przygotowania kilku bardzo ciekawych dodatków specjalnych. W tym samym czasie, w 2001 r., Adam Michnik ogłosił generała Kiszczaka „człowiekiem honoru”. W takim żyliśmy świecie.

Nasi Czytelnicy nie zawiedli, gdy zwróciliśmy się z apelem o wspomnienia z Powstania Warszawskiego, II wojny światowej i związane ze zbrodnią katyńską. Otworzyli swoje rodzinne archiwa, udostępniając unikalne pamiątki. Pokłosiem tej wspólnej akcji były książki wydane przez „Nasz Dziennik” zawierające wspomnienia świadków historii.

– Z pewnością przyszli historycy będą musieli zajrzeć do roczników „Naszego Dziennika”, żeby mieć dostęp do świadectw ludzi, którzy byli zanurzeni w dramatyczną historię Polski w XX wieku czy jako żołnierze Polskiego Państwa Podziemnego, Żołnierze Niezłomni, czy jako uczestnicy Powstania Warszawskiego – zauważa prof. Grzegorz Kucharczyk.

Wyjątkowym honorem było objęcie przez redakcję patronatu nad budową pierwszego w Polsce Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce. W wmurowanym kamieniu węgielnym umieszczony został egzemplarz „Naszego Dziennika” – na pamiątkę dla przyszłych pokoleń. Zanim Muzeum przyjęło pierwszych gości, ówczesny dyrektor Jacek Karczewski w cyklu „Śladami Niezłomnych” przedstawiał nieznane wstrząsające historie bohaterów podziemia na północno-wschodnim Mazowszu, żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Tak powstała książka „Śladami Niezłomnych”.

Bóg jest Panem historii

Tym, co odróżnia nasze spojrzenie na historię od spojrzenia innych mediów, jest perspektywa chrześcijańska – wiemy, że to Bóg jest Panem dziejów. W dobie kulturowej rewolucji prawda o Bożym działaniu w życiu człowieka i narodów jest szczególnie deprecjonowana. – Żyjemy w tak trudnych czasach, że nawet w wielu środowiskach w Kościele ta prawda ulega jakiemuś zamąceniu czy spychana jest na dalszy plan. A w „Naszym Dzienniku” jest stale obecna chrześcijańska wizja dziejów, która ujmuje historię również jako obszar interwencji Bożej Opatrzności – wskazuje prof. Grzegorz Kucharczyk.

Przypominając „magnalia Dei”, wielkie dzieła Boże w naszej przeszłości, widoczne choćby w wiktorii wiedeńskiej czy Cudzie nad Wisłą, pragniemy przypomnieć, że Polska ma swoją misję dziejową. „Przeszłość to jest dziś, tylko cokolwiek dalej” – pisał Cyprian Kamil Norwid, w przeszłości tkwi klucz do zrozumienia teraźniejszości i stawienia czoła przyszłości.

– Trzeba sobie uzmysłowić kleszcze, w jakich się dziś znajdujemy – od Wschodu zagrożenie militarne, od Zachodu może groźniejsze, bo dotyczące wymiaru duchowego. W tych zmaganiach, jeżeli odrzucimy Boga, przyszłość rysuje się w niezbyt jasnych barwach. O to też chodzi dekonstruktorom naszego świata, żeby ludzi uczynić bezwolnymi. „Nasz Dziennik” zaś pokazuje, gdzie jest siła i na czym można się oprzeć – przekonuje dr Jarosław Szarek.

Wiara w Bożą obecność w historii pozwoli spełnić Polsce jej duchową misję, także wobec innych narodów. Tej sprawie służy „Nasz Dziennik”.

Małgorzata Rutkowska

Nasz Dziennik