Miejski Zarząd Dróg i Zieleni wystosował pismo wzywające NSZZ „Solidarność” do niezwłocznego usunięcia lub dostosowania „reklamy” do ustaleń uchwały krajobrazowej. Powołuje się przy tam na obowiązującą od 2018 r. uchwałę krajobrazową, która reguluje zasady umieszczania na terenie Gdańska takich urządzeń, jak: reklamy budynkowe i wolnostojące, szyldy, ogrodzenia czy obiekty małej architektury. Związkowcy wskazują jednak, że w przypadku baneru nie ma mowy o reklamie, a działania magistratu Gdańska są wycelowane wyłącznie w uciszenie „Solidarności”, która upomina się o prawa pracownicze. Jak przypomina w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Barbara Michałowska, kierownik Biura Prasowego NSZZ „Solidarność”, związek ma zapisane w statucie dbałość o prawa pracownicze, a także wpływanie na kształt polityki gospodarczej kraju. – Nie mamy wątpliwości, że przepisy ZŁ uderzają w dużym stopniu m.in. w pracowników. I dlatego wystąpiliśmy z inicjatywą zorganizowania referendum dotyczącego ZŁ. Baner umieszczony na budynku naszej siedziby wynika więc ze zwykłej statutowej działalności związku zawodowego, i nie jest, jak uważa miasto, reklamą. Cele reklamy są zupełnie inne. My nic nie reklamujemy. To informacja o społecznym sprzeciwie i inicjatywach w tym zakresie. Baner zachęca do złożenia podpisu pod wnioskiem o referendum ws. odrzucenia regulacji tzw. ZŁ, ale przecież nic nie reklamuje – wyjaśnia Barbara Michałowska. I dodaje, że inicjatywa podjęta przez związek jest społecznie potrzebna i ma charakter długotrwały. – Decyzję miasta odbieramy jako próbę uciszania „Solidarności”. Nie ma na to naszej zgody – akcentuje. Przedstawicielka związku wskazuje na paradoks, że w mieście, które jest kolebką „Solidarności” i które szczyci się swoją otwartością na różne poglądy, dziś próbuje się ograniczać jej działanie. – To tu rodziła się polska demokracja. A dziś pod groźbą kary finansowej próbuje się ją ograniczyć. Przecież referendum to wyraz demokracji bezpośredniej, a inicjatywa obywatelska to narzędzie, za pomocą którego społeczeństwo może dać wyraz swoim oczekiwaniom, wywierać presję na polityków – zaznacza Barbara Michałowska.
Przypomina także, że to już nie pierwsza haniebna próba cenzurowania czy uciszania „Solidarności”. Już w 2021 r. gdański Zarząd Dróg i Zieleni nałożył na związek karę w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych. Wtedy pretekstem były dwa banery zawieszone przy okazji upamiętnienia 40-lecia powstania NSZZ „Solidarność”. Na jednym z nich znajdowało się hasło „Człowiek rodzi się i żyje wolnym”, a na drugim cytat z Jana Pawła II: „Nie ma wolności bez Solidarności”. Związek odwołał się wtedy do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które stwierdziło, że kara została nałożona niesłusznie. SKO powołało się na artykuł 37c pkt 1 Ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, który stanowi, że przepisów dotyczących reklam nie stosuje się do upowszechnienia informacji „trwale upamiętniającej osoby, instytucje lub wydarzenia”. – Dziwią nas te zakusy władz miasta wobec rzeczy, które upamiętniają bardzo istotne dla społeczeństwa wydarzenia czy osoby. Wcześniej miasto nie zgadzało się na umieszczenie przez „Solidarność” ważnych wizerunków i słów wielkich Polaków. Dziś próbuje usunąć baner zachęcający do udziału w referendum. Trudno zrozumieć takie postępowanie – nie kryje zdziwienia nasza rozmówczyni.
A „Solidarność” tylko podczas manifestacji w Warszawie 10 maja zebrała ponad 150 tysięcy podpisów pod wnioskiem w sprawie referendum dotyczącego Zielonego Ładu. Jak poinformował nas Bartłomiej Mickiewicz, zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, podpisy ciagle spływają, jest ich już kilkaset tysięcy.
Andrzej Śniegula, wiceprzewodniczący NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność” Województwa Łódzkiego, podkreśla, że Zielony Ład bardzo mocno ingeruje w kompetencje państwa polskiego i ogranicza naszą suwerenność. – To jest ważne, abyśmy wszyscy zabrali głos i odpowiedzieli, czy się na to zgadzamy. Myślę, że duża część społeczeństwa zaczyna rozumieć, w jak niebezpiecznym kierunku zmierzają działania unijne. One nie mają nic wspólnego z dobrem człowieka. Bazują tylko na szlachetnych hasłach, a w rzeczywistości urągają zdrowemu rozsądkowi, ponieważ są przesiąknięte ideologią – wskazuje w rozmowie z nami.
Próba zniewolenia człowieka
O tym, jak ważne jest to, aby z prawdą o Zielonym Ładzie dotrzeć do młodego pokolenia, mówi nam Alfred Bujara, przewodniczący Krajowej Sekcji Pracowników Handlu NSZZ „Solidarność”. – Dziś młodzież nie wie, co może stracić. Młodzi są mamieni tzw. zieloną ekologią. Mówi im się, że Ziemia płonie. Niestety, duża część wierzy w te brednie. Nie zdają sobie jednak sprawy z tego, co mogą stracić, jeśli rozwiązania Zielonego Ładu zaczną obowiązywać. Ideolodzy chcą ograniczeń: ilości spożywanego jedzenia, sprzedaży ubrań, możliwości swobodnego podróżowania, korzystania z technologii cyfrowych i wielu innych. Dlatego potrzeba edukacji, aby prawda została usłyszana – apeluje Alfred Bujara. Ostrzega, że Zielony Ład to próba zniewolenia człowieka. – Wszystko idzie w tym kierunku. Ta ideologia, którą niesie ze sobą polityka klimatyczna, dąży do odebrania nie tylko wolności człowieka, lecz także – jego godności. Dojdzie do upodlenia Polaków. To jest dla nas bardzo niebezpieczne, ponieważ staniemy się biedakami Europy – alarmuje związkowiec. Zwraca uwagę, że ZŁ cofnie polską gospodarkę i polską pozycję międzynarodową do czasów PRL. – Kiedy niemal pół wieku byliśmy pod niewolą Związku Sowieckiego, w tym czasie Zachód się rozwijał. Dziś znów skazuje się nas na bycie wyrobnikami Europy, tanią siłą roboczą i rynkiem zbytu dla Niemiec – podkreśla.

