logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Upominajmy się o „Nasz Dziennik”

Sobota, 28 września 2024 (19:41)

Aktualizacja: Sobota, 28 września 2024 (19:44)

Jesteśmy z Państwem już prawie 27 lat. Prosimy o codzienne kupowanie „Naszego Dziennika” i wytrwałe domaganie się jego obecności w punktach sprzedaży

Obecna sytuacja w Polsce zagraża dalszemu istnieniu naszego Narodu. Rodzi się coraz mniej dzieci, szkoły otrzymują zadanie demoralizowania młodego pokolenia. Wielu Polaków wymaga od siebie coraz mniej. Musimy być jednak mądrzy w działaniu. Aby nasze kroki były skuteczne, potrzebna jest wzajemna komunikacja. Temu chcemy służyć naszymi łamami. – Jest wiele czynników, które powodują, że dostępność naszego tytułu maleje. Cały czas z mapy polskich miejscowości znikają punkty sprzedaży prasy – mówi Marcin Nowina Konopka, prezes spółki Spes, wydawcy „Naszego Dziennika”. Na to nakłada się niewydolność Poczty Polskiej, która poprzez listonoszy dostarcza „Nasz Dziennik” prenumeratorom. – Coraz częstsze są sygnały naszych Czytelników, którzy alarmują, że listonosz dociera do nich co kilka dni. Naturalnie pojawiają się też pytania: czy takie działania nie są podejmowane celowo? Czy komuś zależy na tym, aby polska prasa przestała istnieć? Dlaczego państwo nie wspiera polskich mediów? Tych pytań i wątpliwości jest dużo więcej. Ale na nich nie poprzestawajmy. Musimy wziąć sprawy w swoje ręce i zawalczyć o to, aby „Nasz Dziennik” docierał wszędzie. Kupujmy „Nasz Dziennik” i upominajmy się o niego – akcentuje Marcin Nowina Konopka.

Do tego apelu dołącza się prof. Janusz Kawecki, medioznawca, który potwierdza, że trudności, z jakimi zmaga się katolickie pismo, są wymierzone zarówno w „Nasz Dziennik”, jak i w Czytelników. – Wielokrotnie spotkałem się z sytuacją, że punkty sprzedaży zamawiają tylko pojedyncze numery gazety. Nawet tam, gdzie zainteresowanie „Naszym Dziennikiem” jest bardzo duże. To jawna dyskryminacja, która jest motywowana chęcią ograniczenia dostępu do prawdy. Każdy z nas musi upominać się o „Nasz Dziennik” – zaznacza prof. Janusz Kawecki.

Nasi wieloletni wierni Czytelnicy potwierdzają, że kłopoty z dostępnością „Naszego Dziennika” w punktach sprzedaży nasiliły się zwłaszcza w ostatnim czasie. Pan Marian z Rudy Talubskiej koło Garwolina od wielu lat codziennie w kiosku kupował to pismo. Był stałym klientem kiosku Ruchu w Garwolinie. – Dziś – jak nam przekazuje – w całym mieście nie sposób znaleźć żadnego kiosku. Wszystkie zostały zlikwidowane. – Dlatego musiałem szukać innego punktu, w którym dostępny jest „Nasz Dziennik” – relacjonuje. Podkreśla, że postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i samemu upomnieć się, aby sklep, w którym robi codzienne zakupy, był zaopatrzony również w „Nasz Dziennik”. – Nie chciałem, aby likwidacja kiosków uniemożliwiła mi dostęp do gazety. Dlatego poprosiłem w sklepie nieopodal mojego domu, aby w jego ofercie sprzedażowej był „Nasz Dziennik”. Okazało się, że to dla nich nie stanowi żadnego problemu. W ten sposób codziennie go kupuję. Widzę, że kierownik sklepu zamawia prasę nie tylko dla mnie. Każdego dnia jest kilka numerów – podkreśla nasz Czytelnik. I zwraca uwagę, że ta lektura pozwala mu na trzeźwą ocenę sytuacji, w jakiej znajduje się obecnie nasze państwo. – W innych mediach nie możemy liczyć na rzetelny przekaz. Gazety, których kapitał nie jest polski, nie są zainteresowane pokazaniem prawdy. Inaczej jest w przypadku „Naszego Dziennika”. Przez lata to pismo, które jest wiarygodne, wbrew politycznej poprawności, informowało nas o przemianach, jakie dokonują się w naszym kraju. Dlatego dziś, kiedy mamy tak zmasowany atak na Polskę, musimy wpierać polską prasę. Nie możemy oglądać się na innych. Musimy działać, bo inaczej tej polskiej, katolickiej gazety nie będzie. Takie są prawa rynku. Kochasz Polskę – kupuj „Nasz Dziennik”. To proste – zachęca pan Marian.

O tym, że nie każdy punkt sprzedaży chętnie dystrybuuje „Nasz Dziennik”, mówi nam z kolei prof. Janusz Kawecki. – Byłem niedawno na krakowskim lotnisku i chciałem przed podróżą kupić „Nasz Dziennik”. Niestety, mimo wczesnej godziny porannej pani w sklepie powiedziała mi, że już nie ma. Pojedyncze numery zamawiane przez nią już się rozeszły. To skandal. Przecież na tym lotnisku przewija się setki, jeśli nie tysiące ludzi. Okazuje się, że nawet ten argument nie przekonuje sprzedawcy, aby zamówił więcej egzemplarzy tego dziennika. To działanie celowe, żeby ograniczyć osiągalność katolickiego pisma – wskazuje. Dlatego popiera inicjatywy Czytelników, którzy sami zabiegają o jego dostępność. – Dostęp do katolickich mediów to nasze prawo. Zasługujemy na to, aby mieć własne pismo. Nie dajmy więc go sobie odebrać – akcentuje prof. Janusz Kawecki.

Czekamy na listy

Problemy z zakupem „Naszego Dziennika” można też zgłaszać bezpośrednio do naszej redakcji. – Jeśli widzą Państwo, że w sklepach, w których do tej pory sprzedawany był „Nasz Dziennik”, już go nie ma, prosimy o powiadomienie nas o takich sytuacjach. Napiszcie Państwo, jakie są tłumaczenia sprzedawców. A może te problemy udało się już pokonać. Proszę, podzielcie się z nami tym wszystkim. Listy od Państwa, Państwa uwagi, ale też wspomnienia, świadectwa to integralna część „Naszego Dziennika”. Bardzo je cenimy i na nie czekamy – zaznacza prezes Marcin Nowina Konopka.

Pięknym świadectwem podzielił się z nami pan Andrzej Śniegula z Wróblewa koło Sieradza. Nasz stały Czytelnik od lat namawia innych do tego, aby czytali „Nasz Dziennik”. – Jestem prenumeratorem „Naszego Dziennika”. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja i Telewizja Trwam to jedna wielka rodzina. A w rodzinie wszyscy powinniśmy się wspierać. Dlatego zdecydowałem się na prenumeratę. Czytam „Nasz Dziennik”, ponieważ to jest pismo, które nie tylko pokazuje nam prawdę o świecie. Ale jest to także pismo katolickie, które nas formuje – jako katolików, jako Polaków. Daje nam wskazówki, jak przeżyć życie odpowiedzialnie, godnie, uczciwie – po katolicku. A prenumerata gwarantuje mi, że niezależnie od wszystkiego nie przegapię żadnego tekstu. Z drugiej strony, wykupując prenumeratę, wspieram redakcję, aby mogła dalej funkcjonować, aby dziennik mógł być dalej wydawany. Wszystko kosztuje. Musimy mieć świadomość, jakich ogromnych nakładów finansowych wymaga utrzymanie pisma na wysokim poziomie. Prenumerata jest więc dla redakcji możliwością jej stabilnego funkcjonowania – akcentuje Andrzej Śniegula.

Zachęcajmy innych

Mechanizmy funkcjonowania na trudnym rynku wydawniczym polskiej prasy katolickiej rozumie również Piotr Wojtasik z Torunia. Dlatego kupuje „Nasz Dziennik” i zachęca do tego innych. – Wiemy, że lewicowe media działają w swoistym sojuszu. Im zależy na tym, aby Polak był otoczony z każdej strony przez media forsujące ideologiczny przekaz. Dlatego robią wszystko, aby ludzie nie dowiedzieli się o „Naszym Dzienniku”. Naszym zadaniem jest zachęcenie innych do kupowania pisma. My, kochający Polskę, pokażmy, że zależy nam na tym, aby rodzima prasa nie została wyparta przez polskojęzyczne, ale antypolskie media. Dlatego nie tylko my codziennie kupujmy „Nasz Dziennik”, ale postarajmy się, aby kupowało go jak najwięcej ludzi – tłumaczy. Przyznaje, że wielokrotnie przeczytane numery zostawia w kruchcie swojego kościoła parafialnego. – Mam nadzieję, że jeśli kogoś zainteresuje jakiś tekst, to potem sam kupi „Nasz Dziennik”. Tym bardziej że „Nasz Dziennik” jest pismem dla całej rodziny: od najmłodszych do najstarszych. Dla tych, którzy interesują się polską historią, dla tych, którzy kochają Polskę. Ufam, że są nas miliony – stwierdza.

Do czytania i kupowania „Naszego Dziennika” zapraszają także kapłani. – Wielu moich parafian czyta „Nasz Dziennik”. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ to medium dla katolików, które podejmuje tematy ważne i napisane przystępnym językiem. A autorami tekstów są wybitni specjaliści z różnych dziedzin. To gwarantuje bardzo wysoki poziom. Moi parafianie dzięki „Naszemu Dziennikowi” otrzymują odpowiednią formację, dlatego warto czytać „Nasz Dziennik” codziennie – zauważa ks. Sławomir Kostrzewa.

Nasi rozmówcy są też zgodni, że w trudnym czasie, w którym lewicowa, deprawująca ideologia atakuje polskie społeczeństwo, ważna jest modlitwa – również w intencji „Naszego Dziennika”. – W codziennej rozmowie z Bogiem nie zapominajmy o „Naszym Dzienniku”. Modlitwa, która wyprosi u Boga łaski potrzebne do tego, aby codzienne wydawanie gazety było po prostu możliwe, jest dziś bardzo potrzebna. I oczywiście róbmy wszystko, aby „Nasz Dziennik” utrzymał się na rynku wydawniczym – konkluduje prof. Janusz Kawecki.

Urszula Wróbel

Nasz Dziennik