logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Polski węgiel zalega na hałdach

Wtorek, 5 listopada 2024 (10:46)

Aktualizacja: Wtorek, 5 listopada 2024 (10:55)

We wrześniu 2023 roku z polskich kopalń wyjechało
3,47 mln ton węgla kamiennego, co stanowiło spadek
o 17,3 proc. w porównaniu z wrześniem 2022 roku.

Dla branży to kolejny trudny okres – sprzedaż tego surowca zmniejszyła się o 17,7 proc., co oznacza,
że przemysł wydobywczy boryka się z coraz większymi trudnościami. Od początku roku polskie kopalnie wyprodukowały 30,6 mln ton, co stanowi o 2 proc.
mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. 
– Zmniejszenie produkcji wynika z ograniczenia odbioru zakontraktowanego węgla przez krajowe elektrownie. Mimo umów spółki energetyczne deklarują, że nie odbiorą części zakontraktowanego surowca. Powody nie są jasne
– być może wynika to z przeniesienia zobowiązań na kolejny rok – mówi nam Bogusław Hutek, przewodniczący Krajowej Sekcji Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ „Solidarność”. Ta sytuacja przypomina wydarzenia z 2019 roku, gdy PGG wyprodukowała 30 mln ton, ale w kolejnym roku, wobec gwałtownego spadku zamówień, musiała ograniczyć wydobycie o 6 mln ton. – I choć ministerstwa odpowiedzialne za górnictwo i energetykę powinny skoordynować działania, brak wzajemnego porozumienia jest widoczny, a efektem są rosnące zapasy niewykorzystanego węgla na hałdach – dodaje związkowiec.

W kontekście globalnym, gdy polskie górnictwo ogranicza wydobycie, Polska sięga coraz częściej po zagraniczne źródła węgla. Kazachstan stał się kluczowym partnerem
w imporcie – jego udział w dostawach węgla do Polski sięga obecnie 41 proc. Ten importowy trend przybrał
na sile po eskalacji konfliktu rosyjsko-ukraińskiego
i związanych z nim sankcjach na Rosję. W sierpniu
z Kazachstanu sprowadzono 385 tys. ton, a od początku roku łącznie 2,2 mln ton. – Kosztuje nas to podwójnie,
bo oprócz wydatków na import węgla musimy też finansować niewykorzystane moce produkcyjne
w kopalniach, które trzeba utrzymać w gotowości dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju.
Ta sytuacja przypomina klasyczny przypadek socjalizacji kosztów i prywatyzacji zysków – importerzy zarabiają,
a społeczeństwo dokłada się do pokrycia strat polskiego górnictwa – podnosi prof. Władysław Mielczarski.

Porównanie kosztów rodzimych i importowanych zasobów jest wyzwaniem dla polskiego rynku. W sierpniu cena polskiego węgla dla elektrowni wynosiła średnio 479 zł za tonę, natomiast za węgiel z Kazachstanu importerzy płacili około 525 zł. W efekcie mimo wyraźnych kosztów polski węgiel jest wciąż bardziej opłacalny, choć boryka się
z trudnościami finansowymi.

Obok Kazachstanu, który odpowiada za 41 proc. importowanego węgla do Polski, istotną rolę odgrywają
też dostawy z Kolumbii i USA. Kolumbijski węgiel, będący drugim największym źródłem importu (24 proc. całości), kosztował w sierpniu średnio 113 euro za tonę,
co przekłada się na około 490 zł według kursu euro. Jeszcze droższe okazały się dostawy zza oceanu – węgiel amerykański, odpowiadający za 10 proc. importu, wyniósł polskich importerów średnio 196 euro za tonę, czyli około 849 zł.

– Polityka państwa, działająca bardziej na korzyść nielicznych przedsiębiorców niż całego społeczeństwa, skutkuje niekontrolowanym wyciekiem kapitału. Mamy
do czynienia z rosnącą liczbą układów biznesowych, gdzie korzyści trafiają do wąskiego grona, a koszty ponoszą wszyscy – akcentuje prof. Władysław Mielczarski.
W rezultacie instytucje państwowe, które powinny chronić gospodarkę i obywateli, zawodzą, umożliwiając rozwój kolejnych luk podatkowych, mafii VAT-owskich czy nielegalnych interesów związanych z surowcami.
– Niestety, ten brak zdecydowanych działań ze strony państwa tylko podsyca kolejne problemy, sprawiając,
że Polska zamiast gospodarczego bezpieczeństwa dostarcza obywatelom ciągły strumień strat
– podsumowuje ekspert.

RS, „Nasz Dziennik”

NaszDziennik.pl