logo
logo

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Patrzę na owoce, nie na gesty

Wtorek, 30 kwietnia 2013 (02:10)

Z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, dyrektorem Radia Maryja, rozmawia Dariusz Pogorzelski

Udzielając wywiadu „Naszemu Dziennikowi” dotyczącego książki Tomasza Sakiewicza, chciał Ojciec rozpętać jakąś awanturę? Redaktor Sakiewicz w reakcji na tę rozmowę w internecie opublikował tekst, w którym napisał między innymi: „Apeluję, by nie rozpętywać awantur, na których skorzysta tylko i wyłącznie przeciwnik”.

– W żadnym wypadku nie miałem takiego zamiaru. Ustosunkowałem się do tego, co w swojej książce napisał pan Sakiewicz i co jest nieprawdą w stosunku do mnie. Nie mogę się zgodzić na nieprawdę, jest już jej wiele w mediach liberalno-lewicowych. A teraz pojawiły się kolejne, i to ze strony, która nazywa się prawicową. Dlatego zgodziłem się na ten wywiad, w którym też przypomniałem pewne fakty.

Bardzo ważne fakty, do niektórych odniósł się pan Sakiewicz.

– Redaktor Sakiewicz nie zaprzeczył, że byliśmy w „Gazecie Polskiej” pomówieni o współpracę z jakimiś służbami rosyjskimi. Napisał też, że Ks. Abp Stanisław Wielgus sam przyznał się do współpracy z SB. Powtórzę to, co powiedziałem w poprzednim wywiadzie: Ksiądz Arcybiskup mówił do mnie i do kilku innych księży na temat tego, co działo się w związku z ingresem: „To było poza mną”. Wszystko to działo się w czasie zamachu na jego posługę Arcybiskupa, a zapytany, czy dostawał („leki”) jakieś środki, powiedział: „Dawali mi jakieś środki na uspokojenie”. Czy nie wpływano więc także na jego świadomość? Wiemy, że medialnie przy pomocy także ludzi, którzy nazywali się dziennikarzami katolickimi i prawicowymi, zaszczuto Księdza Arcybiskupa. Już po tych wydarzeniach zapytałem Księdza Arcybiskupa, czy współpracował. Odpowiedział: nie i nikomu nie zrobiłem krzywdy.

W swojej książce red. Sakiewicz pisze też: „próbowałem [po sprawie Księdza Arcybiskupa Wielgusa] jakoś sprawę załagodzić z Ojcem Tadeuszem Rydzykiem, ale nie za cenę wycofania się z oczywistych faktów”. Jakie to były próby?

– Po pierwsze, red. Sakiewicz nie rozmawiał ze mną w tych i innych sprawach. Nie otrzymałem też od niego żadnej korespondencji. Ten fragment książki bardzo mnie zaskoczył. Pisząc, że próbował jakoś tę sprawę załagodzić, ale nie za cenę wycofania się z oczywistych faktów, sugeruje, że ze mną rozmawiał czy prowadził jakąś wymianę zdań. Nic takiego nie miało miejsca. Z panem Sakiewiczem rozmawiałem raz w życiu, kiedy zaprosiłem go do Radia Maryja. Drugi raz na rocznicy pogrzebu Pana Prezydenta przy wyjściu z bazyliki Mariackiej. Pan Sakiewicz zapytał mnie, czy pójdę pod Krzyż Katyński. Odpowiedziałem panu Sakiewiczowi: Panie redaktorze, Ksiądz Arcybiskup Wielgus, Ksiądz Arcybiskup Wielgus. I tak się rozstaliśmy. Chciałbym jeszcze powiedzieć jedną rzecz. Jeżeli ktoś kocha Kościół, to widać to w całej jego postawie. Proszę wybaczyć, ale jakoś nie zauważam w „Gazecie Polskiej” wielkiej miłości do Kościoła, raczej to jest gazeta laicka.

Ale, Ojcze, w „Gazecie Polskiej” zamieszczane były medaliki św. Benedykta, redakcja organizowała pielgrzymkę do św. Ojca Pio. To przecież piękne religijne inicjatywy.

– W gazetach zamieszczane były różne rzeczy. „Gazeta Wyborcza” po śmierci Jana Pawła II miała o nim dodatki, które reklamowano m.in. na billboardach w całej Polsce z napisem „nasz papież”. Ale czy to było z miłości do Kościoła? Pamiętajmy: „Po uczynkach ich poznacie”. To, że są medaliki, to jeszcze nie wszystko. Przy tego typu sprawach zawsze obawiam się, czy nie ma tu jakiejś manipulacji. Proszę zobaczyć, ile razy manipulowano nami. Zrobiono wiele po to, aby zagospodarować katolików, odwołując się do wartości chrześcijańskich i patriotycznych. W 1980 roku „Solidarność” zgromadziła bardzo oddanych Panu Bogu i Polsce ludzi, których – jak się okazało – „wyprowadzono w pole”. Potem kilka razy było podobnie. Ja też byłem naciągnięty na patriotyzm, na Pana Boga, na Kościół, uwierzyłem i uwierzyło wielu ludzi. Później okazywało się, że było to „wyprowadzenie wojska w pole”. Patrzę na owoce, nie na gesty. A poza tym często było tak, że na sprawach pobożnościowych zarabiali w Polsce niekoniecznie katolicy, nie mówię, że pan Sakiewicz nie jest katolikiem.

Po ukazaniu się w „Naszym Dzienniku” naszej rozmowy z Ojcem pojawiły się w niektórych środowiskach komentarze, że Ojciec dzieli prawicę. Jak Ojciec oceni te opinie?

– Nie mam żadnego zamiaru dzielić kogokolwiek. Odpowiedziałem na to, co red. Sakiewicz napisał. Nie odzywałbym się, gdyby nie te nieprawdziwe słowa w ostatniej książce.

Redaktor Sakiewicz w swojej odpowiedzi na wywiad z Ojcem pisze: „Przekazuję Ojcu Rydzykowi i jego współpracownikom znak pokoju”. No to szlachetny gest.

– Tak, trzeba podać dłoń, ale najpierw trzeba odwołać pewne rzeczy. Redaktor Sakiewicz nigdy nie odwołał tego, co napisała „Gazeta Polska” o rzekomej współpracy Radia Maryja ze służbami rosyjskimi. Podtrzymuje zarzuty wobec Księdza Arcybiskupa, nie zwracając uwagi na to, jak było naprawdę. Najpierw trzeba odwołać to, co się napisało czy powiedziało, i ewentualnie przeprosić. Taka jest kolej rzeczy. Mogę jeszcze jedno powiedzieć. Nie gniewam się na nikogo, na red. Sakiewicza też się nie gniewam, nie mam takiego zwyczaju. Mówię tylko o faktach i życzę Bożych łask, Bożego błogosławieństwa.

 

Dziękuję za rozmowę.

Dariusz Pogorzelski

Nasz Dziennik