Sobotnia uroczystość odbyła się przed pomnikiem Martyrologii Dzieci, nazywanym też pomnikiem Pękniętego Serca, który przypomina o działającym w Łodzi w latach 1942-1945 hitlerowskim obozie przy ul. Przemysłowej. W okresie PRL na terenie obozu przy Przemysłowej zbudowano nowe osiedle; oprócz jednego niewielkiego budynku nie ma tam żadnego śladu dawnego miejsca kaźni, którego działalność zakończyła się 18 stycznia 1945 roku, gdy oprawcy, uciekając w panice przed zbliżającymi się wojskami sowieckimi, pozostawili swojemu losowi ok. 800-900 małych więźniów.
Wśród uczestników uroczystości przy pomniku Pękniętego Serca był Jerzy Jeżewicz, który do obozu w Litzmannstadt (tak hitlerowcy przemianowali Łódź w czasie okupacji) trafił 10 września 1943 r. w wieku 2,5 roku razem z 3,5-letnim bratem.
„Na Przemysłowej byliśmy prawie rok, do 30 lipca 1944 r. w momencie kiedy likwidowano getto żydowskie załadowano nas na pociąg i przewieziono nas do obozu w Potulicach, gdzie byliśmy już do wyzwolenia, czyli do 22 stycznia 1945 r. Ile razy staję przed tym pomnikiem, to zawsze czuję za sobą, że ktoś tam jeszcze jest; ktoś, kto został tam na wieki” – mówił Jerzy Jeżewicz.
Dawny więzień obozu dla dzieci przypomniał, jak przez lata pamięć o martyrologii małych Polaków była zacierana i wręcz lekceważona, co doprowadziło do tego, że dokumenty dotyczące niemieckiej działalności przy Przemysłowej ujawniano dopiero po wielu dekadach od zakończenia II wojny światowej.
„Z przykrością trzeba stwierdzić, że obóz na Przemysłowej został fizycznie zlikwidowany – zepchnięty spychaczami, a na jego miejscu zostało postawione piękne osiedle mieszkaniowe. To jedyny taki obóz w Europie, który tak został potraktowany. My wszyscy [dawni więźniowie], którzy jeszcze jesteśmy przy życiu, pytamy, jak to się stało – Niemcy uciekli, bramy zostały otwarte, w obozie została pełna dokumentacja wszystkich więźniów; także tych, którzy ginęli” – zaznaczył Jerzy Jeżewicz.
Opowiedział, że dopiero 3 lata temu jedna z byłych więźniarek przekazała do Muzeum Dzieci Polskich – ofiar totalitaryzmu swoją teczkę osobową, która znalazła się w jej posiadaniu tylko dlatego, że po otwarciu obozowych bram razem z koleżanką wróciły do budynku administracji i zabrały z niego swoje dokumenty. „To jest dowód nie do podważenia. Nie jest już w tej chwili tak, jak zarzucano nam przez lata, że »gówniarze chodzą po Polsce i opowiadają o jakichś obozach, które nie istniały«” – dodał.
Od soboty w sąsiedztwie pomnika Pękniętego Serca można też oglądać wystawę planszową „Nie tylko Przemysłowa… Dzieciństwo w Litzmannstadt” przygotowaną przez Muzeum Dzieci Polskich – ofiar totalitaryzmu. Jej celem jest upamiętnienie najmłodszych ofiar II wojny światowej na terenie Łodzi i okolic.
Niemiecki obóz koncentracyjny dla polskich dzieci utworzono 1 grudnia 1942 r. na terenach wyodrębnionych z Litzmannstadt Ghetto. Okupanci więzili tam dzieci i młodzież polską od 2. do 16. roku życia, ale z relacji więźniów wynika, że Niemcy przetrzymywali tu nawet kilkumiesięczne niemowlęta.
Obóz znajdował się pod zarządem niemieckiej policji kryminalnej w Łodzi. Dzieci przetrzymywane były w prymitywnych warunkach, niewolniczo pracowały, były torturowane. Według nowszych ustaleń obóz pochłonął niemal 200 ofiar śmiertelnych, a w sumie przetrzymywano w nim od 2 do ponad 3 tys. dzieci. Gdy 18 stycznia 1945 r. zakończyła się niemiecka okupacja w Łodzi, w obozie przebywało ponad 800 małoletnich więźniów.
Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć z wydarzenia TUTAJ.

