logo
logo

Dziś w
„Naszym
Dzienniku”

zdjęcie

Zdjęcie: AdobeStock/ Inne

Wywłaszczenie bez odszkodowania?

Poniedziałek, 24 lutego 2025 (00:07)

Aktualizacja: Poniedziałek, 24 lutego 2025 (08:05)

Gminy będą mogły określić minimalną odległość do najbliższej szkoły podstawowej czy terenu zielonego jako warunek pozwolenia na budowę. Brzmi rozsądnie? Może i tak, dopóki nie okaże się, że na wielu terenach takie warunki są w praktyce nie do spełnienia.

Jeśli gmina nie przewidziała nowych inwestycji w infrastrukturę, inwestorzy oraz indywidualni właściciele działek zostaną na lodzie. Kolejnym problemem jest to, co stanie się z działkami na terenach wiejskich, gdzie – z powodu niżu demograficznego – szkoły będą zamykane.
– Właściciele działek, które dotąd miały status budowlany, mogą nagle dowiedzieć się, że ich teren nie spełnia nowych kryteriów i nie postawią tam domu. Czy to zamach na własność prywatną? Zależy od perspektywy. Jeśli mowa o gruntach wysokiej klasy, których nie powinno się przeznaczać pod budownictwo, tylko np. do celów rolniczych, to trudno mówić o nadużyciu. Ale co z działkami, które od lat były traktowane jako inwestycyjne? – akcentuje Andrzej Maciejewski, politolog.

W tle tych zmian pojawia się też szerszy kontekst – koncepcja tzw. miast piętnastominutowych, w których każdy mieszkaniec ma w zasięgu krótkiego spaceru wszystko, czego potrzebuje: szkołę, sklep, urząd, przychodnię. – To nie teoria spiskowa – to rzeczywistość, która właśnie się materializuje. Powstawanie miast piętnastominutowych jest wpisane w strategię Europejskiego Zielonego Ładu. Mają one doprowadzić do tego, że ludzie przestaną podróżować samochodami, a przez to będą emitować mniej gazów cieplarnianych. W rzeczywistości chodzi o pełną kontrolę jednostki – ostrzega Kazimierz Grajcarek, ekspert do spraw
energetyki i klimatu. Na razie zaczyna się od szkół, później przyjdzie kolej na sklepy i inne usługi. Jak dodaje, nie spodziewa się oporu społecznego przeciwko tego typu rozwiązaniom. – Ludzie nie wierzą, że to się dzieje – tak samo jak nie wierzyli, że rachunki za prąd wzrosną trzykrotnie po wdrożeniu polityki klimatycznej. Podobnie było dwadzieścia lat temu, tak samo jest teraz. Aż będzie za późno. Społeczeństwo jest apatyczne, zastraszone. Dziś nie jesteśmy już w obozie sowieckim, tylko w obozie Unii Europejskiej – różnica jest subtelna, ale mechanizmy te same – podsumowuje Kazimierz Grajcarek.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym.

Rafał Stefaniuk, „Nasz Dziennik”

Nasz Dziennik