Zostawił po sobie świadectwo niezłomnej postawy
w obronie wartości, które uznawał za święte. – Najbardziej zapadła mi w pamięć jego heroiczna determinacja
w obronie godności św. Jana Pawła II i Narodu Polskiego. To on, kiedy inni jedynie protestowali, zdobył się na odwagę, by działać – przypomina w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Janusz Kawecki, przewodniczący Zespołu Wspierania Radia Maryja w służbie Bogu, Kościołowi, Ojczyźnie i Narodowi Polskiemu.
W 2000 r. w warszawskiej Zachęcie umieszczono skandaliczną rzeźbę włoskiego artysty Maurizia Cattelana, przedstawiającą św. Jana Pawła II przygniecionego meteorytem. – To była sytuacja, która na zawsze zapisała Witolda Tomczaka w historii. Gdy sztuka nowoczesna została sprowadzona do uderzania w największe polskie autorytety, gdzie Papież Polak został przedstawiony
w sposób jawnie obraźliwy, on nie ograniczył się do słów. Poszedł i usunął głaz spoczywający na postaci powalonego Ojca Świętego. Nie czekał, nie kalkulował – wiedział,
że są sytuacje, w których milczenie i bezczynność są równoznaczne z przyzwoleniem – dodaje prof. Janusz Kawecki. Za ten czyn przyszło mu słono zapłacić. – Był nękany, ciągany po sądach, oskarżany o zniszczenie „dzieła sztuki”. Wiele wycierpiał, bo miał odwagę sprzeciwić się temu, co uważał za profanację. A mimo to się nie poddał. Wciąż działał, angażował się w sprawy Polaków, zwracał uwagę na niesprawiedliwość. Ale tamta chwila w Zachęcie – ten jeden gest sprzeciwu wobec tego, co miało być prowokacją w imię „wolności artystycznej” – zapisała się
w pamięci najmocniej – zaznacza prof. Janusz Kawecki.
Witold Tomczak urodził się 5 kwietnia 1957 r. w Kępnie.
Z zawodu lekarz, pełnił także mandat posła na Sejm
i do Parlamentu Europejskiego. Do końca był aktywny.
W czasie pandemii COVID-19 walczył z polityką sanitaryzmu. Zmarł niespodziewanie 11 marca 2025 r.
W tym dniu był jeszcze aktywny w mediach społecznościowych.
Więcej zobacz TUTAJ.

