Wieczorem w archikatedrze warszawskiej odprawiona została Msza św. w intencji ofiar katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. Po zakończeniu Mszy św. jej uczestnicy wyruszyli w marszu pamięci pod Pałac Prezydencki, gdzie po godz. 21.00 do uczestników marszu przemawiał Jarosław Kaczyński.
Lider PiS ocenił, że to, co wydarzyło się w 2010 roku, było „zamachem na 96 osób”, które udawały się na uroczystości upamiętniające zbrodnię katyńską, aby powiedzieć „o tej zbrodni, o tym ludobójstwie”. Zwrócił uwagę, że musiało minąć ponad 40 lat, żeby „wszyscy, także ci, którzy byli następcami winnych, ale także i Zachód uznał oficjalnie, że [zbrodnia katyńska – PAP] to była rosyjska zbrodnia”. „Musimy zadać sobie pytanie, ile my będziemy musieli czekać, żeby ta oczywistość została głośno powiedziana przez polskie władze, głośno powiedziana przez władze innych państw, gdy oczywiste fakty zostaną uznane” – dodał szef PiS.
Jarosław Kaczyński ostrzegł, że w Europie istnieją plany, które „mają zniszczyć i już dzisiaj podważają naszą suwerenność, nasze istnienie, nasze państwo”. Podkreślił jednak, że „niejeden raz wychodziliśmy z bardzo ciężkich opresji”. „Dziś ta opresja staje się też coraz cięższa.
W ostatnich dniach dowiedzieliśmy się, że resztki pluralizmu mediów mają być także zlikwidowane” – mówił. Zgromadzeni zaczęli krzyczeć: „Hańba, hańba”. „Tak, to jest hańba” – potwierdził szef PiS. „Ale to jest też signum temporis, znak czasu. To jest potwierdzenie faktu, że ta droga, jeżeli jej nie zatrzymamy, będzie szła w jednym kierunku – ku dyktaturze czy – jak niektórzy nazywają – demokraturze, czyli dyktaturze z pozorami demokracji i będzie szła ku naszej samozagładzie” – dodał.

