logo
logo

Zdjęcie: / Inne

Upolitycznione komisje wyborcze

Wtorek, 3 czerwca 2025 (02:01)

Aktualizacja: Wtorek, 3 czerwca 2025 (10:33)

ROZMOWA / z Mariuszem Goskiem, posłem Prawa i Sprawiedliwości

 

Od niedzielnego poranka mnożyły się relacje Polaków dotyczące głosujących na podstawie zaświadczenia uprawniającego do głosowania poza miejscem zamieszkania. Padały zarzuty, że członkowie niektórych komisji nie przykładali należytej uwagi do weryfikacji takich dokumentów. Czy to może podważyć wiarygodność całego procesu wyborczego?

– Problem, niestety, jest realny i dotyczy mechanizmu, który z założenia miał ułatwiać obywatelom korzystanie z praw wyborczych, a nie generować wątpliwości. Zgodnie z obowiązującymi przepisami skuteczna weryfikacja ewentualnych nieprawidłowości jest możliwa dopiero po zamknięciu urn i zakończeniu procesu głosowania. Dopiero wtedy ruszy machina instytucjonalna – Państwowa Komisja Wyborcza będzie analizować zgłoszenia, a ostateczna decyzja w sprawie ważności wyborów spocznie na barkach Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. Jeśli doszło do złamania prawa – czy to przez fałszowanie wystawianych zaświadczeń, czy to przez oddawanie głosu więcej niż raz – sprawą powinna zająć się prokuratura. Ale działać musi w oparciu o jasne wytyczne PKW. To, co obserwujemy dziś, to nie tylko emocje społeczne, ale też konkretne sygnały, że system mógł zostać w pewnych punktach nadużyty. Fałszowanie dokumentów wyborczych to nie błąd administracyjny, lecz przestępstwo – i każdy, kto brał w tym udział, musi mieć świadomość, że może ponieść konsekwencje karne. W demokracji nie ma miejsca na cienie w procesie wyborczym – zaufanie społeczne buduje się przez przejrzystość i bezwzględną uczciwość.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym.

Rafał Stefaniuk, „Nasz Dziennik”

Nasz Dziennik