logo
logo

Zdjęcie: Robert Sobkowicz/ Nasz Dziennik

Musimy być wiarygodni ideowo

Niedziela, 27 lipca 2025 (10:15)

Rozmowa z dr. Bartłomiejem Wróblewskim, konstytucjonalistą, posłem Prawa i Sprawiedliwości.

Uchwała Prawa i Sprawiedliwości w sprawie obrony podstawowych wartości — można dziś uznać za realny polityczny sygnał, że partia wraca do ideowego korzenia?

– Ta uchwała to swoisty manifest ideowy. Przypomnienie, że polityka — jeśli ma być czymś więcej niż tylko codziennym sporem i zarządzaniem sondażami — musi opierać się na trwałych fundamentach: na godności człowieka, prawie do życia, prawach rodziny i rodziców do wychowania dzieci zgodnie z przekonaniami oraz wolności sumienia i religii. To wartości konstytucyjne, ale — co ważniejsze — wynikające z prawa naturalnego. Ta uchwała pokazuje — jeśli pójdą za nią konkretne działania legislacyjne, instytucjonalne i personalne — że partia nie zapomniała, po co weszła do polityki. Polska potrzebuje formacji, które chcą podejmować walkę o aksjologiczne DNA państwa. Dlatego to krok do wzmocnienia, a w części — odzyskania przez nas wiarygodności, potwierdzenie głębszego sensu obecności na scenie publicznej.

Ta uchwała jest także — trzeba to uczciwie powiedzieć — koniecznością. Inaczej wyborcy chrześcijańscy będą głosować na Sławomira Mentzena, Krzysztofa Bosaka czy Grzegorza Brauna, którzy — w każdym razie na poziomie deklaracji — są bardziej jednoznaczni niż wielu z nas. W pierwszej turze wyborów prezydenckich 2 na 5 wyborców prawicy zagłosowało na kandydatów innych partii prawicowych.

Obecna władza dąży do systemowego rozmontowania instytucji małżeństwa i rodziny?

– Mamy fatalny rząd — nie dlatego, że to nasza konkurencja polityczna, ale dlatego, że systemowo niszczy podstawy polskiej konstytucji, naszej tożsamości kulturowej i cywilizacyjnej. Widzimy wyraźnie, że większość koalicji rządzącej kieruje się ideologią radykalnej lewicy, której celem jest redefinicja wszystkiego, co dotąd uznawaliśmy za trwałe i ważne — w tym życia, małżeństwa i rodziny, religii. Działania legislacyjne oraz symboliczne gesty podejmowane przez przedstawicieli obecnej władzy mają jeden wspólny mianownik: osłabienie tradycyjnych wartości i przemycanie — często tylnymi drzwiami — alternatywnych wzorców życia społecznego. Była już minister zdrowia Izabela Leszczyna i były już minister sprawiedliwości Adam Bodnar, pod pretekstem „dbałości o zdrowie psychiczne”, forsowali aborcję na życzenie. Dzisiaj służą temu niekonstytucyjne ministerialne wytyczne — czyli, jak w okresie komunistycznym, pozór prawa, bo wydany z obejściem parlamentu. Minister edukacji Barbara Nowacka uderza w prawa rodziców poprzez edukację, w której mniej jest historii i polskiego, a więcej liberalnych treści w postaci „edukacji zdrowotnej”. Ograniczana jest edukacja domowa i nauczanie religii. I to jest kontekst podjęcia przez Prawo i Sprawiedliwość uchwały w obronie podstawowych wartości i wolności konstytucyjnych — właśnie w związku z ich naruszeniami przez rządzących.

Czy zapowiedź działań na rzecz ochrony życia, zawarta w najnowszej deklaracji Prawa i Sprawiedliwości, to rzeczywiście nowy rozdział w myśleniu tej partii — przełom, który coś realnie zmienia?

– Prawo i Sprawiedliwość od zawsze deklarowało się po stronie tych wartości. Problemem nie było to, czy, lecz jak. Brakowało poważnej dyskusji na temat tego, co realnie można zrobić, a w konsekwencji dochodziło do zaniechań. Ciążyło defetystyczne myślenie, że nic czy niewiele się da. Lewicy udało się ideowo zainfekować nasz obóz. Stąd czekanie, trwanie, chowanie się za ogólnikami.

A przecież ochrona życia to coś więcej. Wiele osób w Polsce — także zaangażowanych katolików — uważa, że sprawę załatwia tylko zakaz aborcji...

– I to jest właśnie efekt wpływu lewicowo-liberalnej ideologii. Wszystko sprowadzone do jednej sprawy — dodatkowo ujętej negatywnie i jednostronnie. Chodzi oczywiście i o prawo do życia, ale też inne zasadnicze wartości: prawa małżeństwa i rodziny, prawa rodziców do wychowania dzieci czy wolność religijną. Dalej chodzi o język. Musimy mówić pozytywnie o wartościach — w tym o ochronie życia każdego człowieka, od dzieciństwa do starości. Nie wolno ujmować sprawy od strony negatywnej, czyli zakazu aborcji. W takim przypadku od razu jesteśmy już językowo na straconej pozycji. Naszym celem jest afirmacja życia — tak jak deklaruje to polska konstytucja w art. 30 i art. 38. Chodzi też o wynikającą z tych regulacji, ale i naszego człowieczeństwa, empatię wobec matek, kobiet i rodzin. Ochrona życia to nie tylko nakaz ochrony dziecka przed urodzeniem, ale także realne wsparcie dla kobiet w trudnych ciążach, troska o rodziny z osobami niepełnosprawnymi, rozwój hospicjów perinatalnych czy pomoc psychologiczna i materialna. Tego właśnie przez lata brakowało — konkretów. Z Michałem Wójcikiem przygotowaliśmy w 2021 r. projekt ustawy w tej sprawie i — choć mieliśmy większość w Sejmie — nie udało się go przyjąć. Mam nadzieję, że wkrótce znowu trafi do laski marszałkowskiej. To zresztą nie tylko kwestia polityki, ale realizacja wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku, który nie tylko potwierdził prawną ochronę życia od chwili poczęcia — obejmującą chorych i niepełnosprawnych — ale też przypomniał o pozytywnym zobowiązaniu państwa: by wspierać, a nie zostawiać. Jeśli dziś PiS mówi o nowym programie, o realnych działaniach — to wreszcie może być krok w stronę pełniejszego, bardziej dojrzałego rozumienia tego, co znaczy „być po stronie życia”. Nie tylko przeciw czemuś — ale przede wszystkim dla kogoś. I jeszcze jedna ważna sprawa. Bycie za wartościami to szczególne zobowiązanie o kondycję Trybunału Konstytucyjnego. Wielokrotnie w ostatnich dekadach to sąd konstytucyjny — skuteczniej niż politycy — bronił życia, wolności sumienia i religii. Dlatego tak ważne, aby odbudować autorytet tej instytucji — trzymać Trybunał z dala od bieżącej polityki, pilnować nominacji sędziowskich, wybierać ludzi sumienia, kompetentnych, odpowiedzialnych, powściągliwych.

Ta uchwała jest tylko na czas funkcjonowania w opozycji?

– Dobre pytanie. Mam nadzieję, że nie. Zależy nam na powrocie do poparcia ponad 40%, a do tego potrzeba wiarygodności — wiarygodności w słowach, w czynach, wiarygodności ludzi, którzy politykę muszą później realizować. Z tego punktu widzenia zabrakło na kongresie personalnego postawienia kropki nad „i”.

Trudno było przekonać kolegów z Prawa i Sprawiedliwości do przyjęcia uchwały?

– Ta decyzja nie zapadła z dnia na dzień, to był proces. Przed kongresem PiS jesienią 2024 r., wraz z Piotrem Uścińskim, Jerzym Polaczkiem, Andrzejem Gawronem oraz gronem konserwatywnie zorientowanych posłów PiS, przygotowaliśmy cztery uchwały programowe. Dotyczyły — o czym już rozmawialiśmy — wartości podstawowych, ale także demografii, repatriacji i zagrożeń związanych z migracją, obrony suwerenności i praworządności, a także wsparcia polskich przedsiębiorców i rolników. Wszystkie one były mocno osadzone w katolickiej nauce społecznej, w naszej tradycji, ale też w obowiązującej konstytucji. Były realną odpowiedzią na działania obecnej lewicowo-liberalnej koalicji. Wtedy jednak się nam nie udało. Tym bardziej cieszę się, że pierwsze dwie uchwały zostały teraz przyjęte przez kongres PiS w Przysusze. Chcemy odzyskać zaufanie tradycyjnych wyborców, więc musimy być wiarygodni — ideowo, programowo, personalnie. Nie zostawiać pola innym formacjom. Dlatego przyjęcie uchwał to ważny, choć pierwszy krok.

Pierwsza uchwała dotyczyła obrony wartości podstawowych. A czego dotyczyła druga?

– O pierwszej już rozmawialiśmy. Druga dotyczyła najważniejszej sprawy dla Polski — polityki ludnościowej: wzmocnienia polityki demograficznej i repatriacyjnej oraz jasnego postawienia tamy niekontrolowanej migracji.

Czy ustawy promujące rodzinę i wspierające dzietność, nad którymi Pan Poseł pracował, mają dziś szansę wrócić — i w końcu realnie zmienić kierunek, w którym zmierza polska demografia?

– Dziś mówią o tym wszyscy — ponad podziałami, i z prawa, i z lewa — ale my mówiliśmy, zanim stało się to modne. Przypominam, że w 2021 r. to z naszej strony, chrześcijańsko i konserwatywnie nastawionych posłów Prawa i Sprawiedliwości, powstał projekt ustawy o powołaniu Instytutu Rodziny i Demografii. Jednak — podobnie jak ustawa pomocowa dla matek — utknął w Sejmie. To było poważne zaniedbanie i odpowiedzialni powinni zrobić rachunek sumienia. Jednocześnie — zgodnie ze starą prawdą — nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Uwzględniliśmy głosy krytyczne oraz inne zgłoszone potrzeby. Dziś projekt Instytutu Rodziny i Demografii jest bardziej dojrzały, ujmujący sprawy szerzej — nie dotyczy tylko demografii, ale — jak w uchwale — także spraw repatriacyjnych i migracyjnych. Także dlatego musimy wygrać kolejne wybory parlamentarne. Bo Polska, żeby przetrwać, potrzebuje dziś pilnie szerokiej, opartej o wiedzę i odpowiedzialnej polityki ludnościowej — nie w interesie jakiejś partii, ale całego społeczeństwa i Narodu. Demografia i sprawy ludnościowe to dziś kwestia „być albo nie być” dla Polski.

Dziękuję za rozmowę.

Rafał Stefaniuk

NaszDziennik.pl