logo
logo

Zdjęcie: arch./ Nasz Dziennik

Pozorna pomoc do zablokowania

Środa, 13 sierpnia 2025 (13:22)

Aktualizacja: Środa, 13 sierpnia 2025 (13:29)

Coraz bliżej utylizacji środków antykoncepcyjnych
i preparatów zakupionych przez USAID, a magazynowanych w Belgii. Komisja Europejska nie będzie interweniować
w tej sprawie.

Wiele wskazuje na to, że presja organizacji lewackich, feministycznych oraz zideologizowanych europosłów spełznie na niczym. Komisja Europejska nie zamierza powstrzymać utylizacji gigantycznych zapasów środków antykoncepcyjnych zakupionych przez Agencję Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID). Bruksela twierdzi, że nie ma takich możliwości prawnych,
a pełna pula działań jest po stronie Belgii – gdzie magazynowane są środki, a także Francji – gdzie
ma dojść do ich utylizacji.

Jest to kolejny wątek sprawy, którą „Nasz Dziennik” opisywał pod koniec lipca. Sprawa dotyczy gigantycznych zapasów: ponad 26 mln prezerwatyw, 1 mln tabletek antykoncepcyjnych, tysięcy implantów, 2 mln dawek preparatów do podania dożylnego oraz 50 tys. butelek leków zapobiegających HIV. Wartość tych środków, przechowywanych w belgijskim Geel, to około 10 mln
euro. Część partii już wysłano do Francji, by tam
– w nieujawnionym miejscu – trafiła do spalenia. Francuskie ministerstwo zdrowia oświadczyło 1 sierpnia,
że nie ma żadnych kompetencji, by to zablokować. Podkreślono, że konfiskata byłaby możliwa tylko
w przypadku niedoboru tych środków, a ten we Francji
nie występuje. – Sprawa ciągnie się i będzie się ciągnąć, bo gdy w grę wchodzą tak duże interesy, opór wobec likwidacji zapasów jest dla środowisk aborcyjnych naturalny. Warto jednak zrozumieć, że te środki to nie tylko klasyczna antykoncepcja – wśród nich znajdują się także preparaty o działaniu wczesnoporonnym – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Ewa Kowalewska, prezes Human Life International Polska.

Cała operacja wpisuje się w szerszą strategię ograniczania przyrostu naturalnego w Afryce, gdzie kultura prorodzinna jest wciąż żywa, a posiadanie licznego potomstwa jest społecznie akceptowane, a często wręcz pożądane. 
– To dla wielu organizacji przeszkoda, którą próbuje
się usunąć przy pomocy bezpośredniej ingerencji
w demografię. Promotorzy aborcji, działając nierzadko wbrew lokalnemu prawu, forsują swoje programy
z bezczelnością, która potrafi zaskoczyć nawet doświadczonych obserwatorów – wskazuje w rozmowie
z nami Jacek Kotula, obrońca życia i rodziny. Jak dodaje, Afryka stała się teraz miejscem, gdzie przemysł aborcyjny
i farmakologiczny zbierają krwawe żniwo.

– Nie można wykluczyć, że część tych środków – gdyby została uwolniona – trafi również do Polski – w końcu
nie od dziś wiadomo, że istnieją sposoby na omijanie obowiązujących ograniczeń. Tym bardziej że państwo polskie nie wykazuje się szczególnym zaangażowaniem
w walce z aborcją farmakologiczną – zwraca uwagę
Ewa Kowalewska. Jak dodaje, jest tak bez względu
na to, która opcja polityczna rządzi w Polsce.

Tymczasem warto przypomnieć, że za prezydentury Donalda Trumpa Stany Zjednoczone obcięły finansowanie zagranicznych projektów aborcyjnych, obejmując zakazem także środki o działaniu poronnym. – Jeżeli więc te zapasy nie zostaną zniszczone zgodnie z wolą właściciela, a trafią w inne ręce, można by mówić wręcz o kradzieży w imię „ratowania” życia... poprzez jego odbieranie. Paradoks, który w unijnych korytarzach nikogo już chyba nie dziwi
– stwierdza Ewa Kowalewska.

Cała narracja o tym, że tego typu preparaty ratują
życie kobiet w tzw. krajach zacofanych, jest klasycznym przykładem propagandy ubranej w język troski. Międzynarodowa Federacja Planowania Rodziny histeryzuje, że zniszczenie zapasów pozbawi 1,4 mln kobiet i dziewcząt w Afryce dostępu do antykoncepcji. Koalicja na rzecz Dostępności Środków Zdrowia Reprodukcyjnego straszy wizją 174 tys. „nieplanowanych” ciąż i 56 tys. „niebezpiecznych” aborcji. – Tylko jak dokładnie policzono te liczby? Historia pokazuje,
że zwolennicy aborcji często rzucali statystykami wyssanymi z palca, co w latach 70. w USA było na porządku dziennym – aż do momentu, gdy dr Bernard Nathanson, jeden z architektów tej kampanii, przyznał
się do manipulacji i przeszedł na stronę obrońców życia
– wyjaśnia Ewa Kowalewska.

W ich retoryce aborcja to „usługa medyczna”, a nawet zabieg „ratujący życie”. – Absurd tej konstrukcji myślowej jest porażający – trudno bowiem mówić o ratowaniu, gdy druga strona równania zawsze kończy się śmiercią dziecka. Tymczasem liczne kobiety cierpią po takich „zabiegach”, zarówno fizycznie, jak i psychicznie, często przez resztę życia – stwierdza Jacek Kotula. Zamiast kierować fundusze na realne problemy – walkę z AIDS, malarią czy innymi chorobami nękającymi kontynent, środki są pompowane
w programy zmniejszania dzietności, przede wszystkim
w krajach Afryki Środkowej. Dane z 2023 roku mówią jasno: aż 67 proc. środków antykoncepcyjnych kupowanych w ramach USAID trafia właśnie tam,
bo jak przekonuje oficjalna narracja, ciąże i wirus HIV
to „jedne z głównych przyczyn zgonów na Czarnym Lądzie”.

RS, „Nasz Dziennik”

NaszDziennik.pl