Ministerstwo Sprawiedliwości poprosiło kuratorów oświaty o przesłanie dowodów na to, że ich poprzednicy stosowali represje wobec dyrektorów oraz nauczycieli działających na rzecz praworządności, równości, demokracji i praw człowieka. Jak Pani to odbiera? Wskazywana jest Pani jako cel...
– Jako czyste nękanie, a wręcz prześladowanie. Wszystko, co robiłam jako kurator, wynikało z moich ustawowych obowiązków: dbałam o to, by w szkołach była prawdziwa edukacja zgodna z nauką, a nie ideologia, by dzieci miały troskliwą opiekę i żeby działania wychowawcze były zgodne z prawem i zdrowym rozsądkiem. Kiedy w ramach
tzw. tęczowych piątków próbowano wprowadzać do szkół organizacje przekonujące nieletnich, że można dowolnie zmieniać płeć – uznałam to za próbę skrzywdzenia dzieci. Zareagowałam, bo moim obowiązkiem była ich ochrona, a nie milcząca zgoda na eksperymenty światopoglądowe. Teraz słyszę, że za taką postawę powinnam ponieść konsekwencje. Ogłasza to triumfalnie pani dr Gabriela Olszowska – obecna małopolska kurator – osoba, która od lat prowadzi wobec mnie osobistą wendetę.
Co jest powodem osobistej niechęci
dr Gabrieli Olszowskiej względem Pani?
– To sytuacja co najmniej kuriozalna. Pani dr Gabriela Olszowska, w 2016 roku dyrektorka Gimnazjum nr 2 w Krakowie, została postawiona przed komisją dyscyplinarną w związku z zarzutami dotyczącymi ujawnienia danych wrażliwych uczennicy i jej matki na forum Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. Co więcej – miały wtedy paść obraźliwe komentarze pod adresem matki tej dziewczynki. Trudno o poważniejsze naruszenie zasad etyki i ochrony prywatności nieletnich. Ja w swojej pracy robiłam wszystko, by dzieci chronić, a ta pani w tym konkretnym przypadku działała na szkodę dziecka i matki.
I oto dziś ta sama osoba stwierdza, że popełniłam już 160 przestępstw, a jeszcze nie wszystko zliczyła. Ogląda filmy na YouTubie z moimi wypowiedziami, analizuje pisma, jakie wysyłałam w korespondencji służbowej, przeszukuje relacje mediów. Pani zamartwia się tonem i formą moich odpowiedzi na zapytania posłów PO i Lewicy. Kabaret odgrywany przez urzędnika państwowego, bez dbałości o powagę urzędu, który sprawuje. To pokazowa egzekucja inspirowana osobistą wendetą. To małe i głupie. Nigdy nie było w Polsce tak, żeby kurator oświaty nie zajmował się nadzorem pedagogicznym, a swój czas pracy marnotrawił na przeszukiwanie dokumentów, które stanowiły efekt pracy poprzednika, czyli były powszechnie znane stronom korespondującym ze sobą, w poszukiwaniu informacji, które stoją w sprzeczności z ideologicznym wizerunkiem „koalicji 13 grudnia”. Kompletna degrengolada ważnej funkcji w RP.
Te 160 przestępstw, które krążą teraz w przestrzeni medialnej, brzmi poważnie... Przygotuje Pani na to odpowiedź?
– Jestem w stałym kontakcie z moim prawnikiem i nie pozwolę, aby bezkarnie szkalowano moje nazwisko w mediach – tym bardziej, że prokuratura nie wysunęła wobec mnie żadnych zarzutów i nigdy też nie zostałam skazana przez sąd. Taka narracja to czysta fantazja, a jej celem jest wyłącznie zniszczenie mojego wizerunku. Osoba, która to rozpowszechnia, jest urzędnikiem państwowym, ma dostęp do mainstreamowych mediów i świadomie wykorzystuje tę pozycję, by opowiadać kłamstwa na mój temat. To już nie jest krytyka – to celowe pomówienia. Zresztą z tych słynnych „160” domniemanych przestępstw potrafiła nazwać zaledwie kilka, a reszta widocznie istnieje wyłącznie w jej wyobraźni. Mówię wprost – to ja jestem dziś ofiarą nagonki i szykan. Co dokładnie ta pani ma na myśli, tworząc takie zestawienia, nie wiem i komentować tego nie zamierzam. Nie zamierzam też zgadywać, w jaki sposób wyprodukowała tę listę. Mogę jedynie stwierdzić, że nie pozwolę, aby czyjekolwiek prywatne obsesje przeradzały się w publiczne oskarżenia bez choćby cienia dowodu.
Obecna władza faktycznie przenosi swoje polityczne rozgrywki na grunt edukacji, czyniąc z niej arenę igrzysk?
– Bez wątpienia – i to w sposób perfidny. Mamy do czynienia z sytuacją, w której rząd, jeszcze niedawno głośno obiecujący odpolitycznienie szkoły, dziś sam wpycha ją w wir partyjnej propagandy. Od września rusza nowy przedmiot, nazwany szumnie „edukacją obywatelską”, ale w praktyce sprowadzony do roli ideologicznego filtra, przez który uczniowie będą oglądać świat. To nie jest neutralna nauka – to instrukcja obsługi rzeczywistości według rządzących. Wypchnięto historię i teraźniejszość, opartą na źródłach i faktach, a w zamian wprowadzono program podszyty poprawnością polityczną zgodną z linią władzy.
I to nie tylko w obszarze historii – podobny proces zachodzi w „edukacji zdrowotnej”, gdzie zamiast rzetelnej wiedzy otrzymujemy pakiet ideologicznych dogmatów: ekologizm bez miejsca na krytyczną debatę, klimatyzm podany jako niepodważalna prawda czy permisywna edukacja seksualna ignorująca fundamentalną kwestię bezpieczeństwa i harmonijnego rozwoju młodych ludzi. To już nie jest edukacja – to świadoma polityczna inżynieria, której celem jest kształtowanie obywatela na miarę ideologicznych oczekiwań.
Wróćmy do tego, co stało się impulsem do uderzenia w byłych kuratorów oświaty.
A więc pomysł zbadania, czy nie dochodziło do represji wobec dyrektorów oraz nauczycieli działających na rzecz „praworządności, równości, demokracji
i praw człowieka”. Co kryje się pod tymi pojęciami?
– To niemal kalka z czasów ustroju socjalistycznego, gdzie każdy wzniosły przymiotnik był w istocie zaprzeczeniem znaczenia słowa, przy którym się znajduje. Kiedy dzisiejsi decydenci mówią o praworządności, w praktyce chodzi im
o „praworządność” w ich własnym, partyjnym rozumieniu – a więc nie o rzeczywisty porządek prawny. To wykładnia prawa konstruowana tak, by pasowała do bieżących potrzeb rządzących, ubrana w język politycznej poprawności. Innymi słowy, pod tymi pięknymi hasłami kryje się sprytna manipulacja – elegancko opakowana, lecz w istocie służąca wyłącznie interesowi jednej opcji politycznej.
Dla obecnego rządu wymarzonym scenariuszem jest szkoła, w której nauczyciele stają się politycznymi aktywistami, a lekcje – narzędziem do ideologicznego kształtowania młodych umysłów?
– Dokładnie tak. Problemem dla tej ekipy jest to, że ktoś kiedyś próbował zbudować szkołę wolną od polityki i ideologicznych dogmatów. Dziś w Ministerstwie Edukacji (nie posługują się już w oficjalnych pismach przymiotnikiem Narodowej) Barbary Nowackiej jasno wytyczono cel, czyli wpisanie ucznia w tzw. profil absolwenta. To nie jest wizja szkoły, która pozwala młodemu człowiekowi rozwijać talenty, poszukiwać prawdy, piękna czy dobra, jak było to w tradycji cywilizacji europejskiej. To gorset, w który trzeba wcisnąć dziecko
– a jeśli się nie wpasuje, zostaje odrzucone. Formatowanie zamiast wychowania. Ten sam mechanizm widać w pomyśle „indoktrynacji rodziny” pod płaszczykiem oceny funkcjonalnej. Młody człowiek ma być oceniany nie według zdobytej wiedzy – której będzie coraz mniej – ale pod kątem tego, jak „funkcjonuje” w szkole, domu czy innych środowiskach. Jeśli audytor rodziny, tzw. doradca ds. dostępności uzna, że rodzice są np. zbyt wymagający, czyli przemocowi wobec dziecka, państwo może zagrozić odebraniem opieki. To odwrócenie porządku: rodzice tracą prawo do wychowania własnych dzieci, a ster przejmuje aparat państwowy. I nie jest to proces przypadkowy – to świadome wdrażanie w szkołach systemu, w którym nie kształtuje się ludzi wolnych, lecz formatuje posłusznych wykonawców politycznych założeń.
Gdy pełniła Pani funkcję małopolskiego kuratora oświaty, gdyby ignorowałaby Pani jawne akty ideologicznego wpływania na dzieci i uprawiania polityki w szkołach przez nauczycieli, byłoby to wprost złamaniem prawa?
– Zdecydowanie tak. Moim podstawowym obowiązkiem było zagwarantowanie uczniom bezpieczeństwa i warunków do harmonijnego rozwoju – zarówno intelektualnego, jak
i emocjonalnego. Szkoła powinna być miejscem zdobywania rzetelnej wiedzy, a nie polem do ideologicznych eksperymentów. Gdybym dopuściła do sytuacji, w której nauczyciele, zamiast uczyć, zajmują się politycznym formatowaniem młodych ludzi, faktycznie złamałabym prawo. Dla mnie, jako pedagoga i osoby sprawującej nadzór nad systemem oświaty, było to nie do pomyślenia. Odpowiedzialność wobec dzieci, rodziców
i całego społeczeństwa wymagała, by szkoła pozostała przestrzenią wolną od indoktrynacji, a nauczyciel – przewodnikiem w zdobywaniu wiedzy, a nie emisariuszem ideologicznych haseł.

