W Balatonboglár dr Marcin Romanowski, dyrektor Instytutu i poseł Prawa i Sprawiedliwości na Sejm, złożył kwiaty przed pomnikiem premiera Pála Telekiego – polityka,
który w czasach najcięższej próby dla Polski potrafił zachować się jak prawdziwy sojusznik.
– To dzięki decyzjom Telekiego w sierpniu 1920 roku,
gdy Polska broniła się przed bolszewicką nawałą, z Węgier nadszedł ratunek. Transport 30 tys. karabinów, 48 mln nabojów Mausera, milionów części zapasowych i dziesiątek kuchni polowych trafił ze Skierniewic prosto na front
– akcentuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Marcin Romanowski. Bez tej pomocy Wojsko Polskie mogło nie utrzymać linii obrony w decydującej bitwie o Warszawę, która uratowała nie tylko Polskę, ale i całą Europę przed marszem czerwonej zarazy.
Teleki dał przykład odwagi także w 1939 roku. Odrzucił żądania Berlina, który domagał się zgody na marsz
wojsk niemieckich przez terytorium Węgier. „Jeżeli
ktoś bez pozwolenia wstąpi na terytorium Węgier,
będzie traktowany jako wróg” – pisał premier, dodając,
że przyjaźń z Polską to dla Węgier „sprawa honoru”.
– Nie ustąpił ani wobec presji Ribbentropa, ani wobec zagrożenia niemieckiego odwetu. Wręcz przeciwnie,
po sowieckiej agresji otworzył granice dla 100 tys. polskich uchodźców, którzy znaleźli na Węgrzech dach nad głową, swobodę życia kulturalnego i zwykłą ludzką życzliwość
– podkreśla dr Marcin Romanowski.
Nie można przy tym pominąć roli dr. Józsefa Antalla seniora, pełnomocnika rządu ds. uchodźców, który zapisał się w polskiej pamięci jako „Ojciec Polaków”. To dzięki
jego staraniom w Balatonboglár powstała polska szkoła
– symbol troski o młode pokolenie uchodźców i kolejny dowód węgierskiej solidarności.
Doktor Romanowski przypomniał, że historia to nie muzealny eksponat, lecz lekcja na dziś. – Węgrzy i Polacy dobrze wiedzą, że zagrożenia dla wolności nie należą wyłącznie do przeszłości. Rosyjski imperializm, centralizacyjne zapędy zachodnich elit czy ideologie podważające fundamenty narodowej tożsamości – to wyzwania współczesne, które wymagają takiej samej odwagi i jedności, jak sto lat temu – zwraca uwagę dyrektor Węgiersko-Polskiego Instytutu Wolności.
Gest z Balatonboglár był więc czymś więcej niż tylko upamiętnieniem. Był przypomnieniem, że przyjaźń polsko-
-węgierska to nie patetyczne hasło, lecz sprawdzona
w ogniu historii wspólnota losu. – Teleki, Antall i tysiące zwykłych Węgrów zapisali się w naszej pamięci jako prawdziwi bracia Polaków. Dziś, kiedy w świecie zbyt
łatwo zdradza się ideały dla interesu, warto powtarzać: Balatonboglár pozostaje symbolem przyjaźni silniejszej
niż wojny, polityczne układy i przemijające sojusze
– symbolem umiłowania wolności i miłości do ojczyzny
– zaznacza dr Marcin Romanowski.
Pamiętajmy o tym – bo właśnie takie przykłady
są dowodem żywej, autentycznej przyjaźni polsko-
-węgierskiej. Jedne z wielu, oczywiście, ale wciąż tak
samo ważne i aktualne. Musimy jednak mieć świadomość, że zagrożenia, choć dziś przybierają inną formę i inną intensywność, wcale nie zniknęły. – Tamta czerwona, marksistowska zaraza, z którą Polacy i Węgrzy stanęli
do walki w 1920 r., a która później wprowadziła naszą część Europy w długie dekady niewoli, zmieniła barwy.
Dziś ma twarz tęczowej ideologii, która równie bezwzględnie próbuje podkopać naszą duszę, wykorzenić tożsamość, rozbić wspólnotę – ostrzega dr Marcin Romanowski. I Polacy, i Węgrzy wiedzą doskonale,
że to realne zagrożenie – nie tylko w postaci rosyjskiego imperializmu, który jak cień wciąż czyha na Wschodzie, lecz także w wymiarze globalistycznych nacisków płynących z Zachodu, ubranych w piękne hasła, ale niosących konsekwencje równie groźne. Właśnie dlatego musimy być czujni. – Historia uczy nas, że wolność nie jest dana raz na zawsze – trzeba jej stale bronić, pielęgnować
i wyciągać wnioski z przeszłości. Bo tylko wtedy mamy szansę, aby przyszłość była nie powtórką dawnych tragedii, lecz dowodem, że nasze wspólne doświadczenie, polskie i węgierskie, potrafi budować siłę większą niż wszystkie ideologie, które próbują nas złamać
– podsumowuje dr Marcin Romanowski.

