Oświadczenie o rezygnacji z uczestnictwa w lekcjach „edukacji zdrowotnej” do pobrania TUTAJ.
To, co się dzieje wokół przedmiotu „edukacja zdrowotna”, może przejść do podręczników obywatelskiego sprzeciwu wobec eksperymentów państwa na dzieciach. Lewicowe i libearalne media lamentują, że rodzice masowo składają deklaracje o rezygnacji z tego przedmiotu. Jak dotąd rekordzistą jest gmina Czarny Dunajec na Podhalu, gdzie w wielu szkołach wszyscy uczniowie zostali wypisani z nowego przedmiotu. – Rodzice na Podhalu zadziałali z konsekwencją. Idąc za głosem rozumu, natchnieni przez Kościół, organizacje i środowiska prorodzinne jasno pokazali, że nie zgadzają się na ingerencję państwa w sferę wychowania i wartości. Wybrali aktywność, oddolną presję i obywatelski opór. I to należy pochwalić – zwraca uwagę w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Artur Dąbrowski, prezes Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej.
Ta mobilizacja przypomina, że w Polsce to wciąż rodzina pozostaje fundamentem wychowania. Tymczasem ministerstwo edukacji prowadzi nachalną kampanię, której celem jest wywarcie presji na rodziców uczniów, by zapewnić frekwencję na lekcjach z „edukacji zdrowotnej”. Dyrektorzy szkół dostają wytyczne, aby rozmawiać z rodzicami i namawiać ich do wysyłania dzieci na te zajęcia. – Im bardziej rząd będzie próbował na siłę ideologizować dzieci i zmuszać rodziców do uległości, tym silniejszy będzie opór społeczny i tym większa porażka, którą poniesie. Próba pudrowania tego, czym rzeczywiście jest reforma Barbary Nowackiej, niczego już nie zmieni – kompromitacja stała się faktem – mówi nam Piotr Cieplucha, radny Rady Miejskiej w Łodzi.
Widzimy tu dojrzałą i świadomą postawę: to rodzice i prawni opiekunowie, a nie urzędnicy z ministerstwa, są pierwszymi wychowawcami dzieci. – I właśnie dlatego nie godzą się na eksperyment, który nie ma ani fundamentu merytorycznego, ani autorytetu, ani nawet porządnych podręczników – i oto mamy efekt – stwierdza w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Andrzej Mazan. Rodzice mają czas na wypisanie dzieci z zajęć „edukacji zdrowotnej” do 25 września.
Ministerstwo Edukacji Narodowej – od kiedy trafiło w ręce zacietrzewionych lewicowych aktywistek Barbary Nowackiej czy Katarzyny Lubnauer – przechodzi serię niewyobrażalnych porażek. Rezygnacja z prac domowych, okrajanie podstawy programowej, wyrzucanie klasyków ze szkół, redukcja godzin lekcji religii czy poparcie pomysłu udawania się dzieci powyżej 13. roku życia do psychologa bez wiedzy i zgody rodziców oraz opiekunów prawnych – wszystko to zostało ocenione skrajnie negatywnie. Niemniej Nowackiej udało się obronić swoje stanowisko podczas letniej rekonstrukcji rządu Donalda Tuska. – Buta i arogancja tej pani jest ogromna. Zamiast słuchać rodziców, organizuje spektakl, w którym chce wszystkich przekonać, że tylko ona wie, jak należy wychowywać nasze dzieci. A jak wiemy, pycha jest początkiem upadku – wskazuje Piotr Cieplucha. I to już widać. Rodzice, gdy tylko dopuszczono ich do głosu, pokazali jasno, co sądzą o lewicowo-liberalnej edukacji forsowanej przez Nowacką. W Czarnym Dunajcu masowo wypisują dzieci z zajęć „edukacji zdrowotnej” i domagają się zwiększenia liczby godzin religii. To zdrowa reakcja społeczeństwa, które nie zgadza się na manipulacje.
– Nie dziwi mnie fakt, że w wielu szkołach niemal wszyscy rodzice zdecydowali się wypisać dzieci z zajęć z tzw. edukacji zdrowotnej. W niektórych placówkach decyzje o rezygnacji składano już wiosną, zanim jeszcze przedmiot na dobre ruszył. I trudno się temu dziwić – rodzice korzystają ze swojego prawa i robią to w sposób, który budzi szacunek – akcentuje dr Andrzej Mazan, pedagog. Barbara Nowacka próbowała przedstawić nowy przedmiot jako krok w stronę „nowoczesnej szkoły”. Problem w tym, że za pięknymi hasłami kryła się ideologia. – Gdy rodzice to dostrzegli, nie było już odwrotu. Zamiast zaufania pojawił się opór, zamiast ciekawości – odmowa. Zamiast sukcesu minister otrzymała czerwoną kartkę, i to w najbardziej spektakularnym wydaniu – bo opór jest zorganizowany i masowy – wskazuje dr Artur Dąbrowski. W niektórych szkołach frekwencja na „edukacji zdrowotnej” spadła do zera lub jest bliska zeru. – Zero to liczba, która mówi więcej niż wszystkie konferencje prasowe ministra edukacji narodowej – podnosi prezes Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej.
Niechęć do przedmiotu widać także w dużych miastach. Akcja Uczniowska – organizacja, która zaangażowała się w promocję „edukacji zdrowotnej” – na łamach Wirtualnej Polski ubolewa, że także w Warszawie są klasy, gdzie na nowe zajęcia przychodzą raptem 2 lub 3 osoby. Reforma Nowackiej – poza aspektem ideologicznym – jest też źle przygotowana od strony organizacyjnej. Władza rzuciła do szkół przedmiot, na którym najbardziej zależało garstce polityków i aktywistów, ale nie zadbała ani o przygotowanie, ani o merytorykę. Barbara Nowacka staje się symbolem polityka, który generuje konflikty społeczne i problemy dla rządu właśnie przez to, że nie chce i nie umie słuchać ludzi. – Paradoks tej historii polega na tym, że „edukacja zdrowotna” stała się synonimem chaosu i braku przygotowania. Religia została zepchnięta w planie lekcji na godziny najmniej wygodne, traktowana jest jak obcy element, którego trzeba się pozbyć. Nowy przedmiot, odwrotnie, umieszczano w atrakcyjnych godzinach, by wymusić zainteresowanie. Rodzice przejrzeli tę manipulację i odrzucili ją z całą stanowczością. To oni – a nie ministerialni urzędnicy – składając oświadczenia o rezygnacji z przedmiotu, uratowali system edukacji przed ośmieszeniem – zwraca uwagę dr Artur Dąbrowski.
Demoralizacja zamiast edukacji
Ministerstwo atakuje rodziców i uczniów nachalną kampanią informacyjną, także w mediach społecznościowych, ulotkami rozdawanymi w szkołach czy akcjami promocyjnymi w radiu. W ostatnich dniach Barbara Nowacka posunęła się nawet do agresywnego ataku na Konferencję Episkopatu Polski. – Tylko że cała ta ofensywa informacyjna nie zmienia faktu, że rodzice masowo odwracają się od tego przedmiotu. Bo oni wiedzą, że pod hasłem „edukacji zdrowotnej” kryje się demoralizacja, a nie nauka o odpowiedzialnym życiu. Warto przypomnieć, że w żadnym innym przypadku nowy przedmiot nie był wprowadzany w tak chaotyczny sposób – bez zaplecza, bez przygotowanych kadr, za to z politycznym zacięciem i nachalną propagandą – podkreśla dr Artur Dąbrowski.
Sposób forsowania przedmiotu pod hasłem „edukacja zdrowotna” jest niczym innym jak przerzucaniem odpowiedzialności na samorządy. To właśnie one, jako organy prowadzące szkoły, muszą w praktyce zmagać się z konsekwencjami tej decyzji, i to one spotykają się codziennie z rodzicami, którzy zwyczajnie nie chcą tych zajęć. – Czy to nie jest forma presji na lokalnych włodarzy? Oczywiście, że tak. Władza centralna odsuwa od siebie odpowiedzialność, zrzucając ciężar na gminy i powiaty, a samorządowcy muszą później tłumaczyć się przed własnymi mieszkańcami i wyborcami, którzy mają pełne prawo do sprzeciwu – punktuje Piotr Cieplucha. I nawet tam, gdzie lokalne władze sympatyzują z obozem rządzącym, nie jest im łatwo, bo bunt rodziców nie zna barw politycznych.
Trzeba też pamiętać, że w Polsce mamy świetnie przygotowanych katechetów i nauczycieli etyki, którzy potrafią uczyć o wartościach, odpowiedzialności i postawach obywatelskich w sposób mądry. – A więc problem polega nie na braku alternatywy, lecz na tym, że rząd próbuje na siłę wcisnąć coś, czego większość rodziców po prostu nie chce. Dlatego zachęcam, by angażować się w tę sprawę – apeluje dr Andrzej Mazan. Od decyzji rodziców zależy, jak ukształtują się kolejne pokolenia Polaków – czy będą wychowywane w duchu wartości, czy w cieniu ideologicznych eksperymentów.
Zgłaszać nadużycia
Ale już teraz pojawiają się informacje wyjątkowo niepokojące. Rodzice w niektórych częściach Polski zgłaszają problemy z wypisaniem dzieci z edukacji zdrowotnej. Część dyrektorów szkół wprowadza rodziców w błąd, jakoby deklarację można było złożyć dopiero podczas spotkania z wychowawcami. Są i takie sygnały, że w niektórych szkołach rodzice są informowani, że pomimo złożenia deklaracji ich dziecko jest zobowiązane chodzić na zajęcia do 25 września. Warto pamiętać, że złożenie oświadczenia przez rodziców jest samo w sobie skuteczne i nie wymaga innych działań biurokratycznych – nawet składania uzasadnienia. Dziecko nie może być także zmuszane do uczestniczenia w tego typu zajęciach. – Każdego rodzaju nadużycia ze strony szkół należy zgłaszać do organów kontrolnych – w tym kuratoriów – oraz informować swoich radnych miejskich lub powiatowych. W skrajnych sytuacjach jest także ścieżka sądowa – precyzuje Piotr Cieplucha.
Tymczasem Ministerstwo Edukacji Narodowej zapewnia, że na wszelkie wnioski dotyczące przedmiotu „edukacja zdrowotna” należy czekać. Dopiero po 25 września – znając pełną skalę wypisanych dzieci – MEN zdecyduje się na przygotowanie podsumowania.

